whos.amung.us

czwartek, 8 stycznia 2015

Duda, Duda i po Dudzie. Poświątecznie.

Autor: Integrator
 
Okres świąteczny to czas wyjątkowy i choćby się niebo waliło, wyjścia nie ma, ugryźć się w język trzeba i czekać aż minie tradycją przecież ustanowiony okres ochronny. Tak jest co roku, tak było i tym razem, toteż obejrzawszy nagranie z życzeniami świątecznymi Andrzeja Dudy, mogłem bądź to cisnąć laptopem o ścianę a wcześniej wyżyć się tu obficie bądź korzystając z czasu łask wszelakich wznieść oczy ku niebu i prosić o cierpliwość. Tak też uczyniłem a że udzielono mi jej bez liku, dzielnie wytrwałem do końca by móc dziś już na spokojnie napisać skąd u mnie te nerwa.
Otóż Prawo i Sprawiedliwość, nad którego poprawą wizerunku bez powodzenia od lat pracują - według szefostwa - najtęższe głowy, wymyśliło, że trzeba się tym specom wziąć i za Andrzeja Dudę, kandydata tej partii na prezydenta. Na sam wpierw i na dzień dobry wymyślili, wszak czas ku temu najlepszy, że byłoby dobrze gdyby usiadł pan Duda przy świątecznym stole z rodziną i powiedział nam jakieś ładne słowa, które zapadną głęboko w serca. Jak wymyślili tak też zrobili a jak im to wyszło możecie sami zobaczyć tu klikając:
To się w sumie ładnie ogląda, spot jest neutralny i pozytywny ale jest tam coś, co ma miejsce już nie pierwszy raz, coś czego ani on ani PiS nie widzą a to przecież prawdziwa kotwica dla tego okrętu, i zadania które mu wyznaczono. Rzecz idzie o Lecha Kaczyńskiego.
Ja oczywiście aż tak tępy nie jestem bym nie umiał zrozumieć, że to był człowiek znacznego formatu, którego na tle tej słabizny jaka przemieszcza się po polskiej scenie politycznej trudno zapomnieć. Tym trudniej dla młodego człowieka którego przez te wszystkie lata wspólnej pracy dla Polski w sposób naturalny napełniał podziw i szacunek dla swego nestora. Okazji do dzielenia się tą estymę powinien jednak pan Duda mimo wszystko szukać podczas prywatnych spotkań, w małym gronie przyjaznych ludzi, w żadnym zaś razie jego podziw dla Lecha Kaczyńskiego nie powinny być stałym gwoździem programu wyborczego. A jest i wszyscy to widzimy.
Moi Państwo. Andrzej Duda, przyjmując pewne zaokrąglenia, to jest człowiek całkowicie i nikomu nieznany. My się rzecz jasna możemy oszukiwać i mówić, że tak nie jest a potem powtarzać wyuczone opowieści, że pracował w Trybunale Stanu i blisko Lecha Kaczyńskiego, ale dobrze wiemy, ze to jest wszystko. Dalej nie ma już nic. Nie znamy go z programów publicystycznych, nie wiemy czy i jak bardzo jest wyrobiony w potyczkach słownych a w jakim stopniu umie zarządzać grupą. Brzydko mówiąc nie mieliśmy szans dobrze się z nim obwąchać. Jest cała masa polityków PiSu których znamy znacznie lepiej, no ale właśnie kogoś takiego, właśnie Andrzeja Dudę, partia wystawiła nam na prezydenta. Że nam, to jeszcze pół biedy, bo my wyjścia wielkiego nie mamy i albo nie pójdziemy głosować albo zagłosujemy właśnie na niego. Problem w tym, że musimy do tego człowieka przekonać ludzi z poza naszego świata. Musi to zrobić sztab ze swojej strony ale i my sami musimy mieć argumenty, żeby spotkanie ze znajomymi w chwilę po odpaleniu tematu wyborczego nie przekształciło się w zwykłą pyskówkę. I tu wchodzi na scenę pytanie – jak to zrobić? – bo przecież wszystko co o nim wiemy to w sumie tyle, że to podobno miły i dobry człowiek.
To jest odcinek na którym trzeba wykonać pracę informacyjną tym czasem narracja wokół Andrzeja Dudy, przypominam, że kandydata na prezydenta już w majowych wyborach, budowana jest w taki mniej więcej sposób, że gdziekolwiek zabierze głos, albo udzieli wywiadu, jakikolwiek, zawsze choćby jedno zdanie musi poświęcić Lechowi Kaczyńskiemu. Dlaczego? Pewnie dlatego, że ktoś pracujący dla naszych z Nowogrodzkiej wymyślił, że dobrze będzie jeśli wyciągnięty z zaplecza i nikomu nieznany człowiek zostanie pokazany nam w duecie z osobą znaną na której renomie jak na przysłowiowej kobyle popędzi ku wygranej. To się może wydawać dobrym planem gdy patrzy się na świat jeno z okien twierdzy na Nowogrodzkiej ale to jest plan nie na zwycięstwo a straszliwą klęskę.
To fakt, że Andrzej Duda jest nierozpoznawalny ale jeśli już  podjęto decyzję, że to on właśnie będzie reprezentował prawicę w walce o tron, to w pierwszej kolejności trzeba zrobić wszystko by każdy pijak błądzący po warszawskiej ulicy wiedział przynajmniej tyle, że to jest  kandydat PiSu na prezydenta, no i że to nie jest ten Duda od Solidarności. Bo wbrew pozorom ta zbieżność nazwisk wcale mu nie pomaga a nadzieja, że znajdą się tacy co pomylą jednego z drugim i chcąc oddać głos na szefa związku zagłosują na naszego Andrzeja, może okazać się płonna. Jeszcze raz powtarzam, nie tędy droga. Nie w rozmywaniu jego osoby a w wyrazistości i unikatowości.
 
Z tym ostatnim jest najwięcej kłopotu bo zdaje się nikt w sztabie nie rozumie tak oczywistej sprawy jak ów fakt, że nie da się zbudować aury wyjątkowości wokół człowieka, który w co drugim zdaniu robi wtręt o Lechu Kaczyńskim. To jest błąd zasadniczy, przez który Andrzej Duda zaliczy porażkę, która będzie się za nim ciągnęła latami. Zrozumcie. Nieustanne wspominanie Lecha Kaczyńskiego, utwierdza mnie i tysiące takich jak ja w przekonaniu, że to jest człowiek bez ikry i pomysłu. Już nawet nie na prezydenturę ale w ogóle na życie. Ja go nie znam, osobiście nigdy go na oczy nie wiedziałem ale gdy oglądam produkcje jak te jego życzenia mam wrażenie, że to jest ktoś miałki, nijaki, co gorsza człowiek bez własnej wizji któremu kazano w koło powtarzać coś o kontynuowaniu „misji zapoczątkowanej przez Lecha Kaczyńskiego.”
I tym sposobem doszliśmy do sedna spraw. Zanim ktokolwiek zdąży się oburzyć, niech każdy zada sobie to pytanie – jak dokładnie miałaby wyglądać nasza Polska w „wizji Lecha Kaczyńskiego”? Co on chciał wówczas osiągnąć takiego, że to trzeba dziś Andrzejowi Dudzie koniecznie kontynuować? Intuicyjnie tylko czuję, że chciał uczciwej i silnej Polski ale nie mam już bladego pojęcia co do specyfiki obranej drogi, która miała go tam doprowadzić. Nie mam pojęcia i tak mi się jakoś wydaje, że Wy także macie z tym problem. Otóż Moi Państwo, prawda jest jedna i niestety taka, że bez względu na przyczynę tego stanu rzeczy, my nie wiemy jaką dokładnie Lech Kaczyński chciał wykonać tu pracę. I nie spędzałoby mi to dziś snu z powiek, wszak Lech Kaczyński to już niestety historia, póki ktoś nie wymyślił, że w oparciu o coś czego my nie rozumiemy i nie znamy, będzie budowana „jakość” Andrzeja Dudy, pisowskiego kandydata na prezydenta.
To  jeszcze raz, tak w pigułce bo na prawdę źle to wszystko wygląda. Zamiast pracować nad wyrazistością kandydata by co bardziej świadomi wyborcy nie mylił go z szefem Solidarności a ci pogubieni wiedzieli chociaż tyle, że to pisowski zawodnik do wyborczego sparingu z Komorowskim, robią „nasi” Andrzejowi Dudzie gębę potulnej pierdoły, której życiowym sukcesem było noszenie ongiś kapci za prezydentem. To jest bardzo skuteczna metoda by przekonać tych wątpiących, że Duda to kolejna pacynka, ulepszona wersja Marcinkiewicza, która nie umie wydusić z siebie więcej niż to, że chce kończyć misję Lecha Kaczyńskiego o której przeciętny Polak wie mniej więcej tyle ile o samym kandydacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz