whos.amung.us

środa, 25 marca 2015

Czy Bankowy Fundusz Gwarancyjny to kolos na glinianych nogach?

Autor: Integrator
O systemie SKOK pisałem dwukrotnie. Zaraz po tym jak gruchnęła informacja o aresztowaniu zarządu kasy Wołomin a jeszcze przed tym jak medialne sługusy rozkręciły szaleństwo z jakim mamy dziś do czynienia, stworzyłem tekst w którym opisałem w możliwie dostępny sposób zasady funkcjonowania Kasy Krajowej, poszczególnych kas i zachodzących pomiędzy nim relacji. Kto mnie czyta wie i tłumaczyć za bardzo mu tej historii nie trzeba, że „Wołomin” od początku był operacją pospołu ludzi z WSI i kolegów z Platformy, którzy poza wyprowadzeniem setek milionów z tej konkretnej kasy postawili sobie za cel skompromitowanie przy okazji systemu kas spółdzielczych jako takich. W wersji ekstremalnej ich działania miały doprowadzić do tzw. run'u klientów SKOKów na kasy, którzy w obawie przed utratą swych pieniędzy zaczęliby je masowo wycofywać doprowadzając tym samym do upadku całego systemu. Tego punktu skrupulatnie realizowanego planu nie udało się zrealizować przy pierwszym podejściu, toteż za drugim razem zaprzężono do tej roboty samego szefa Komisji Nadzoru Finansowego, którego jedynym zwierzchnikiem jest premier, dziś Ewa Krętacz-Smoleńska. Nie będę rozwodził się nad szczegółami tej rozgrywki wszak pisałem o tym w innym tekście, starczy dodać, że ów pan zajął się kontrolowaniem podmiotu spoza jego jurysdykcji - fundacji - w dodatku takiej, która została zamknięta z woli fundatora ponad cztery lata temu i której fundusze zasiliły stowarzyszenie od początku zajmujące się wspieraniem rozwoju idei spółdzielczości. Jak sami widzicie nie ma tu żadnej ukrytej sensacji ale to jest całkowicie bez znaczenia gdy stawką w grze jest zwycięstwo Komorowskiego na drodze do którego SKOKi zdefiniowano jako realną przeszkodę. Żarty się skończyły.  Opiekunowie pana Bronisława dobrze wiedzą, że w razie przegranej zniknie parasol ochronny jaki rozciąga dziś nad nimi obecny lokator Belwederu. To co dziś oglądamy to klasyczne zlecenie polityczne, tyle że w wersji hard bo inspirowane i pilotowane przez służby.
W medialnej pyskówce jaką prowadzi się w tej chwili nad przyszłością systemu SKOK co i rusz ktoś z rządzącej partii ze szczególną atencją wypowiada się o bezpieczeństwie pieniędzy złożonych tam przez szarego obywatela. To jest rzecz jasna czysta obłuda, posłowie Platformy troszczą się o członków SKOK mniej więcej tak jak Minister Zdrowia o pacjentów a Minister Edukacji o dzieci gdy idą na wojnę z lekarzami czy nauczycielami. Niemiej skoro już padł taki argument, że w bankach jest bezpieczniej niż w SKOKach, wypada choć przez chwilę zatrzymać się przy tym temacie. Poszperajmy więc trochę wspólnie, choć ja od razu zaznaczam, że nauczony doświadczeniem czuję, że to śledztwo skończy się na pewno jakimś smutnym odkryciem. No ale żeby nie było, że jestem uprzedzony, zróbmy to jak należy. Wypada przy tym podkreślić, że ja ekonomistą nie jestem, dostępu do danych źródłowych też nie mam, za to dała mi Bozia nader dobrze rozwinięte umiejętności wyłapywania i analizowania sygnałów, nawet tych najmniejszych, które bezustannie toną w morzu informacji jakie do nas codziennie docierają. A zatem.
Trzeba Wam na wstępie wiedzieć, że Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) to instytucja bez zgody której nie można wykonać żadnego ruchu na polskim rynku kapitałowym, ubezpieczeniowym czy emerytalnym. Nie ważne czy chcesz założyć bank, połączyć już dwa istniejące w jeden większy czy może powołać do życia nowy zakład ubezpieczeń - w każdym przypadku wymagana jest na takich ruch zgoda KNF. W skład komisji wchodzi przedstawiciel prezydenta RP, szef Narodowego Banku Polskiego, szefowie lub przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej co znaczy, że przy obecnym układzie politycznym, ten ważny urząd państwowy jest w pełni opanowany przez ludzi z Platformy Obywatelskiej. Od tej czwórki uzależnione jest wszystko nie wyłączając przywileju zatwierdzania kandydatów na stanowiska prezesów podmiotów funkcjonujących na tym rynku. Co prawda ustawa zawiera katalog warunków jakie musi spełnić kandydat na prezesa powiedzmy takiego banku ale jest to zapis martwy zważywszy na fakt, że wprowadzono tam specjalną klauzulę, która pozwala Komisji Nadzoru Finansowego zablokować nominację dowolnej osoby na to stanowisko, nawet jeśli spełnia wszystkie warunki. Wystarczy, że według członków tego organu nie daje ona „rękojmi należytego wykonywania funkcji członków organów podmiotów kontrolowanych” i już po herbacie. Dzięki temu zapisowi, na zasadzie czysto uznaniowej, KNF decyduje kto będzie prezesem banku, SKOKu czy Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych. Sami przyznacie, że jest to wyśmienite narzędzie za pomocą którego ekipa rządząca może dyscyplinować nawet największych gigantów rynku kapitałowego a co tu dopiero mówić o dużo mniejszych, niepokornych wobec władzy SKOKach? KNF wielokrotnie poprzez blokowanie kandydatów na stanowiska prezesów poszczególnych kas (także osób, które taką rękojmię wcześniej otrzymali) rujnowały przyjętą wewnętrznie strategię rozwoju. Z drugiej strony niezbędną rękojmię i zgodę na zarządzanie potężnymi kapitałami udzielono ludziom, których z siedziby SKOK Wołomin wyprowadzano w kajdankach.  
To zresztą jak wiemy nie pierwszy taki przypadek, gdy Komisja Nadzoru Finansowego daje zgodę na zarządzanie instytucją finansową osobie, która nigdy takiej zgody nie powinna otrzymać. Gdy zniknęły setki milionów media karmiły nas sensacją, że właściciel Amber Gold zakładał ten biznes korzystając z przerw w odsiadywaniu wyroku, uwaga, też za malwersacje finansowe. Z racji nadchodzących wyborów, trzeba to więc wyjątkowa dobrze podkreślić, że to co stało się z pieniędzmi szarych ciułaczy jest wyłącznie efektem braku jakiejkolwiek działań ze strony KNF nad którym w tamtym czasie rolę zwierzchnią pełnił premier Donald Tusk. Z niemalże stu procentową pewnością można przypuszczać, że mając do wybory ratowanie syna, który uwikłał się w brzydkie interesy panów pilotujących ten projekt, a pozostawieniem zwykłych ludzi bez oszczędności całego życia, wybrał to drugie. Jako zwierzchnik KNF nie zareagował na notatkę służb, które informowały go o sytuacji w Amber Gold, nie zareagował też szef KNF. Problemu nie widziało również Ministerstwo Gospodarki, które wydaje koncepcję na obrót złotem w Polsce. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał aż doszło do defraudacji dorobku tysięcy Polaków. Winnych nie ukarano, za to podczas jednej z konferencji Donald Tusk po raz pierwszy zestawił Amber Gold ze SKOKami inicjując tym samym początek szeroko zakrojonej kampanii przeciwko kasom, której finał właśnie oglądamy. Teraz o klientów SKOKów zatroskała się dla odmiany premier Kopacz-Smoleńska i od razu widać, że to jest kolejna odsłona tego samego planu, z tym samym centrum dowodzenia w tle. Pani premier zapewniła, że wbrew powszechnie panującemu przekonaniu państwo działa a odpowiednie organa przyjrzą się sprawie. W to akurat nie wątpię, że one działają gdy tylko jest taka potrzeba.  
No ale uporządkujmy trochę ten przekaz. Gdy nadzór nad SKOKami sprawowała Kasa Krajowa a jej lokaty gwarantowała firma SKOK Ubezpieczenia w przestrzeni medialnej trudno było szukać informacji o jakichkolwiek nieprawidłowościach w tym systemie. Problemy i to od razu najcięższej wagi zaczęły pojawiać gdy posłowie Platformy Obywatelskiej już zaledwie chwilę po wygranych wyborach wzięli się najpierw za majstrowanie przy ustawie o kasach spółdzielczych a KNF ze swej strony rozpoczęła ich regularne nękanie skutkujące destabilizacją wewnętrznych procedur. Podkreślam ten fakt z taką siłą dlatego, że w Ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym w odniesieniu do KNF już na wstępnie znajdujemy zapis „Celem nadzoru nad rynkiem finansowym jest zapewnienie prawidłowego funkcjonowania tego rynku, jego stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości, zaufania do rynku finansowego, a także zapewnienie ochrony interesów uczestników tego rynku, przez realizację celów określonych, w szczególności w ustawie”. Sami oceńcie czy działania Komisji choćby w wyżej wymienionych przypadkach to objaw dbania o stabilność rynku i ochrona interesów jej uczestników czy bardziej przykład destabilizowania tego rynku i podkopywanie fundamentów instytucji z powodzeniem funkcjonujących na nim od lat?
Druga strona tego medalu to podmiotu którego nazwę ujawniłem w tytule. Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) został powołany na wypadek gdyby któryś z banków wpadł w tarapaty finansowe. Pomysł był taki, że wszystkie banki będą wpłacały na ten fundusz promil swych zysków, by w razie kłopotów, klienci banku mogli odzyskać swoje pieniądze, jednakże tylko do wysokość gwarantowanej przez fundusz czyli nie więcej niż sto tysięcy euro. Z czasem BFG stał się symbolem bezpieczeństwa całego systemu bankowego ale i koronnym argumentem w walce ze SKOKami, których lokat ten fundusz nie obejmował. To jest ordynarne kłamstwo i już wam piszę dlaczego. Po pierwsze Kasa Krajowa od początku istnienia pobiera od każdego SKOKu ustaloną składkę tytułem budowania kapitału będącego wsparciem dla kasy będących w potrzebie. Po drugie wszystkie lokaty zakładane w SKOKach były ubezpieczone do wysokości sto tysięcy euro czyli dokładnie do tej samej wysokości wypłat jaką gwarantuje dziś BFG w razie upadku banku. Po trzecie Bankowy Fundusz Gwarancyjny tak na prawdę niczego nie gwarantuje i w razie kryzysu posiadacze lokat w bankach zostaną puszczeni w przysłowiowych skarpetkach. Dobre i to gdy zechcą wystawać w długich kolejkach przed witrynami banków z płonną nadzieją, że może jednak coś tam się jeszcze da uratować.
Dlaczego tak twierdzę? Otóż bardzo dawno temu gdy dopiero wymyślono instytucję banku obowiązywała zasada parytetu złota, która polegała z grubsza na tym, że bank mógł pożyczyć tylko tyle pieniędzy ile miał złota w sejfie. Pożyczany banknot, jakby niebyło skrawek papieru był wówczas dla jego posiadacza de facto dokumentem potwierdzającym, że posiada on udział w rezerwach złota banku z którego wziął pożyczkę. Taki układ dawał gwarancję, że ilekroć klient banku zwracał się o zwrot ulokowanych na koncie pieniędzy, bank mógł mu je wydać. Był po prostu w każdej chwili wypłacalny. Bardzo szybko panowie bankierzy doszli jednak do wniosku, że to bardzo ogranicza ich możliwości zarobku i ustalili, że odchodzą od parytetu złota czyli będą pożyczać pieniądze, wydawać papierki, dla których nie mają pokrycia w kruszcu. To pozwoliło im zwielokrotnić ilość udzielanych kredytów a przez to także zyski, które generowali pobierając oczywiście procent od pożyczanych kwot. Ale i to było dla bankierów mało. Nie trzeba już było co prawda posiadać dużych ilości złota ale wciąż obowiązywały wysokie limity posiadania własnych kapitałów, które miały zgodnie ze wskaźnikiem podanym w ustawie w odpowiednim procencie pokrywać wielkość udzielonych kredytów. Dzięki operatywności lobby bankowego wkrótce i ten zapis zmodyfikowano obniżając obowiązujące poziomy bezpieczeństwa. Żeby nie było wątpliwości co ja chcę powiedzieć, podeprę się przykładem. Ugadano się tak z bankami, że odnosząc to do przykładu podwórkowego, kolega Antek może być dla swych kolegów bankiem nawet jeśli chodzi w dziurawym bucie. Jeśli na ten przykład przyjdzie do niego kolega Władek i poprosi o 100zł, to choć Antek ma w kieszeni tylko 10zł, może mu na kartce papieru napisać, że pożycza mu stówę. Ponieważ sprawa jest ugadana odgórnie i szerzej niż w zakresie jednego podwórka, tą kartką Włodek będzie mógł dokonywać płatności, ale gdy tylko dostanie dniówkę ma oddać pożyczoną kwotę, już w banknotach, powiększoną o zysk Antka. Tak to mniej więcej dziś wygląda, a żeby dodać trochę dramaturgii, dodam, że aby dziś móc założyć bank wystarczy mieć pięć milionów euro kapitału własnego, z czego piętnaście procent może być wniesione aportem. Wiedzieliście o tym? Oczywiście, dzięki tak niskim wymogom, tylko nieliczne banki (te giełdowe) posiadają dziś np. kapitały własne na poziomie nieco wyższym niż 10% sumy bilansowej, czyli aktywów. Reszta operuje na minimalnym poziomie co znaczy, że jeśli bank zechce tworzyć rezerwy kasowe, ba, jeśli zechce choćby inwestować w środki własne, musi podeprzeć się finansowaniem z zewnątrz. W ten sposób przelewa się z pustego w próżne, do czasu gdy ktoś w końcu poprosi o nagły i fizyczny zwrot kasy czyli taki do ręki i wszystko złoży się jak domek z kart. A mim to udało się wmówić zwykłym ludziom, że to nie przekręt a bankowość, w dodatku pozyskać dla tego przekrętu powszechną akceptację i równie duże zaufanie. Bo gdybyście nie wiedzieli, to dwie trzecie wszystkich lokat złożonych w bankach należy właśnie do przysłowiowych Kowalskich i Nowaków, wszak ludzie bogaci ten sposób lokowania kapitałów uważają za mało atrakcyjny i równie mało bezpieczny. Tak czy siak musicie przyznać, że to jest biznes wyjątkowy i nawet w najpiękniejszych snach pionierzy bankowości nie mogli przewidzieć, że kiedyś w przyszłości ich następcy nie mając pieniędzy będą mogli zakładać banki, a potem jeszcze pożyczać innym kwoty których nie posiadają. Nie zapominajmy jednak, że to jest prawo zarezerwowane tylko dla wybranych. Wiem skądinąd, że na przykład twórcy Kasy Krajowej podejmowali kiedyś próby utworzenia banku polskiego, który pozbawiony byłby wielu ograniczeń jakie stawia się kasom, ale zgody na taką działalność konsekwentnie im odmawiano. No i jeszcze by wykorzystać ten akapit do reszty, dodam , że parę lat temu dokonano w Polsce weryfikacji stabilności systemu bankowego tzw. crash test dla banków i okazało się, że padłyby niemal wszystkie już w pierwszych godzinach run'u klientów na ich kasy. Wielkość zadłużenia bowiem przekracza tam wszelkie normy, zaś w kilku bankach wielkość tzw. złych kredytów czyli tych niespłacanych przewyższała wolumen nietrafionych pożyczek udzielonych w SKOKach.
A wracając do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego już tak bez obwijania w bawełnę to mamy tu do czynienia z jedną wielką lipą. W razie gdyby doszło do masowego wycofywania pieniędzy przez klientów z któregokolwiek banku w jednej chwili stanie się on niewypłacalny bo nie posiada odpowiednio dużo już nie tyle nawet złota co kapitałów własnych. Oczywiście w tej sytuacji do gry ma wejść ów legendarny fundusz o którym mówi się ilekroć trzeba uderzyć w SKOKi, ale coś szybko cichnie ta syrena gdy rozpoczyna się dyskusja nad faktyczną mocą tej instytucji. Dlatego przy okazji wypłat dokonywanych z tego funduszu dla klientów upadłej kasy Wołomin, poszperałem co nieco w sieci i okazuje się, że w kasie BFG jest około 11 miliardów złotych. Piszę "około" bo na stronie internetowej tej instytucji ostatni roczny raport pochodzi z 2013r. w którym nie uwzględniono wypłat dla członków kas. Niemniej to jest zaledwie parę procent środków którymi obraca się w systemie bankowym - aktywa wszystkich banków to 1,5 biliona złotych (dla porównania aktywa SKOKów to 18 miliardów złotych). Na innych poważnych portalach finansowych znalazłem i taką informację, że spłata utraconych lokat tylko dla członków dwóch upadłych kas pochłonęła niemal trzydzieści procent rezerw Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dalej nie grzebię, bo to wszystko zaczyna zwyczajnie śmierdzieć ale już na tym przykładzie widać, że zabezpieczenie polskiego systemu bankowego to mit. Myślę, że tylko dlatego nie dobito jeszcze całego systemu SKOK bo wówczas BFG przestałby istnieć a lokaty w bankach nie miałyby żadnego, nawet tak symbolicznego zabezpieczenia jak obecnie.
Ok, to teraz jeszcze raz w kilku słowach dla tych co zaczynają czytać od końca. System nadzoru nad instytucjami finansowymi w Polsce to fikcja. Nie działa jak większość urzędów odkąd za zarządzanie tym krajem wzięli się ludzie z Platformy Obywatelskiej i ich koledzy spod ciemnej gwiazdy, wiecie kto? Komisja Nadzoru Finansowego mimo, że od dawna otrzymywała liczne sygnały o nadużyciach w Amber Gold czy kasie Wołomin nie tylko nie wykonała ustawowych działań prewencyjnych, to jeszcze wydała zgodę na działanie tych firm na rynku polskim. Wyraziła także zgodę na powierzenie stanowiska prezesa tych instytucji osobom, które przynajmniej w przypadku Amber Gold miały już podobne nadużycia na koncie i które doprowadziły ostatecznie te instytucje do upadku. Nie lepiej maja się sprawy z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, który ma być rzekomo gwarantem wypłacalności systemu bankowego. Jest bardzo prawdopodobne, że nie ma on odpowiednich środków by pokrywać wypłaty lokat nawet do gwarantowanej sumy stu tysięcy euro w przypadku gdyby doszło do upadku więcej niż jednego banku w tym samym czasie. Wszystko co mamy w kraju to fikcja, system naczyń połączonych tyle, że wbrew doświadczeniom, które kiedyś przeprowadzaliśmy w szkole, tu przelewa się z pustego w próżne.   
Zrozumcie proszę, nie SKOKi są prawdziwym problemem a chory system bankowy i niewydolność instytucji kontrolnych. To czego jesteśmy dziś świadkami, to nic innego jak próba ratowania sektora bankowego kapitałami, które znajdują się dziś w kasach spółdzielczych. Tego transferu nie da się jednak przeprowadzić bez wcześniejszego doprowadzenia tych kas do upadku.

Piłka wciąż w grze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz