whos.amung.us

środa, 1 kwietnia 2015

Raz jeszcze o BFG i próbie instalowania Kolumbii nad Wisłą

Autor: Integrator

Wybaczcie, nie pamiętam tytułu filmu ale w tym przypadku to sprawa drugorzędna. Dla potrzeb tego tekstu wystarczy wiedzieć o czym był ten obraz a był o parze która w wyniku wyjątkowego splotu wydarzeń uwikłała się w napad na bank. Skok udał się, milion dolarów wylądował w bagażniku samochodu a gdy nasi świeżo upieczeni gangsterzy po całym dniu jazdy zatrzymali się w końcu na noc w jakimś zapomnianym motelu, dowiedzieli się z telewizji, że są poszukiwani przez policję stanową za kradzież dwóch milionów. Dokładnie tak. Ukradli milion a w telewizji usłyszeli, że dwa. Jak to możliwe? Otóż właściciel banku korzystając z okazji zatrzymał sobie drugi milion, doliczając go do rachunku rabusiów. Wiedział bowiem, że nawet jeśli ci dwoje zostaną złapani i zaczną przysięgać się na życie swych matek, że wzięli tylko milion, nikt im nie uwierzy. Wziął więc przy okazji trochę dla siebie, tym chętniej, że całą stratę powstałą w wyniku rabunku miała pokryć polisa ubezpieczeniowa. No właśnie...

Piszę o tym bo gdy analizuję wypłaty z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego dla członków dwóch upadłych kas, dokonywane tytułem pokrywania sum gwarantowanych, mam nieodparte wrażenie, że nie tylko ja ten film oglądałem. Może ja coś źle kombinuję i wtedy ten tekst traci rację bytu ale gdy po raz pierwszy pojawiła się sprawa SKOK Wołomin, trafiłem na informację, że panowie z WSI wyprowadzili z tej kasy dwieście milionów złotych. Proceder wyglądał z grubsza w taki sposób, że do placówki przychodził umówiony człowiek, składał wniosek o pożyczkę na kwotę na przykład dwustu tysięcy złotych, dając w zastaw nieruchomość wartą dziesięć razy mniej. Osoba w której gestii leżało to prawo wyrażała zgodę na wykonanie przelewu i tak w koło Macieju, czynność ta była powtarzana z różnymi osobami i różnymi kwotami do czasu aż zabrakło w kasie pieniędzy. Gdy sprawa się rypła a skala przekrętu została nam wszem i wobec obtrąbiona, w mediach zaczęła niespodziewanie krążyć znacznie wyższa kwota bo czterysta milionów złotych, jako ta ostatecznie już skalkulowana suma ukradzionych pieniędzy. Minęło trochę czasu i dziś słyszę, że w sumie Bankowy Fundusz Gwarancyjny na upadłe SKOKi wydał 3 miliardy złotych. Cóż za cudowne rozmnożenie. Z tego co wiem, do tej pory upadły dwie kasy przy czym Wołomin był drugą co do wielkości po „Stefczyku” kasą w systemie. Nawet jeśli zgodzimy się, że faktycznie i ostatecznie wyprowadzono jednak te czterysta milionów, to całkiem nie mam pojęcia skąd się nagle wzięły te miliardy? Ale tak sobie myślę, kombinuję i zaczynam zastanawiać się czy ludzie, którzy koordynowali akcję wyprowadzania pieniędzy z kasy Wołomin, nie wpadli przypadkiem na pomysł, by wykorzystać sytuację do końca i podebrać przy okazji trochę kasy z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego? Jak? Dokładnie tak jak to zrobił ów bankier z filmu. Proszę sobie wyobrazić taki scenariusz tym razem krajowej produkcji, że panowie z byłych służb wyprowadzają z kasy dwieście milionów złotych, jak to już się stało. Gdy sprawa zostaje ujawniona do kasy wchodzi zarząd komisaryczny lub syndyk celem oszacowania strat i rozpoczęcia wypłat z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Wystarczy wtedy, tak zaledwie na chwilę przed wejściem komisarza, utworzyć dla kolejnych słupów kilkanaście całkowicie fikcyjnych lokat na kolejne dwieście  milionów a potem wysłać ich do BFG z wnioskiem o wypłatę rekompensaty. Ja oczywiście nie wiem czy tak było ale tak się te kwoty zmieniają, że taka mnie myśl chcąc-nie-chcąc naszła.

Druga rzecz warta w tych dniach naszej uwagi to kolejny udział WSI w tego typu przekręcie. Proszę zauważyć jak konsekwentnie pomija się ten wątek w dyskusji jaka toczy się wokół SKOKów. To całkiem tak  jakby w przypadku pospolitej kradzieży, wszyscy rozmawiali o tym co i jak ukradziono z niewiadomych powodów nie interesując się osobą złodzieja. A czas ku temu najwyższy. Po wyprowadzeniu setek milionów z Wojskowej Akademii Technicznej, potem Amber Gold, teraz Wołomina i trudno zgadnąć ilu jeszcze podmiotów o których nie mamy pojęcia, ta organizacja, a raczej ludzie którzy ją kiedyś tworzyli dawno powinni być przez Państwo Polskie rozpoznani i policzeni. Powinni być błyskawicznie objęci specjalnym postępowaniem, jako że grupa ta ma dziś już wszelkie znamiona organizacji mafijnej. I żeby było jasne, ja tu nie mam na myśli jakiegoś tam „Pruszkowa” czy tym podobnych grup, bo to z czym mamy dziś do czynienia to organizacyjnie poziom  o wiele, wiele wyższy. Mamy też dowody na bardzo bliskie i osobowe powiązania członków tej "spółdzielni" z politykami na najwyższych szczeblach władzy. Z politykami, trzeba to powiedzieć, w pewnym sensie już złamanymi czy zwyczajnie skorumpowanymi, w dodatku takimi którzy już choćby poprzez powzięcie wiedzy o nielegalnych działaniach swych przyjaciół stali się współudziałowcami w przestępstwie polegającym na synchronicznym rabowaniu kolejnych, polskich instytucji finansowych. Ponadto te koneksje sięgają wyjątkowo wysoko, że tylko wymienię prezydenta Komorowskiego, który do tej pory nie wytłumaczył się ze swych powiązań z tą grupą zasłaniając się przed sądem lukami w pamięci.  

Sprawa jest poważna bo wszyscy dobrze wiemy jak dziś wygląda sytuacja w Kolumbii, gdzie mafia tak bardzo wgryzła się w struktury państwa, że zniszczenie jej wydaje się być już niemożliwe. Stopień zainfekowania tego organizmu jest tak duży, że usunięcie zainfekowanych komórek musiałoby się wiązać z likwidacją niemal większości struktur państwa. Dodatkowo, choroba ta bardzo szybko rozprzestrzenia się po całym organizmie i skutecznie zaraża kolejne komórki. W jednym z programów poświęconych Kolumbii trafnie stwierdzono, że mafia wypracował tam już nie tyle skuteczne systemy obronne, co mechanizmy filtrujące dopływ odpowiednich osób do najważniejszych organów w tym kraju. Dzięki temu zminimalizowano prawdopodobieństwo pojawiania się choćby małej grupy ludzi, która mogłaby chcieć z czasem przeprowadzić operację amputowania chorych organów.

My tu w Polsce, póki co nie osiągnęliśmy jeszcze tego poziomu destrukcji struktur państwa ale niechybnie sprawy idą w tym właśnie kierunku. Nie jest już tajemnicą, pokazał to Patryk Vega w filmie „Służby specjalne”, że Bronisław Komorowski został wprowadzony na fotel prezydenta za pomocą skomplikowanej gry operacyjnej koordynowanej przez ludzi z byłego WSI. Innym dowodem skuteczności działania tej paramafijnej organizacji było zamieszanie do jakiego doszło przy okazji ostatnich wyborów. Do tego koszyczka trzeba też dorzucić pobicie jednego z członków Komisji Nadzoru Finansowego i tym samym zastraszenia pozostałych. Wspominam o tym bo to jest instytucja kluczowa dla naszego rynku kapitałowego, kontrolująca wszelkie operacje na nim zachodzące i bez wcześniejszego sparaliżowania jej działań kontrolnych nie dałoby się przeprowadzić akcji typu Amber Gold czy Wołomin. Dlatego, wszelkie zagrożenia mogące wpłynąć na jej pracę powinny być likwidowane przez państwo jako takie w sposób błyskawiczny. Niestety tak się nie stało i mimo, że członkowie tej komisji występowali o przydzielenie im osobistej  ochrony, odmówiono im tego komfortu. 

Sprawy idą w złym kierunku. Jeśli prześpimy ten czas a organizacja której poświęciłem niniejszy tekst wzmocni się kolejnymi milionami wyssanymi z kolejnych instytucji, nie tylko państwowych, to za parę lat możemy mieć tu drugą Kolumbię. Nie żartuję ani nie przesadzam. Jest jeszcze czas by tym tendencjom przeciwdziałać niestety do tego potrzebna jest wola polityczna, na drodze której stoją wspomniani wcześniejszej, zainfekowani już politycy. Jak choćby prezydent, który na dniach wystąpił w mediach w obronie dobrego imienia WSI. Doszliśmy Panie i Panowie do krytycznego punktu historii naszej demokracji. Oto pomimo deszczu afer z udziałem funkcjonariuszy tych służb prezydent kraju bez najmniejszego wstydu staje z nimi w jednym rzędzie. Nie wolno Wam tego nigdy zapomnieć!  

Zapewne zapytacie na koniec czy jest choć odrobina nadziei? Tak, bo skracając słowa pana Bronisława Komorowskiego, które wypowiedział na miesiąc przed tragedią smoleńską wobec osoby Lecha Kaczyńskiego jest wciąż nadzieja, że: „przyjdą wybory prezydenckie [...] i to się wszystko zmieni”. Niech Wam zatem przy urnach nawet powieka nie zadrży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz