whos.amung.us

niedziela, 11 stycznia 2015

Polska Rzeczpospolita Złodziejska na przykładzie górnictwa

Autor: Integrator


Urodziłem się w mieście. Tu mieszkam, tu uczęszczałem do szkoły ale każde wakacje, niemal każde święta i w ogóle dłuższe przerwy w nauce spędzałem na wsi. A tam wśród całej masy prac jakie wiążą się z prowadzeniem gospodarstwa, co roku pojawiał się także temat zakupu węgla do ogrzewania zimą domu. Z powodów ekonomicznych (węgiel poza sezonem jest tańszy), ale i czysto praktycznych babcia kupowała go zawsze latem i wyglądało to tak, że najpierw jechało się do najbliższego składu obejrzeć co jest, płaciło się w kasie co należy a potem gdy samochód zrzucił na podwórku tą zakupioną tonę lub dwie węgla, zakasywało się rękawy i wrzucało go szuflą do komórki. Dziś, ilekroć pojawia się temat kopalni czy w ogóle węgla ja przypominam sobie te parę scen, no i narzekanie babci, że to tak wszystko drogo kosztuje. Pamiętam też, że w tamtym czasie babcia płaciła coś ponad 600 zł za tonę a ja nie mogłem pogodzić się z gdzieś zasłyszanym faktem, że koszt wydobycia jednej tony węgla to naówczas około 150-200zł zł.


To było wiele lat temu, dziś węgiel w Warszawie można kupić najtaniej po 850-900zł za tonę a ja skoro mam już te parę lat więcej i możliwość przyjrzenia się sprawie bliżej, pozwólcie, że spojrzę wraz z Wami na te wszystkie liczby bo są bardzo wymowne. Pracę tą co prawda z racji wagi sprawy, winni wykonać tu najprzedniejsi dziennikarze ale wiemy, że tego nie zrobią. Jedni bo pracują dla rządu, inni bo im się nie chce zgłębić tematu, inni wolą robić sensację i wywiady ze strajkującymi górnikami, by za chwilę lecieć na drugi koniec miasta robić relację z pożaru jakieś budy. Nieważne. Trzeba nam to rozgryźć samemu a więc do dzieła.


Premier Kopacz-Smoleńska kilka dni temu ogłosiła, że czas wziąć się za kopalnie, bo biorąc na ten przykład Kampanię Węglową, trzeba było ostatnim czasem dopłacić do niej 400 mln złotych, a żeby było obrazowo, w listopadzie do jednej tony węgla aż 66 złotych. To jest według niej dobry powód by rozpocząć kampanie przeciwko górnikom, no a przede wszystkim to całe paplanie o ich przywilejach i wynagrodzeniach, które jak chce pan premier stanowią najpierwszy problem nierentowności tej branży. Cóż. Napuszczanie jednych na drugich, to jest stara zagrywka rządzących ale mam nadzieję, że Wy się akurat na to nabrać nie dacie. Szczególnie, że to jest kłamstwo. I to tak bezczelne, że choć trudno w to uwierzyć, to co opowiada nam ta kobieta o stanie górnictwa przebija w moim uznaniu kłamstwa o przekopywaniu ziemi w Smoleńsku na metr w głąb i udziale polskich patomorfologów w badaniu ciał poległych tam polskich notabli. Z tą różnicą, że to akurat kłamstwo można na szczęście od ręki obnażyć.

Zacznijmy od tego, że odwrotnie do tego co twierdzi premier Ewa Kopacz-Smoleńska to nie państwo dopłaca do polskiego górnictwa a polskie górnictwo dopłaca do państwa i to kwoty tak znaczne, że jego budżet mógłby się bez nich wywrócić. Żeby nie było wątpliwości, (pamiętajmy, że mamy do czynienia z oszustami gotowymi podważać każde przedstawione materiały i dowody) podeprę się danymi, które oni sami wytworzyli i które Ewa Kopacz-Smoleńska z pewnością widziała, zanim poszła tak paskudnie kłamać na konferencji. Poniżej przedstawiam wykres ze strony www.solidarnosckatowice.pl przedstawiający sumy jakie polskie kopalnie corocznie przekazują do budżetu państwa pod postacią różnego rodzaju opłat.









Jak widać w 2013 roku było to ponad 7 miliardów złotych co dla przykładu stanowi dwie trzecie kwoty jaką wydajemy na wymiar sprawiedliwości albo jedną czwartą naszych wydatków na wojsko. Jest to potężny zastrzyk gotówki o którym trudno szukać choćby wzmianki w komunikatach jakie pani premier kieruje do nas czyli społeczeństwa. Dlatego dla pełni obrazu, no a przede wszystkim by nie mielić tej trawy bezrefleksyjne jak ta krowa na miedzy, rozbierzmy jeszcze tą kwotę na poszczególne składowe i zobaczmy gdzie dokładnie te pieniądze lądują.


Otóż prawie dwa miliardy to wpłaty z tytułu podatku VAT, który tak przy okazji jest najwyższy dla tej branży w Unii Europejskiej. Dla porównania w Czechach i Hiszpanii podatek ten wynosi 21 proc., w Niemczech 19 proc., a w Wielkiej Brytanii 20 proc. U nas to jest 23 proc.. Dalej, prawie miliard branża górnicza wpłaciła do budżetu państwa w postaci podatku o osób fizycznych i prawnych. Do tego dochodzi jeszcze akcyza i wypłata z zysku wypracowanego przez kopalnie będące przecież jednoosobowymi spółkami Skarbu Państwa i są to grube miliony. Dla przykładu w 2011 roku było to ponad 300mln złotych, z czego sama tylko Kompania Węglowa, będąca dziś w kłopotach finansowych, wpłaciła 80 mln. Kolejne miliardy wyciągane przez państwo z branży kopalnianej to wpłaty do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Funduszu Pracy, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i Funduszu Emerytur Pomostowych na które spółki węglowe przeznaczyły w 2013 roku ponad 3,6 mld zł. Firmy z branży górniczej mają ponadto obowiązek dokonywania odpowiednich wpłat do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych oraz narodowego i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej. Ale to nie wszystko. Na końcu tego łańcuszka pokarmowego są jeszcze tzw. gminy górnicze, które poza udziałem w płaconych przez firmy górnicze podatków, pobierają potężne kwoty tytułem opłat eksploatacyjnych, podatku od nieruchomości i innych opłat lokalnych, które wszystkie w sumie kosztowały tą branżę tylko w 2013 roku prawie 280 mln złotych. W efekcie jak podaje Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowej, o ile opodatkowanie jednej tony węgla w Polsce jeszcze w 2000 roku wynosiło 35 zł i 45 groszy to w 2013 roku udział kosztów w cenie wydobycia jednej tony węgla to ponad 95 zł. O tym pani Kopacz-Smoleńska zapomniała wspomnieć na swej konferencji, w zamian opowiedziała nam o 65 złotych jakie trzeba dopłacać do wspomnianej tony z budżetu państwa.


Może więc o tym dopłacaniu jeszcze. Proszę sobie wyobrazić, że Kampania Węglowa eksportuje średniorocznie prawie 4 mln ton węgla za granicę, a do końca 2014 roku zmierzała jeszcze podwoić ten wynik. Powiecie, że to dobrze tyle, że ceny za ten minerał w portach w Amsterdamie czy Antwerpii są dziś równe cenom węgla u nas w kraju więc po takiej tylko cenie polskie spółki górnicze mogą sprzedać tam swój surowiec. I robią to choć połowę zysku pożera w takim układzie koszt dowiezienia węgla do odbiorcy statkami i koleją.  To znaczy, że na każdym milionie ton węgla wysłanym za granicę polskie kopalnie biorące udział w takim przedsięwzięciu tracą około 160 mln złotych. Co ciekawe, te same kopalnie, ten sam węgiel sprzedają krajowym elektrowniom po wyższej cenie żeby „nie tworzyć precedensu”. No więc skoro już o tych dopłatach miało być, to przez taką politykę rządu dopłacamy raz - do eksportu węgla za granicę, dwa - do droższego prądu, który elektrownie wytwarzają po zawyżonych cenach węgla. Te wszystkie informacje można znaleźć w Internecie a mimo to premier rządu pozwala sobie na tak ciężkie kłamstwo robiąc przy tym dziwne miny i jakby figury akrobatyczne. Całkiem tak jakby to nie ona podpisała pakiet klimatyczny, w którym zobligowaliśmy się w sposób drastyczny do ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Kopacz-Smoleńska po powrocie ze szczytu obwieściła sukces twierdząc, że dostaliśmy "na maksa". Teraz dopiero widać, że po głowie. 

 

Gdy do tego wszystkiego dołożymy fakt, że kopalnie państwowe sprzedają węgiel poprzez pośredników (wszyscy dobrze znamy od czasu rządów SLD określenie „baronowie węglowi”), to nie ma się co dziwić, że wydobycie węgla może być nierentowne - ono w takim układzie nawet musi być nierentowne. Jest jednocześnie najlepszym przykładem zarzynania kolejnej, mlekodajnej krowy. Przypominam, dziś w Warszawie dobry węgiel można kupić najtaniej po 850zł za tonę podczas gdy koszt wydobycia jednej tony, nawet przy tak wielkich opłatach publicznoprawnych jakimi obłożono kopalnie -  od wyliczenia których zaczęliśmy ten tekst - to niewiele ponad 300 złotych. Dużą cześć tej różnicy pożerają pośrednicy choć mogłyby ją inkasować kopalnie. Ale tego rozwiązania problemu górnictwa nikt z rządu nie chce zauważyć, lepiej przecież opowiadać o wysokich pensjach górników zapominając, że w ich wysokość wkalkulowane jest wysokie ryzyko utraty życia.

Ale, wróćmy na powierzchnię bo tracimy wątek. Gdyby ktoś miał wątpliwości to może sobie zrobić podobna analizę dla kopalń prywatnych. Dla przykładu "Bogdanka" w której Skarb Państwa posiada tylko 5% akcji jest najbardziej dochodową kopalnią węgla kamiennego w Polsce. Inne kopalnie prywatne jak Przedsiębiorstwo Górnicze Silesia czy Zakład Górniczy Siltech także wcale dobrze sobie radzą podczas gdy Kompania Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa i Katowicki Holding Węglowy, spółki Skarbu Państwa, odnotowują straty. Cóż się dziwić? Z tych pierwszych nie transferuje się niemal całego zysku do wiecznie dziurawego budżetu państwa, nie ma baronów, nikt też nie sprzedaje świadomie węgla za granicę ze stratą.

Czas kończyć bo przecież co bym tu nie napisał i tak braknie słów by najtrafniej opisać zabieg jaki przeprowadza się dziś na jednym z naszych cenniejszych skarbów narodowych. Świadomie wysysa się z polskich kopalń soki witalne by za chwilę mogła pani premier z miną niewiniątka a zarazem zatroskanego męża stanu robić show, którego celem jest wzbudzenie w opinii publicznej przekonania, że  nie ma innej drogi jak zamykanie i sprzedawanie. I ja nie mam wątpliwości, że to idzie właśnie w tym kierunku, bo przecież to jest ta sama drogą, którą przeszła stocznia i setki innych wielkich przedsiębiorstw państwowych. Droga na którą jeszcze przed Świętami Platforma Obywatelska próbowała przekierować, głosowaniem po północy, także nasze Polskie Lasy. To jest ta sama droga po przejściu której przedsiębiorstwa najzwyczajniej padają, albo sprzedane za grosze nagle cudownie ozdrawiają.

Ale mam cichą nadzieję, że tym razem trafia kosa na kamień. Kopacz-Smoleńska w swej pysze zagalopowała się już tak dalece, że nie tylko z nazwy zechciała być Żelazną Damą (tak nam ją próbują sprzedawać media) ale i dotknąć tej trudnej materii tak jak Margaret Thatcher. Jejku, jejku.  Moi Państwo! Nie ta głowa, nie ta klasa, to w ogóle nie ten kaliber. „Zobaczyła żaba, że konia kują i sama nogi podstawia”. Mam nadzieję, że górnicy wytłumaczą tej pani co to polskie przysłowie oznacza?

Już prawie jesteśmy u celu ale że zacząłem od wspomnień to i zakończyć podobnie wypada. Ci co mnie czytają, wiedzą, że z pierwszego wykształcenia jestem inżynierem budownictwa lądowego. Trochę przez to lat spędziłem na budowie, a że tam pracy szukają także ci którym się nie powiodło, to trafili mi się razu pewnego także górnicy. Jeden prawie płakał gdy opowiadał, że jego kopalnię sprzedano Czechom bo nam się wydobywać tam węgla nie opłacało a im proszę bardzo. Drugi wzdychał, że jego kopalnię zalano a przy tym ubolewał bardzo nad tym, że gdyby tylko pozwolono mu sprzedać na złom ten cały sprzęt jaki został tam pod ziemią to on by już dziś nie musiał pracować. 


Czyż nie pięknie się nam rozwija, nasza Polska Rzeczpospolita Złodziejska? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz