whos.amung.us

sobota, 24 stycznia 2015

Cejrowski, Terlikowski, Ziemkiewicz. Długa jest lista nauczycieli Franciszka.

Autor: Integrator

Gdy rok temu zaczynałem moją przygodę z regularnym pisaniem, popełniłem na wstępie tekst „Do czego prowadzi nas Franciszkomania?” w którym zamartwiałem się (można było wtedy mniemać, że na zapas) tym co się już wtedy rozkręcało wokół osoby Ojca Świętego. Żeby nie dublować tego co raz powstało, podeprę się kawałkiem tamtych rozważań:
„I to jest właśnie sedno o którym tu chciałem. Papież Franciszek, za sprawą trików medialnej inżynierii, traci z każdą chwilą trwania "Franciszkomanii" cząstkę swej Świętobliwości, stając się jednym z nas, wspólnym kolegą, po prostu Franciszkiem. I tak z następcy św. Piotra, któremu Jezus powierzył misję prowadzenia Jego Kościoła, i któremu z tej racji oddajemy cześć i szacunek, gdzieś tam w ukrytej części naszej świadomości lepi się kogoś fajnego, niemniej przez to już całkiem pospolitego. Stąd tylko krok do tego by przyjmować to co On chce nam powiedzieć bez specjalnej uwagi, a i Jego samego nawet jeśli jest głową naszego Kościoła z przymrużeniem oka. I ja bym się nie zdziwił, gdyby nagle jakiś mądrala prowadzący poranną audycję radiową, lub wieczorny program rozrywkowy zaczął mówić o Franciszku mając na myśli właśnie Ojca Świętego. A potem komentując, jakąś Jego naukę, np. o dżender, bo to ostatnio powód dla nich wszystkich do dobrej zabawy, uznałby za stosowne powiedzieć, że on się z Franciszkiem nie zgadza. Tak po prostu. Dając przy tym sygnał reszcie mu podobnych do masowej krytyki Papieża, która niczym lawina zwali się pomiędzy maluczkich, przełamując w nich granice w kwestii szacunku dla Ojca Świętego z pradziada  na dziada przenoszone. I tego właśnie we "Franciszkomanii" najbardziej się boję.”
Pisząc te słowa, dziś to mogę już przyznać otwarcie, nawet przez chwilę nie przypuszczałem, że to przed czym tam przestrzegałem stanie się poważnym problemem w tak krótkim czasie. Mało, ja w najczarniejszym scenariuszu tej opowieści nie brałem pod uwagę takiego wariantu, że za obdzieranie Ojca Świętego z szacunku, który każe nam go stawiać najwyżej pośród współczesnych nam ludzi, wezmą się u nas katoliccy publicyści. No i proszę.
Nie tak dawno umarł Józef Oleksy, a przez media przeleciało powtarzane przez innych wspomnienie, że choć to był komuch z krwi i kości to zawsze miał szacunek dla Kościoła. Nie inaczej do sprawy podchodził Sojusz Lewicy Demokratycznej za rządów którego było nam różnie, ale nikt w tamtym czasie z Kościoła nie kpił, nikt nie podnosił ręki na księży, ba, nikt nawet nie pomyślał by wojować z krzyżem. Wiele od tamtego czasu się zmieniło, ale i ten który później takie wojny prowokował, mam tu na myśli Palikota, nie poszedł bynajmniej tak daleko by krytykować Papieża, a już bez wątpienia nie pozwolił sobie nazwać go jak Ziemkiewicz, idiotą.
Bardzo nie lubię pisać o rzeczach oczywistych bo to jest praca iście jałowa, ale że jest to jak wszyscy czujemy sprawa wyjątkowa to zrobiwszy w tej regule wyjątek i ja wtrącę parę zdań o tym co aż pewne. Niech tam. Otóż twierdzi nam Ziemkiewicz a wcześniej Terlikowski, że to co powiedział Papież było dla katolików obraźliwe, a nawet jeśli tak nie było a oni pospieszyli się z oceną, to zostało nam tak przez niego podane, że nie było siły by ten bełkot inaczej odczytać. Spójrzmy zatem jak to w oryginale leciało.
„Chrześcijanin nie musi robić dzieci seryjnie. Aby być dobrymi katolikami nie musimy być jak króliki. Nie! Chodzi o odpowiedzialne rodzicielstwo. ”
Nie chcę ogłaszać tu konkursu na mądralę roku bo jak widać poprzeczka nisko postawiona a wymóg czytania ze zrozumieniem stawia się już małym dzieciom w podstawówce ale proszę niech mi to ktoś wyjaśni jak z tak prostego przesłania mogli wprawni przecież publicyści wysnuć aż tyle bredni? Zgodzę się, że „robienie dzieci” i te nieszczęsne „króliki” dalekie są od przyjętej u nas w tym temacie kultury słowa ale nawet jeśli Ojciec Święty pracując kiedyś pośród biedoty z przyzwyczajenia „pojechał” ulicznym slangiem, to i tak przesłanie jest jasne. Nie pojmuję zatem co poza pychą i chęcią nagłego  zaistnienia w sieci mogło pchnąć tych ludzi do tak strasznego kroku?! Oni się co prawda teraz gęsto tłumaczą, że przekaz był przez media spreparowany no i uparcie, że ta myśl była jednak niezbyt klarowna ale pozwólcie, że ja nad tym z litości tylko kurtynę litości spuszczę.
Albo i nie. Nieklarowna? Ja nie twierdzę, że jestem lepszym katolikiem od takiego Terlikowskeigo, który pełni dziś funkcję katolika dyżurnego, nawet nie od Ziemkiewicza, który ma wyraźną pretensję do Kościoła, że nie uznał mu rozwodu, mam za to te minimum wiedzy, która pozwala mi z całą pewnością przyjąć, że Papież nie mógłby w tak kluczowej sprawie dla Kościoła wypowiedzieć się wbrew jego nauce. Kościoła w dodatku na czele którego stoi. Jak dla mnie może On składać myśli jak umie, może to robić nieudolnie albo niczym wprawny eurydyta, a umiejętność wsłuchiwania się z pokorą w naukę, która płynie z Watykanu od wieków pozwala mi zrozumieć, że Papież chciał tak jak stoi w tej nauce no i że zrobił to tak jak umiał. Z tej pokory niezbędnej dla poprawnego rozumienia nauki Kościoła ci dwaj panowie najwyraźniej zostali już wyprani a to ich niestety skazuje na oczywiste i dalsze błądzenie. Ich, Cejrowskiego, który niedawno także pozwolił sobie na niewybredne komentowanie słów tego Papieża, i wielu im podobnych.
Idzie ciężki czas to pewne ale nie powinno to być dla nas wielkim zaskoczeniem wszak w Piśmie Świętym mamy wiele uwag o fałszywych nauczycielach i wilkach w owczej skórze a w przepowiedniach o bezwzględnych atakach na głowę Kościoła. Trzeba zatem każdemu z nas być znacznie bardziej czujnym, bo to najwyraźniej początek czasów także opisanych w tej Księdze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz