whos.amung.us

piątek, 16 stycznia 2015

Rosyjski wątek w "Charlie Hebdo"?

Autor: Integrator

Przepraszam ale zacznę jak już raz wcześniej. Mamy w kraju taki bałagan a przy tym całe stosy niezałatwionych spraw, że badanie problemów spoza granic kraju nie powinno nas dziś zbytnio zajmować. Ale, że jest w tym francuskim cieście rzecz skryta a przy tym dla nas bardzo ważna, to raz ten jeszcze jeden porozmawiać nam o tym wypada. 

Otóż biorąc sprawy wprost jak nam je media przynoszą, wszystko co ma dziś miejsce we Francji można przyjąć jako prosty skutek otwarcia granic (zwłaszcza dla przybyszów z odległej nam pod każdym względem cywilizacji), z drugiej do wyjątkowej mutacji liberalizmu, która dar jakim jest wolność słowa przekształciła tam w narzędzie do szydzenia z wszystkiego co dla wielu wciąż ważne i święte. Chciałoby się rzecz mają Francuzi o co prosili a już na pewno tyle, że dziś już tylko od nich samych zależy czy wyciągną z tej nauki słuszne wnioski. Najnowsza okładka „Charlie” pokazuje, że (o zgrozo) wybrali jednak drogę trwania w uporze, a szkoda, bo historia pokazuje, że to co się tam stało może być tylko formą zaliczki a nadto, że wojująca mniejszość, którą Francja przyjęła z otwartymi rękami i pełnym socjalem, dziś już jest w stanie całkowicie pokryć zapotrzebowanie Francuzów na podobne atrakcje.

Problem jest poważny i z każdym rokiem osiąga kolejne progi bo przeciwnie do spaczonych ideologiami GENDER Europejczyków, muzułmanie nie wiedza i nie chcą wiedzieć co też kryje się pod hasłami jak choćby regulacja poczęć, walka z dzieckiem nienarodzonym czy w ogóle płodnością. Z każdym rokiem za sprawą płodnych muzułmanek przybywa we Francji potencjalnych żołnierzy Allaha skutecznie zmieniających stosunek sił na szkodę gospodarzy. Już dziś jadąc paryskim metrem, można odnieść wrażenie, że jest się raczej w kraju arabskim niż europejskiej stolicy. To jest siła której bagatelizować już się nie da, a jej destrukcyjne oblicze mogli Francuzi oglądać zaledwie parę lat temu gdy płonęły przedmieścia Paryża.

Póki co Francja odzyskuje wzrok i od razu przeciera oczy ze zdumienia. Do żywego odczuwa skutki walki ze wszystkim co katolickie a tkwiąc po uszy w standardach którymi przez lata zatruwała resztę świata, wyrzucić tej mniejszości od tak poza granice kraju nie może. Zwłaszcza, że część z nich to obywatele i rodowici Francuzi a na tą przypadłość nikt jeszcze leku nie wynalazł. Dopiero pod tym kątem patrząc na ostatnie wydarzenia, sprawa z „Charlie” wydaje się być gwiazdką z nieba. I choć śmierć rysowników nie wstrząsnęła jak należy „białą Francją” to bardzo twórczo i z tym deficytem nienawiści do muzułmanów szybko sobie poradzono. Dobrze wiemy, że tam nie było żadnej egzekucji stróża prawa, nie było mrożącego krew w żyłach strzału w głowę, za to sam pomysł - powinszować zmyślności - trafił niemal w dziesiątkę. Artystę zabić można, sami czasem robią sobie takie rzeczy w ramach artystycznego performersu, ale wciąż obowiązują tam nienaruszalne kanony a jeden z nich mówi, że nie wolno choćby tylko ranić policjanta. A że stało się to przy okazji wyznawcy Allaha stracili tam wszystkie nabyte wcześniej prawa. Nikomu teraz nie drgnie powieka gdy policja będzie wlokła kolejnego i kolejnego a potem jeszcze jednego śniadego biedaka, nawet gdyby środkiem Pól Elizejskich.

Taki mamy czas, że liczy się dobry pretekst bo to jest mandat do działań niestandardowych a gdy trzeba to i wojennych. Można dużo gadać o pokoju ale gdy tylko znajdzie się dobry pretekst, wszyscy zaraz ochoczo polerują rakiety. Wiedział o tym Busch gdy na chwilę przed atakiem na Irak odkryto tam (dziś już wiemy, że tylko rzekomą) broń biologiczną, wiedział i Putin wysadzając w powietrze bloki z Rosjanami gdy szukał pretekstu do inwazji na Czeczenię. Francja także zna te reguły i tylko dlatego akt terroru na podrzędnej przecież gazecie rozwija w ogólnoświatową tragedię. Tragedię, która da ich władzom nieme przyzwolenie i ten mandat by rozwiązała temat wrogiej mniejszości, że tak powiem, ostatecznie. Tyle jak idzie o zyski dla Francuzów. Niemcy i Anglia też już zawiązały w tej sprawie stosowną koalicję. I tylko Stany Zjednoczone uparcie milczą. Maczały w tym palce, jak twierdzą niektórzy? Nie sądzę. Raczej rozpoznały sytuację i czekają lepszej chwili by się włączyć.

I ja bym pewnie też w cudze sprawy nosa nie wsadzał, gdyby nie fakt, że wciąż mam w pamięci wystąpienie Ławrowa, który widząc niespodziewany sprzeciw Europy wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę, próbował tą jedność rozbić, wzywając do współpracy w temacie zwalczania jak to określił wspólnych bolączek ludzkości; obrony praw człowieka, walki z terroryzmem i wirusem ebola. Dlaczego ja właśnie tą jego wypowiedź wyciągam? Otóż dlatego, że ta jedność jest dziś Rosji wyjatkowo nie na rękę a jesli tak to zechce rozbić ten sojuszu za wszelką cenę. Teraz rozumiecie?

No dobrze. Dla tych co nie czytają między wierszami już tak wprost napiszę. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się wkrótce okazało, że na krótko przed zamachem na tą redakcję kręciły się tam rosyjskie służby. Wiem, że to teza bardzo oryginalna ale sami pomyślcie, czy to nie najkrótsza droga do rozbicia oporu na którego czele, (za sprawą okrętów których nie przekazała Rosjanom), symbolicznie stoi dziś Francja? Akt terrorystyczny w tak newralgicznym miejscu Europy, mógłby złamać koalicję w swym postanowieniu i skłonić co wrażliwszych do rozmów z Rosjanami. A to już wystarczająco szeroka furtka by mogli wymsknąć się z politycznego oblężenia.

A my? Co z nami? My się w tej grze nie liczymy. Jesteśmy dziś dla Rosji zaledwie jako ta kałuża, która stoi im na drodze do Europy. A przy tym tak łatwo nas skłócić, ogłupić, a gdy trzeba przekupić. Płacimy Rosji najwyższą stawkę za gaz w Unii. Sprzedaliśmy im koncesję na łupki, już wkrótce sprzedamy kopalnie. Prawda, że niemieckim koncernom.  Prawda też, że należącym do Rosjan.

Cała nadzieja, że Francuzi to widzą i że podołają. No i że włączą się w końcu Ameryka wciąż pilnująca swej dominacji. Bo Niemcy jak zwykle po cichu już się z Rosją układają.  Jak idzie o ten duet, to kością niezgody zawsze był tu tylko kształt linii biegnącej wzdłuż ich przyszłej, wspólnej granicy.

Zapraszam dobre pióra do współpracy. Szczególnie jeśli jesteś ekspertem w jakieś dziedzinie, bo to dziś prawdziwa rzadkość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz