whos.amung.us

czwartek, 26 lutego 2015

„Ziemio, nie zakrywaj krwi mojej!” – kazanie pasyjne na motywach księgi Hioba.

Autor: ks. Jan Dobrowolski
Zaczęły się nabożeństwa Gorzkich Zali. Jedno z pierwszych kazań, jakie napisałem w życiu, było właśnie kazaniem pasyjnym, ćwiczeniem zadanym na homiletyce ( to przedmiot uczący przemawiania z ambony). Mieliśmy napisać kazanie o postaciach, w których cierpieniu w Starym Testamencie kryła się zapowiedź Męki Pańskiej; oczywiście, dziś napisałbym je całkiem inaczej, inne będzie też kazanie pasyjne, które wygłoszę dziś wieczór w mojej aktualnej parafii. Wtedy wypadło mi powiedzieć do kursowych kolegów i księdza profesora na temat Hioba, a byłem właśnie po lekturze książki „Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi” Rene Girarda, poświęconej w całości właśnie tej trudnej do zrozumienia postaci. Jest w tym kazaniu zresztą myśl, do której chcę wrócić w dłuższym tekście… Oto moje słowa sprzed pięciu lat, zapraszam, jeśli ktoś ma ochotę przeczytać.
Drodzy bracia!
            Polska ziemia, po której chodzimy, nosi w sobie szczątki tych, którzy byli przed nami. Chodzi nie tylko o naszych przodków, spoczywających na cmentarzach niedaleko kościołów, do których uczęszczali za życia. Są bowiem także groby żołnierzy, często nieznanych; zarówno tych, którzy walczyli za Boga, honor i Ojczyznę, jak i tych których przygnało tu szaleństwo, a którzy ginęli pod sztandarami z karykaturą krzyża lub mroczną, czerwoną gwiazdą. Są także groby niewinnych ofiar totalitaryzmu, których miejsce znane jest tylko oprawcom, jak groby żołnieży NSZ, na których komuniści stawiali szalety lub sadzili las… Te miejsca świadczą o strasznych dziejach tej ziemi. Każdy z nas ma pewnie jakieś wspomnienia z odwiedzania takich grobów. Czasem upamiętnia je pomnik i tak właśnie jest w Bełżcu, gdzie Niemcy w czasie II wojny wymordowali tysiące Żydów. Do dziś pamiętam doskonale wizytę w tamtym miejscu. Prosta aleja prowadzi w głąb ogromnego kopca, usłanego kamieniami i żwirem. Ściany korytarza wznosza się coraz wyżej, przypominając sciany wód morza, które Bóg rozdzielił, aby środkiem mógł przejść Izrael. Ale przez ten kopiec nie można przejść; czarny korytarz kończy się surową ścianą, na której wypisane są słowa z księgi Hioba: Ziemio, nie zakrywaj krwi mojej, by mój krzyk nie zaznał ukojenia (Hi 16, 18). Słowa te robią kolosalne wrażenie, gdy czyta się je właśnie tam, wśród prochów niewinnie zgładzonych ludzi.
            Niektórzy widzą w Hiobie niewinnego człowieka, za którego udrękę odpowiedzialny jest Bóg. Faktycznie, łatwo zapomnieć, iż w klęskach rodziny Hioba swój udział mieli także Chaldejczycy i Sabejczycy, a nie tylko siły natury. W tej księdze nie wolno nam jednak zatrzymywać się na samym prologu, gdzie w poetycki sposób ukazane są stosunki i układy Boga z szatanem. Najważniejszym przesłaniem tej księgi nie jest bowiem jakaś „obrona Boga”, gdzie wytłumaczona jest na chłodno metafizyka zła. Nie ma tam teologii, która by to wyjasniała. Nie też chodzi w tej księdze tylko o proste stwierdzenie, iż zło nie zawsze jest karą za grzechy. Cierpienie, szczególnie dotykające niewinnych, pozostaje tajemnicą. Rozjaśnia ją niewątpliwie światło krzyża naszego Pana, Jezusa Chrystusa, ale póki żyjemy, nie pojmiemy całkowicie tego misterium.
            Krzyż naszego Pana – on rozjaśnia wszystko; także Ojcowie Koscioła doskonale rozumieli, iż aby pojąć najgłębszy sens Starego Testamentu, trzeba nam patrzeć na jego karty w świetle Chrystusa. To Krzyż jest Prawdą Boga, inną od prawdy tego świata. Dlatego Ojcowie widzieli w Hiobie zapowiedź Męki Chrystusa. Ta straszna zbrodnia, jaką było zabicie Jezusa Chrystusa nie została dokonana przez siły natury. Jezusa zabił tłum. Podobnie, ludzie nie cierpią najbardziej, gdy dotyka ich ból z ręki losu czy przyrody. To ręce braci, bliskich, których twarze wykrzywione są w spaźmie nienawiści, ranią najmocniej.
            Właśnie Krzyż naszego Pana pozwala nam nieco inaczej spojrzeć na Hioba. W swych wypowiedziach rzadko wraca on do tematu utraconego majatku, nie wspomina też o zmarłych dzieciach. Tym, co sprawia, iż bohater tej księgi wije się z bólu, jest postawa ludzi z jego otoczenia. Skarzy się on na prześladowania: Nawet mali chłopcy pogardzają mną, a kiedy chcę wstać, urągają. Urazę mają do mnie zaufani moi, a ci, których kochałem, zwrócili się przeciwko mnie (Hi 19, 18-19). Podobnych cytatów w mowach Hioba jest bardzo wiele. Zadręczony i zaszczuty, złamany cierpieniem przyjaciel Boga lęka się o swoje życie. Modli się nawet, aby jego krew, tak jak krew Abla, wołała do Boga, gdy tłum w końcu go zamęczy. A jeszcze wczoraj wszyscy mu gratulowali, oczy wszystkich były w nim utkwione, każdy chciał być taki jak on – Hiob czesto wspomina ten okres. Był to czas, gdy miał on przy sobie ludzi, którzy byli z nim tylko dla własnego egozimu. Teraz zaś, gdy wszystko się odwróciło, już nie warto trzymać z Hiobem… Podobny scenariusz znamy z Ewangelii – ten sam tłum, który wiwatował „hosanna!” na cześć Jezusa,  niedługo potem wrzeszczał „ukrzyżuj!”… Jest to straszliwa prawda o ludzkim sercu, prawda o wspólnotach, które budowane są na grzechu, które odrzucają Boga i Jego przykazania jako fundament porządku. Ilekroć tak się dzieje, wzrastają pomiedzy ludźmi niszczycielskie siły. Warto tu zacytować list św. Jakuba: skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Gdy wzrasta grzech, wzrasta też przemoc. Co więcej, im bardziej idziemy za naszymi pożądaniami, tym mocniej naśladujemy innych w ich pożądaniach i chcemy dokładnie tego, co oni. Jest to prosta droga do walki wszystkich ze wszystkimi.
            Pierwszy ową morderczą zazdrość żywił szatan, nieprzyjaciel Boga i ludzi. Chociaż wymieniony z imienia tylko we wstępie księgi, jest on obecny w ukryciu we wszystkich wypowiedziach tak zwanych przyjaciół Hioba. Zły duch jest bowiem tym, który proponuje ludziom fałszywe rozwiązania prawdziwych problemów. Takim fałszywym rozwiązaniem, jakie podsuwa wspólnocie, w której żyje Hiob, jest znęcanie się nad nim. Niech cała przemoc i nienawiść spłynie ze wszystkich na jednego… Oczywiście, żeby mieć spokojne sumienie, trzeba wybrać kogoś, z kim nikt się nie liczy, kogoś, kto uczynił coś, co zasługuje na karę. Tak oto wspólnota wyżywa się na Hiobie, tłumacząc, iż jest on zły, grzeszny, bo przecież zdarzyło mu się nieszczęście, czyli – sam Bóg go ukarał! Ludzie ci, budujący wzajemne relacje na odrzuceniu Hioba, mają fałszywą wizję Boga. On nigdy nie jest z tłumem. Bóg zawsze jest z tą jedną zaszczutą istotą, która nie ma żadnych praw, a w której stronę najszacowniejsi członkowie wspólnoty za chwilę cisną kamienie. Bóg był z Hiobem, był też z kobietą, w której obronie stanął, wypowiadając to wspaniałe zdanie: kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. To właśnie jest Bożą Prawdą dla naszego życia.
            Można zadać retoryczne pytanie – kto z nas jest bez winy? Czy nasza wspólnota jest wolna od postaci takich jak Hiob, na które wylewa się przemoc? Czy naprawdę nigdy nie zrzucamy całej odpowiedzialności za zło na jednego lub kilku ludzi, których z jakiegoś powodu nie lubimy? Prawda jest taka, że jeśli choć trochę jesteśmy świadomi tego, co dzieje się w tym domu, to winniśmy czuć teraz wstyd, łącznie ze mną… Ilekroć bowiem nasze relacje przypominają kompromis egoistów, to ktoś będzie cierpiał, ktoś będzie oczerniony i odrzucony.
            Co zrobić, aby tak nie było? Po pierwsze, trzeba nawrócenia każdego z nas. Każdy grzech, choćby ukryty, sprawia, iż łatwiej mi być brutalnym dla ludzi, których spotykam. Gdy ja grzeszę, ktoś na pewno będzie cierpiał – Jezus Chystus będzie cierpiał za mój grzech w konkretnym człowieku z mojego otoczenia. Dlatego trzeba postu, aby wygasić pożądania i uspokoić pragnienia. Po drugie, więzy, które łączą każdego z nas z Chrystusem muszą być silniejsze niż te, które łączą nas między sobą. Jeśli bowiem większą wagę przywiązuję do bycia z braćmi niż do przebywania z Bogiem, to znaczy, iż moja „przyjaźń” polega na egoizmie. Po trzecie, ilekroć w naszych rozmowach dostrzegamy tylko to, co złe w człowieku i o tym mówimy, powinniśmy wiedzieć, że budujemy wspólnotę na fałszu. Tak łatwo jest jednoczyć się nie dla czegoś dobrego, lecz przeciwko komuś, kogo nie lubimy. Chociaż w innej skali, jest to ten sam mechanizm, który zaprowadził Jezusa na Krzyż, a tysiace ludzi do obozów zagłady. Tak, drodzy bracia – grzech to bardzo poważna i smutna sprawa.
            Powaga i smutek – pamietam, że taki nastrój towarzyszył mi, gdy w Bełżcu czytałem wspomniane słowa z księgi Hioba. Jest to straszne miejsce, pozbawione w dodatku jakiegokolwiek symbolu nadziei. Gdy jednak czytałem wyryte na ścianach, w niekończacych się rzędach, imiona ofiar: Abraham, Jakub, Elżbieta, Samuel, Roman, Maria…, w pewnym momencie natknąłem się na pewne piękne imię, imię, które rozpogodziło mi oblicze i wlało otuchę w serce. Modliłem się wtedy, aby Bóg faktycznie miał miłosierdzie dla nas i świata całego, aby święta Krew Boga obmyła nas z przemocy i niepokoju, tak, by nikomu już nie działa się krzywda. Myślę, że tak jak Bóg z wichru przemówił do Hioba, pokazując, iż zawsze staje po stronie ofiar, a nie katów, tak też nieznanej mi kobiecie, właścicielce tego imienia, ukazał Swoje piękne, miłosierne oblicze. A na imię miała Anastazja, od grekiego Anastasis, czyli Zmartwychwstanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz