whos.amung.us

piątek, 3 kwietnia 2015

Jaskółka kościelnego przedwiośnia, czyli o zamknięciu pewnej furtki.

Autor: ks. Jan Dobrowolski
 
Na temat otrzymywanej z Kurii cyfrowej korespondencji krąży w naszej diecezji wiele dowcipów i jest to nieraz humor dość wisielczy. Dziś jednak z radością i zdziwieniem stwierdziłem, że przysłano mi stamtąd naprawdę ważną informację. Biskupi zajeli się kwestią tzw. spowiedzi furtkowej. Wreszcie! Jak czytamy w decyzji konferencji episkopatu nr 2/368/2015:
(…) po zapoznaniu się z opinią komisji teologicznej w sprawie tzw. spowiedzi furtkowej, na podstawie art. 9 Statutu KEP podjęła decyzję o zakazie stosowania tej praktyki. Właściwą formą jest wypróbowana i przyjęta w Kościele praktyka spowiedzi generalnej, sprawowana zgodnie z obowiązującymi przepisami, dotyczącymi sakramentu pokuty i pojednania. Decyzja wchodzi w życie z dniem podjęcia.
We wspomnianej komisji teologicznej pracują teolodzy z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nie będę roztrząsał całego ich dokumentu na temat tej zdegenerowanej formy spowiadania. Jak często bywa, są w nim miejsca lepsze i słabsze. Mimo to można by pogratulować zarówno pracy, jak i spełnienia obowiązku, gdyby nie dwie sprawy. Po pierwsze – opinia ta jest o całe lata spóźniona. Po drugie – tzw. spowiedź furtkowa to tak pokraczny twór, że do jego odrzucenia powinien wystarczyć tytuł magistra z teologii, niekoniecznie profesura. Ba! Znajomość katechizmu i zdrowy rozsądek – to jedyne, co trzeba, by posłać ją do diabła. Jednak ani czasy nie sprzyjają ani czytaniu katechizmu, ani zdrowy rozsądek nie jest przesadnie modny. Stąd popularność tej formy spowiedzi i kierownictwa duchowego, mających rzekomo „zamknąć wszystkie furtki diabłu”. Pomóc ma w tym mocno rozbudowany rachunek sumienia, doszukujący się wpływów demona tam, gdzie raczej nikt by się ich nie spodziewał.
Spóźniona decyzja naszych biskupów ułatwi trudną walkę z tym nadużyciem. Mówię to ze swojego doświadczenia – gdy przyłapałem kilku księży na praktykowaniu tego głupstwa, najpierw grzecznie tłumaczyłem w oparciu o katechizm, tradycję, Biblię… Na darmo, nie było dyskusji, a nawet „dialogu”. Jeden dla świętego spokoju przyznał mi rację, ale potem znów – po jakimś czasie znalazłem go w dziwnym miejscu z mnóstwem kartek i fioletową stułą założoną na polar, oraz jakąś biedną duszą, próbującą pozamykać furtki szatanowi (taki jest cel tej praktyki, gdyby ktoś nie wiedział). Spróbowałem więc inaczej. Ważną rolę w „zamykaniu furtek diabłu” pełnią pytania pomocnicze. Podczas ewakuacji z wspomnianego dyskretnego pomieszczenia, ksiądz zgubił kartkę (kapłan możne dostać takie kartki, ze specjalnymi pytaniami, tylko wtedy, gdy sam najpierw wyspowiada się „furtkowo”). Zanim mu ją oddałem, dowiedziałem się z niej, że otwarcie furtki dla demona to choćby lektura filmów takich jak „Gwiezdne Wojny” czy „Kto wrobił Królika Rogera?”. Przykłady mnożą się zresztą jak króliki – był tam cały przegląd dzieł kultury popularnej, lepszych i gorszych, a co charakterystyczne – pochodzących sprzed co najmniej 15 lat… Powiedziałem potem temu księdzu, że oglądałem „Gwiezdne Wojny” tyle razy jako dziecko, iż musi być we mnie legion demonów, liczniejszy niż cała imperialna armada. Popatrzył na mnie tylko z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć: „niewykluczone”.
Tyle anegdot i dokumentów. Cała sprawa ma jednak jeszcze inne oblicze, które poznałem w konfesjonale. Wiem stamtąd właśnie, że oprócz grupy ludzi, którym taka spowiedź pomogła (dlatego, że najczęściej była jednak sakramentem, a nie z powodu serii głupawych pytań), jest liczna grupa osób zranionych, przestraszonych i zdezorientowanych przez tę praktykę. Najczęściej są to ludzie, których historię chciałoby się skwitować parafrazą Jezusowego „dość ma dzień swojej biedy” – dość ma ten człowiek problemów od prawdziwych demonów, od złych ludzi i od własnych grzechów, by musiał jeszcze cierpieć przez wielki zamęt, jaki kapłani mają w głowach. Łatwo sobie wyobrazić, co może pomyśleć człowiek, gdy już po takiej spowiedzi czuje się kuszony bądź w  inny sposób atakowany przez diabła. Czy nie zamknął przed chwilą wszystkich furtek? A co z wcześniejszymi, zwykłymi spowiedziami? Co, jeśli ktoś zaprosi go na film science fiction lub na kolejną część „Shreka”? 
Zamęt w dziedzinie duchowości nie zaczął się niestety wczoraj, jest głęboki i broni się skutecznie zawartą w sobie pogardą dla katechizmu i teologii oraz dla wszelkiego prawa. Ma w sobie też wiele emocji, pogoni za charyzmatami i pogardy dla tradycji. Nie dalej jak wczoraj uczestniczyłem w odpuście, na którym kaznodzieja, doktor teologii swoją drogą, ogłosił na koniec Mszy namaszczenie „olejkiem radości”. Wyjaśniał ten obrzęd w następujących słowach:
Nie mylcie tego z Namaszczeniem Chorych! To inny (sic!) sakrament! To sakrament… To właściwie parasakrament…
Dobrze, że się poprawił, prawda? By komizm i tragizm całej sytuacji sięgnął zenitu, na szafarzy namaszczania olejkiem radości (przywieziony prosto z Jerozolimy!) wybrano tylko prałatów i kanoników. Nie żebym żałował, że mnie pominięto. Po prostu zadziwia, jak łatwo bizantynizm (przesadna cześć dla honorowych urzędów) miesza się z jakimiś piątymi wodami po odnowach pentakostalnych.
Wobec kryzysu, którego rozmaite „spowiedzi furtkowe” i „olejki radości” są tylko przejawem, trzeba się cieszyć z ostatniej decyzji episkopatu.  Jest to krok w dobrym kierunku, bardzo spóźniony, ale niezbędny. Głupota jednak nie śpi, a diabeł ciągle ma powody do radości – jest wiele podobnych „pobożnych” tematów, zwłaszcza na styku duchowości i psychoterapii (rozmaite, niekiedy dziwaczne formy modlitw o uwolnienie/uzdrowienie). Módlmy się, by Kościół w Polsce pozamykał skutecznie jak najwięcej takich diabelskich furtek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz