whos.amung.us

sobota, 6 grudnia 2014

O sposobie narracji i kanałach przekazu

Autor: Integrator
 
Tak się złożyło, że nie dalej jak wczoraj, miałem możliwość poznania rzecznika prasowego bardzo dużego, polskiego koncernu a nadto jeszcze pogadać z nim trochę o polityce. To był zdeklarowany zwolennik PiSu, absolutnie zapatrzony w Jarosława Kaczyńskiego a więc ktoś kto trwa na pozycji jaką ja zajmowałem jeszcze rok, no może dwa lata temu. A że on bardzo wziął sobie do serca moje odstępstwo od jedynie słusznej drogi, ja zaś z niemniejszym zapałem chciałem pokazać mu powody tego grzechu, to rozmawiało się nam naprawdę wyśmienicie.


A poszło o wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego w Radio Maryja, gdzie publicznie ogłosił, że podczas wyborów samorządowych doszło do fałszerstwa. Z tą kwestią akurat problemu nie było bo każdy myślący człowiek, no a już na pewno każdy kto choć raz siedział przed telewizorem w wieczór wyborczy wie, że do tej pory to co dziennikarze podawali na ekranie w chwilę po zamknięciu lokali wyborczych, a są to wyniki sondaży przeprowadzanych na losowo wybranej grupie wyborców wychodzących z lokali, zawsze mniej więcej zgadzało się z tym co na drugi dzień ogłaszała Państwowa Komisja Wyborcza. Nie zgadzało na sto procent, bo przecież nie każdy z zapytanych wyborców mógł powiedzieć prawdę a i dziennikarze też zawsze ostrzegali, że błąd statystyczny to jakieś 2% a więc mniej więcej o tyle mogą się zmienić wyniki które pokazują. Nigdy jednak nie było tak, że wiedząc o zwycięstwie jakieś partii szliśmy spać, by rano dowiedzieć się, że po ostatecznym podliczeniu głosów poniosła sromotną klęskę. Jako ludzie myślący nad sprawach oczywistymi debatować nie chcieliśmy za to gorąca dyskusja zaczęła się, gdy pośród błędów tej kampanii, a mój rozmówca szukał ich w „Hofmanach” i działaniach tamtej strony, wskazałem także na to właśnie wystąpienie Kaczyńskiego w Radio Maryja. Uważam, że to był błąd podczas gdy mój rozmówca twierdził, że Prezes miał niemal święty obowiązek o tym powiedzieć na głos i bez obwijania w bawełnę. Rozeszliśmy się w zgodzie, choć każdy wciąż przekonany do swej racji, ale gdy wróciłem do domu, od razu usiadłem by Wam tu wystukać dlaczego takich rzeczy według mnie jednak publicznie mówić się nie powinno.


Otóż jak wiemy w naszym kraju w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, prowadzi się specyficzny sposób narracji, który uproszczając bo nie mamy tu miejsca na detale, sprowadza się do tego, że za każdym razem gdy on wygłosi jakaś opinię, media od razu próbują wszystkim nam pokazać, że to jest albo głupie albo śmieszne a najczęściej nienawistne. I naprawdę nie ma znaczenia co on powie i jak bliski jest prawdy czy od niej daleki, zawsze kończy się tak samo. Śmieszne, głupie lub pełne nienawiści. Wręcz modelowym przykładem tego rodzaju  agresji było, gdy mówił nam o wybuchu na pokładzie Tupolewa, sprowadzenie jego poglądu na ta sprawę do poziomu specyficznego rodzaju szaleństwa, które za cenę zdjęcia ze swego brata odpowiedzialności za rozbicie samolotu nad Smoleńskiem każe mu prowokować wojnę z Rosją. Sami rozumiecie absurdalność tej konstrukcji ale w Polsce dziennikarzy z niczego się nie rozlicza a polityków którzy pozwalają sobie na takie teorie hołubi się i dokarmia by w razie potrzeby mieć kogo spuścić ze smyczy. To jest rzeczywistość na którą my wpływu nie mamy, musimy więc nauczyć się w niej odnajdować, inaczej będzie bida.


A ta rzeczywistość w interesującym nas zakresie wygląda tak, że jak już tu kiedyś pisałem w tekście o Ewie Kopacz-Smoleńskiej [tutaj], ludzie do tego stopnia stronią od polityki, że nie wiedzą kto jest aktualnie w Polsce premierem. Jeśli tak, to z całą pewnością nie mają też pojęcia co to są Wojskowe Służby Informacyjne, nie słyszeli o wykryciu w ruchu sieciowym danych wskazujących, że wyniki spływając z komitetów wyborczych do PKW przechodzą przez rosyjskie serwery i jeszcze o całej masie innych rzeczy o których my gadamy niemal codziennie. A nawet gdyby cokolwiek z tych rzeczy wpadło im do ucha, nie rozumiejąc specyfiki działania służ specjalnych, które inicjują połowę zdarzeń w tym kraju, nie potrafiliby wyciągnąć z tej informacji żadnych a tym bardziej poprawnych wniosków. Dla nich Internet to Internet a serwer to serwer i tu jest koniec ich ścieżki myślowej. Poza tym to chyba normalne, że te zero-jedynki musza jakoś do celu trafić a więc gdzie tu problem?


Do tak nieprzygotowanej grupy obywateli, całkowicie wyłączonej z zagadnień politycznych ale i pozbawionej przyczynowo-skutkowego sposobu myślenia Jarosław Kaczyński postanowił dotrzeć w sposób tak niedopasowany do ich możliwości poznawczych, że ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby się na podstawie jakiś badań okazało, że ci co tym razem przełamali się i poszli jednak głosować, poszli tylko po to by uniemożliwić zwycięstwo wariatowi. I proszę się tu nie bulwersować tylko uważnie słuchać bo te wasze oburzenie jest też bardzo często przyczyną takiego stanu rzeczy, że ludzie poszukujący swej tożsamości politycznej odwracają się od nas z niesmakiem a często przerażeniem. Byłem kiedyś na spotkaniu z profesorem Zybertowiczem podczas którego jedna osoba okazała się wątpić w wyjątkowość partii Prawo i Sprawiedliwość i nim zdążyła wyjaśnić dlaczego, została solidarnie zakrzyczana przez resztę. Ona nie pluła tam na nikogo, nie obrażała a jedyne zadała pytanie o sens i już to wystarczyło by ją zlinczować. Szczęściem profesor Zybertowicz w ostrych słowach skarcił co bardziej agresywnych uczestników spotkania a nie omieszkał przy tym wytknąć im to święte oburzenie gdy usłyszą, że ktoś myśli inaczej, jako i ja tu podobnie czynię.


A wracając do sedna, jak już wspomniałem, Jarosław Kaczyński tym swoim gadaniem o sfałszowanych wyborach przyniósł partii więcej szkód niż pożytku tylko dlatego, że zdaje się nie rozumieć podstawowego celu komunikowania się, którym jest przekazanie myśli w sposób możliwie precyzyjny. W jego przypadku powinien to być poziom wybitnie dokładny bo każda wątpliwość od razu jest odnotowywana i wykorzystywana na jego niekorzyść. Ta umiejętność to jednak tylko połowa sukcesu. Informację, wcześniej określiwszy grupę docelową, trzeba odpowiednio przygotować tak by odbiorca był w stanie ją zrozumieć. I tu naprawdę zachodzę w głowę i nie umiem sobie tego wyobrazić jak ludzie, którzy nie mając pojęcia o podstawowych procesach zachodzących w państwie, tak oficjalnych jak i nieoficjalnych, mieliby cokolwiek zrozumieć z tego co Jarosław Kaczyński powiedział im o wyborach? To jest dla nich tak nieosiągalny poziom abstrakcji, że równie dobrze mógłby im Kaczyński powiedzieć, że pewnego razu, nie mogąc spać, wybrał się późną nocą na spacer a przechodząc obok budynku Urzędu m.st. Warszawy widział jak z zawieszonej nad magistratem chmury, a raczej czegoś na kształt wielkiego talerza, spłynęły w dół do jego wnętrz człekokształtne postacie. Chwilę później zgasł promień, chmura odleciała a on od tamtej pory wie, że prezydent Warszawy a przez to Platforma Obywatelska dysponuje wiedzą i technologią nie z tego świata i to jest bezpośredni powód klęski PiS w tych wyborach. Czy rozumiecie co ja chcę Wam powiedzieć? Ludzie którzy usłyszeliby taką opowieść zdefiniowaliby, i to bez wyjątku, każdego kto by im to opowiedział jako wysokiej klasy wariata. A wcześnie rano udaliby się szybkim krokiem do komisji wyborczych by z czystym sumieniem zagłosować na tych, którzy zagwarantowaliby im, że nie dopuszczą do władzy człowieka widującego UFO. I niestety Kaczyński właśnie taką historie im wszystkim opowiedział. Dokładnie tak. Mówiąc o fałszerstwach wyborczych, opowiedział ludziom żyjącym na marginesie spraw politycznych historię o statku kosmicznym.


Ja nie wiem czy jemu ktoś to podpowiada czy może to są jego inicjatywy ale wydawało się, że nawet jeśli PiS nie czuje tego o czym ja tu piszę, to przynajmniej wyciągnie wnioski z poprzednich wyborów podczas których podobnie wykorzystano fragment jego książki gdzie sugerował, że Angela Merkel pracowała dla wywiadu. Wtedy aż do ciszy wyborczej wszyscy pukali się w czoło a teraz mieliśmy powtórkę z tej narodowej już rozrywki. Moi Państwo, zrozumcie, że tu nie ma znaczenia czy Kaczyński ma rację czy nie. Putin był agentem KGB, Georg Busch zanim został prezydentem pracował w CIA, nawet drogi naszego prezydenta zanim został głową państwa parę razy w specyficzny sposób przecinały się ze ścieżkami po których chadzają ludzie z WSI, więc wcale bym się nie zdziwił gdyby okazało się, że Merkel też ma za sobą podobne doświadczenie. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Będąc na wyższym poziomie wtajemniczenia, czasami trzeba się ugryźć w język i nie opowiadać o rzeczach, które są dla ludzi wegetujących intelektualnie niezrozumiałe albo burzą ich naiwny sposób postrzegania świata, nieminej który daje im poczucie bezpieczeństwa. Do takich informacji trzeba ich najpierw przygotować, wychować.


Trzeba politykom na Nowogrodzkiej zrozumieć, że do ludzi trafić można tylko tymi kanałami komunikacji do którego ich umysły są dostrojone i treściami z którymi oni sobie na tym etapie budzenia z obywatelskiego letargu poradzą. Inaczej wszystko co będziemy mówili i robili z myślą o ich przyciągnięciu będzie porażką a przy tym pożywką dla tej bolszewickiej narracji jaka obowiązuje obecnie w naszym kraju.


I jeszcze jedno, bo we wspomnianej rozmowie z rzecznikiem padł argument, że to uczciwość, wręcz odpowiedzialność za ten kraj, kazała Jarosławowi Kaczyńskiemu mówić o tych fałszerstwach wszędzie i tak głośno jak się tylko da. Moi Mili. Czy naprawdę uważacie, że w tej dramatycznej sytuacji jaką mamy, stać nas na komfort używania tak wyniosłych i górnolotnych haseł?
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz