whos.amung.us

środa, 29 kwietnia 2015

O burdelach dla owadów czyli o wyrzucaniu pieniędzy w błoto

Autor: Integrator

Za oknem wiosna i z tej okazji będzie tu coś lekkiego, mam nadzieję, że i zabawnego. Tygodnik co prawda ma ścisłą formułę i traktuje o sprawach ważnych, ale nie zaszkodzi przecież wpuścić trochę innego powietrza. Do dzieła! 

Unia Europejska jak wiemy to miejsce ścierania się przeróżnych interesów. A że na tym stole leżą także, czy przede wszystkim, interesy najsilniejszych państw (nie tylko z tego kontynentu), stała się ona de facto narzędziem podporządkowywania sobie krajów pomniejszych. I głównie po to wciągano je do tej wspólnoty a że wyznaczono tam miejsce także i dla nas to płyniemy tym kanałem ku przeznaczeniu jakim niechybnie jest pierwsza lepsza kratka ściekowa. Jak więc idzie o sprawy kluczowe i przyjęte strategie to na lata do przodu wszystko jest pozamiatane, że przytoczę tylko obowiązującą doktrynę Bartoszewskiego, która w skrócie sprowadza się do dwóch słów - siedzieć i milczeć. No więc siedzimy i milczymy, w zamian za co dostają nasi notable odpowiednie sumy a my tu na dole szansę wyrwania paru złotych na przeróżne głupoty. Jak się jednak okazuje, ta głupota zaczyna przenikać pomiędzy zwykłych ludzi, co gorsza, zaczyna cienkim strumykiem docierać do naszych dzieci. A obok takiego zagrożenia to już na prawdę trudno przejść niewzruszenie. Jak obok hotelu dla owadów sfinansowanego z budżetu partycypacyjnego miasta Warszawy na który natknąłem się w jednym z tutejszych parków. Poniżej widniał taka oto informacja: 

"Hotel dla owadów. Zrealizowano w ramach projektu: Domki dla skrzydlatych, pasiastych przyjaciół.
Jest to miejsce życia wielu pożytecznych owadów: samotnych pszczół, pięknych motyli i chrząszczy. W domkach owady mogą się czasowo zatrzymać podczas poszukiwania pokarmu. Zbierając pyłek i nektar umożliwiają one zapylanie roślin i produkcję nasion. Dodatkowo domki oferują owadom miejsce do rozmnażania i przetrwania zimy. Dzięki temu liczba tych niezmiernie pożytecznych skrzydlatych, często pasiastych przyjaciół może wzrosnąć i nie znikną one z krajobrazu miasta.




Przyznam się, że niewiele rzeczy potrafi mnie wbić w ziemię jak to zrobiła powyższa konstrukcja. Od razu więc mówię, że to jest dla mnie hit absolutny, durnota klasy A, którą ja w prywatnym rankingu umieszczam na samym szczycie. Od lat nieprzerwanie zajmowała to miejsce akcja Sprzątanie Świata ale Hotel dla owadów jest od teraz po prostu the best. A skoro jesteśmy już przy tym sprzątaniu (właśnie miało ono swoją kolejną odsłonę), przyznam, że z trudem pojmuję jak można wyciągać dzieci ze szkół i kazać im zbierać śmieci a potem jeszcze przypisywać tym działaniom rzekome walory edukacyjne? Przecież każde dziecko potwierdzi, że dla nich to żadna nauka a jedynie okazja by się urwać z lekcji, a nawyk nieśmiecenia jeśli takowy posiadają wyniosły pierwej z rodzinnego domu niż ze szkoły. Szkoła może ten sygnał tylko wzmocnić, nic ponadto, dlatego zmuszanie dzieci do zbierania syfu jaki porzucają przechodnie, począwszy od puszek po piwie a skończywszy na ulotkach domów publicznych czy zużytych prezerwatywach (bo i na takie niespodzianki dzieci przy okazji tej akcji natrafiają), uważam za niebywały skandal. Więcej dałoby tym dzieciom porządkowanie porzuconych grobów lub czyszczenie jakiegoś pomnika, niż to łażenie z workami po mieście za nauczycielką, która jak to widziałem parę dni temu, szła na przedzie bez worka i bez rękawiczek. Pewnie dlatego, że w temacie czystości ona wie już wszystko, no i pewnie dlatego, że to jest akcja dla dzieci, niemniej proponuję, żeby sprzątaniem świata zajęli się po dawnemu dorośli. Niech to może za rok robią dziennikarze, w kolejnym roku politycy a potem marynarze albo lekarze. Gdy wrócą styrani do domów będą mieli większą motywację by przekazać swym dzieciom odpowiednie w tym temacie wytyczne. 

Ale wróćmy do tego hotelu. Mamy go na szczycie listy przykładów ludzkiej głupoty, wypada zatem by jury uzasadniło swą decyzję. Otóż pomijając fakt, że mnie w szkole uczono by niczego do drzew nie przybijać ani nie przyszywać jak to w tym przypadku zrobiono, no i pomijając jeszcze ten fakt, że domek umieszczono tuż przy chodniku a więc w razie gdyby ten hotel owady jednak zaczęły odwiedzać, będzie on źródłem dyskomfortu tak dla samych mieszkańców domku jak i spacerujących skwerem ludzi, to wszystko co napisano tytułem wyjaśnienia na kartce poniżej jest delikatnie mówiąc nieporozumieniem. 

Owszem, owady dzielimy na pożyteczne i te które nazywamy szkodnikami. Dla przykładu biedronka zjada mszyce, wykonuje więc pracę jak najbardziej pożyteczną, ale już taki motyl choć pomaga zapylać kwiaty, zanim stanie się motylem musi stać się wcześniej żarłoczną larwą, która potrafi siać prawdziwe spustoszenie pośród różnego rodzaju upraw rolnych. No więc ten podział na złe i dobre robaczki rozumiem ale już nie pojmuję  dlaczego autorzy tej instrukcji  uznali za zasadne podkreślić fakt, że to jest hotel tylko dla tych dobrych? Trudno wszak od nich wymagać by umiały czytać, trudno też wymagać by zgodnie z naszą klasyfikacją ustaliły między sobą które są pożyteczne a więc które zgodnie z wolą pomysłodawców mogą tam nocować a które nie. Istna komedia. Dalej czytamy, że owady te mogą się tam zatrzymać czasowo na okres poszukiwania pokarmu. Już to przerabialiśmy zaledwie zdanie wcześniej ale znów nie wiem, jakim cudem te owady mają wiedzieć, że to nie jest dom stałego pobytu a tylko hotel na godziny? Mam więc nadzieję, że na wszelki wypadek w ramach dofinansowania tego projektu, uwzględniono też odpowiednie kwoty tytułem wynagrodzenia dla osób, które z zegarkiem w ręku będą sprawdzały czy dajmy na to taki grubas chrabąszcz nie próbuje zainstalować się tam na dłużej. Gdyby dochodziło do takich nadużyć, ów zatrudniony człek, specjalnym patyczkiem, mógłby szybko eksmitować oszusta zwalniając lokal dla czekających na pobliskiej gałęzi, innych strudzonych poszukiwaczy pokarmu. To na prawdę nie jest zły pomysł, zważywszy na fakt, że w ramach walki z bezrobociem, są przecież pieniądze dla tych co dzierżąc w dłoni tablicę ze znakiem STOP przeprowadzają dzieci przez ulice. 

Na pewno pomysłodawcy hotelu dla owadów uwzględnili w swych planach rozwiązanie dla tego problemu, jak i to w jaki sposób zabezpieczyć gości hotelowych przed głodnym pająkiem, który mógłby źle odczytać ich intencje i potraktować hotel nie jako miejsce odpoczynku a spiżarnię pełną smakołyków. Co tam pająk. Na tym skwerze jest pełno ptaków, które na pewno nie przegapią okazji by powyciągać lokatorów tego hoteliku z ich pokoików niczym łasuch czekoladki z pudełka. No chyba, że jednak nie uwzględnili, urzędnik w końcu też człowiek i może się mylić. Tedy wzywam Radę Miasta Stołecznego Warszawy by w trybie pilnym wniosła poprawki do budżetu bo to już nie są przelewki. Tu się panie i panowie urzędnicy ważą sprawy życia i śmierci. 

Tymczasem w kolejnym zdaniu autorzy pomysłu informują, że dzięki tym hotelom owady mogą się rozmnażać i nie znikną przez to z krajobrazu miasta. No i tu się robi na prawdę poważnie. Bo jak wiemy w Polsce domy publiczne są zakazane a tu wychodzi na to, że hotel hotelem, odpoczynek odpoczynkiem a tak na prawdę tu idzie o prokreację, a jeszcze pewniej o zwykły seks. W dodatku uprawiany w miejscu publicznym, na oczach matek z wózkami i bawiących się dzieci. Chciano dobrze a wyszła katastrofa i zgorszenie dla maluczkich. Szkoda, że nie poddano tego projektu pod publiczną debatę, moglibyśmy wspólnym wysiłkiem zawczasu wyłapać wszystkie jego słabe strony, a tak powstał nie lada problem prawny no i oczywiście moralny. Inna sprawa, że troska pani Gronkiewicz-Walz o utrzymanie przyrostu naturalnego wśród owadów jest na moje wyczucie nieuzasadniona. Trochę też dziwnie się czuję, jako mieszkaniec kraju w którym przyrost naturalny dla homo sapiens jest ujemny, gdy widzę tak spektakularne wysiłki władz Warszawy by poprawić liczebność naszych mniejszych braci, owadów. Ja rozumiem intencje ale to jest wobec naszego gatunku oczywisty akt dyskryminacji zważywszy na fakt, że nas ludzi jest na świecie niewiele bo ponad sześć miliardów podczas gdy owadów około miliard miliardów. Żeby lepiej unaocznić te dysproporcje i gigantyczną niesprawiedliwość jaka nas ludzi za przyczyną prezydent Warszawy spotyka, dodam, że ktoś się już nad tym problemem pochylił i wyliczył, że jeśliby przyjąć, że przeciętny owad waży 0,1 g, a przeciętny człowiek 50 kg, to na jednego z nas przypada 15 tysięcy kilogramów owadów. I kto tu jest gatunkiem zagrożonym?

No dobrze, starczy tego dworowania. Przyznacie jednak sami, że trudno zachować powagę, gdy podczas morza potrzeb pieniądze wydaje się na burdele dla owadów. 

Kontakt do Redakcji: tygodniksolidarni@gmail.com 


5 komentarzy:

  1. U nas w Katowicach w parku też stoi coś takiego. I ja od pierwszego razu, jak to zobaczyłem, zastanawiałem się i nad budżetem i nad sposobem podziału otrzymanych z Unii środków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. Myślałem że to jest sprawa tylko dla Warszawiaków. A wychodzi na to, że to jest jakiś plan dla całej Polski. A jak tak to tu już poszła proporcjonalnie odpowiednia kasa.

      Usuń
  2. Pisze Pan o czymś, o czym nie ma Pan pojęcia. Po pierwsze: ma Pan najwyraźniej za idiotów i ignorantów biologów, którzy konsultowali ten projekt. Czy naprawdę sądzi Pan, że XXI wieku ktoś zgłosiłby i wykonał dom dla owadów bez ustaleń ze specjalistami?

    Po drugie: najpierw zauważa Pan, że to projekt z budżetu partycypacyjnego a potem zaprzecza temu pisząc, że to prezydent miasta tak troszczy się o populację owadów. Czyżby nie wiedział Pan, czym jest budżet partycypacyjny?

    Po trzecie: żarty z dbania o liczebność pszczół są kompletnie na miejscu. Ich liczba drastycznie spada i jeśli nie przestanie, będziemy mieć gigantyczną katastrofę ekologiczną i bezprecedensowy kryzys rolnictwa, sadownictwa i przemysłu spożywczego.

    Po czwarte: takie domy dla owadów istnieją w Warszawie od lat, np. na dachach centrów handlowych, i nie ma z nimi żadnych problemów. Pomijam już fakt, że w innych dużych miastach Europy stosuje się to rozwiązanie od co najmniej 20 lat.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jest Pan pewien że ten projekt bym konsultowany z biologami? PO nie konsultowało z psychologami i pediatrami zmian dotyczących wysyłania dzieci o rok wcześniej do szkół więc pytam - z kim dokładnie konsultowano ten projekt?

    Projekt partycypacyjny to pomysły mieszkańców. Ale jak Pan się chwilę zastanowi to dojdzie do prostego wniosku, że ich jest cała masa a pieniędzy już mniej, więc ktoś podejmuje decyzje które projekty będą realizowane a które nie, lub później.

    Żarty to tym razem Pan sobie robi. Na prawdę uważa Pan że populację pszczół uratujemy tymi domkami? Przecież one giną przez chemikalizację rolnictwa, są teorie że gubią się przez fale emitowane przez nasze urządzenia komunikacyjne. Domki mają je uratować? Niech mi tam przy tym domku postoi godzinę i zrobi mi zdjęcie, choć jedno z jakimkolwiek owadem w środku.

    Po czwarte.... Już o tym pisałem. Próbuje Pan mi powiedzieć, że pszczoła będzie mieszkała nie tam gdzie chce tyko tam gdzie my zechcemy. Ciekawie Pan postrzega prawa natury. Na pewno po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.pb.pl/3561976,1070,greenpeace-buduje-w-polsce-hotele-dla-owadow jeden domek 800zł Zaprawdę mają rozmach.

    OdpowiedzUsuń