whos.amung.us

piątek, 20 lutego 2015

Trzy głosy o przemocy. Szatańskie wersety i ręka anioła (część 2).

Autor: ks. Jan Dobrowolski
 
Współczesność jest groźna dla wierzącego i myślącego człowieka nie dlatego, że proponuje fałszywe rozwiązania. Gorsze jest to, że stawia nas często wobec fałszywej alternatywy. Realia medialnej (internetowej chociażby) wymiany myśli tworzą często wrażenie, że wybór istnieje tylko w obrębie tych dwóch czy czasem trzech idei, które pojawiają się w dyskusji. Oto przykład: Religia jest źródłem przemocy! – powie nam Richard Dawkins czy inny niechętny wierze ateista. Religia nie ma nic wspólnego z przemocą! – odpowie na to, przypuśćmy, jakiś biskup, chcąc przy okazji zbudować „platformę porozumienia” z wyznawcami innych religii. Według mnie, te stanowiska są jednakowo błędne, stanowią jednak dobry punkt wyjścia. Dobry przyczynek do zastanowienia się: czy przypadkiem co najmniej jedna religia, mająca wiele wspólnego z przemocą, nie doprowadziła w ciągu wieków do jej zmniejszenia?
Konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet jest dzieckiem swoich czasów, specyficznej atmosfery intelektualnej, którą przesiąknięta jest nasza Europa. Od zakończenia II wojny światowej wielu ludzi uwierzyło, że trzeba zmienić totalnie wszystko, by wyeliminować różne formy dyskryminacji, prześladowań, że stary świat wraz z pojęciami takimi jak rodzina, ojczyzna, a nawet mąż i żona, musi zostać zniszczony. Konwencja, napisana pod patronatem Rady Europy podziela ten punkt widzenia – już sama tradycyjnie rozumiana rola kobiet naraża ją na przemoc otoczenia, jest owocem męskiej dominacji. To wiemy, łatwo dostrzec tę ideologię i jej zagrożenia. Ciekawe jest jednak odkrycie, że hasła walki z przemocą głoszone są w świecie, który od długiego już czasu doświadcza stałego spadku przemocy. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, jest to faktem, badanym zresztą coraz częściej przez naukowców. Jednym z nich jest Steven Pinker, który tłumaczy ten zaskakujący fakt ( mówienie o nim przypomina trochę wspominanie o globalnym ociepleniu, gdy wieczorem trzeba iść podłożyć do pieca, a rano – odśnieżyć podjazd) w swojej książce „the Better Angels of Our Nature”. Żeby uświadomić sobie stały spadek przemocy w świecie, wystarczy, według mnie, podstawowa znajomość historii i literatury. Jednak warto skonfrontować to przekonanie z jak najszerszym spektrum faktów, co Pinker robi w sposób bardzo udany. Przy okazji popełnia jednak, według mnie, pewien interesujący błąd, który może rzucić sporo światła zarówno na wspomnianą we wstępie konwencję, jak i szerzej – na związek religii z przemocą.
Książka Pinkerta z aniołami w tytule zaczyna się od rozdziału poświęconego historii. Kto to powiedział, że nie warto pisać osobnych dziejów ludzkiej głupoty, gdyż pokrywają się one z historią powszechną? Chyba Twain? Pinker pokazuje, że z tego samego powodu nie warto pisać osobnych dziejów ludzkiej przemocy. Od prehistorii aż po XX wiek ukazuje niezbyt ciekawą i poruszającą panoramę stosunków międzyludzkich, obfitujących w agresje, wojny, prześladowania i ludobójstwo. Ze szczególnym zainteresowaniem przeczytałem rzecz jasna część tego rozdziału poświęconą Biblii. Pinker szkicuje czytelnikowi dzieje zbawienia widziane przez pryzmat przemocy. Cytuję i tłumaczę jednocześnie:
Biblia jest jedną długą celebracją przemocy.
Już jej pierwsze rozdziały ukazują ludobójstwo niespotykane w dziejach: ginie jedna czwarta całej populacji! Pinker cytuje nawet Raymunda Schwagera, katolickiego teologa, zajmującego się tematem przemocy:
Stary Testament zawiera ponad sześćset fragmentów, które otwarcie mówią o narodach, królach oraz pojedynczych ludziach,  którzy atakują, niszczą i zabijają innych…
Schwager stwierdza przy tym, że kolejne setki wersów mówią o zaangażowaniu Boga w przemoc. Cytat ten przypomniał mi kryminał Larssona, zadeklarowanego socjalisty, pod znamiennym tytułem „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Dobrze napisana książka prezentuje świat współczesnej Szwecji, bardzo egzotyczny dla księdza z małego miasteczka, którym jestem, a podejrzewam, że również dla większości moich parafian. Obok głównego bohatera, zaangażowanego w trójkąt miłosny i wiele przelotnych „przyjacielskich” romansów spotykamy jego nastoletnią córkę, która, ku jego utrapieniu, została właśnie chrześcijanką. Nie zdradzając za dużo z intrygi, pomaga ona ojcu w sprawach Biblii. Chodzi o serię cytatów z Pięcioksiegu, z których każdy mówi o przemocy wobec kobiet, trzeba przyznać, dość mocnych cytatów (powiedzmy, nie nadawałyby się na materiał do niedzielnego kazania albo osobistej medytacji Pisma). Przesłanie Larssona jest proste – psychopata w straszliwy sposób znęcający się nad przypadkowymi ofiarami, czerpie „duchową strawę” z nakazów Prawa Mojżeszowego. Jest to obecne w kulturze dość szeroko, tak przypuszczam – to spojrzenie na Biblię jako na księgę mroczną, opresyjną. Któż z fanów dobrego, amerykańskiego kina nie pamięta tej strasznej sceny, gdy Samuel L. Jacson w tarantinowskim „Pulp Fiction” cytuje księgę Ezechiela, dwudziesty piąty rozdział, przed egzekucją na zlecenie mafii. Stwierdza potem: 
Myślałem, że to niezły tekst przed skasowaniem klienta.
Zasadniczo, refleksja Pinkera nad Biblią pokrywa się z punktem widzenia Larssona czy Tarantino. Nie przytacza on przy tym poglądów przeciwnych, jego analiza przemocy w Biblii jest czysto ilościowa. Było to dla mnie rozczarowaniem, gdyż cytowany wyżej Schwager, jeden z nielicznych teologów przytaczanych na kartach „the Better Angels of Our Nature”, był zwolennikiem głębszego i według mnie bardziej realistycznego podejścia. Sam odnalazł je w myśli jednego z najbardziej kontrowersyjnych antropologów naszych czasów, Rene Girarda. Znany jest zwłaszcza z opracowania mechanizmów kozła ofiarnego, ale jego zainteresowania są szersze; od analizy wielkich powieści po totalną apologię chrześcijaństwa. Dużo tu bardzo ciekawych rzeczy, chcę jednak tutaj skupić się na jednej prostej uwadze, jaką Girard, a za nim Schwager czynią na temat religii i przemocy. Pinker dokładnie rozprawia się w swojej książce z mitem „dobrego dzikusa”, pokazując skalę przemocy wśród prymitywnych ludów. Lektura tego fragmentu jego książki nie była dla mnie zaskoczeniem, wcześniej to samo spotkałem u Girarda. Różnica polega jednak na tym, iż Girard więcej uwagi poświęca przemocy wewnątrz plemion, natomiast Pinker dokładnie analizuje przemoc zewnętrzną, to jest wojny, zasadzki na członków innych grup, porwania podróżnych, etc. Girard zauważa, że przemoc wewnętrzna mogłaby doprowadzić do samozagłady wielu wspólnot lub przynajmniej do daleko idącego zniszczenia. Co sprawia, że mroczne siły, takie jak nienawiść, złość, a zwłaszcza – zazdrość i pożądanie, nie doprowadzają jednak tych ludzi do zagłady? Według autora koncepcji kozła ofiarnego, nieocenioną rolę gra tu religia. Mówiąc krótko – pierwotne kulty pierwotnych ludzi, pełne często rytualnej przemocy, a nawet ofiar z ludzi, mają ostatecznie na celu zmniejszenie napięcia wewnątrz grup.
Prymitywna i niedoskonała jest ich pogańska wiara, ale, według Girarda – dosłownie ratuje życie, zmniejszając, lub regulując wybuchy przemocy. O ile Pinker wrzuca wszystkie religie do jednego worka, gdyż wszystkie mówią o przemocy, to Girard potrafi nie tylko dostrzec, że niektóre z nich starają się ową przemoc opanować. Girard widzi także wielką tradycję religijną, która potrafiła z biegiem czasu zlikwidować pogaństwo i zmienić relacje miedzy ludźmi tak, jak drożdże przemieniają zakwaszoną nimi mąkę. Według niego, Biblia zawiera w sobie nie tylko „jakiś sposób na przemoc”. Więcej – tak, jak zawiera się w niej, według chrześcijan, objawienie prawdy o Bogu i człowieku, tak Biblia objawia również prawdę o ludzkiej przemocy.
Proces uspokojenia, swoistej „pacyfikacji”, który Pinker przypisuje rzeczom takim jak empatia, rozum czy samokontrola oraz potędze państwa („Lewiatan” z myśli Hobbesa), dla Girarda jest owocem ewangelizacji świata – poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli. Prawdą nawracającą katów i ocalającą ofiary ma być specyficzna tendencja Boga Starego Testamentu do stawania po stronie ofiar, czy to jednostek, czy narodów. To pierwsza różnica pomiędzy Nim a pogańskimi bożkami. Druga to nacisk na sferę ludzkich pragnień; w dekalogu, który zakazuje szeregu form przemocy, od zabójstwa po kradzież, znajdujemy przecież genialne „nie pożądaj”, godzące w źródło ludzkich grzechów. Nowy Testament to zaś objawienie Krzyża. Pełne przemocy opisy strasznej egzekucji są Ewangelią, gdyż otwarcie mówią o tym, co się zdarzyło. Ludzie zabili Niewinnego bez żadnego dobrego powodu, a Bóg stanął ostatecznie po Jego stronie. Ciekawe jest rozważyć w tym kontekście, jakie zarzuty najczęściej stawiane są Kościołowi i co mają wspólnego właśnie z Męką Chrystusa?
Błąd Pinkera widać najlepiej w tym, jak dużą negatywną rolę przyznaje religii, nie dostrzegając przy tym, że już sam prosty fakt jej istnienia sugeruje, że była i jest czymś bardzo ważnym dla ludzi. Pogaństwo, ze swymi mitami w fałszywy sposób, choć do pewnego stopnia skuteczny, pomagało ludziom panować nad przemocą. Chrześcijaństwo zaś, ze swoją prawdą, pokonało pogaństwo i stworzyło świat, w którym przemoc musi się ukrywać i w którym ciągle topnieje. Autor „the Better Angels of Our Nature” zdaje się nie dostrzegać tego, że nurt liberalnej i ateistycznej myśli, do którego należy, rozwinął się nie przez przypadek w ramach cywilizacji zachodniej, niegdyś na wskroś chrześcijańskiej. Z drugiej strony, nie sposób wręcz uciec przed tą prawdą – być może dlatego na okładce swojego dzieła umieścił obraz przedstawiający mężczyznę z nożem, związanego chłopca i anioła, chwytającego rękę z narzędziem mordu. Pinker nie wierzy w Boga, który posłał owego anioła, ale jego świetnie udokumentowana książka o zmniejszeniu się przemocy między ludźmi jest tak naprawdę wielką apologią chrześcijaństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz