whos.amung.us

wtorek, 10 marca 2015

Z życzeniami dla profesora Władysława Bartoszewskiego

Autor: Krzysztof Osiejuk (Toyah)
  Z informacji, jakie do mnie dochodzą, wynika, że gdy chodzi o sobotnią konwencją wyborczą Bronisława Komorowskiego, na którą w napięciu czekała cała Polska, by nie powiedzieć cały świat, największe wrażenie na obserwatorach, poza wjeżdżającym do sali autokarem, zrobiła pociągająca z flaszki premier Kopacz, jednak ja bym chciał zwrócić uwagę na coś, co chyba tylko ze względu na sędziwy wiek bohatera zdarzenia zostało dyskretnie przemilczane, a co z mojego punktu widzenia stanowiło pierwszy i tak naprawdę jedyny godny uwagi punkt dnia. Otóż w pewnym momencie wszedł na scenę tak zwany „profesor” Władysław Bartoszewski i ogłosił, co następuje (cytuję z pamięci):
       „Pytają mnie znajomi, dlaczego głosuję na Bronisława Komorowskiego, a ja im zawsze odpowiadam, że to dlatego, że mam już 94 lata i bardzo bym był niezadowolony, gdy miał mnie chować ktoś inny, niż on”.
      Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Władysław Bartoszewski już od parudziesięciu lat jest typowym wesołym staruszkiem, który niczym tak pięknie opisany przez J.D. Salingera sędziwy nauczyciel Holdena Caulfielda, ożywia się wyłącznie wtedy, gdy żartuje, a więc wszyscy mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by się przyzwyczaić, niemniej ta akurat wypowiedź robi wrażenie szczególne. Proszę bowiem zwrócić uwagę na to, co ów nieszczęsny człowiek powiedział. Ma on mianowicie już 94 lata i od pewnego już czasu żyje świadomością, że każdy kolejny dzień może być jego dniem ostatnim, i ma już tylko jedno marzenie, by kiedy umrze, na jego pogrzebie nie żegnał go Andrzej Duda. On ma 94 lata, jego życie dobiega końca, przed nim zagadki, których normalny człowiek nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić, a on zakłada garnitur i udaje się na konwencję Bronisława Komorowskiego, aby powiedzieć światu, że kiedy on umrze i Polskie Państwo zorganizuje mu pogrzeb, on sobie życzy, by nad jego grobem przemawiał ktoś z Platformy Obywatelskiej, PSL-u, SLD, czy choćby i Ruchu Palikota, byle tylko nie jakiś tępy pisowiec. A zgromadzona publiczność, słysząc te słowa, wybucha szczerym entuzjazmem dla owej demonstracji miłości do Ojczyzny i Człowieka.
        Oni więc szaleją, a ja sobie przypominam, jak zaledwie kilka dni po Smoleńskiej Katastrofie, ten sam Bartoszewski udzielił wywiadu dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, w którym wyraził opinię, że w związku z tym, że samoloty generalnie się rozbijają, on nie widzi powodu, byśmy się akurat tym razem mieli jakoś szczególnie tym, co się stało, emocjonować, a ja sobie natychmiast pomyślałem, że on tak naprawdę uważa, że świat tak naprawdę jest piękny. I powiem szczerze, że nie wiedziałem, co to za cholera… aż do dziś. Dziś nagle zrozumiałem, że Władysława Bartoszewskiego tak bardzo ucieszyła śmierć Lecha Kaczyńskiego, bo on w tamtym momencie zrozumiał, że to nie Kaczyński będzie wygłaszał pożegnalną mowę na jego pogrzebie.
      Niektórzy z nas pewnie w tym momencie się spodziewają, że ja już za chwilę znajdę jakiś odpowiedni bon mot, by podsumować ten rodzaj obłędu, a może też i opętanie, jakiemu ulegli ci wszyscy, którzy tego dziwnego pana tak bardzo hołubią, jednak nic z tego. Ja do ludzi starszych i niedołężnych na ciele i umyśle mam stały i niewzruszony szacunek, i w żaden sposób nie mam zamiaru dokuczać Władysławowi Bartoszewskiemu i szydzić ze stanu, w jakim znalazł się on na krawędzi życia. Natomiast jak najbardziej chciałbym poinformować fanów Bartoszewskiego, że skoro już weszliśmy na poziom ostatniej woli człowieka stojącego nad grobem i to w dodatku w zaproponowanej przez samego zainteresowanego poetyce, to powinniśmy wszyscy życzyć mu jednego: niech nam Pan Profesor kituje w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, bo w maju już może być za późno i znów trzeba będzie czekać – a i to w najlepszym wypadku – do jakiejś katastrofy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz