whos.amung.us

poniedziałek, 2 lutego 2015

Wszystkie błędy Kaczyńskiego

Autor: Integrator


Idzie Grześ przez wieś, worek piasku niesie, a przez dziurkę piasek ciurkiem sypie się po trochu.” Zna ten wierszyk każdy kto spędził swoje w przedszkolu więc choć pisać chcę o rzeczach ważnych, inaczej zacząć nie mogłem. Nic bowiem trafniej nie opisuje sytuacji, którą mamy dziś w PiSie. Członków partii ubywa jako tych ziarenek piasku, a Prezes Kaczyński niewzruszenie maszeruje dalej, sprawiając wrażenie jakby o tej i innych bolączkach nie wiedział. Wątpię ale nie ma to dziś już większego znaczenia. Jest bowiem u nas w Polsce bardzo celne jak na ten przypadek przysłowie: "Jaki pan, taki kram". I od tego faktu nie ma ucieczki - pełną odpowiedzialność za to co się w partii dzieje ponosi Jarosław, w końcu Prezes, Kaczyński. Można oczywiście udawać, że problem leży gdzie indziej ale to jest stwierdzenie tak nieprawdziwe jak to, że Platforma chce dobrze dla kraju. Są dwie drogi wyjścia z tego impasu, ale tylko jedna wiedzie do prawdy. Ta druga pełna jest ludzi fałszywych a nade wszystko lizusów gotowych kłamstwem o sukcesie przykryć każdą porażką Prezesa. Wszelako zwyczajnych głupców także tam nie brakuje, jak i naszych dziennikarzy, wciąż liczących na frykasy; w państwowych mediach w razie gdyby PiS jakimś cudem wygrał. Pierwsi oni wbiją nóż w plecy Kaczyńskiemu, gdy zabrzmi złowieszczo złota trąba do odwrotu. Zostaje mi tedy samemu iść niemal pustą drogą prawdy. Zapnijcie pasy. Ruszamy!


Zacznę być może kontrowersyjnie ale dla ludzi wierzących, a takich jest większość pośród wyborców tej partii, to są sprawy przedniej wagi. Bez wskazania początku pasma nieustannych klęsk a wcześniej źródła rozkładu moralnego tej partii, nie da się procedować dalej. A był to moment bardzo symboliczny. Ja już kiedyś o tym pisałem, więc teraz zaledwie o tym słowo. Jest w Piśmie Świętym piękna wzmianka o królu Dawidzie, niepokonanym wojowniku. Do czasu. Zapomniawszy się w tryumfach i pysze, zgrzeszywszy przeciwko Bogu, zerwał z Nim więź a Bóg „odwrócił od niego swe oblicze”. Przestał też sprzyjać królowi a gdy ten spostrzegł, że odtąd przegrywa kolejne bitwy, uznał swój grzech i upokorzył się przed Panem Bogiem. Niewierzący mogą wprawdzie szukać innych przyczyn, ale ja właśnie w tym akcie odwrócenie się od Boga znajduję początek „upadku" Kaczyńskiego. Gdy był u szczytu władzy a wrócił temat „aborcji” (zawsze powraca gdy jest pilna potrzeba zrobienia zamętu) Kaczyński nie stanął na wysokości zadania i sprzeciwił się wszelkim zmianom. Głosy były policzone, tej ustawy nie dało się zmienić jak chciała tego konserwatywna części PiSu, ale co szkodziło dać nam chociaż świadectwo? A jednak daremne były namowy i prośby a jeszcze przyniosły odwrotny skutek. Wydano posłom w tej kwestii bardzo jasne dyrektywy... i Bóg odwrócił od Kaczyńskiego swe oblicze. W tej jednej chwili wszystko się skończyło. Wszystko co dziś mamy w tamtej właśnie chwili się zaczęło.   
 
 
Ta sama pycha, bo przecież nie głupota, zaślepiła Jarosława Kaczyńskiego do tego stopnia, że poddał rząd do dymisji myśląc, że tym razem lud obdarzy go pełną władzą. Już w tej zaledwie jednej sprawie krzyżują się aż dwa mity. Pierwszy o nieomylności Jarosława Kaczyńskiego. Pokutuje bowiem pośród jego wyborców przeświadczenie, że to jest wybitny umysł a do tego wyjątkowy strateg. I tak już się w nas to przeświadczenie mocno wgryzło, że gdy stajemy w obliczu kolejnej jego klęski, ktoś porozumiewawczo mrugnie okiem, chrząknie, a my się zaraz na ten haczyk chwytamy, że żadna to klęska a znany tylko Prezesowi etap większego planu. Tak nie jest i nigdy nie było a ilość błędów, (fakt, że nadmiernie przez media rozdmuchiwanych) jest niestandardowo długa. Było też niemało miesięcy i lat by nam w końcu efekty tej przenikliwości okazać. Mit drugi jest tak podstawowy, że powinienem był z nim właśnie rozliczyć się na wstępie. Pokutuje bowiem pośród nas wyborców i takie przekonanie, że skoro raz już mieliśmy władzę to ją jeszcze odzyskamy. Przepraszam, a jakąż to PiS miał władzę bo może coś przespałem? Moi Państwo. Rząd, który wówczas powstał o czym uparcie nie chcemy pamiętać, powstał wyłącznie dzięki koalicji. Partia Jarosława Kaczyńskiego podobnie jak i dziś, miała plus minus trzydzieści procent. Naprawdę tego nie widzicie? Także Lech Kaczyński nie zostałby prezydentem siłą tylko swej wyjątkowości gdyby mu tego zwycięstwa nie przybliżył Andrzej Lepper, oddając mu swoje głosy. Tego też nie widzicie? To może otwórzcie w końcu oczy. Ja nie piszę tego by Was jakoś specjalnie dołować, ale nigdy nie było czegoś takiego jak zwycięski PiS. Po prostu. Nie twierdzę, że to nie jest możliwe. Pokazuję tylko, że w tej formule od początku nie było szans do samodzielnego rządzenia. To jest z urodzenia partia polityczne nieefektywna a z czasem stała się też niewydolna. Jeszcze raz mówię. Zwycięstwo owszem jest możliwe, ale nie w tym składzie, nie przy tej jakości zarządzania. A już na pewno nie w obliczu poziomu moralności jaki panuje pośród sporej części członków tej partii. 


A skoro o tym. PiS musi przejść drastyczną odnowę przede wszystkim w tym właśnie względzie, inaczej zgnije. Już teraz nie ma prawa nieść przed sobą sztandaru „Bóg, Honor, Ojczyzna” gdy tak wielu członków tej partii tych wartości nie zachowuje. Testu z obrony życia jak było wcześniej nie zaliczyli a przecież roszczą sobie prawo by tylko ich wyróżniać słowem "prawica". Także ilość rozwodników (już bez znaczenia czy kościelnych czy zwykłych) niewiele odstaje od średniej w Platformie. Do dziś zachodzę w głowę jak można było, zamiast fakt ten ze wstydem chować, wstawić na listach wyborczych obie żony Gosiewskiego? Wstyd i potwarz dla konserwatywnego elektoratu! A gdyby ktoś chciał wybrać się na spotkania integracyjne działaczy tej partyjnych, także młodych latorośli, nie uwierzy do jakiej partii trafił. Proszę mi wierzyć, frywolne pogaduszki posła Hofmana z partyjną koleżanką o walorach jego przyrodzenia to rzecz prostacka ale wcale nie najgorsza. I proszę, bardzo Was proszę, nie mówicie mi żebym ludziom do łóżek nie zaglądał, bo ja tego nie robię. Ja w ten przykład tylko pokazuję, gdzie ma swój początek źródło często najgorszej obłudy. Kto publicznie deklaruje przywiązanie do Boga a potem w grzechu praktykuje, bardzo szybko tą hipokryzją nasiąknie. Tak w życiu prywatnym jak i zawodowy. To się zawsze kończy tak samo. Jeśli człowiek złamie przysięgę daną człowiekowi przed ołtarzem a zatem w obliczu Bogu to przekracza niewidzialną granicę poza którą każde inne kłamstwo jest już tylko kwestią bilansu. O tej chwili kłamie albo mówi prawdę tylko wtedy gdy mu się to opłaca. Mieliśmy tej prawidłowości kolejną odsłonę gdy okazało się, że grupa posłów PiS (tak bardzo pomstująca przy okazji wykrycia krętactw ludzi Platformy) poczynała sobie tak samo. Jeszcze raz to powtórzę. Człowiek który żył według wskazówek Kościoła i odwrócił się musi pobłądzić i wcześniej czy później porani także innych ludzi. Czyż to nie znamienne, że jeden z tej trójki, poseł znany z wystąpień w obronie wartości rodzinnych, porzucił żonę dla "aniołka Kaczyńskiego"? Smutny zrządzeniem losu ten sam poseł popisywał się swego czasu przed kamerami powiedzeniem: „Pycha kroczy przed upadkiem”. Tak właśnie! Znam ludzi którzy Boga nie poznali a „mają” go w sercu i wyraźnie Go poszukują. Ale nie chcę znać ludzi którzy wyrzucili Boga z serca a wciąż przy każdej okazji o nim opowiadają a jednocześnie tak bardzo Go swym życiem obrażają. Jeszcze gorzej gdy korzystając z okazji bezwstydnie wchodzą na ołtarze by czytać nam maluczkim Jego Święte Słowo. Nie jest to w żadnym razie bezpośrednia aluzja do Kaczyńskiego. Ja nie mam wiedzy czy on jest człowiek głębokiej wiary czy tylko z konieczności, (bo tak wypada prawicy), pojawia się w kościele? Mogę tylko przypuszczać, że te sprawy są dla niego drugorzędne skoro otacza się ludźmi takiej mentalności. Mało, buduje na nich trzon partii nie widząc, że to jest idealny przykład ewangelicznego budowania na piasku. Bez znaczenia jak bardzo będzie się starał, ilekroć będzie bliski ukończenia swego działa, ta wieża zawsze będzie się ku jego przerażeniu i na jego oczach walić. Ciekaw jestem czy zrozumie w końcu kiedyś to przesłanie?
 
 
A skoro (znów te „a skoro”) o ludziach mowa, to nieumiejętność ich doboru jest chyba największą słabością Jarosława Kaczyńskiego. Z resztą u Lecha Kaczyńskiego lepiej z tym nie było. Nie mieli bracia ani wyczucia ani ręki do ludzi. I wciąż nie mają, przepraszam, teraz Prezes Kaczyński także jej nie ma. Bo proszę spojrzeć na te kreatury, które dziś tak zajadle plują na Prawo i Sprawiedliwość. Czyż to nie byli kiedyś nasi ludzie? Czy dla przykładu Sikorski to nie był nasz człowiek? A Kaczmarek? A Marcinkiewicz, ta meduza bez wstydu i kręgosłupa, która przez Kaczyńskich wdarł się już na zawsze do naszej historii zostając premierem?  A Kamiński, ten łysol od PRu? A Urbański z telewizji? Mało? Proszę bardzo, jest tego szmelcu więcej. Sermet, Jakubiak, pośrednio lecz także obdarzona pełnym zaufaniem profesor Staniszkis? Pamiętacie jak w publicznych wystąpieniach pięknie się Kaczyńskiemu odwdzięczyła? A niezapomniana Kluzik-Rostkowska? Podczas kampanii jako szefowa sztabu wyborczego była drugą po Kaczyńskim osobą w partii. Ten tragiczny w skutkach błąd personalny słono nas kosztował i właśnie przez to wart jest osobnego omówienia. Zatem teraz tylko o tym.
 
W Stanach Zjednoczonych szef sztabu wyborczego to jest osoba tak zaufana, że w razie sukcesu kandydata zostaje niemal z automatu jego prawą ręką. Nie bez przyczyny także u nas Sławomir Nowak, póki mu się nie przelało, pełnił wysoką funkcję w Pałacu. I na to tak szalenie ważne stanowisko (chcę to wyraźnie podkreślić, że w wyborach ostatniej szansy), Kaczyński przyjmuje kobietę, której nazwisko na zawsze będzie w polskiej polityce wywoływało najgorsze skojarzenia. Kobietę której nazwisko jest już teraz w pewnych kręgach synonimem człowieka bez honoru i niestałego w słowach. Kobietę, która jak wyszło później, w trakcie kampanii spotykała się potajemnie z Januszem Palikotem. I już mniejsza o to, że Kluzik-Rostkowska, zanim doszło do tej nominacji była znana z poparcia dla In vitro i ze sprzeciwu wobec propozycji zakazu reklamowania treści homoseksualnych. W tym konkretnym przypadku bardziej ciśnie mi się na usta pytanie jak te angaże wyglądają w PiSie? Że niby co? Przychodzi ktoś do Kaczyńskiego i to już dalej mniej więcej tak leci? 
 
X: „Panie Prezesie a może w ręce pani Kluzik-Rostkowskiej odda Pan swój wynik wyborczy i przyszłość prawicy?”.
JK: „A to ta od Tygodnika?”.
X: „Tak, tak, to ta co robiła pod Panem w redakcji Tygodnika Solidarność. Potem w Magistracie i „Przyjaciółce”.
JK: „No nie wiem, nie wiem. A nada się?”
X: „No jasne. Jest nasza i w ogóle to jest równa babka. To jak?”
JK: „Dobra. Zapytam jeszcze Lipińskiego. Pogadamy.”

Tak? Tak to wygląda? Tak się zostaje szefem sztabu w wyjątkowych, postkatastroficznych wyborach w których zdziesiątkowani, walczyliśmy o zachowanie przyczółka? Nie, nie wierzę, po prostu nie wierzę; choć wszystko na to wskazuje. Bo ktoś przecież przyszedł z tą propozycją i podrzucił to zgniłe jajo. Czy wyciągnięto jakieś konsekwencje a przynajmniej wnioski? Wątpię. I to jest właśnie to, Szanowni, to są decyzje personalne Jarosława Kaczyńskiego. Na ludzi wyciągniętych z kapelusza stawia, ludźmi tego pokroju się otacza, co gorsza, na nich buduje trzon partii. Nie chcę uogólniać, z pewnością nie wszyscy są tacy, ale już z pewnością takich jest większość. Hofmana jak niesie wieść także był forsowany przez Kaczyńskiego i to pomimo doniesień medialnych, które (obiektywnie rzecz biorąc) wielokrotnie pokazywały, że to jest nietrafiony wybór i po prostu zły charakter. Co zrobił Kaczyński? To co my wszyscy gdy brzydkie sprawy o naszych wychodzą na wierzch. Zamiast zatrzymać się i przyznać do pomyłki, idziemy w zaparte. No i pokazało nam Cudowne Dziecko PiSu jak się na cudzy koszt jeździ do Madrytu. Starczy. Te dwa akapity nad wyraz dobitnie świadczą o nieporadności także w tym temacie pisowskiego lidera. Hola, hola, krzyczycie? Nie zamykać jeszcze? Chcecie mi powiedzieć, że ostatecznie pozbyto się typków? To tak retorycznie tylko w ramach odpowiedzi spytam: a jak sądzicie, ilu jeszcze tam takich „kluzików” i innych „Hofmanów” zostało? Może czas się w końcu i nad tym zastanowić? Czy znów czekamy do następnych wyborów aż kolejni pokażą nam swe prawdziwe oblicza?

Użyłem w międzyczasie słowa „lider”, zatrzymajmy się więc choć na chwilę przy filmie o tym tytule wszak i tu jest o czym pogadać. A jak tak to i o ludziach których hucznie okrzyknięto w tej partii spin-doktorami. Zacznę od tych właśnie. Proszę Państwa to są zwykli pozoranci. To co nam sprzedają to jest hucpa, blef a gdyby nawet założyć, że mają ku temu jakieś zdolności to jest to najzwyklejsza fuszerka. Ludzie którzy zajęli się obsługą PiSu w tym temacie w wyniku jakiegoś nieszczęśliwego przypadku od początku przypisują sobie drobne sukcesy tej partii podczas gdy osiąga je ona i bez ich udziału, samą tylko mocą płynącą z nazwiska "Kaczyńskiego". Sądzę, że bez tych pozorantów ugrałaby jeszcze więcej. W znanym wywiadzie Toyah'a z wolontariuszem ze sztabu Jarosława Kaczyńskiego czytamy jak wzajemnie podstawiali sobie nogi, jak bojkotowali pomysły które były im nie po drodze. W efekcie wiele kluczowych działań realizowano w taki sposób jakby nikt nad tym nie panował. Nie chcąc spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa nie byli w stanie wyzbyć się tych odruchów nawet w tak wyjątkowo ciężkiej sytuacji w której przyszło nam wtedy stawać do wyborów. Co ja piszę. Oni w ogóle nie czuli tego co my! Nie zapomnę jak Poncyliusz, Jakubiak i Migalski (tak, tak to też byli nasi) przebrani za dzieci kwiaty śpiewali piosenkę Lennona. Cóż za nie-po-ro-zu-mie-nie?! W czasie gdy połowa narodu pogrążona była w  szoku a już wszyscy bez wyjątku w żałobie, sztabowcy brata poległego Prezydenta wymyślił dla nas śpiewaną zabawę. Przepraszam za to słowo ale to są jacyś spin-durnie. A ta trójka: klauny to, muzykanty czy posłowie Rzeczpospolitej!? Niech tam, bo na samo już tylko wspomnienie w myślach grzeszę. To może inny przykład podam. Przypomnijcie sobie na youtub'ie jak wyglądał Jarosława Kaczyński w drugiej debacie z Komorowskim. Podczas gdy Borowy wystąpił w nienagannym stroju, Kaczyńskiemu spin-doktorzy włożyli marynarkę co najmniej o numer za dużą. Siedział bidny z tymi sterczącymi na ramionach poduszkami i wyglądał jakby ją zakosił z ciuchlandu albo dostał po starszym bracie. Albo materiał z którego ją uszyto. To są detale ale w podprogowej walce o głosy one też mają znaczenie. Marynarka tak odbijała światło, że stwarzała wrażenie jakby Prezes wyszedł właśnie z wody.  Nie, nie czepiam się i jeszcze raz powtarzam to są sprawy istotne. Prawdziwi spece, ale tacy prawdziwi a nie pisowskie spin-niemoty, nie takie detale ustalają. By kandydat dla którego pracują wypadł jak najlepiej fachowcy negocjują ze sztabem przeciwnika temperaturę w studio, kierunek i natężenie światła, nawet wysokość głupiego krzesła. A nasi wypuścili Kaczyńskiego przed kamery jakby prosto z basenu. Tacy to są wielcy specjaliści. I nie zdarzyło się to po raz pierwszy ani drugi, że Prezes wychodzi w takiej kondycji do mediów. Miałem okazję być świadkiem konferencji na Nowogrodzkiej w której Kaczyński zajmował stanowisko w jakiejś ważnej sprawie, której szczegółów ja już dziś nie pamiętam. Nie pamiętałem z resztą i w chwilę po jego wystąpieniu bo moja percepcja w pełni zajęta była schodzonymi butami Kaczyńskiego, za krótkimi nogawki i wyraźnie zbyt długimi rękawami u koszuli. I znów takim go wystawiono przed kamery a ja od razu wiedziałem co z tego wszystkiego zobaczę wieczorem w telewizji. On nam coś przez to szkło tłumaczył a operator kamery zrobił mu najazd na te buty. Gdy go znów pokazano tym razem mogłem z bliska zobaczyć te jego mankiety. Ja takie zabieg szybko wyłapuję i choć nie daję się na nie łowić, tamtego wieczoru przez zaledwie ułamek sekundy pomyślałem, że może jednak byłoby wstyd wypuścić kogoś takiego za granicę. Widzicie jak to działa? A w iluż umysłach znacznie mniej odpornych na takie zabiegi, ten przekaz wzbudził podobne myśli a potem pchnął w przeciwną stronę? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Nie ma Kaczyński serca i do tego. On chyba nawet nie rozumie siły jaka płynie z prostych technik kreowania wizerunku. Co zaś się tyczy "miszcza" Bielana i pozostałych spin-amatorów, wyrzucić! Ostatecznie wysłać na praktyki do menedżera knajpy "Manekin" w Warszawie. Albo "U Szwejka". Tam długimi kolejkami stoją ludzie na mrozie by móc u nich zjeść lub zwyczajnie posiedzieć przy kawie. Pierwej już oni będą wiedzieli co zrobić by ludzi przyciągnąć.
 

Myślę, że to dobry moment by zrobić tu takie oto specjalne wtrącenie. Jarosław Kaczyński przegrał kampanię postsmoleńską tylko i wyłącznie przez ludzi którzy go otaczają. Zwykłych leni, ale i zabiegających o swoje interesy cwaniaków. W tej akurat historycznej i wyjątkowej kampanii on nic nie musiał robić. Dokładnie nic bo wystarczyła siła jego nazwiska i wspomnienie tej strasznej zbrodni jakiej dokonano na Prezydencie a jego bracie. Wystarczyło mu tylko być a ta nieopisana moc jaka unosiła się nad Polską wydźwignęłaby go na należne mu stanowisko. Wystarczyłby on, dziesiątki banerów z wrakiem samolotu i zaledwie dziesięciu prawdziwie oddanych ludzi. Ale nie takich jak Lipiński, który poza łażeniem po korytarzu z fajką w zębach nie bardzo wie co w tej partii robi, ale ludzi gotowych niemalże dla niego umrzeć.  Kaczyński tego nie rozumiał a film "Lider" upewnił mnie w przekonaniu, że on nic już wtedy od życia nie chciał. I ja to rozumiem, ale jeśli nie był w stanie walczyć a przez to oddał swój los w ręce ludzi małych i zwyczajnie podłych, to wtedy właśnie podjął decyzję jedną z gorszych. To także ważna cecha lidera by umieć się w porę wycofać. Zamiast tego stanął do walki poraniony i wszystko co nam wtedy pokazał to fakt, że nie jest niepokonany i że może przegrywać. To był ostatni czas budowania nowego przywództwa pod  prymatem póki co starego wodza, ale dopingowany przez otoczenie, ten czas przegapił. Stracił ducha walki i tą specyficzną aurę bez której trudno jest zagrzewać do prawdziwej i nieudawanej walki. Chciałbym więcej o tym, ale że wychodzi książka to uciekajmy dalej. Zatem już tylko parę zdań o filmie „Lider” bo tu też wyszła niezła szopka.


Krótko. To jest ogólnie ładna sprawa i to się z niejakim sentymentem ogląda. Ale na Boga, czy to jest oby na pewno film o liderze? Zastanówcie się Państwo czy naprawdę takim chcemy widzieć wodza?! Oto siedzi Jarosław Kaczyński przy stole, nad zdjęciami z dzieciństwa i smutnie zawodzi, że wraz ze śmiercią brata, niemal skończyło się i jego życie. Ja bynajmniej nie mam pretensji do pani Lichockiej bo to jest bardzo zacna kobieta, no ale takie filmy to się kręci politykom na emeryturze! Lider, proszę ja Was moi drodzy, to jest ktoś silniejszy od reszty, kto mimo ran i upadków, za każdym razem wstaje by prowadzić do boju. Lider ma nas zagrzewać do wali, podtrzymywać na duchu. A co robi w tym filmie Jarosław Kaczyński, przecież lider? Miało być krótko, zatem tylko tyle. Czy i w tym przypadku mam rację, na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie już sami.


Bardzo słabo jeśli wręcz fatalnie wygląda u Prezesa umiejętność delegowania zadań. Szczerze, to wątpię czy coś takiego w ogóle w tej partii istnieje. A powinno bo konglomerat ludzi wymaga sprawnego menedżera. I klarownych procedur. Tu bardzo jasno powinny być nakreślone ścieżki kariery a w sposób zrozumiały i adekwatnie do umiejętności rozdzielane zadania. Wszystkim powinien być też znany tak system rozliczania jaki i nagradzania. Tego nie ma a za to także odpowiada, kto? Nie, nie, nie rozglądajcie się po sali. Tu nie ma co szukać winnych na siłę. Za brak tych regulacji także odpowiada lider. Ot dwa przykłady żeby nie być gołosłownym. Pamiętam jak poszła w mediach informacja, że poseł Suski został oddelegowany do stworzenia listy lokalnych mediów przychylnych PiSowi. Miała to być, i słusznie, próba stworzenia przeciwwagi dla jadu który sączą ogólnopolskie media . Ta lista nigdy nie powstała a poseł Suski ma się jak najbardziej dobrze. Albo inny przykład całkiem świeży. Tyle było gadania o fałszerstwach wyborczych i mężach zaufania. Miała się tym zająć posłanka Sikora, miały być listy i statystyki. Miały. Czy ktoś z efektów tej pracy panią poseł rozliczył? A co zrobiono z tymi tłumami, które po Smoleńsku chciały wstąpić do partii? Nie, ja się nie mszczę. Ja tych posłów nigdy na oczy nie wiedziałem. Chcę tylko pokazać jak wygląda zarządzanie ludźmi w tej partii. Tego nie ma a za to także odpowiada lider. I czemuż się potem w tak niewinny sposób dziwić, że partia nie ma struktur skoro tak ważna rzecz leży tam jak krowa na miedzy? Nikt nie wyciąga konsekwencji względem bezczynnych i nieudolnych a dobór działaczy, także do najbliższego otoczenia Szefa, dokonywany jest na podstawie zgoła innego klucza niż potwierdzone praktyką kompetencje. Widzą to młodzi ale i staży wyjadacze więc odchodzą, często zrażeni a nierzadko zniesmaczeni. A potem takie "cuś" - na własne oczy widziałem jak poseł z wiaderkiem kleju i własnymi plakatami pod pachą "upiększał" kolejne mury. I tak to się pewnie skończy. Struktur nie ma, ludzi ubywa ziarnko po ziarnku a ci co zostali to w większości bezwzględne hieny walczące o posady, nie tylko w partii. Pomiędzy nimi zaś próbują odnaleźć się ci chłopcy z wywiadu Toyaha, którzy w sztabie Kaczyńskiego  pysznie dworowały sobie z wolontariuszy. Dziś wszyscy oni to warszawscy radni. Czyż nie szybko rosną nam przyszłe „kluziki”.
 

Czas kończyć. Tych zaledwie parę przykładów pokazuje, jak pilna jest potrzeba szukania nowego lidera. Człowieka, który te bolączki zdoła pokonać i zechce a nade wszystko będzie w stanie narzucić partii nową jakość. Mówi się przy okazji takich propozycji, że Kaczyński to gwarant jedności. Zgoda! I ona będzie zachowana jeśli Prezes sam zrozumie, że już jemu czas a swa rezygnację poprzedzi namaszczeniem właściwego następcy. Kogoś kto korzystając z aury Prezesa, która niewątpliwie wciąż jest magnesem dla wielu,  będzie w stanie pociągnąć nowych wyborców, którzy dawno już poszliby za PiSem „gdyby nie Kaczyński”. Z pewnością słyszycie pośród znajomych takie deklaracje? Już tylko zebranie tych dwóch grup wyborców do kupy da nam szansę dojścia do władzy w takiej skali, która pozwoli rządzić w sposób samodzielny. Przy tym co teraz mamy to nie jest możliwe. Ah, jeszcze jedno. My się tak bardzo lubujemy w rozprawianiu nad słabościami i grzechami liberalnej strony, że trudno nam dostrzec ja to jest próżne gadanie. Bo czyż nie rolą kłamcy jest kłamać a zadaniem złodzieja zawłaszczać? Wszyscy oni idealnie wywiązują się ze swych obowiązków a my tym pustym gadaniem niczego w tej kwestii nie zmienimy. Wiele jest za to do naprawienia tu, po naszej stronie. Chyba nawet wszystko. Ale tylko tędy wiedzie droga do zwycięstwa.

Teraz będzie bardzo osobiście. Możecie nie wierzyć ale Jarosław Kaczyński to dla mnie człowiek absolutnie wyjątkowy. Całe swoje życie oddał walce o lepszą Polskę i choć ta rzecz mu się nie udała dotarł znacznie dalej niż premier Olszewski. Cześć i chwała mu za to! Niemniej doszedł do ściany, której pokonać nie zdoła. Nie ma ku temu ani środków ani narzędzi, a i siły już nie te, winien zatem tą pałeczkę przekazać dalej. Inaczej wszystko zaprzepaści. Już teraz Prawo i Sprawiedliwość pod takim przywództwem staje się powoli spółdzielnią pracy dla wybranych posłów. No i walcem dla nowopowstających, prawicowych bytów. By taki stan rzeczy trwał jak najdłużej największy w tym interes ma druga strona. No i ci nasi którzy mogą liczyć na jedynki. Czas odejść wzorem Ojca Świętego Benedykta VII, który widząc ogrom koniecznej do wykonania pracy abdykował. To jest wbrew pozorom piękna rzecz Panie Prezesie. Ale zanim to nastąpi, proszę mi zrobić tą przyjemność i wyrzucić już dziś tych którzy łechcą Pana bzdurami o późnym wieku politycznym Bismarc'a. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz