whos.amung.us

sobota, 28 lutego 2015

By twierdzą mógł być każdy próg!

Autor: Integrator


Pod jednym z moich tekstów, gdzie wtrąciłem akapit o rzezi wołyńskiej, ktoś w formie komentarza zostawił historię odnośnie tych strasznych wydarzeń opowiedzianą mu ongiś przez dziadka. Oto gdzieś tam, na tej mokrej od polskiej krwi ziemi, stał lekko ufortyfikowany dom, co miało znaczyć zaledwie tyle, że w piwnicy było zapasów jedzenia na parę miesięcy a domownicy i służba byli bardzo dobrze obeznani z bronią. Rzecz jasna tą broń posiadali. Ukraińcy siepacze wiedzieli o tym dlatego mimo, że wielokrotnie idąc „rezać Lachy” przechodzili obok, nikomu z nich nawet przez myśl nie przeszło by zbliżyć się do tej „twierdzy”. Dobrze wiedzieli, że tam mogła ich czekać nagła śmierć podczas gdy wokoło była masa domów do których można było wejść bez najmniejszego oporu, mieszkańców wyrznąć  bezkarnie niczym bydło, wcześniej jeszcze poznęcać się nad nimi dla urozmaicenia sobie tej przecież ciężkiej roboty. Szła zatem ta hołota, (której dziś próbuje się przypisać znamiona armii), dzierżąc w rękach wszelkie narzędzia gospodarcze jakimi można było zadawać śmierć, ale też tylko tam gdzie mieszkali bezbronni, gdzie nie czekała na nich nawet zbłąkana kula.

Obraz ten najlepiej pokazuje, że owszem, trzeba mieć silną armię, nade wszystko plan działania na wypadek napaści wroga, ale przede wszystkim niesie wniosek, że nikt lepiej nie stanie w obronie własnego domu jak właśnie domownicy. Nikt jak oni nie ma odpowiedniej motywacji by stawić opór najeźdźcy, nikt też jak oni nie zna lepiej okolic w których nawet jeśli się nie wychowali to zdążyli wystarczająco dobrze je poznać. Przy odrobinie wsparcia ze strony zawodowych planistów, nauczyliby się w sposób świadomy wykorzystywać do obrony uwarunkowania, które daje im ich miejsce zamieszkania, ale też odpowiednio wcześniej mogliby zabezpieczyć jej słabe strony. Żeby to jednak było możliwe musimy mieć broń, która na wypadek wojny będzie dostępna dla każdego. To jest warunek podstawowy, bez którego wszelkie opowieści o oddziałach Obrony Terytorialnej nie mają sensu.

Zanim jednak o tym, muszę niestety wtrącić akapit o Romualdzie Szeremietiewie. Bardzo dokładnie wsłuchuję się w jego rozliczne, szczególnie ostatnio zintensyfikowane, wystąpienia w których podkreśla konieczność budowania takiego sytemu. Słusznie i bardzo obrazowo porównuje państwo posiadające taki system do jeża, którego kolce równomiernie rozsiane po kraju mogą zadać duże straty wrogowi. Obecność takiej osoby w sferze medialnej, choćby tylko internetowej, dodaje otuchy zważywszy na fakt, że rząd Platformy i prezydent Komorowski, jeszcze rok temu wciąż wzywali do zaciśnięcia przyjaźni polsko-rosyjskiej, której symbolicznym początkiem miało być ściskanie się Tuska z Putinem nad wciśniętym w smoleńskie błoto ciałem prezydenta Kaczyńskiego. Na tych ludziach nie można polegać, to są jednostki zdeprawowane, które nie czują więzi z tym krajem, które gdzieś tam w tyle głowy dobrze wiedzą, że w razie konfliktu nic im nie grozi, bo zgodnie z niechlubną tradycją udadzą się na emigrację. W tej sytuacji Pan Szeremietiew to głos rozsądku ale i nadzieja, że są oprócz niego także inni którzy widzą zagrożenia o których on mówi na głos ale z racji pełnionych funkcji, nie mogą wypowiadać się z taką swobodą jak były wiceminister MON. To co głosi, pomimo, że przekaz jest słaby, jest bezcenne i nie pozwala tym na górze tak całkiem przespać czas który wciąż mamy by poprawić naszą zdolności obronne. A jednak mam pretensję do Pana Szeremietiewa za to, że dziś mając absolutną pewność, że ta ekipa nie jest zainteresowana budowaniem systemu Terytorialnej Obrony Kraju, godzi się brać udział w tych pozorowanych ruchach. Z licznych nagrań video dostępnych w sieci ale i jego tekstów płynie jasny przekaz, że on wie, że nic z tego nie będzie. Dlaczego więc dalej użycza temu projektowi swoje nazwisko, tego nie rozumiem? Wiem, że łatwo jest mówić, co by się zrobiło będąc na czyimś stanowisku, podczas gdy tak naprawdę tylko znalezienie się w podobnej sytuacji może zweryfikować takie twierdzenia, no ale ja widząc już od środka i z bardzo bliska jak jest naprawdę z deklaracjami tej ekipy, zrezygnowałbym. Pan Szeremietiew mimo wszystko trwa, dając w ten sposób rządzącym argument do odbijania napływających z dołów zarzutów, że nic nie robią podczas gdy wojna w najlepsze rozwija się tuż przy naszych granicach. Robimy - odpowiedzą na taki zarzut - powołaliśmy człowieka, który ma doświadczenie i od dawna akcentował konieczność zmian. Więc w czym problem? Trudno polemizować bo faktycznie tak jest. Pan Szeremietiew został powołany, przyjął na siebie konkretne obowiązki, w dodatku jest przez prawicowych wyborców postrzegany jako nasz człowiek, tyle, że nic z tego nie wynika. A perfidia tej zagrywki jest aż nazbyt widoczna. Bierze się człowieka z nazwiskiem, z legendą, nie daje się odpowiedniego finansowania ani politycznego wsparcia co pozwala tworzyć pozory działania. Przepraszam, że użyję tego argumentu, ale z pełną świadomością przerzucono ogrom pracy tworzenia czegoś z niczego na człowieka bardzo chorego. Sam nie raz o tym pisał, a teraz jakby to wszystko nie miało znaczenia, ma iść w teren i niczym młody junak rwać temat kłami? Robić całe tysiące kilometrów, odbywać dziesiątki wielogodzinnych spotkania, w końcu przebijać się przez rzesze urzędników ministerialnych z których każdy intuicyjnie wie, że z tym Panem trzeba grzecznie ale jak idzie o zaangażowanie w sprawę to bez przesady? Ten projekt przy tak przyjętych założeniach nie mógł się udać i Pan Szeremietiew wie to najlepiej. Trudno mi pogodzić się z faktem, przy całym szacunku jaki mam dla tego człowieka, że zdecydowała się pełnić rolę listka figowego, zamiast postawić sprawę twardo a w razie braku konkretów odmówić udział w działaniach które są już tylko częścią gry dezinformacyjnej jaką ekipa rządząca krajem prowadzi z obywatelami tego kraju. Nawet jeśli  miałby później już tylko nagrywać, pisać i apelować do naszych serca, do naszych dusz. Wszystko będzie lepsze od dawania tym ludziom alibi na wypadek gdyby doszło do najgorszego.

 A wracając do sprawy Terytorialnej Obrony Kraju czy jak to woli samoobrony terytorialnej. Ja nie wierzę, by takie zadanie dało się wykonać odgórnie. Nie ma na to już czasu, ani prawdziwej woli, a już najgorzej jest z umiejętnościami organizacyjnymi ludzi pracujących na usługach rządzącej ekipy, która jak dotąd wsławiła się bardziej w demontowaniu i wyprzedawaniu niż organizowaniu czy budowaniu czegokolwiek od podstaw. Nie wierzę, też we wszelkiego rodzaju zbiórki pieniędzy jak chociażby te z których rzekomo miano by kupować broń bo to się kończy jak zwykle, na pomyśle, a zebrane fundusze przepuszczane są na sprawy bieżące. Tych zaś jest zawsze w nadmiarze i stale przybywa. Od choćby ostatni pomysł zniesienia obowiązku meldunku. Jak podają media, żeby ten nikomu niepotrzebny pomysł zrealizować trzeba zmienić aż 100 ustaw, a ja od siebie tylko dodam, że za pewne będzie trzeba powołać jeszcze ekipę doradców, następnie ekipę ekspertów, ekipę wprowadzającą zmiany w życie, w tym podgrupę koordynującą ustalenia międzyresortowe, kto wie, może jeszcze jakąś grupę, która będzie weryfikowała postępy już wymienionych.  No i do tego wszystkiego grupę dyrektorów bo przecież znajomi królika tez muszą z czegoś żyć.  Pracy będzie więc co nie miara, zajęcie będą mieli wszyscy począwszy od parlamentarzystów a skończywszy na lobbystach, którzy w sytuacji tak masowej korekty ustaw, chętnie przy okazji wcisną tam dodatkowe zapisy zgodne z interesem ich pracodawców. To całe pozorne dbanie o państwo, o nasz komfort życia, jak i te wszystkie komisje obronne i planowania, to jeden wielki blef obliczony na stworzenie pozoru, że w tym trudnym wojennym czasie próbujemy jako państwo działać. Mówię Wam, stoimy w miejscu i nic się nie zmienia.

Zatem, wychodząc naprzeciw zarzutom, że „łatwo to się tylko krytykuje” chcę poddać pod dyskusję inną propozycję organizowania terenowych grup oporu. Uważam, że pomysłem wcale ciekawy a przede wszystkim możliwym do wykonania byłoby utworzenie na terenie każdej gminy czy dzielnicy (w przypadku dużego miasta) magazynów w których przechowywano by broń na wypadek wojny. Magazyny te z uwzględnieniem specyfiki walki w mieście, stopniowo odpowiednią bronią zapełniałoby państwo, ale także każdy z obywatel mógłby mieć prawo przechowywania tam dodatkowej broni, którą kupiłby na własny koszt, a cenę zakupu tej broni mógłby odliczać jako koszt od swych przychodów. Mogłyby to robić nie tylko osobie fizycznej ale także przedsiębiorca, który zamiast w sposób sztuczny szukać kosztów mógłby tą drogą pomniejszyć należny państwu podatek. Jak wiemy, zainteresowanie taką formą inwestowania w swoje zakłady wyrazili sami przedsiębiorcy, którzy w obronie terytorialnej widzą ratunek dla zachowania majątku swojego przedsiębiorstwa. Będzie to także potężny zastrzyk gotówki dla naszego przemysłu obronnego bo zamówienia na karabiny i amunicję pójdą w miliony, z czego zysk będzie można inwestować w projekty, które dziś z powodów finansowych pozostają w sferze pomysłu lub utkwiły na poziomie deski kreślarskiej.

To jest pomysł realny i możliwy do wykonania w bardzo krótkim czasie, a przecież tego czasu nam najbardziej potrzeba. Nie wymaga też czasochłonnych debat i ustaleń. To jest zaledwie kwestia rozporządzenia, które regulowałoby tworzenie i funkcjonowanie cywilnych arsenałów broni. Nie trzeba by też tworzyć specjalnych regulacji prawnych dotyczących kupowania broni przez obywateli nieposiadających pozwolenia na jej posiadanie bo indywidualny zakup broni można by dokonywać na miejscu w magazynie wprost od przedstawicieli producenta gdzie też zostawałaby od razu zdeponowana. Jak idzie o same magazyny to można takie budynki znaleźć w niemal każdej miejscowości, a te niespełniające wymagań niewielkim kosztem dostosować do nowej funkcji.

W tym pomyśle chodzi przede wszystkim o to by w pierwszym rzucie zgromadzić w bliskiej okolicy odpowiednią ilość broni dostępnej dla obywateli na wypadek wojny. Chodzi o to by każdy sołdat, który wedrze się na tą ziemię, nie mógł bezkarnie grabić i poczynać sobie do woli z naszymi kobietami i dziećmi, bo będzie musiał zmierzyć się z faktem, że w każdej chwili może go dosięgnąć wystrzelona zza przysłowiowego węgła kula.  Chodzi o to, żebyśmy na wypadek wojny nie czekali bezbronni na oprawców, raczej tworzyli małe „twierdze”, rój szerszeni skutecznie nękający wroga. Dopiero w kolejnych krokach można zastanowić się nad doborem odpowiednich form szkolenia militarnego podczas których cywile nauczą się tworzyć wzajemnie wspierające się grupki wykorzystujące znajomość terenu. Bo to wymaga czasu którego już nie mamy.  

Wszystko. Ale zanim popuścicie wodzy fantazji a w waszych głowach wszystkie argumenty  na „tak” zderzą się z tymi na „nie” zapraszam do zapoznania się z bardzo ciekawą, polską produkcją wprost z radomskiego "Łucznika". Oto karabinek modułowy MSBS - z możliwością podpięcia granatnika – jako ciekawa propozycja na wypadek walk także w mieście. Oto prezentacja nagrana podczas targów:



Dla tych wszystkich którzy się na broni nie znają, polecam inny film, prezentujący wyższość karabinka MSBS nad karabinkiem Beryl. Jak sami zobaczyć, ten pierwszy jest zoptymalizowany pod kątem cywili, którzy nie są obeznani z bronią. Jak ulał pasuje więc na wyposażenie wspominanych magazynów:



I jeszcze na koniec informacja dla malkontentów. To są karabiny sprzedawane dla wojska w cenie 3-5 tys. złotych  za sztukę. Ostateczna cena jest jednak kwestią skali i wcale możliwe jest zejście do kwoty 200-300zł za sztukę, jeśli tylko obecna produkcja wahająca się na poziomie kilkudziesięciu sztuk zostanie zwielokrotniona w ramach zamówień opiewających na miliony sztuk.  Proszę pamiętać, że przy wielotysięcznej produkcji koszt wyprodukowania jednego polskiego Stena oscylował w granicach zaledwie paru funtów.

Cóż. Karabinek docenili Rosjanie, znajdziecie jego prezentację na rosyjskojęzycznych stronach o militariach. Dla tych którzy wiedzą o czym mówię, docenili go także producenci gier komputerowych wprowadzając ten karabinek na wyposażenie żołnierzy  w grze „Call of Duty”. No a my przy naprawdę niewielkim wysiłki możemy go po prostu mieć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz