whos.amung.us

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ludzie z Ogrójca

Autor: ks. Jan Dobrowolski

W Afganistanie odbył się pogrzeb kobiety, którą zlinczował tłum za rzekome spalenie Koranu. Niektóre relacje medialne podawały, że była ona chora psychicznie – inne, że te pogłoski rozpuszczała rodzina, by ratować siebie, lub ją. Nie wiadomo więc, czy zginęła dlatego, że była schizofreniczką, czy dlatego, że chciała studiować i być nauczycielką. Być może da się zgłębić temat i dojść, jak było. Zresztą – życie zarówno chorych psychicznie, jak i dociekliwych jest tak samo trudne w dzikich ostępach islamskiego świata. Wiem, bo znam chrześcijan, którzy starają się jakoś żyć w cieniu Półksiężyca. O ile jednak los wykształconej kobiety w Polsce jest raczej dobry, o tyle los osoby chorej psychicznie ciągle bywa bardzo trudny. Chrystus chwali zbawionych w opisie Sądu wg św. Mateusza: Byłem chory, a odwiedziliście mnie, byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie. Zdaje się, że czasem osoby chore są gdzieś pośrodku, w więzieniu, do którego nie chce się wchodzić nikomu zdrowemu. Posłuchajcie opowieści o pewnym proboszczu…

Opowieść usłyszałem dzisiaj, pierwszego dnia odnowienia misji w parafii, w jakiej pracuję. Jeden z misjonarzy opowiadał przy kolacji, jak to raz źle trafił. Przyszło mu głosić rekolekcje u proboszcza, który był naprawdę nie do zniesienia. Plebania – rozwalający się barak. Kościół -zaniedbany. Wszystkie msze spóźnione o 5-10 minut, co więcej, w trakcie mszy ów proboszcz małej, wiejskiej parafii, potrafił wszystko zostawić i pójść do zakrystii po kropidło, bo przypomniał sobie właśnie, że odprawia na niepoświęconym obrusie no i trzeba przecież go poświęcić. Misjonarz był tym wszystkim bardzo zgorszony i przejęty, mnożył przykłady dziwactw tego księdza. Ja zaś słuchałem i nabierałem pewności, że człowiek, o którym opowiada, jest po prostu chory psychicznie. Uśmiechy nad talerzami, misjonarz potoczyście opowiada o swoich doświadczeniach, anegdota za anegdotą, a ja w końcu przerywam i stwierdzam, że skrzywdzili tego księdza, robiąc go proboszczem. No i jestem zaskoczony zaskoczeniem siedzących przy stole. Jakby nikt o tym nie pomyślał. Po chwili misjonarz przytakuje: wie ksiądz, może ma i ksiądz rację, że go skrzywdzili. Dodaję jeszcze, że to problem kurii i biskupa, bardzo poważny problem i odpowiedzialność. Zapada cisza. Nikt nie przytakuje. Misjonarz podejmuje swoją opowieść, której finałem jest obiad odpustowy w sąsiedniej parafii, zakończony najpierw wielką obmową nieobecnego (spóźnił się, bo ma tragiczną organizację, nie mógł się zebrać, etc.), potem wesołym nagrywaniem się z niego przez księży z całego dekanatu. I tyle, bez współczucia czy próby zrozumienia.

W tej historii jest oczywiście jeszcze kwestia kilkuset, może nawet tysiąca dusz, sprawa pogrzebów, kazań niedzielnych, organizacji parafii – słowem, wszystkich tych rzeczy, którym wspomniany ksiądz nie potrafił normalnie podołać. O tym jednak nie rozmawialiśmy przy stole. W domu wisielca o sznurze cicho – obecni wiedzieli, misjonarz się domyślał, że u nas też są sytuacje, gdy ksiądz zupełnie się nie nadaje, a pracuje w duszpasterstwie.

Problemy psychiczne osób poświęconych Bogu to wielki temat tabu w Polsce. Począwszy od alkoholizmu, poprzez choroby psychiczne, depresje, skończywszy na przestępstwach seksualnych. Wielki, niewidzialny świat ludzkiego cierpienia i samotności, na którą nie ma pomysłu. Dzięki Bogu, że przynajmniej w kwestii alkoholizmu coś się ruszyło, wzrasta świadomość wśród przełożonych, że należy reagować, a nie zamiatać sprawy pod dywan. Myślę tu o mojej diecezji, choć na pewno jest różnie, gdy chodzi o całą Polskę. Co do sióstr zakonnych, to z tego co wiem, był niedawno pomysł, by powołać specjalny dom dla sióstr – alkoholiczek. Jednak po rocznym przemyśleniu problemu, na spotkaniu przełożonych wszystkie zgromadzenia jak jedno orzekły, ze nie trzeba, bo problemu nie ma. Nie ma też problemu z lustracją w episkopacie, nie ma problemu z alkoholizmem wśród osób życia konsekrowanego, nie ma problemu z liturgią tradycyjną w parafiach, nie ma problemu dziwacznymi z treściami katechez na niektórych grupach modlitewnych, oraz w końcu, nie ma również problemu z ukrywaniem molestowania dzieci i młodzieży. Zespół T. Love śpiewał w ten deseń, z podobnym do mojego sarkazmem: Jest super, jest super, więc o co ci chodzi? A, byłbym zapomniał, jeszcze problemu nie ma żadnego z finansami i rozliczeniami po parafiach, ani z mafią homoseksualną. Też nie ma tych problemów, uff. Jakby nie było tego zdania, pięknego zdania z listu do Efezjan:  O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus. Jeśli nie zrobi się pewnych rzeczy ewangelicznie, świat zrobi je po swojemu, naprawdę. Już robi…

Co ważne, przy całym szacunku i respekcie dla roli psychologii i terapii, nie można nastawiać się, że one wystarczą. Bodajże o. Józef Augustyn zwrócił kiedyś uwagę na fakt, że przegrał na tym Kościół na zachodzie Europy i w Ameryce – na zaniedbaniu duchowości kosztem „technik terapeutycznych”. Znam wielu ludzi, którzy pomagają innym wychodzić z różnorakich dołków, przy czym im bardziej doświadczeni są, tym więcej mówią o znaczeniu indywidualnej duchowości człowieka, jego modlitwy, przekonań, medytacji. No i nic nie da się zrobić bez miłości, mówią. Miłość (choćby w takiej czy innej wspólnocie) jest tu najważniejsza.

Kościół w Polsce to oczywiście nie tylko zamiatanie problemów i różnorakie patologie. Wielu ludzi jest dzielnych za siebie i jeszcze walczy o innych, o cierpiących i pogubionych. Jednak nasuwa mi się taka wizja: gdy Jezus uzdrowił niewidomego na kartach Ewangelii wg. św. Marka, najpierw widział on ludzi „niby drzewa”. Czasem myślę, że jesteśmy w podobnej sytuacji, z na wpół zdrowym wzrokiem. Gdy myślę o modlitwie w Ogrójcu, gdy Chrystus walczy duchowo w najważniejszą ze Swoich nocy, gdy uczniowie śpią, gdy w zaułkach Jerozolimy już słychać, jak maszerują zbrojni, jak dźwięczą monety w mieszku zabieganego apostoła… Jezus modlący się między drzewami oliwnymi… Może, gdyby się im przyjrzeć, okazało by się, że mają ludzkie twarze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz