whos.amung.us

niedziela, 21 grudnia 2014

O tym jak sałatka Pawłowicz zdradziła Ziemkiewicza

Autor: Integrator
 
Rafał Ziemkiewicz w programie „Świat się kręci”, gdzie rozmawiano o ataku profesor Pawłowicz na dziennikarkę TVNu, zrobił komentarz do sprawy jakoby to było celowe i obliczone przez panią poseł na zrobienie szumu, bardzo pożądanego w tym zawodzie. Doprawdy przykro słuchać, bardziej jeszcze oglądać jak z każdym wystąpieniem stacza się ten dziennikarz, tym razem w publicznej telewizji,  robiąc pogłos dla sprawy, która bez wątpienia miała przykryć ów historyczny fakt, że Bronisława Komorowski został postawiony w tych dniach przez obliczem sądu. Po raz kolejny pojawia się wątek WSI a nadto według Wojciecha Sumlińskiego, Komorowski przed sądem kłamał o czym dziennikarz zamierza poinformować prokuraturę. Sprawa jest absolutnie bulwersująca bo jeśli wierzyć Sumlińskiemu, gdy my wszyscy na wieść o katastrofie smoleńskiej wstrzymywaliśmy oddech oczekując informacji o ofiarach, Komorowski wdarł się do Pałacu Prezydenckiego by przejrzeć aneks do sprawozdania z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych do czego absolutnie w tym czasie nie miał prawa. Jeśli dziennikarz zdoła przedstawić wystarczające dowody to mamy tu zagadnienie najwyższej wagi. Dojdzie wówczas do odwrócenia ról w jakich występują dziś obaj panowie, to Komorowski zasiądzie na ławie oskarżonych a nadto będzie to najpoważniejsza klęska wizerunkowa człowieka, który na pewno już niedługo będzie starał się o reelekcję. Pojawi się też wystarczająca przesłanka by uruchomić procedurę odwołania tej persony ze stanowiska prezydenta Rzeczpospolitej, zatem to jest gra o wiele jeśli nie o wszystko.

 
Ziemkiewicz zdaje się o tym zapominać i nie bacząc na dramatyczne skutki swego udziału w tak zorganizowanej akcji odwracania uwagi od rzeczy ważnych, zasiadł przy jednym stole z ludźmi TVNu by sobie poużywać. Ja także dość często wyrażam negatywne opinie o posłach PiS stąd mając ten przykład na uwadze proszę zawczasu, by jeśli kiedykolwiek tak bardzo upadnę, ktoś kto mi to jasno wyświetli a przy tym nie miał litości jako i ja dziś jej dla tego liberalnego przechrzty nie mam. Jedno mieć rację, co innego leźć z tym do tych, którzy widzą tylko jedną stronę przymykając oko na cyrkowców z drugiej. Jakże żenujący obraz upadku człowieka, który kiedyś dla wielu z nas znaczył tak wiele.
 
 
Co zaś się tyczy już samej pani profesor to usprawiedliwienia dla jej popisów w żadnym razie nie ma. Ni dla sałatki spożywanej w ławie poselskiej ni dla ataku na dziennikarkę przez co tak sromotnie się podłożyła. Niepojęte, że za właściwą drogę wyjścia z tej opresji uznała tą, która wiedzie przez casus herbaty marszałka?! Wprawdzie przyjmuję, że mamy czasy gdzie dorośli zachowują się jak dzieci, które nie potrafią odmówić sobie jedzenia do czasu gdy znajdą się w bardziej ku temu odpowiednim miejscu. Dobrze to widać w marketach, gdzie nawet dojrzali mężczyźni przy okazji robienia zakupów zajadają się batonami, by na koniec wyłożyć do skasowania już tylko puste opakowanie. Myślą pewnie, że są uczciwi i tacy zaradni, tym czasem mówią nam przez to jak bardzo są niepoważni. No ale jeśli tak się sprawy mają w narodzie to nie ma się co dziwić, że zgodnie z zasadami demokracji, mamy reprezentujących i takie zwyczaje posłów, którzy też nie potrafią wytrzymać i niczym małe dzieci dziamgające w kościele herbatniki i chrupki, też tam coś podczas obrad podgryzają. Zważywszy na fakt, że tych dzieci mamy co raz więcej, wcale się nie zdziwię gdy w przyszłości będzie i takich posłów więcej a po sali sejmowej będą latali kelnerzy serwując im wcześniej zamówione dania.
 
 
Póki co wszystko działa po staremu, od tych spraw jest stołówka i jeśli pani Pawłowicz uważa, że wystarczającym sposobem na zamknięcie sprawy może być powołanie się na innych posłów podjadających w czasie pracy, to coś tu jest nie tak. W końcu rzecz polega na tym by brać przykład z lepszych, ciągnąć w górę, podnosić poprzeczkę i herbata Sikorskiego nie powinna mieć tu nic do rzeczy.  A gdyby temu panu postawiono przed nosem koryto a on by zaczął siorbać z niego niechby nawet w rytm hymnu narodowego to też by mu Pani Profesor akompaniowała sosem ze swej sałatki? Nie tędy droga, Pani Poseł, czasami lepiej i po prostu przeprosić.
 
 
Inna sprawa, że sytuacja sprzyjała takiej narracji, że Pawłowicz mogła wyjść z tych opresji niemalże obronną ręką. Tej bowiem sejmowej nocy próbowano przemycić kilka bardzo ważnych ustaw w tym legalizację związków homoseksualnych czy sprzedaż Lasów Państwowych. Próbowano to zrobić maszynowo i pod osłoną nocy gdy Polacy na ostatniej prostej zajęci są przygotowaniami do Świąt. Zważywszy na determinację koalicji rządzącej była uzasadniona obawa, że wykorzystując nieobecność posłów opozycji na sali sejmowej, mogą zechcieć nagłym głosowaniem przepchnąć wszystkie te paskudne sprawy. A w takich okolicznościach przyrody i tego, i niepowtarzalnych naturalną koleją rzeczy jest co najmniej czasowe zawieszenie co do zasady obowiązujących reguły gry. Nie mam wątpliwości, że gdybym był posłem, pilnowałbym tej nocy jak nigdy swojego fotela a rzeczoną sałatkę zjadłbym na tej sali w ramach protestu. Po czym z pustym pudełkiem udałbym się wprost przed kamery pokazać do jakich absurdów doprowadza Platforma chcąca spłacić swoje zobowiązania względem homoseksualnego lobby i światowej finansjery czyhającej na to co u nas ostatnie i wspólne. O tym profesor Pawłowicz nie pomyślała. I tu znów wracamy do zagadnienia narracji i kanałów przekazu o których ta partia nie ma pojęcia a o czym całkiem niedawno tu także pisałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz