whos.amung.us

sobota, 14 marca 2015

Czy w III RP szef KNF może być kurierem?

Autor: Integrator

Zadzwoniła dziś do mnie znajoma, która pracuje w Skok Ubezpieczenia, żeby się poskarżyć. Oto będąc wczoraj w drodze na potkanie z klientem zaparkowała firmowy samochód na parkingu przed supermarketem, gdzie podszedł do niej człowiek, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy i w obecności paru przechodniów znawymyślał jej od złodziei. Opowiadała mi to wciąż będąc jeszcze w emocjach więc nie pytałem o szczegóły. Z tego jednak co ona zrozumiała człowiek ten na fali kampanii kłamstw jaką prowadzi się w mediach przeciwko SKOKom, widząc samochód z takim logo dostał szału a ona mogła już tylko powoli wycofując się w kierunku samochodu ratować skórę.

Skok Ubezpieczenia to marka opisująca konglomerat dwóch firm ubezpieczeniowych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK i Towarzystwa Ubezpieczeń Życie S.A., z czego to pierwsze zostało powołane do życia już w 1995 roku celem przede wszystkim zabezpieczenia lokat zakładanych w Skokach przez ich członków. Od początku była to firma niezależna i niepowiązana finansowo z kasami, ma własny zarząd, własną strategię, własne finansowanie i odrębne bilansowanie. Zaś z chwilą gdy parę lat temu SKOKi zostały objęte gwarancjami Bankowego Funduszy Gwarancyjnego, tak jak wszystkie banki, Skok Ubezpieczenia przestał ubezpieczać lokaty i działa na tym samym polu co inne firmy ubezpieczeniowe. To są informacje dostępne na wielu stronach internetowych no ale trudno wymagać, żeby zwykły zjadacz chleba szukał głębiej odpowiedzi na potrząsające jego wnętrzami pytania, skoro mediach podają mu na tacy odpowiednią interpretację kłamstw, którymi go wcześniej dobrze nakarmiły. I nie ma znaczenia, że firmę w której pracuje moja znajoma łączy ze Skokami już tylko to samo logo i nazwa. Narracja w mediach jest taka, że Skoki to złodzieje a jak Skoki to i Skok Ubezpieczenia.

Ja już tu raz o strukturze systemu Skok pisałem przy okazji sprawy ze SKOK Wołomin, kasy którą założyli ludzie z przeciwnego obozu, który potem został dokładnie wyczyszczony z pieniędzy a na koniec wykorzystany jako ładunek o dużym społecznie polu rażenia, który zdetonowano medialnie tylko po to by pokazać nam wszystkim jak z gruntu rzeczy podła to i oszukańcza instytucja. Umknęło jakoś zaangażowanym w popularyzowanie tej mistyfikacji dziennikarzom, że Kasa Krajowa której rolą jest nadzorowanie kas spółdzielczych, na dwa lata przed pokazowym aresztowaniem zarządu SKOK Wołomin, poinformowała Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) i prokuraturę o nieprawidłowościach do jakich tam dochodziło a na które natrafiła podczas wykonywania swych ustawowo nakazanych obowiązków kontrolnych. Człowiek w miarę rozgarnięty, od razu znajdzie podobną analogię w zachowaniu KNF w odniesieniu do afery z Amber Gold o której nikt już dziś nie pamięta a o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu której to firmy ta instytucja była także informowania z dużym wyprzedzeniem. I tak jak w przypadku Wołomina, dopiero gdy zniknęły gigantyczne pieniądze (przypuszczam, że odleciały za granicę samolotami ich linii lotniczej) podjęto odpowiednie kroku. Rychło w czas. O KNF i o prawdziwym obrazie stabilności systemu finansowego napiszę Wam w kolejnym tekście a póki co chciałbym dziś poświęcić chwilę na zneutralizowanie papki jaką od paru dni karmią nas media w temacie rzekomego wyprowadzenia przez założyciela systemu kas spółdzielczych, grubych milionów raz to poza granice kraju raz to do Stowarzyszenia, którego jest właścicielem. To nie przypadek, wszak wprowadzanie do obiegu medialnego wzajemnie sprzecznych informacji jest typowym działaniem służb i ma na celu wytworzenie jazgotu informacyjnego w którym mało kto jest w stanie się połapać. A nawet jeśli komuś udałaby się ta sztuczka i poukłada wszystkie puzzle w jedną całość i tak otrzyma nieprawdziwy obraz sytuacji, bo zbudowany na oszczerstwach. Większość z nas nie będzie jednak próbowała niczego sobie układać, pójdzie na łatwiznę i dla świętego spokoju przełknie tą papkę. Właśnie taki jest cel tych działań. Taki jest w nich zamysł, że zwykli ludzie mają być bombardowani danym tematem aż im się zacznie przelewać, aż na dźwięk słowa SKOK albo Bierecki zaczną zaciskać pięści aż zaczną wylewać odkładającą się w ich sercach żółć na wszystko co ze SKOKami związane, ot choćby na bogu ducha winnych szeregowych pracowników. Warto zadać sobie w tym miejscu pytanie czy Kłamczych-Smoleńska podtrzymując tą medialną nagonkę na SKOKi pamięta tragiczne skutki podobnej fali nienawiści jaką swego czasu rozpętano przeciwko wszystkiemu co ma związek z PiSem? Jeśli nie, warto by sięgnęła pamięcią do wydarzeń z biura poselskiego w Łodzi.
 
Ale wróćmy do tych milionów. Otóż gdy sięgniemy do samych początków gdy Grzegorz Bierecki rozpoczynał dopiero obliczone na wiele lat działo budowania w Polsce systemu kas spółdzielczych, międzynarodowa organizacja skupiająca takie kasy z całego świata czyli Światowa Rada Unii Kredytowych (WOCCU) zasiliła powołaną przez siebie do tego zadania fundację odpowiednią kwotą. Pieniądze te zgodnie z wolą fundatora miałby być przeznaczone tylko i wyłącznie celem zbudowania systemu kas spółdzielczych w Polsce. Gdy w 2010 roku, WOCCU a więc fundator, uznał, że misja Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (bo tak nazywała się ta fundacja) wypełniała swoją misję, podjęła decyzję o likwidacji fundacji i przekazaniu funduszy znajdujących się w jej posiadaniu dla Spółdzielczego Instytutu Naukowego, co też się w tamtym czasie dokonało. I chociaż zmienił się depozytariusz tych kapitałów, to dalej pracują one dla dobra i rozwoju systemu spółdzielczego w Polsce, a więc zgodnie z zadaniami jakie postawiło sobie to stowarzyszenie. W obliczu przedstawionych faktów, kłamstwem okazują się być zatem także twierdzenia jakoby pieniądze, które przekazano do SIN należały kiedykolwiek do podatników czy uczestników systemu SKOK. Z resztą  skany odpowiednich dokumentów dotyczące opisanych wyżej przekształceń można już odnaleźć w sieci.

I to by było na tyle. Wszystko ponad to jest kłamstwem wytworzonym być może a może przede wszystkim po to by w obliczu toczącej się batalii prezydenckiej przykryć informację o zarzutach prokuratorskich postawionych prominentnemu politykowi partii rządzącej, prezydentowi Gdańska, co jest informacją bardzo niekorzystną z punktu widzenia sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego. No a jak idzie o tego pana to zdarzyliśmy już przywyknąć, że ilekroć pojawia się jego nazwisko, wcześniej czy późnej wypłyną informacje o ludziach z WSI a wraz z nimi ten szlam, który im zazwyczaj towarzyszy. Nigdzie jak właśnie tu należy szukać źródła tej sprawy i medialnego wokół niej zamieszania.

I jeszcze taka gratka dla tych wszystkich, którzy wolą patrzeć z odpowiedniej perspektywy, bo wiadomo, że widok lepszy a i niejedno koło się wówczas ładnie domyka. Otóż Komisja Nadzoru Finansowego, która zainicjowała sprawę nie ma w zakresie swych obowiązków prawa do kontrolowania fundacji czy stowarzyszeń za to jest organem, którego jedynym zwierzchnikiem zgodnie z polskim prawem jest aktualnie urzędujący premier, dziś Ewa Kłamczuch-Smoleńska. Pomijając zatem już sam fakt, że działanie KNF w tej sprawie jest jawnym przekroczeniem uprawień oraz fakt, że jest to tzw. „odgrzewany kotlet” bo do likwidacji Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych doszło przecież w grudniu 2010 roku (a więc przeszło cztery lata temu i sprawę wówczas opisywał Newsweek) musimy przyjąć za prawdopodobny taki oto bieg wydarzeń, że… przepraszam, może prościej.

Skoro my już wszyscy dobrze wiemy, że w pałacu prezydenckim napisano list od rodzin ofiar smoleńskich do prezydenta, który później w ich imieniu na powrót przekazano prezydentowi, to ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby idąc tym przykładem, list od szefa KNF do premier Kłamczuch-Smoleńskiej powstał w jej kancelarii, na zlecenie ludzi prezydenta, a szef KNF robił tu tylko za kuriera. A może i ten list także powstał w pałacu prezydenta, kto wie? Oczywiście tak wcale być nie musiało ale też równie dobrze tak właśnie mógł ten proces wyglądać, bo to jest już nader stara zasada, że jeśli ktoś chce znaleźć winnego, poszukiwania powinien rozpocząć od zadania sobie pytania – kto zyskał lub mógłby zyskać? W tym przypadku przede wszystkim i bez wątpienia Bronisław Komorowski, który poprzez uderzenie w senatora PiS uderzył w swojego kontrkandydata Andrzeja Dudę. W dalszej perspektywie zyskają także banki, które już stoją w imponująco długiej kolejce by móc (nie bez ostrych kłótni i przepychanek między sobą) przejmować rzekomo nierentowne SKOKi. A gdyby kto miał wątpliwości co do intencji owych banków i ich udziału w tej zawoluowanej grze niech sobie zrobi krótkie zestawienie „byłych”, „zawieszonych” czy obecnych polityków Platformy Obywatelskiej, którzy zasiadają we władzach największych banków w Polsce, a zaraz zrozumie, że to jest związek zainicjowany i skonsumowany lata temu. No ale to jest temat jak już pisałem na odrębny tekst.

2 komentarze:

  1. Czyli jak zwykle nałykaliśmy się medialnego szlamu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się czyta wyborczą to potem trzeba łykać.

      Usuń