whos.amung.us

czwartek, 19 marca 2015

Wychowani do ADHD

Autor: Integrator

Urodziny chrześniaka to dobra okazja by wybrać się do kina a przy okazji posiąść wiedzę o kondycji młodego pokolenia, które niechybnie wzrasta by już wkrótce zająć nasze miejsca. Jeśli nie jest się nauczycielem, a przynajmniej rodzicem gromadki dzieci za źródło wiedzy w tej trudnej materii musi starczyć to kino. No więc spróbowałem i nie bez smutku przyznaję, że po tym doświadczeniu z zaskakującą mocą na powrót zagościła w mym sercu troska o przyszłość tego kraju.

Pamiętam, że gdy miałem zaledwie parę lat rodzice bezwzględnie zwracali mi uwagę ilekroć zachowywałem się niestosownie, szczególnie w miejscach publicznych, a całą gamę zachowań, które powodowały ich reakcję otwierało „chałasowanie”. Karcili mnie wówczas w sposób skutecznie docierający do wyobraźni dziecka, zadając mi pytanie czy jestem w lesie? I choć w lesie też wydzierać się za bardzo mi nie pozwalali, by nie płoszyć zwierząt, to owo przyrodnicze odniesienie działało. Z czasem nauczyłem się, że w miejscach publicznych, a już bez wyjątku w pomieszczeniach gdzie przebywają ludzie, nie wolno schodzić poniżej poziomu wyznaczonego kanonami dobrego wychowania. Tak jest do dziś i gdy jadę autobusem rozmawiam przez komórkę głosem ściszonym a gdy w kinie chcę się podzielić jakąś uwagą przekazuję ją szeptem. Cieszę, że gdy widzę, że podobnie wychowano mojego chrześniaka i jednocześnie z przerażeniem odkrywam, że to jest rzecz absolutnie wyjątkowa.

Bez znaczenia czy dzieci były z rodzicami czy same, wszystkie bez wyjątku wbiegły na salę kinową z okrzykami na ustach i buczało tak to rozbrykane towarzystwo do czasu aż każde z nich odnalazło swoje miejsce. Gdy proces usadawiania dobiegł końca okazało się, że choć wolnych foteli jest na sali bardzo dużo, przede mną i za mną wszystkie miejsca zostały obstawione. Z przodu usiadła mama z synkiem, za mną cała banda kilkuletnich chłopców. Jak idzie o nich, to był wcale przykry widok bo choć każdy z nich był naprawdę dobrze ubrany, i każdy z nich trzymał w dłoniach popcorn i colę, to wszyscy przyszli sami. Radzili sobie jak umieli, każdy przed każdym grał przysłowiowego chojraka a i tak było widać, że to nie jest to czego oni z głębi serca pragną.  

Zanim opiszę jak się to rozbrykane towarzystwo dalej sprawowało muszę wtrącić tu taką uwagę. Otóż nie pojmuję jakim typem człowieka trzeba być a dokładnie na jak niskim poziomie braku wyczucia trzeba operować, by przed bajką dla dzieci wyświetlać reklamy w których najpierw jakaś blond cizia żując gumę mogła prezentować swoje walory, a w kolejnej skąpo ubrane panie w zwolnionym tempie prężyły się próbując zachęcić obecnych na sali do kupienia ciuchów? Co za niepojęta durnota! Ludzie którzy w taki sposób dobierają reklamy według mego skromnego zdania, osiągnęli poziom zbydlęcenia, który nie pozwala im już odnotowywać sytuacji szczególnych podczas, których wypada pukną się w to co im jeszcze wyrasta z szyi i zadać sobie pytanie - co ja wyprawiam!? To zbydlęcenie nie uznaje żadnych zasad więc pozwala im umieszczać reklamy nagich kobiet myjących się mydełkiem Fa albo prawie nagich prezentujących bieliznę przed seansem na który z racji tematyki przychodziły siostry zakonne i księża. Byłem świadkiem takiej sceny o ile dobrze pamiętam gdy w kinach leciał film " O Karolu który został Papieżem" i nigdy nie zapomnę zakłopotania w jakie wpędzono tych ludzi.  

A wracając do rozbrykanych małolatów gdy już wszyscy dobrze naoglądaliśmy się reklam, puszczono w końcu bajkę i mogłem w bardziej dyskretny sposób obserwować to co wyprawiało się na sali. Wierzcie lub nie ale zaledwie po dwudziestu minutach od rozpoczęcia bajki chłopiec który przyszedł z mamą wstał, przeciągnął się i powiedział, że on się nudzi. No i że w związku z tym chce już iść do domu. Mama kazał mu usiąść i przestać gadać na głos ale na nic się to zdało bo to dziecię do końca seansu już tylko kręciło się w fotelu, przybierając coraz to inne pozycje by w końcu wylądować na podłodze, skąd regularnie podnosiła go mama tylko po to by mógł cały proces schodzenia do parteru rozpoczynać od nowa. I tak przez cały seans. Z tyłu było nielepiej bo każdy z owych pięciu chłopców choć z przejęciem śledził to co działo się na ekranie, to z niemniejszym zacięciem kopał w oparcie fotela naprzeciwko. Tak się przy tym zgrali, że gdy tylko jeden kończył to zaczynał kopać kto inny. Każdemu z osobna zwracałem uwagę, każdy z nich z nieukrywanym przejęciem przepraszał, tylko po to by za chwilę znów oddać się tej czynności. Ja się im bardzo uważnie przyglądałem i jestem pewien, że oni nie robili tego ani ze złością ani na złość, zwyczajnie tego nie kontrolowali. To było jedno z tych zachowań i czynności stadnych, które oni wzajemnie u siebie podglądali i od siebie przejmowali. A że po drodze nie było nikogo kto zwróciłby im uwagę, zachowanie to utrwaliło się i stało się czynnością automatyczną, niekontrolowaną.

Rozmawiam czasami z nauczycielami o tym co się dziś z dziećmi wyprawia, no a najchętniej bo poznawczo wysłuchuję wszelkich frustracji w związku z faktem, że mamy tak okropną młodzież i bezustannie zachodzę w głowę jak to jest, że tak wiele osób wyczulonych jest na złe zachowanie a tak niewiele potrafi dostrzec przyczyn tego stanu rzeczy. Jakby sprawę nie badać w przeważającej większości te dzieci takim się przecież nie rodzą. One takie są bo takich mają rodziców. Można próbować uciekać od tej konkluzji ale one są obrazem nas samych, dowodem nieskuteczności systemu wychowawczego który względem nich stosujemy, jeśli w ogóle. Nam się najpierw wielu rzeczy nie chce, mniejsza o to czy to z braku czasu czy zwykłego lenistwa, a potem „robimy Eurekę” i zaskoczeni odkrywamy, że nasze dzieci nie są takimi jakimi sobie je wymarzyliśmy. Dobrze jeszcze gdy umiemy się do tego przyznać wszak są i tacy zawodnicy, którzy przyczyn wolą szukać w kryzysie Kościoła i szkoły, podczas gdy to są komórki owszem wychowawcze, ale też takie które mogą tylko wesprzeć rodziców w zadaniu wychowawczym, w żadnym razie nie mogą ich zastąpić. A już najbardziej bawią mnie tłumaczenia rozhisteryzowanych mam, które braki w wychowaniu swych dzieci próbują przykrywać syndromem ADHD. Co ja mówię - braki w wychowaniu - w wielu przypadkach dzieci stają się chodzącymi pomnikami klęski procesu wychowawczego ich rodziców. Tak się składa, że mam paru znajomych psychologów i oni z przekąsem twierdzą, że prawdziwe ADHD zdarza się im naprawdę bardzo rzadko. Twierdzą, że w większości przypadków przychodzą do nich, to ich słowa, rozwydrzone bachory którym się na wszystko pozwala. Co ciekawe, większość z tych dzieci wie co się kryje pod skrótem ADHD i z premedytacją wpisują się w ten typ zachowań by za chwilę usprawiedliwiać je tym zaburzeniem.


Jest jeszcze taka strona tego mało zaszczytnego medalu, że nierzadko w nas samych drzemią małe dzieci, które nie pozwala nam skupić się należycie na zadaniu wychowawczym. Widziałem wczoraj w markecie dwóch dorosłych ludzi jak chodząc z koszykiem pomiędzy półkami zajadali się - jedno batonem, - drugie piło soczek z butelki. Tak sobie to sprytnie wymyślili, że jak skończą konsumować, przedstawią opakowanie w kasie i wszystko będzie jak być powinno ale nie widzą, że tu absolutnie nic nie jest tak jak powinno. Nie rozumieją, że to jest zachowanie właściwe dzieciom w dodatku tym najmłodszym, które nie potrafią sobie odmówić niczego bez względu na to czy są w kościele czy sklepie, którym dla świętego spokoju daje się coś do pochrupania. Ta niedojrzałość dorosłych może mieć jednak twarz znacznie bardziej ponurą. Całkiem niedawno miałem okazję rozmawiać z panią, która okazała się być lekarzem w przychodni gdzie wykonuje się badanie płodu pod kątem wad genetycznych. Okazuje się, że bardzo wiele matek nie jest dziś w stanie nawet przez wzgląd na zdrowie dziecka noszonego pod sercem zrezygnować z palenia papierosów. Pani doktor ilekroć przychodzi do niej kobieta na odpowiednie badania, z obowiązku pyta czy pali a jeśli otrzyma odpowiedź potwierdzającą, z tegoż samego obowiązku ale i z troski o dziecko przypomina o zgubnym działaniu nikotyny na jego rozwój. Proszę sobie wyobrazić, że w bardzo wielu przypadkach pani doktor spotyka się ze słabo-tłumioną złością mam-palaczek, które nie życzą sobie by im takie rzeczy wypominano. One wszystkie dobrze o tym zagrożeniu wiedzą ale że nie chcą rezygnować z przyjemności palenia, tudzież podjąć się trudnej walki z nałogiem, upychają wyrzuty sumienia gdzieś bardzo głęboko w sobie. Pani doktor twierdziła, że ma pacjentki, które w geście wielkiej ofiary z dwóch paczek papierosów dziennie zeszły do połowy jednej i na tym poziomie wyrzeczenia poprzestają już do końca ciąży!


Ostatnim czasem bardzo dużo mówi się o gender. Nie chcę pomniejszać zagrożenia jakie płynie z tej nowej formy totalitaryzmu, który za przyczyną organizacji międzynarodowych próbuje narzucać wszystkim nam globalny schemat wychowawczy i który w gruncie rzeczy sprowadza się do próby przemodelowania zachowań społecznych i deprawowania dzieci począwszy już od wieku przedszkolnego. Naszła mnie jednak i taka myśl, że owszem, mogą posłowie narzucić nam jeszcze niejedną ustawę uderzającą w rodzinę, mogą wprowadzić aborcję na receptę albo związki homoseksualne ale na nic się to zda jeśli nie będzie komu z tych pomysłów korzystać. A nie będzie komu jeśli dobrze wychowamy dzieci, tak by mogły w dalszej konsekwencji zakładać zdrowe rodziny. Prawda?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz