whos.amung.us

niedziela, 12 kwietnia 2015

Nie tylko Faustyna

Autor: ks. Jan Dobrowolski
Ponoć przed samą śmiercią o. Jacek Woroniecki miał taki sen – oto stoi na sądzie przed obliczem Chrystusa, który kartkuje jego potężne dzieło o etyce wychowawczej. Wspaniała książka – dwa grube tomy teologii moralnej najwyższej próby, których nie sposób chyba przeczytać bez odkrycia, jak bardzo jeszcze daleko człowiekowi do ideału. Pan Jezus, z poczuciem humoru właściwym osobom inteligentnym pyta więc o. Jacka, starego dominikanina: Mam cię sądzić według tego, co tu napisałeś? „Według słów Twoich, sądzę Cię, sługo…”. Ojciec Woroniecki szybko jednak odpowiada – napisałem też broszurkę o Twoim miłosierdziu, pamiętasz? Przed każdą Niedzielą Przewodnią, którą dziś obchodzimy jako Święto Miłosierdzia, sięgam po tę właśnie broszurkę, dobrą i czytelną teologię miłosierdzia, napisaną w strasznym 1943 roku, krótko po śmierci św. siostry Faustyny.
Ojciec Woroniecki na początku swojej książki wspomina krótko o św. Faustynie. Jednak jej dzieło traktuje jako inspirację, by zwięźle opowiedzieć, jaka jest chrześcijańska nauka o miłosierdziu. Parafrazując św. Ambrozego, nazywa miłosierdzie szczytem religii chrześcijańskiej. Po przedstawieniu nauki Starego Testamentu, Ewangelii oraz Listów Aposotliskich, o. Woroniecki dodaje jeszcze refleksję nad tekstami świętych doktorów. Wszystko w odpowiednim i jasnym porządku. Ojciec Jacek pisał, jakby jego „broszurkę” miał sprawdzac sam św. Tomasz z Akwinu. Można się uśmiechnąc, że pewnie lżej by mu było, żeby to Pan Jezus ją przeczytał, niż  św. Tomasz, największy z umysłów średniowiecza, układajacy wszystko i naświetlający każdą kwestię. Jest to humor z rodzaju tych, które krążą o naszym wielkim papieżu Benedykcie: papieże na sądzie ostatecznym stoją ze swoimi encyklikami, by sprawdził je św. Paweł Apostoł co do poprawności. Co jakiś czas z niebieskiego pokoiku wychodzi po rozmowie mniej lub bardziej zafrasowany ojciec święty i zabiera się za poprawianie, tego, co było nie tak. Po czym wchodzi papież Benedykt i po długim czasie pokój przesłuchań opuszcza św. Paweł, który chwali się ze szczęśliwą miną, ze tylko List do Rzymian trzeba poprawić. To oczywiście żart, ale jest w nim pewna mądrość – teologia to bardzo poważna sprawa. W „Tajemnicy Bożego miłosierdzia” nic nie trzeba poprawiać, a choć książka jest bardzo poważna, to nie trzeba być aż św. Pawłem, by ją pojąć.
Celność o Jacka jako teologa widać już w tytule: wydaje się, że nic bardziej oczywistego od faktu, że Bóg jest miłosierny. Bóg mi przebaczy, to jego zawód – ten bon mot nie bez powodu przeżył pamięć tego, kto ukuł go na łożu śmierci. A jednak – miłosierdzie Boga to Tajemnica Wiary, a więc coś, co przerasta nasz rozum. Chesterton powiedział kiedyś o tajemnicach wiary, że owszem, przerastają one rozum, ale na tej zasadzie, na jakiej ocean przerasta łódkę. Ocean nie zmieści się do statku, a wręcz – napełnienie statku wodą oznacza zatoniecie. O ile więc nie zbadamy metodami nauk ścisłych miłosierdzia Bożego, ani żadnej innej Tajemnicy, o tyle ich obecność przy nas, blisko, jest żydciodajna dla człowieka. Zarówno dla jednostki, jak dla społeczeństwa.
Widać to jasno,  gdy o. Jacek wymienia pierwszą rzecz, jakiej Bóg oczekuje od ludzi wobec Swojego miłosierdzia. Jest nią nadzieja. Okazuje się, że znane nam „Jezu ufam Tobie” ze słynnego obrazu jest echem niezliczonych wezwań, kóre rozbrzmiewają w Piśmie Świętym. O ile jedno z nich przywodzi na myśl kotwicę (myślę tu o fragmencie z listu do Hebrajczyjków) to w innych wezwaniach do ufności dostrzegam potężny żagiel, który może ruszyć z miejsca łódkę, z robaczkem małym jak ja, albo wręcz całą wielką nawę Kościoła. Nadzieja to cnota, która się śpieszy, napędza. Biegnie ku temu, Który dopiero ma przyjść.
Szerokie spojrzenie o. Jacka, który przedstawia panoramę nauki o miłosierdziu w dziejach chrześcijaństwa, rodzi  jeszcze jedną refleksję. Otóż, popularną sprawą stało się, w związku z rosnącym kultem miłosierdzia, rozszyforwywanie, co miała na myśli św. Faustyna, mówiać o iskrze miłosierdzia, która ma wyjść z Polski i zapalić świat przed przyjsciem Chrystusa w chwale. Określano nią „Dzienniczek”, całe dzieło św. Faustyny, papieża Polaka, lub jeszcze inne rzeczy. Czy można mieć nadzieję, że chodzi tu o nas wszystkich? O cały Kosciół w Polsce? W swoim podręczniku etyki katolickiej o. Woroniecki wymownie pisał o naszym narodzie:
My Polacy, odkąd historia się nami zajmuje, występujemy z dość wybitnymi cechami sangwiników, i do dziś dnia te cechy zachowaliśmy. Mamy wszystkie dobre cechy tego temperamentu, ale mamy i złe; zdolni, mili, uprzejmi, łatwo naginający się do najcięższych warunków i nie tracący ducha w najgorszych opałach, usłużni, gościnni, rzutcy, jesteśmy z drugiej stroni lekkomyślni, bardzo próżni, niesłowni, nieprawdomówni, zmienni, niewytrwali, co pozwoliło Sienkiewiczowi powiedzieć: „Nie znam drugiego zakątka ziemi, w którym by tylu ludzi marnowało tak świetne zdolności, w którym by ci nawet, którzy coś dają, dawali tak mało, tak niesłychanie mało w stosunku do tego, co im Bóg dał”.
 Warto dodać, że od czasów o. Jacka dorobili się Polacy wręcz święta swoich wad, uroczystości władców tego świata, dnia, którego motto to mackiewiczowskie nie trzeba głośno mówić. Obchodzi się ten dzień Wielkiej Mgły w okolicach Wielkanocy, zawsze 10 kwietnia. Nie jest to bowiem tylko dzień modlitwy i oddania czci tym, którzy zmarli. Jest to również okazja, by starą zasadę ulicznych złodziei (najgłośniej krzycz łapaj złodzieja! gdy uciekasz z łupem) przekuć na narzędzie utrzymania władzy… Uważam, że sprawa katastrofy smoleńskiej nie jest czymś marginalnym, przeciwnie – jest najjaskrawszym przykładem choroby, która trapi Polskę. Poczynając od wójta spod „zielonego sztandaru”, który manipuluje wyborami, poprzez układy i układziki, rządzące w naszych urzędach, tak świeckich, jak i kościelnych, aż po kwestię tego, kto naprawdę nami rządzi i dokąd nas prowadzi – wszystko to są objawy jednej jednostki chorobowej, jednego braku, jednej wielkiej polskiej nędzy.
Ojciec Jacek Woroniecki mówi o trzech sprawach, jakich domaga się od nas miłosierdzie Boże: o nadziei, o synowskiej bojaźni oraz o miłosierdziu świadczonym innym ludziom. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że największym gestem miłosierdzia wobec naszego społeczeństwa jest przypominanie o kapitalnym znaczeniu prawdy. Okazuje się, że grube tomy katolickiej etyki to właśnie lektura dla tych, którzy zrozumieli przesłanie książeczki o Bożym miłosierdziu. Jeśli więc dziś łakniemy i pragniemy sprawiedliwości i prawdy, to rozmyślajmy jak najwięcej o Bożym miłosierdziu. Wobec śmiechu z naszych papieskich dywizji, jaki od czasów Stalina po dziś dzień rozbrzmiewa od Rosji do Berlina, musimy, po prostu musimy uwierzyć, że warto mieć nadzieję.

Kontakt do Redakcji: tygodniksolidarni@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz