whos.amung.us

niedziela, 22 lutego 2015

Rozumiem Orbana

Autor: Integrator
 

Chcę dziś zabrać głos w sprawie Orbana. I nie dlatego, że zrobili to już niemal wszyscy, bo w takich przypadkach ja akurat czuję się zwolniony z głosu, ale dlatego, że powieszono na nim niemal wszystkie przysłowiowe koty, a mnie się wydaje, że bardzo niesłusznie. Chcę tym tekstem stanąć w jego obronie. Tak, właśnie tak. Posłuchajcie co ja ma Wam w tym temacie do powiedzenia.
 
Wszyscy dobrze wiemy co myśli sobie o tym człowieku Europa, no ale wiemy też co ona myśli sobie o wielu sprawach ważnych dla Polaków więc to jej (nie)święte oburzenie nie powinno być dla nas żadnym wyznacznikiem. Prawdę mówiąc trochę by to nawet dziwnie wyglądało gdyby oni tam zaczęli nagle myśleć o Węgrzech jakoś inaczej. 
 
Całe szczęście tu u nas w Polsce sprawa nie jest już tak oczywista a linia podziału zwolenników i przeciwników premiera Węgier biegnie mniej więcej tak samo jak ta oddzielająca koalicję od opozycji. Mieliśmy tego najlepszy przykład podczas ostatniej wizyty Orbana w Polsce, gdzie jak głoszą media, został przyjęty przez premier Kopacz-Smoleńską bardzo chłodno. Niegrzeczne to było i nierozsądne zachowanie ale też łatwe do przewidzenia, wszak ludzie którzy dziś rządzą tym krajem mają kluskę zamiast kręgosłupa, a ich polityka polega na niczym innym jak tylko na posłusznym wpisywaniu się w unijne dyrektywy, tudzież z właściwą lokajowi wprawą czytanie w myślach tegoż „dyrektywodawcy" by wykonać jego wolę zanim on sam o czymkolwiek pomyśli. Gorzej, że w związku z ostentacyjnym eksponowaniem swych kontaktów z Putinem, Orban wprawił niespodziewanie naszych prawicowych polityków w zakłopotanie z którego ci nijak nie potrafią się wygrzebać. Robią dobrą minę do złej gry, próbują sprawę zbyć milczeniem, tymczasem ja tu nie widzę powodów do takich zachowań. Panie i Panowie, to jest w końcu polityka! Tu nie ma miejsca ani na emocje ani na sentymenty a już na pewno spraw ważnych dla swojego narodu Orban nie postawi na jednej szali tylko dlatego, że gdzieś tam kiedyś „Polak i Węgier jak dwa bratanki". No bądźmy poważni! Spróbujcie raczej postawić się w sytuacji tego człowieka, chociażby przez chwilę, a zaraz decyzje, które on dziś podejmuje, wydadzą się Wam jeśli nie oczywiste, to przynajmniej przestaniecie (zwracam się tu szczególnie do niedawnych jego zwolenników w Polsce) niepotrzebnie ze wstydem zamiatać rzęsami podłogę. 
 
Orban, jak wiemy to jest człowiek, który poszedł na wojnę z gigantami tego świata. Nie tylko uderzył w interesy banków i wielkich koncernów, ale doprowadził do furii światową finansjerę, spłacając zadłużenie Węgier co de facto odebrało tym pierwszym możliwość wpływania na decyzje rządu węgierskiego. Urwał się, jak to mówimy w Polsce, z łańcuch a to nie spodobało się bardzo wielu instytucjom, które dzięki tego typu zależnościom rozgrywają rządy państw narodowych niczym pionki na szachownicy. Mało tego, on sobie tych wszystkich pieniędzy nie upchał w sejfie w piwnicy, ani nie ukręcił prywatnych lodów przy okazji (jak to robi większość polityków tego kalibru), przeciwnie, on to wszystko zrobił dla szarego węgierskiego obywatela, który dzięki polityce Orbana mógł odczuć w swym życiu szereg konkretnych korzyści. Od tak podstawowych jak niższy rachunek za gaz czy prąd, po pomoc w spłaceniu kredytów frankowych. Jeśli przez chwilę się nad tym zastanowicie, zobaczycie, że to co u nas jest z wielką pompą ogłaszane, by po tygodniu nikt już o niczym nie pamiętał, tam jest konsekwentnie realizowane. Ale nie w tym rzecz.
 
Otóż problem Orbana polega na tym, że on musi się odnaleźć w grze jaką toczą nieustannie między sobą poszczególne państwa. Węgry są zbyt małe i nie są w stanie ani przewodzić większej grupie, która wspólnie mogłaby walczyć o swoje prawa, ani jak się okazuje, nie mogą być równoprawnym członkiem grupy państw stłoczonych w Unii Europejskiej, już choćby dlatego właśnie, że za sprawą Orbana odważyły się obrębie własnego państwa prowadzić niezależną politykę. Musi Orban w takiej sytuacji przyłączyć się go kogoś kto będzie w stanie bronić tak wypracowanej niezależności i niestety, gdy spogląda w lewo to jest na Zachód, widzi całą masę naburmuszonych ludzi, szefów państw, którzy zamiast wziąć z niego przykład, mają do niego pretensję, chyba tylko za to, że się odważył i mu się udało. Orban nie raz próbował tłumaczyć co zrobił, co chce zrobić i dlaczego chce to zrobić ale to zawsze wiązało się z jeszcze większym oburzeniem, gdzieniegdzie nawet pojawiały się propozycje sprowadzenia politycznych czy ekonomicznych restrykcji. Chciał nie chciał, spojrzał Orban w prawo, na Wschód, i zobaczył uśmiechniętego Putina z szeroko otwartymi ramionami. I choć jestem pewien, że rozumie jak drogo może go taki uścisk kosztować, zwyczajnie nie ma wyjścia. Tak, tak moi Państwo, to Europa wpycha Węgry w objęcia Putina. One tam same i dla przyjemności nie lezą.  I jeśli ktokolwiek z Polaków miałby wątpliwości kto tu od nas wrzucił kamyk do węgierskiego ogródka, to ja śpiesznie donoszę, że zrobiła to Platforma Obywatelska z premierem Tuskiem a teraz Kopacz-Smoleńską na czele. To ci ludzie, zamiast wykorzystać okazję i uczynić Polskę ambasadorem Węgier wobec Zachodu, co dałoby nam uprzywilejowaną pozycję w grupie podobnych państw, z nadgorliwością właściwą służącemu uderzyli w naturalnego sojusznika.
 
Nie rozumiem więc, naprawdę nie mieści mi się to w głowie, dlaczego wymagamy by Orban miał w takim układzie wspierać nasze projekty energetyczne? Przecież to jego zachowanie jest absolutnie zrozumiałe. Bo przepraszam jako on ma w tym interes? Tylko polityka międzynarodowa w wydaniu polskiego rządu polega na dawaniu czegoś za nic. Wszyscy inni, w tym Orban, prowadzą politykę faktów. A z jego strony kalkulacja jest oczywista. Jeśli nam pomorze, nie tylko przestanie nam być potrzebny, nie tylko dalej będzie ostentacyjnie „chłodno przyjmowany” przez Kopacz-Smoleńską to jeszcze straci jedynego sojusznika jakim jest dla niego w tej chwili Rosja. Wybór jest chyba oczywisty?
 
Zrozumcie proszę, Orban nie ma wyjścia. Albo wesprze się na Rosji, która póki co niczego od niego nie oczekuje i nie ingeruje w politykę uniezależniania węgierskich interesów od światowych instytucji finansowych, albo będzie musiał zrezygnować z tej drogi w zamian za przyjęcie do rodziny unijnych państw, której liderzy wyznaczą mu miejsce pośród planktonu od którego oczekuje się wyłącznie ślepego posłuszeństwa. Mówię o ławce na której dziś siedzi Polska.
 
Cóż. W tak zarysowanej perspektywie, Orban nie ma innego wyjścia, jak trzymać właśnie z Rosją. Kończę i pozdrawiam z nadzieją, że teraz rozumiecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz