whos.amung.us

niedziela, 22 marca 2015

Wszyscy ludzie EMPiK-u, czyli co tak skwierczy?

Autor: Krzysztof Osiejuk (toyah)
 
Gdyby ktoś miał wątpliwości, to ja wiem naturalnie, że są rzeczy, których czynić nie wypada, a wśród nich znajduje się też czytanie bloga człowieka podpisującego się Józef Moneta. Powiem więcej: jeśli jest tak, że nie wypada zaglądać na blog Józefa Monety, to należy też uznać, że tym bardziej nie wypada odwoływać się do tego, co tam jest napisane, jako do źródła inspiracji. Mało tego. Jest tak, że jeśli ktoś już przeczytał, co tam ma do powiedzenia bloger Józef Moneta i ów tekst wydał mu się interesujący, to już z całą pewnością nie godzi się tym chwalić. Tymczasem sprawy się mają tak, że ja nie wiadomo czemu wczoraj na blog blogera Józefa Monety zajrzałem, jego tekst przeczytałem i uważam go z, z naszej perspektywy, absolutnie bezcenny, a to z tej prostej przyczyny, że bez niego nie moglibyśmy sobie powiedzieć tego, co powiedzieć trzeba, a przez to bylibyśmy jeszcze głupsi, niż jesteśmy.
 
      Na szczęście, kiedy wspominam o tekście Józefa Monety, to nie mam na myśli tekstu jako takiego, bo tam tekstu praktycznie nie ma, a to co w środku, to nic więcej, jak dwa cytaty. Pierwszy z nich, to wypowiedź Tomasza Terlikowskiego dla Telewizji Republika związanej z wykorzystaniem przez „Empik” do świątecznej promocji wizerunków Marii Czubaszek i Adama Darskiego. Posłuchajmy:
 
       „Empik już od jakiegoś czasu przysuwa się w kierunku lewicowym. Staje się księgarnią dla ‘lemingów’. Nie trzeba oglądać spotów, żeby się o tym przekonać. Mam wrażenie, że co raz więcej ludzi normalnie myślących powie Empikowi ‘bye, bye’. Empik chce wywołać skandal i chce, żebyśmy o tym rozmawiali”.
 
        Drugi fragment notki Józefa Monety to już nawet nie cytat, ale duże kolorowe zdjęcie państwa Terlikowskich i informacja podana przez portal fronda.pl,  że w EMPiK-u w Warzawie, w dniu 18 marca bieżącego roku – a więc ledwo co wczoraj – odbędzie się spotkanie z autorami i promocja książki Małgorzaty i Tomasza Terlikowskich „Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich”.
 
       Józef Moneta, a więc człowiek, którego podstawowym, jeśli jedynym, zadaniem na blogach jest dbanie o to, by Polska, jako byt niepotrzebny i bez jakiejkolwiek przynależności,  ostatecznie zdechła, szydzi naturalnie z owego upiornego wręcz zakłamania Terlikowskich, ja jednak już się tylko zastanawiam, jak jest skonstruowany ów system, który z jednej strony dopuszcza do ekscesów takich, jakie zaprezentowali nam ci państwo, a z drugiej wynajmuje takiego Józefa Monetę, że by owe ekscesy tropił i je bez żadnej litości ujawniał. No bo zastanówmy się przez chwilę, z czym mamy do czynienia. Terlikowscy wydają książkę o tym, jakie to wyzwanie i udręka mieć dzieci i jak bardzo trzeba się modlić, by Dobry Bóg pozwolił tę gehennę  przetrzymać i nie skończyć tak, jak ten nieszczęśnik, który przed rokiem spalił na śmierć całą swoją rodzinę, książkę o której pies z kulawą nogą nie słyszał i nie usłyszy, i która dosłownie nikogo nie interesuje, EMPiK urządza książce promocję w samym centrum Warszawy, jej autorzy bez najmniejszego poczucia wstydu na ten deal idą, a wynajęty przez ten sam system, który to wszystko opracował, bloger ów przekręt ujawnia, wznosząc tumany antyprawicowego szyderstwa, a my mamy wierzyć, że to wszystko tak jakoś wyszło? I że tu nikt nie miał nic złego na myśli? Bądźmy poważni.
 
       Myślę, że większość z nas pamięta zamieszanie, jakie jeszcze w czasie Adwentu powstało w związku z tym, że kierownictwo EMPiK-u porozwieszało po swoich księgarniach plakaty z twarzami Nergala i Marii Czubaszek, żeby zachęcać nas do przedświątecznych zakupów. Oczywiście, protest był natychmiastowy, a jej liderem mianował się sam Wojciech Cejrowski, który publicznie wezwał do nie kupowania jego książek w EMPiK-u. Po kilku dniach EMPiK uznał, że cel został osiągnięty, plakaty zdjął, Cejrowskiego oficjalnym pismem zapewnił, że nic złego nie miał na myśli, Cejrowski przeprosiny przyjął i ogłosił koniec bojkotu. Jak się dziś okazuje, z bardziej znanych postaci, protestował również Tomasz Terlikowski, ale on też, jak widzimy, z EMPiK-iem się pogodził.
 
      I można by było wyrazić radość z faktu, że wszystko dobrze się skończyło i wrócić do codziennych trosk, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że faktycznie wygląda na to, że dokładnie ta sama firma, która twarzami swojej przedświątecznej akcji promocyjnej uczyniła Marię Czubaszek i Adama Darskiego, dziś, jakby na jednym oddechu, organizuje promocję Tomaszowi Terlikowskiemu i jego katolickiej wizji rodziny. Nie oszukujmy się. Tu wcale, wbrew temu, co próbuje nam powiedzieć Józef Moneta, nie chodzi o jakąś niekonsekwencję czy wręcz zakłamanie. Nic podobnego. Firmy takie jak EMPiK oraz ludzie tacy jak Tomasz Terlikowski, a więc w żaden sposób nie debiutanci, którzy dopiero próbują się rozejrzeć po okolicy i ocenić sytuację, działają w oparciu o pełną konsekwencję i nawet jeśli od czasu do czasu uznają, że czas na zmiany, to owe zmiany i tak podporządkowane są podstawowej myśli strategicznej. Rzecz w tym, że nawet jeśli od maja tego roku władze EMPiK-u w każdym swoim salonie każą umieścić figurkę Matki Bożej z Lourdes, Wojciech Cejrowski zostanie członkiem władz firmy, Tomasz Terlikowski szefem działu religijnego w „Gazecie Wyborczej”, Adam Darski nagra płytę z pieśniami eucharystycznymi, a Maria Czubaszek przed sama śmiercią przyjmie Komunię Świętą, to dla nas te ruchy nie będą znaczyć nic. Dlaczego? Już to napisałem: liczy się strategia, a ona pod samego początku obejmuje udział ich wszystkich i każdy z nich wie doskonale, co ma robić, co mówić i gdzie stać. Ja bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że te plakaty z Nergalem tak naprawdę nie miały zapowiadać Świąt, ale właśnie wydanie książki Terlikowskich.
 
         Moim zdaniem, to co w tym wszystkim jest znacznie ciekawsze, niż wczorajsze spotkanie, jakie państwo Terlikowscy mieli z czytelnikami w EMPiK-u na Marszałkowskiej, to ta książka, przypomnijmy, pod tytułem „Masakra piła mechaniczną w domu Terlikowskich”. Chodzi o to, że Terlikowscy mają pięcioro dzieci i w związku z tym uważają swoje życie za ofiarę. Otóż ja znam rodziny, które mają jedno dziecko, a ich życie stanowi „masakrę”, jakiej pusty łeb Terlikowskiego nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Tyle że oni nie piszą książek o tym, jak to Chrystusowa Miłość pozwala im mężnie i z radością ową „masakrę” znosić. A nie piszą, bo nie mają do tego ani czasu, ani głowy. Pięcioro dzieci i wieczór autorski w EMPiK-u! Co za bezczelność i co za fałsz! Kiedy papież Franciszek wspominał o katolikach, którzy z posiadania dzieci czynią argument na rzecz swojej gnuśności, broniłem go przed atakami wściekłej faryzei, ale dziś widzę, że wtedy jeszcze nie do końca wiedziałem, jak ważny problem opisał Papież i jak celnie, choć z charakterystyczną dla siebie delikatnością, się do niego odniósł. Trzeba było dopiero Terlikowskich z tą ich piłą na wieczorze w EMPiK-u, żeby zobaczyć tę smołę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz