whos.amung.us

wtorek, 28 kwietnia 2015

Ostatnie przemówienie Bronisława Komorowskiego, czyli Mission Accomplished

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Muszę przyznać, że to, co reżimowe media wyprawiają w związku ze śmiercią Władysława Bartoszewskiego stanowi nawet dla mnie zagadkę i pewnego rodzaju wstrząs. Z towarzystwa, którego niewątpliwym reprezentantem był ów dziwny człowiek odeszli już (w kolejności chronologicznej) Jacek Kuroń, Czesław Miłosz, Bronisław Geremek, Wisława Szymborska, no i, zaledwie w zeszłym roku, Tadeusz Mazowiecki, jednak, o ile sobie dobrze przypominam, w żadnym wypadku poziom propagandowego szaleństwa nie był aż tak uderzający. Ja oczywiście, mając świadomości szczególnych nastrojów poprzedzających wybory prezydenckie, rozumiem, jak ciężko jest tym hienom zrezygnować z tak smakowitego kąska, uwzględniając jednak nawet i tę poprawkę, można się zdziwić. Wystarczy może jak wspomnę, że dziś nawet mój teść, a więc człowiek związany z obozem władzy całym swoim sercem, duszą i rozumem, wyraził pewne zażenowanie, oświadczając, że on oczywiście wie, jak wielkim człowiekiem był Zmarły, niemniej jednak…

Pytanie więc, które nasuwa się jako pierwsze i podstawowe, brzmi następująco: Czemu oni to robią? Dla potrzeb dyskusji przyjmijmy, że Władysław Bartoszewski rzeczywiście był wielkim Polakiem i człowiekiem dla Polski zasłużonym. Jednak nawet jeśli przyjmiemy to absurdalne założenie, musimy się zastanowić nad tym, czy oni naprawdę doszli do przekonania, że im bardziej nakręcą tę histerię, tym lepszy wynik osiągnie ich kandydat, a więc owa żałoba to zwykła hucpa, czy są już zwyczajnie tak głupi, że z ich strony mamy w istocie rzeczy do czynienia z pokazem autentycznego bólu? Czy jest taka możliwość, że oni tego Bartoszewskiego do tego stopnia uwielbiali, że przy nim gaśnie nawet wielkość Tadeusza Mazowieckiego? Nawet Szymborskiej? Przypomnijmy sobie, co działo, kiedy tamci umierali, i popatrzmy na to, z czym mamy do czynienia teraz. Przecież między jednym a drugim rozciąga się istny kosmos.

W wieku 94 lat zmarł Władysław Bartoszewski, a w telewizji TVN24 wystąpił Henryk Wujec (swoją droga, ja wciąż czekam na informacje o człowieku, którego on jakiś czas temu przejechał na pasach) i ogłosił, że Bartoszewski odszedł „zbyt wcześnie”. I to też prowokuje pytania. Ile, zdaniem Wujca, powinien żyć ktoś taki jak Bartoszewski, by należało uznać, że nadszedł jego czas. 100 lat, 120, a może 300? Rozumiem, że dla niego 94 to wciąż za mało. A może jest tak, że Wujec świetnie wie, że jeśli człowiek żyje w miarę dobrym zdrowiu całe 94 lata, to powinien Bogu dziękować, że podarował mu tyle aż czasu na danie świadectwa, tyle że wie też, czego od niego wymaga potrzeba chwili i gada, co mu jego cwany instynkt podpowiada. A może faktycznie jest tak, że dla Wujca Władysław Bartoszewski był zjawiskiem tak perfekcyjnie cudownym, że ten idiotyzm był jedyna rzeczą, jaką on był tego dnia w stanie z siebie wydusić?

To jest to, co ja potrzebuje dziś wiedzieć. Czy to możliwe, że dla nich odejście Bartoszewskiego to koniec świata, jaki znamy? Czy to możliwe, że oni są aż tak głupi?

Jak już pisałem, w miniony piątek poszedłem z synem do cyrku. Ponieważ był to cyrk ze zwierzętami, przed wejściem, jak się należało spodziewać, kotłowały się grupki dziewczynek z pomalowanymi na czarno włosami i kolczykami w nosach, wargach, policzkach i brwiach, rozdających ulotki zachęcające do tego, by cyrki bojkotować. Wziąłem jedną z tych ulotek i trafiłem na wiersz podobno Wisławy Szymborskiej, zatytułowany „Zwierzęta cyrkowe”, o następującej treści:

Przytupują do taktu niedźwiedzie
skacze lew przez płonące obręcze,
małpa w żółtej tunice na rowerze jedzie,
trzaska bat i kołysze oczy zwierząt,
słoń obnosi karafkę na głowie,
tańczą psy i ostrożnie kroki mierzą.

Wstydzę się bardzo, ja – człowiek.


Źle się bawiono tego dnia

nie szczędzono hucznych oklasków,
chociaż ręka dłuższa o bat
cień rzucała ostry na piasku.


Zdaję sobie sprawę, że obniżanie poziomu tego bloga ma swoje granice, i ja je właśnie przekroczyłem, jednak chciałem bardzo pokazać, że zawsze może być gorzej. Otóż kiedy Władysław Bartoszewski w roku 2007 podzielił się z nami refleksją na temat Polski, że „jeśli panna nie jest piękna i posażna, to powinna być choć sympatyczna, a nie nabzdyczona”, a ci co go słuchali, wybuchnęli radosnym i pełnym podziwu dla starego umysłu śmiechem, to tym samym zarówno on, jak i ci, co się śmiali, sięgnęli poziomu znacznie, znacznie niższego, niż Wisława Szymborska w wyżej zacytowanym wierszu. A mimo to, ona takiej fety nie otrzymała.

Zbliżają się wybory prezydenckie 10 maja, w których Władysław Bartoszewski nie weźmie udziału. A to sprawia, że Bronisław Komorowski dostanie ten jeden głos mniej. Jednak to nie wszystko. Jest jeszcze coś. Jak wiemy, zabierając głos na niedawnej konwencji kandydata, ten sam Bartoszewski wyjaśnił, że on głosuje na Komorowskiego, bo jemu bardzo zależy, by prezydentem nie został Andrzej Duda, a to w tym jednym celu, by to nie on wygłaszał mowę pożegnalną na jego pogrzebie. Wydaje się więc, że to jest już załatwione. Jeszcze jakieś życzenia? Nie widzę, nie słyszę. W tej zatem sytuacji, myślę, że wszyscy z czystym sumieniem możemy już głosować na Dudę. A przynajmniej ci z nas, którzy wiedzą, że na ich pogrzebie, ktoś taki jak prezydent przemawiać nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz