whos.amung.us

środa, 4 marca 2015

Czy Adam Michnik wybaczył żołnierzom niezłomnym?

Autor: Coryllus (Gabriel Maciejewski)
 
Dokładnie możemy wskazać moment, w którym kult siły uzyskał w Polsce nową legitymację i nowych wyznawców. Słusznie domyślacie się, że chodzi o te chwilę kiedy Adam Michnik, mówi – odpieprzcie się od generała. Wtedy to się stało i nie odstało się do dziś. W tysiącznych publikacjach i wypowiedziach, a nawet żartach ludzie powtarzają starą anegdotę, że na bagnetach może się oprzeć, ale nie sposób na nich wysiedzieć. To też i nikt nie zamierza na nich siedzieć, ta anegdota jest przeznaczona dla idiotów i czytelników Łysiaka. Od sławnej wypowiedzi Adama Michnika uruchomiono w Polsce niezliczoną ilość fabryk, gdzie produkuje się poduszki, różnej grubości i gęstości służące do tego, by władzę bagnety za bardzo w tyłek nie uwierały. Produkuje się je też po to, by nie przeszkadzały one ludziom w afirmacji nowej rzeczywistości. Jasne jest bowiem dla każdego, że siła musi, po kilku spektakularnych i brutalnych demonstracjach być ukryta. Inaczej jej moc wyparowuje i ludzie obojętnieją nie tylko na szykany, ale nawet na śmierć. A jeśli zobojętnieją może się zrobić dziwnie i pan, co mu się wydawało, że jest bezkarny, wyjdzie pewnego dnia na ulicę, a tam łobuzy niespodziewanie odrąbią mu głowę. I żaden strach już nic mu nie pomoże, ani jemu ani jego rodzinie. Dlatego właśnie wymyślono w komunizmie sektor kultury i oświaty, którego zadaniem miało być łagodzenie stresu pobitewnego u pokonanych. Którzy jednakowoż nie mogą pozostawać w stuporze, bo ktoś musi chodzić do roboty.
 
I my to łykaliśmy jak małpa kit i jeszcze nam było z tego powodu wesoło. Na studiach każdy oglądał kultowy film „Rejs” i inne kultowe produkcje, a jak był nieco bardziej wyrafinowany to gapił się na kino moralnego niepokoju. Dzisiaj zaś ludzie konsumują treści zawarte w różnych kolorowych pismach i za nic nie chcą się pozbyć złudzeń, bo wiedzą co jest pod nimi. Jest tam naga siła, gotowa w każdej chwili do akcji. Po czym ja to poznaję? Ot choćby po tym, że Adam Michnik nigdy ( ile mnie pamięć nie myli) nie wypowiadał się na temat wyczynów generała Korczyńskiego. One są dość dokładnie opisane w książce Cenckiewicza pod tytułem „Długie ramię Moskwy”, każdy może sobie zajrzeć i przeczytać. Grzegorz Korczyński był bowiem podwładnym generała Jaruzelskiego, od którego mieliśmy się odpieprzyć. No więc jeśli tak, to ja rozumiem, że nie tylko od niego ale od całego pionu pod nim. W tym od wspomnianego tu Korczyńskiego, o którym Cenckiewicz pisze, że mordował Żydów w sposób wyjątkowo bestialski, nawet jak na okoliczności wojenne. Czy pisała o tym gazownia? Ja sobie nie przypominam. Pamiętam artykuł o Pileckim o Kurasiu i jego antysemickich ekscesach, ale o Korczyńskim nie. Jeśli jest taki tekst w zasobach archiwalnych GW chętnie go przeczytam. No, ale jeśli nie ma to wszystko jest w zasadzie jasne. Chodzi o to, by na kogoś przerzucić odpowiedzialność i to się właśnie dokonało w sławetnym zdaniu cytowanym na początku.
 
Kolega Polon wrzucił tu wczoraj piękny fotograficzny reportaż z Powązek. Oto łączka z tymi symbolicznymi krzyżami brzozowymi i zdjęciami pomordowanych i mogiły generałów, od których mieliśmy się odpieprzyć. Wielkie kamienie z napisami i emblematami, na szczęście bez krzyży i patetyczne słowa, oszczędne, ale jednak patetyczne. I każdy kto zaczyna pisać o tej dysproporcji o tej hańbie od razu z jakiegoś wewnętrznego musu dorzuca zdanie, że nie trzeba tych nagrobków usuwać z Powązek. Kiedy zaś przychodzi dzień uczczenia żołnierzy niezłomnych zawsze dodaje się formułę, że trzeba się modlić też za oprawców. Ja mam w tym momencie tylko jedno pytanie: a mogę się nie modlić w tej intencji? Tylko o to mi chodzi, żebym nie musiał się modlić za oprawców. Nic więcej. I żebym mógł sobie pomyśleć jakby to było fajnie wywieźć z Powązek te kamienie z napisami i utwardzić nimi drogę, jakąś zwykłą wiejską drogę, po której jeżdżą wozy z ziemniakami w czasie wykopków. Mogę sobie tak myśleć i pisać? Czy może zleci się tu zaraz czereda producentów poduszek, którzy zaczną cenzurować moje myśli i moje wypowiedzi i prostować je. Ja jestem już ciut starawy i na mnie nikt specjalnej uwagi zwracał nie będzie, co najwyżej stali komentatorzy, ale oni są równie nieważni jak ja. Tu chodzi o następne pokolenie, o te wszystkie dzieci, którym się dziś opowiada o bohaterstwie Inki i Łupaszki, a na koniec każe im się modlić także za oprawców. A co jeśli się nie pomodlą? Nie muszą przecież, prawda? Nic się nie stanie. O co mi znowu chodzi zapyta ktoś? O moment tresury mi chodzi. O to, że dostajemy wprost do zabawy tę pamięć o żołnierzach wyklętych i ona jest opatrzona klauzulą – tylko nie myślcie o głupstwach gamonie. I pod tym warunkiem jedynie możemy ją użytkować. Jeśli komuś się wydaje, że to jest nieważne to chyba zwariował, dotykamy tu najważniejszego problemu, to znaczy religijnego aspektu pamięci o pomordowanych i ich oprawcach. I od razu jesteśmy na przegranej pozycji bo mamy się modlić za jednych i za drugich. U mnie w parafii ksiądz się wczoraj nawet nie zająknął na temat żołnierzy niezłomnych, powiedział tylko, że jest święto misjonarzy. Uważam, że to dobrze, bo jeszcze by mu się wymsknęło, że trzeba się modlić za oprawców. Nie ma jednak kwestii, bo mówił o misjonarzach. My więc tutaj za oprawców się nie modlimy. Niech się za nich modli Adam Michnik, skoro kazał się ludziom odpieprzyć od generała. Mamy chyba jeszcze wybór? Czy już nie? Ja wręcz sądzę, że najlepiej byłoby gdyby oni przez całą wieczność siedzieli w piekle. I nie mówicie mi teraz, że Adam Michnik nie wierzy w piekło. Na pewno wierzy. Inaczej nie kazałby się nam odpieprzać od generała.
 
Wieczorem poszedłem z moim synem na uroczystość wręczenia nagród dzieciom i młodzieży uczestniczącej w konkursie na temat żołnierzy wyklętych. Atmosfera była podniosła, ale organizatorzy i niektórzy autorzy nagrodzonych prac, podkreślali sami z siebie tę chęć pomodlenia się i za jednych i za drugich. A może inaczej, może zacznijmy od tego, że o tych drugich nie będziemy w ogóle mówić. Ani dobrze, ani źle, w ogóle, tak jakby ich nigdy nie było. W książce Marka Hłaski „Piękni dwudziestoletni” opisany jest Stefan Łoś, biedny literat, który był przesłuchiwany przez samego Józefa Różańskiego. Facet był do tego stopnia zniszczony przez tego Różańskiego, że do końca życia nie mówił o nim inaczej jak tylko „brat pana Borejszy”. Bał się wymówić jego nazwisko po prostu. No więc my dzisiaj, możemy chyba wobec tych nazwisk i tych czynów zachować daleko posuniętą dyskrecję, która wydaje mi się najodpowiedniejszą formułą upamiętnienia żołnierzy niezłomnych. Nie sądzę, by właściwe było opisywanie zadawanych im cierpień i wymienianie wszystkich tortur, szykan i upokorzeń, którym ich poddano. No, ale sprawy kierowane są właśnie w tę stronę, a nie dość, że są tam kierowane to jak zwykle nie ma w tym celu, jest tylko pustka na końcu i modlitwa za oprawców. Podczas wczorajszej uroczystości wręczania nagród mogliśmy posłuchać rapu nagranego przez pewnego młodego człowieka, chyba ucznia gimnazjum. No i ten rap opowiadał historię Inki. (Pomijam jego rzeczywistą jakość). Na koniec zaś pan prowadzący powiedział, że jest cała płyta z tym rapem nagrana domowym sposobem i można by ją było właściwie skopiować i sprzedawać na stoiskach z patriotyczną odzieżą i gadżetami. No właśnie nie można. I tego nie uda się ludziom wytłumaczyć nigdy. Ten sukces, którym jest jawne czczenie pamięci o pomordowanych żołnierzach niezłomnych kończy się modlitwą za oprawców. Nie kończy się sukcesem rynkowym nikomu nie znanych gimnazjalistów z Grodziska. Wy wiecie dlaczego i ja wiem. Otóż dlatego, że każda taka akcja tworzy rynek, płytki, mały, źle zarządzany, ale generujący jednak jakieś zyski. Na tym rynku nie ma jednak miejsce dla młodych zdolnych, tam jest wyłącznie miejsce dla wybranych, dla Tadka Polkowskiego i jego taty, który produkuje koszulki patriotyczne. Reszta to klienci. Oni mają kupować, interesować się i brać udział w konkursach, bo to napędza koniunkturę. Na koniec za będą mogli pomodlić się za ofiary i oprawców. I to w zasadzie wszystko co mam na dziś do powiedzenia w kwestii święta żołnierzy niezłomnych zwanych wyklętymi. Oczywiście, ktoś powie, że trzeba się cieszyć z tego co jest, bo dawniej nie było nic. To nieprawda. Taki Hłasko był wydawany w latach osiemdziesiątych, tam wszystko jest napisane. Ja zaś mogę dokładnie wskazać od czego i kiedy zaczęło się nakręcanie koniunktury na żołnierzy niezłomnych, czyli – ujmując rzecz wprost – szycie poduszek na których można się rozsiąść jeszcze wygodniej. To się zaczęło w połowie lat dziewięćdziesiątych od nakręcenia filmu i Romualdzie Rejsie- Burym. Ten film demaskował Burego jako mordercę i chama. Człowieka, który wymordował ludzi w dwóch prawosławnych wsiach na Podlasiu. Papiery na Burego są w IPN w Białymstoku i wszyscy wiedzą, jak fatalną legendę mają niezłomni wśród prawosławnej ludności tego regionu. No więc zanim zaczęliśmy czcić niezłomnych telewizja polska pokazała w prime time film o Burym. To nic, że dziś nikt go nie pamięta, modlitwy za oprawców też są osobistą sprawą i nikt nie kontroluje ich ilości oraz nie sprawdza intencji, ważne że są. Film o Burym jest dziś chyba nie do odnalezienia, ale on na pewno był nakręcony i ja go widziałem. Gdyby ten cały kult niezłomnych rozhulał się za bardzo można zawsze po ten obraz sięgnąć i nakręcić zupełnie inną koniunkturę, to nie jest wcale trudne. Nam zaś pozostanie już tylko modlitwa za oprawców. No, ale wtedy to ona będzie już przymusowa i publiczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz