whos.amung.us

środa, 25 lutego 2015

"Ida" symbolem 25 lat naszej wolności

Autor: Toyah
 
Wbrew dość popularnej opinii, to że „Ida” dostanie Oscara za najlepszy film zagraniczny, wcale nie było pewne. Oczywiście, i sama dość już przecież zabawna nominacja, i cały tworzony przez dwa ostatnie lata wokół tego filmu zgiełk, ale też polityczne nastroje budowane wokół Polski, wskazywały, że tak się stanie, jednak ostatecznie mogło być różnie. Oscara mogły zupełnie spokojnie otrzymać gruzińsko-estońskie „Mandarynki”, natomiast „Idzie” mogła przypaść nagroda za zdjęcia, albo zgoła nic. Wielokrotnie mogliśmy się przekonać, że Akademia nie ma najmniejszego problemu, by stuprocentowego pewniaka odesłać z kwitkiem w postaci nagrody za montaż, efekty specjalne, czy kostiumy, a główne Oscary przyznać komuś innemu.
     Tym razem jednak stało się tak, jak obstawiała większość, włącznie z tymi, dla których nie podlegało nawet dyskusji, że wspomniane wcześniej „Mandarynki”, ale też i pozostałe nominowane w kategorii filmy, od „Idy” są lepsze. „Ida” wygrała i dziś szczęśliwi są nie tylko autorzy filmu, nie tylko Agnieszka Odorowicz z Agnieszką Holland i całą jej rodziną, ale my wszyscy. Polski film wreszcie dostał Oscara. To co się nie udało przez Wajdę, nie udało przez Polańskiego, udało się temu… jak mu tam? Pawlikowskiemu.
      Coryllus w dzisiejszej notce pisze, że jemu ludzie którzy znają się na filmie powiedzieli, że „Ida” pod względem technicznym zrealizowana jest sprawnie. I to akurat nie podlega kwestii. Rzecz w tym jednak, że dziś, pomijając może filmy, jakie w Polsce się kręci na co dzień, technicznie wszystko jest na pewnym stałym poziomie. A już z całą pewnością, każdy z filmów nominowanych do Oscara, z tym jednym wyjątkiem, któremu poświęciłem wczorajszą notkę, zrealizowany został na wysokim poziomie zawodowstwa. O co więc chodzi z „Idą”? Otóż sprawa polega na tym, że od „Idy” lepsze były niemal wszystkie polskie filmy kręcone w latach 60-tych, włącznie z „Wojną domową” i przygodami kapitana Sowy, natomiast ta nominacja i ta nagroda są wynikiem pewnej paskudnej umowy i kropka. Tu nawet nie ma o czym gadać. Każdy kto widział ten film musi to przyznać: „Ida” to jest film zaledwie nieco lepszy od tego, co dziś w Polsce się kręci każdego roku.
     Bardzo dobrze to zresztą widać, jeśli się zwróci uwagę na fakt, że oni jej nie przyznali Oscara za zdjęcia. Ja nie twierdzę, że zdjęcia do „Idy” powinny były zostać nagrodzone, nie. Każdy z nominowanych w tej kategorii filmów zdjęcia miał od „Idy” znacznie bardziej oryginalne i poruszające, natomiast faktycznie, jeśli już coś w „Idzie” zwraca uwagę to akurat tylko te zdjęcia. Nie tak poruszające, jak zdjęcia w „Żywocie Mateusza”, czy nawet w „Soli ziemi czarnej”, ale tam naprawdę poza zdjęciami nie ma nic. Za zdjęcia jednak „Ida” Oscara nie dostała. Dlaczego? Ano dlatego, że z tego oni by się jednak musieli jakoś tłumaczyć; z „najlepszym filmem” już problemów nie ma. Cóż to bowiem za kategoria „najlepszy film”? Podobał im się i już.  Co tu jest do wyjaśniania? Dziś to nawet przyznaje Janusz Kamiński, sam dwukrotnie nagradzany za zdjęcia dla Spielberga, że oni „Idzie” dali tę nagrodę, bo im się zwyczajnie spodobała jej forma. A ja mogę już tylko dodać, że tak faktycznie było najwygodniej. W końcu byłoby niezręcznie przyznać, że polska zakonnica-żydówka, której ciocia była komunistycznym prokuratorem, to naprawdę fantastyczny pomysł.
     Dziś, jak już wspomniałem wcześniej, cała Polska cieszy razem z tego sukcesu, a sam pan prezydent ogłosił, że ta nagroda to wręcz symbol tego, czym jest jego prezydentura. No i dobrze. Ja jestem gotów nawet przyznać, że nie tylko ta nagroda, ale sam film jest symbolem tego, czym jest ta prezydentura. Mam nadzieję, że już niedługo.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz