whos.amung.us

niedziela, 26 kwietnia 2015

Oni dzielą i rządzą, a my plujemy im pod nogi

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)

Jeśli pochylimy się nad polityczną historią Polski minionych 25 lat, to co nas powinno zastanowić, to sposób w jaki System rozgrywał nas za każdym razem, gdy decydowały się losy Państwa i Narodu. Rzecz mianowicie w tym, że tak naprawdę oni nigdy nie potrzebowali stosować wobec nas jakichś szczególnie przebiegłych technik manipulacyjnych, nie musieli opracowywać szczególnie wymyślnych sposobów kontrolowania publicznej świadomości, nie mieli najmniejszego powodu wreszcie, by powoływać jakieś specjalne grupy politycznego terroru. Wystarczyło skorzystać ze starej dobrej metody, tradycyjnie określanej nazwą „dziel i rządź” i ją na spokojnie realizować.

Przypomnijmy sobie czas, gdy po roku rządów gangu pod przywództwem Bronisława Geremka, doszło do wyborów prezydenckich, gdzie naprzeciwko Tadeusza Mazowieckiego stanął Lech Wałęsa, a przerażony perspektywą porażki System przeciwko Wałęsie wystawił niejakiego Stana Tymińskiego. Jest dziś oczywiście niełatwo opisać grę owych interesów, niemniej System zaliczył wówczas ciężką porażkę, a Tymiński, zamiast zneutralizować Wałęsę, wyeliminował z gry Mazowieckiego, co spowodowało, że wobec nowego prezydenta trzeba było użyć środków specjalnych.

Mam nadzieję, że pamiętamy też pierwsze prawdziwe wolne wybory parlamentarne roku 1991, kiedy to do Sejmu weszło 29 różnych – głównie prawicowych i wzajemnie skłóconych – ugrupowań, z których 11 wprowadziło zaledwie jednego posła. Jeśli ktoś myśli, że ja przesadzam, przypominam, że zwycięzca owych wyborów, czyli Unia Demokratyczna uzyskała 13,5% głosów, następni w kolejce komuniści – 13%, a cała reszta została podzielona między tak zwana „prawicę”. A teraz proszę bardzo wszystkich o minimum refleksji.

Pamiętamy zapewne wybory prezydenckie roku 1995, kiedy już było wiadomo, że Wałęsa to agent, z drugiej strony mieliśmy błękitną koszulę Aleksandra Kwaśniewskiego, a System, by ostatecznie doprowadzić do rozgrywki Wałęsa-Kwaśniewski, przeprowadził na prawicy taki festiwal patriotyzmu, że ostatecznie na placu boju został tylko… Wałęsa. Ja to pamiętam jak najgorszą zarazę.
Od roku 1990 mija 25 lat i pod pewnym szczególnym względem są one naznaczone dwoma stałymi – proszę mi wybaczyć to określenie – przekleństwami. Otóż z jednej strony, patriotyczna Polska tak naprawdę nigdy nie miała choćby jednego polityka, który potrafiłby skutecznie wystąpić przeciwko potędze Systemu, a z drugiej, ta sama Polska pozostawała tak okrutnie bezradna wobec tak żenująco prostego przekrętu, jak owo wspomniane wyżej „dziel i rządź”.

I oto po latach, niemal jak dar od Boga, pojawia się Andrzej Duda. I ani mi w głowie sugerować jego absolutną wybitność, ani mi w głowie twierdzić, że oto ktoś, kto nas ostatecznie wyzwoli. Nic podobnego. Żyjemy w czasach ostatecznych, natomiast ja twierdzę, że przed nami człowiek, który jest w stanie pokonać Bronisława Komorowskiego i dać nam choćby chwilę oddechu. A na to System wychodzi z tym samym co 25 lat temu przekrętem i stawia nam przed oczami prawdziwych tytanów: Grzegorza Brauna i Pawła Kukiza. Prawdziwych patriotów. A my kamieniejemy bezradni jak dzieci.

Mamy jeszcze niespełna trzy tygodnie. Proszę, opamiętajmy się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz