whos.amung.us

środa, 11 lutego 2015

Duda like a pop star

Autor: Integrator
 
O Andrzeju Dudzie raz już pisałem, a był to okres świąteczny, i czas kiedy na dobrą sprawę  nic jeszcze nie było pewne.  Nie było wiadomo kto będzie prowadził mu kampanię no i w ogóle czy on będzie walczył na serio, czy może jednak po Nowym Roku wyjdzie do nas, krzywo się uśmiechnie i powie, że on się już trochę rozejrzał, no a że nie widzi szans na wygraną to przeprasza ale jednak rezygnuje. Dziś już wiemy, że będzie walczył, że będzie to robił tak jak tylko umie, no i że gdzieś tam w tle są konkretni ludzie znani nam z imienia i nazwiska, którzy mu tą kampanię faktycznie zrobią albo wzorem poprzedników wyłożą. Jak z tym będzie tego nie wiemy, ale widząc szczere oddanie tego człowieka dla sprawy, postanowiłem, że i ja napiszę o nim jakieś ciepłe słowo. 
 
Zanim jednak o tym, muszę wcześniej odnieść się do sprawy dla nas, katolików wiernych nauce Kościoła, bardzo istotnej. Pan Andrzej Duda popełnił niedawno w „Gościu Niedzielnym” wywiad w którym zapytany o grzech aborcji odpowiedział, cytuję z pamięci, że on jest jak najbardziej przeciwny, podpisywał się nawet pod petycjami krążącymi po kościołach ilekroć temat powracał, ale gdy zostanie prezydentem nie będzie mógł być już tak w tym temacie stanowczy. Nie umiem dokładnie powtórzyć argumentacji jaką przy tym użył, ale sens był mniej więcej taki, że jeśli on już jako głowa państwa zmieni cokolwiek w obowiązującym w tej sprawie kompromisie to gdy dorwą się w przyszłości do władzy lewacy, rozwałkują tą ustawę tak, że aborcję będzie można robić niemalże od ręki, najlepiej już u lekarza pierwszego kontaktu. Przerysowuję rzecz jasna tą jego myśl, no ale tak brzmiało to  przesłanie z którym podzielił się z nami na łamach wspomnianego tygodnika. I to, pomijając sam fakt dwoistego podchodzenia do rzeczy bezwzględnych, jest oczywiście bzdura. My wiemy, i Pan Duda też to wie, że jeśli ta banda o której on wspomina dorwie się kiedykolwiek do władzy, to oni nie będą patrzyli na żadne kompromisy. Przede wszystkim dlatego, że ich misja polega na rozlewania po świecie tego całego zła, które kosztem naszego zdrowia, nawet życia a nade wszystko za cenę skazania na wieczne potępienie naszych dusz, pozwala wielkim koncernom zarabiać tu grube miliony. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeśli ludzie, którym nie wiedzieć czemu Pan Duda przypisuje zdolność do zachowań honorowych przejmą władzę to nie tylko już na drugi dzień będzie można robić te straszne rzeczy w każdym szpitalu, co przede wszystkim zaczną jeździć po wszystkich powiatach autobusy do których będzie można wejść by za darmo zmierzyć ciśnienie, zrobić badanie wzroku, a jeśli będzie taka wola to i usunąć ciążę z opcją odwiezienia po wszystkim do domu. A zatem ta cała argumentacja to jedna, wielka bzdura.
 
Pozostaje rozsupłać jeszcze pytanie dlaczego on, zdaje się człowiek wykształcony, opowiada nam takie bajki? Posiedziałem, podumałem i  wymyśliłem, że w obowiązującej narracji a więc powszechnego, przepraszam, pieprzenia głupot, on tak musiał powiedzieć i kropka. Taki mamy po prostu poziom debaty. A poza tym jest tak, że w każdym sztabie, nie tylko Andrzeja Dudy, siedzi grupka ludzi i wymyśla pytania jakie mogą zadać mu dziennikarze, a potem do tego wymyślają jeszcze zestaw odpowiedzi, które kandydat ma recytować bez zająknięcia, bez względu na to kto i kiedy dopadnie go z mikrofonem. No więc taką odpowiedź mu skonstruowano a Duda ją wygłosił, wychodząc jak sądzę z założenia, że lepiej będzie powiedzieć właśnie to niż zrażać do siebie na starcie rzesze wyborców będących pod wpływem swoistego opętania, które przeciwnika aborcji każe im postrzegać jako człowieka bez serca, kogoś ktoś kto nie potrafi zrozumieć tragedii młodych dziewcząt którym ciąża przekreśla karierę, w końcu, jako człowieka który w imię wyższych a nieprzystających do rzeczywistości idei gotów jest skazać niewinne maleństwo na życie w rodzinie alkoholików-dzieciorobów lub okrutną śmierć w osiedlowym kontenerze na śmieci. To jest obiektywnie sytuacja bardzo trudna, bo i trudno jest przebić się przez mur, który z taką zaciętością media budują nam w głowach już trzecią dekadę. Ja bym oczywiście rzucił w tym temacie wszystko na jedną szalę, powiedziałbym panom sztabowcom, że w tym jednym temacie liczyć na mnie nie mogą i że muszą sobie jakoś z tą moją antyaborcyjnością poradzić. No ale to ja, a tymczasem kandydatem na prezydenta jest Andrzej Duda, który postanowił zrobić ten wywiad tak jak mu radzili sztabowcy. I jest to jakiś dylemat dla nas katolików, niemniej  przyjmując jego wcześniejsze deklaracje dotyczące obrony życia niepoczętego jako szczere i prawdziwe, mogę mieć cichą nadzieję, że on to powiedział bo jak mówię musiał, bo mamy takich a nie innych wyborców ale gdy zostanie prezydentem, przeciwnie do tego co dziś deklaruje, wsparty mocą Ducha Świętego będzie trzymał się jednak nauki Kościoła. Jeśli taki jest faktycznie plan to i niech tak będzie jak jest, w końcu liczą się czyny a nie słowa. Poza tym, ja przed chwilą rozmawiałem z Toyahem i on mi powiedział, żebym nie przesadzał. Że on już nie ma złudzeń co do tego w jakim dole żyjemy a w jakim możemy się znaleźć jeszcze z końcem tego roku, więc cokolwiek weźmiemy i bez względu na to jak to weźmiemy, będzie i tak już wielkim sukcesem. Inaczej on wysiada, nie ma żartów, jest już nawet jedną nogą na peronie. No i przyznam, że coś w tym jest. A skoro tak, skoro gra idzie już tylko o to by jak najszybciej zdjąć ten ruski Żyrandol, nawet chwilowo kosztem pewnych imponderabiliów, to niechby ten Duda mówił już co chce i jak chce, a ja mu i tak ten swój głos oddam.
 
Teraz, gdy już mamy wyjaśnione co na wstępie, możemy przejść do zapowiadanych, ciepłych słów. Otóż Andrzej Duda wypadł na konwencji, że tak to wypośrodkuję - całkiem, całkiem. Bez zbędnego patosu, ładnie, trochę cukierkowo a mimo wszystko naturalnie. Wbrew pozorom już tylko to ostatnie słowo ma wystarczającą moc by wprowadzić go do Pałacu. Naturalność. Bo spójrzcie tylko. Z jednej strony mamy człowieka całkiem wypranego z emocji, nieudolnego aktora, któremu plączą się już nie tylko myśli, ale i słowa, a coraz częściej i nogi. Człowieka, który jak wiemy nigdzie nie rusza się bez medialnej obstawy i kartki na której w razie nader częstych kłopotów z percepcją może znaleźć wskazówkę jak wrócić z krainy nagłej zadumy. No a z drugiej strony mamy człowieka wciąż młodego, energicznego a przede wszystkim naturalnie eleganckiego, właśnie Andrzeja Dudę, który jeśli wygra wpuści do bunkra na Krakowski Przedmieściu odrobinę słońca. No i wyśle nareszcie do domu tą grupkę dziadków drzemiących w opasłych fotelach przez których, zrobiło się z tam wcale luksusowe hospicjum. Mówcie co chcecie, naturalność Dudy to klucz do zwycięstwa bo dobrze eksponuje go na tle Komorowskiego, bezustannie prowadzonego za rękę. Cóż, może to nie ładnie śmiać się z wiadomej nam ułomności pana prezydenta ale skoro o rękach mowa, grzechem byłoby nie odgrzać filmu, który pokazuje nam te piękne i wcale nierzadkie chwile w których Bronisław Komorowski bawi we własnym świecie. Śpiewam za Wodeckim: „jest gdzieś lecz nie wiadomo gdzie”, ale konia z rzędem temu kto zgadnie gdzie dokładnie? Bo przecież nie na tym spotkaniu z Obamą:
 
 
Zatem naturalność. Jeśli Andrzej Duda zechce być w tej kampanii prawdziwym człowiekiem, takim z krwi i kości, jeśli będzie umiał rozmawiać i być z wyborcami tak jak wszyscy tego oczekują, a przy tym jedno spotkanie nie będzie kalką poprzedniego, to jest szansa, że on tą walkę wygra. Trzeba mu też mówić do nas językiem prostym i zrozumiały, a nade wszystko takim, który niesie w sobie treść i oczywiste przesłanie. Nader długo Platforma karmiła nas "mową trawą”, aż zapomnieliśmy jak pięknym darem jest możność komunikowania się i wymieniania myśli. To jest rzecz absolutnie bezcenna i Andrzej Duda nam o tym przypomina. Pokazuje, że można mówi ładnie i prosto, że można odczarować język i przywrócić słowom ich dawne znaczenie. Mamy mało czasu ale z pewnością zwróci przez to na siebie ten kandydat uwagę jeszcze niejednego wyborcy. 
 
Ale też nie przesadzajmy z nadmiernym testowaniem tych jego językowych zdolności. Byłaby wielka szkoda gdyby miało się okazać, że choć umie dużo to wciąż za mało. Na debatę z Komorowskim warto trochę poczekać. Nie kuśmy niepotrzebnie losu. Zwłaszcza, że nie ma na to póki co popytu, bo i niewielu wyborców ma dziś ochotę na taki właśnie, intelektualny wysiłek. To jeszcze nie ten etap. Poza tym, co tu się oszukiwać, większość ludzi nic z tego pojedynku nie zrozumie. Konfrontowani przez lata z wypaczonym sposobem postrzegania wspólnych spraw przez rządzących, roztrzaskiwani o niewzruszony mur propagandy medialnej, nie koniecznie znajdą ochotę by wgryzać się w meandry polityki. Co z tego, że wyborcy PiSu dobrze się w tym względzie odnajdują? Przecież nie o ich głosy idzie ten  cały wysiłek a o tych pogubionych i zniechęconych. Nie zniechęcajmy ich jeszcze bardziej. Dajmy za to Dudzie czas by zahartował się w medialnych pokazówkach i doszkolił w retoryce zanim rzucimy go na głębokie wody. A debata z Komorowskim tym waśnie będzie. I nie dlatego, że to jest człowiek elokwentny, bo nie jest, ale dlatego, że debata z tym człowiekiem, mając na uwadze medialny układ sił, będzie walką na jego warunkach i na jego terenie. Tu nie wystarczy wyjść jak na konwencji i uśmiechnąć się do swoich. Warto czekać bo czas w tym wyścigu gra na korzyść Dudy. Można by się nawet pokusić o ograniczenie medialnych wystąpień bo aura tajemniczości lepiej mu zrobi, niż kolejne tyraliery i pyskówki z prasowymi funkcjonariuszami. Nie inaczej do sprawy pochodzi sztab Komorowskiego a pani Ogórek na tej skrytości wręcz oparła całą swoją kampanię. Nikt tu się zbytnio do kamer nie wyrywa, zatem spokojnie. Tym bardziej, że nie o merytoryczną dyskusję tu chodzi. Mieliśmy nader wyraźny sygnał za sprawą dyskusji o ewentualnym udziale Wojska Polskiego w rosyjsko-ukraińskim konflikcie po co ci ludzie zapraszają do studia Andrzeja Dudę. Przecież nie o zaprezentowanie poglądów pisowskiego kandydata w tym cyrku chodziło. Oni to wszystko mają w głębokim poważaniu. Te wszystkie kopalnie, aborcje, In vitra czy bezrobocie to są dla nich tylko narzędzia. Słowa klucze, którymi uruchamiają wyćwiczone w nas wcześniej instynkta. Sztab Dudy tego nie wiedział, to i się dowiedział. I niechże to sobie teraz zapiszą dużymi literami na ścianie, że nie o dyskusję poznawczą tu chodzi. A o pretekst i możliwość ukucia młota którym byle szmul, będzie potem mógł Dudę tłuc ile wlezie do końca kampanii.  Powtarzam raz jeszcze. Naszym celem jest elektorat pogubiony a zarazem zupełnie zamknięty na polityczne dysputy. Nie tędy więc droga. Zwłaszcza, że hasanie po tym polu bez przygotowania może się nagle zakończyć, jeśli nie za drugim to za czwartym razem, medialną egzekucją połączoną z wyraźnym przesłaniem dla pozostałych śmiałków jak się kończy podnoszenie ręki na długofalowy projekt realizowany pod kryptonimem „Ruska Buda”. Trzeba nam w tej wyjątkowej kampanii pamiętać, że to jest walka z przeciwnikiem o wiele silniejszym a w takich przypadkach sprawdza się tylko wojna podjazdowa. Okazji do konfrontacji bezpośredniej też na pewno jeszcze parę będzie. 
 
Na koniec dla lepszego zrozumienia wykorzystam przykład Ojca Świętego Jana Pawła II. Kochaliśmy go nie za piękną mowę, bośmy tak po prawdzie, jego nauk nie bardzo słuchali. Kochaliśmy go głównie i do końca za to, że był sobą. Też do końca. Pozwólmy i Dudzie być takim jaki jest naprawdę. Niech w swoim tempie dojrzewa do kolejnych kroków. A póki co niech się uśmiecha, rozmawia z nami i podaje rękę. Niech jak najdłużej stoi w świetle lamp i błyszczy niczym gwiazda muzyki pop na rozdaniu nagród Grammy albo nie przymierzając jak nominowany do Oskara aktor na czerwonym, hollywoodzkim dywanie. Nic więcej nie potrzeba bo też tylko na tym poziomie rozgrywa się u nas ta walka. I pasuje. Bo Duda, przeciwnie do Komorowskiego, dobrze się na tym dywanie czuje.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz