whos.amung.us

wtorek, 16 grudnia 2014

Dzieci pana Bronisława

Autor: Integrator
 
Jak tylko sięgam pamięcią osoby pełniące zaszczytną funkcję głowy państwa darzyłem szczególnym szacunkiem. Czasem większym, głównie mniejszym ale nawet gdy na fali informacji medialnych przychodziły niedobre emocje, mając na uwadze czyj majestat ci wybrańcy ludu reprezentują, skutecznie powściągałem się w ich wyrażaniu. Z tego też powodu o ile dobrze pamiętam nigdy, przynajmniej na głos, nie nazwałem Wałęsy prymitywnym głupkiem a Kwaśniewskiego moczymordą choć osoby z którymi wymieniałem w tamtym czasie myśli żadnych oporów w tej materii nie miały. Pamiętałem jak za każdym razem tłumaczyłem, że jakby nie było panowie ci reprezentują nasze państwo i wypada w tym jednym przypadku ugryźć się w język a już szczególnie gdy jesteśmy zagranicą. Tak miałem przez bardzo długi czas aż nagle wszystko się zmieniło z tą chwilą gdy na ten symboliczny tron już w zaledwie chwilę po tragedii smoleńskiej próbował wedrzeć się niemal przemocą, by zająć go na dobre po wygranych wyborach - Bronisław Komorowski.
Jak idzie o mnie to jest to człowiek absolutnie wyjątkowy  w tym znaczeniu, że o wspomnianym wcześniej szacunku mowy być nie może a po drugie ilekroć go widzę na ekranie telewizora dostaję jak sądzę ciekawego z punktu widzenia psychologii uczulenia, które bez chwili zwłoki każe mi sięgać po pilota by tylko nie słuchać, by nie patrzeć. Ale wbrew temu co pewnie sobie myślicie nie ma we mnie ani krzty niechęci, czy nienawiści. O nie. Jest tylko pustka i zimna obojętność na wszystko co ten człowiek robi. Jeśli mogę tak to ująć, to na poziomie całkiem prywatnym trwam przez ostatnie cztery lata w czasie bezkrólewia.  
Ten nadzwyczajny stosunek do jego osoby może dziwić szczególnie, że tak bardzo nie przeszkadzał mi na tym fotelu nawet Kwaśniewski, przecież komunista, ale dobrze wiecie, że nic się nie bierze z księżyca. Bronisław Komorowski wytrwale pracował sobie na to wyróżnienie swym równie wyjątkowym stosunkiem do Lecha Kaczyńskiego, jakby nie było prezydenta. Dzięki temu niczego dziś nie jestem pewien jak tego, że człowiek który w swoim czasie nie potrafił okazać szacunku, już nawet nie względem osoby ale stanowiska, które zajmował jego poprzednik, sam na szacunek nie zasługuje. Komorowski osobiście nakreślał nowe standardy w tym temacie więc wszystko czym ja go dziś mogę honorować to ścisłym wypełnianiem względem niego tych właśnie standardów. To jest jak sądzę dość proste i logiczne więc pozwólcie, że na tym zakończę swoje wywody. O czym zatem będzie dalsza część notki? Śmieszna sprawa ale dalej o nim ale jakby nie o nim. Posłuchajcie.
Otóż gdy przy okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego media ponownie lansowały nam tego człowieka a ja w pospiechu wygrzebywałem spod sterty gazet pilota, chcąc nie chcąc zobaczyłem tych parę obrazów i złapałem tych kilka jego słów jak zawsze traktujących o wszystkim i zarazem o niczym, i nagle zdałem sobie sprawę z bardzo ważnego faktu - że jako obywatel tego kraju nic nie wiem o tym prezydencie. Bo spójrzcie tylko. O Wałęsie wiemy, że to elektryk był, że skakał czy nie skakał przez mur ale pracował w Stoczni, że ma gromadkę dzieci, dostał Nobla no i jeszcze tyle, że sam jeden pokonał PRL a ubeków z którymi spotykał się ot tak by pogadać rozgrywał niczym małe dzieci. Z Kwaśniewskim jest podobnie. Gdy nam przewodził nie omieszkano przypomnieć, że to jest komuch który przy Okrągłym Stole siedział po niewłaściwej stronie, że jest  alkoholik i rocznicę Katynia oblał z Ruskimi całym morzem wódki, prywatnie zaś mąż Joli, ojciec wychuchanej córuni. Tym podobnych informacji mamy naprawdę sporo więc chyba sami przyznacie, że na tym tle Bronisław Komorowski wygląda jak przybysz z kosmosu. No bo na dobrą sprawę co my o nim wiemy - że wyraz „ból” pisze przez „u” zwykłe? To wszystko co mamy wiedzieć o głowie państwa? Nie żartujmy proszę. Pytam więc raz jeszcze co wiecie o tym człowieku który dziś zajmuje Belweder? Bo ja mam w pamięci zaledwie ten „bul”, to WSI stale pojawiające się gdzieś w tle no i te kpiny ze snajpera, który nie umiał ustrzelić prezydenckiej Kaczki co to miała czelność wbrew interesom Putina przypomnieć światu o Gruzji. To wszystko co wiem, a więc nic nie wiem a już zupełnie nic nie wiem o jego dzieciach. A to przecież w każdym państwie jest dla obywateli niebywale interesująca sprawa.  
Ale zanim o tym, dajcie mi dosłownie chwilkę bym mógł rozmówić się z tymi co się już na samą zapowiedź tego tematu oburzyli. Z pewnością są tu tacy którzy to sobie wszystko ładnie ułożyli i o ile chętnie posłuchają nawet tych bardzo brzydkich słów o swym prezydencie to dyskusji o jego rodzinie nie zniosą. To jest odruch zdrowy i bardzo wskazany ale jak już powiedziałem Bronisław Komorowski to człowiek niezwyczajny i nie da się go od tak po prostu jak jego poprzedników zaszufladkować. Jego kadencja to nowy czas i nowe standardy i nie wiem dlaczego nie miałbym z nich nie korzystać? Tym bardziej, że jak idzie o jego rodzinę to któż jak nie on właśnie wypchnął ją przed siebie wykorzystując jako ważny argument w starciu z Jarosławem Kaczyńskim, kawalerem, o fotel prezydenta? Miało to służyć zdyskredytowaniu przeciwnika a w gruncie rzeczy ośmieszeniu go: ”Patrzcie co za niemota! Nawet rodziny nie potrafił założyć a chce przewodzić narodowi. Nikt poza kotem z nim nie umie wytrzymać. Za to Bronek... mąż, ojciec, głowa rodziny”. Pamiętacie to? Przekaz był bardzo jednoznaczny i na pewno precyzyjny ale też przez to ja nie widzę żadnych powodów dla których nie miałbym interesować się dziś tą jego rodziną, w szczególności jego dziećmi. Zwłaszcza, że mą ciekawość wręcz wybitnie podsycają media, które w tym temacie wykazują intrygujący brak aktywności. Zauważcie proszę, jak odmiennie to wszystko wyglądało gdy na fotelu prezydenckim zasiadali jego poprzednicy. Co jakiś czas mieliśmy informacje, nie tylko w prasie brukowej, o synach prezydenta Wałęsy, niemniej często wypływało coś o córce Kwaśniewskich. Głośno też było swego czasu o Marcie Kaczyńskiej którą pokazano nam (fakt, że na jej własne życzenie) jako dziewczę lekkich obyczajów a przede wszystkim rozwódkę i jakoś nikt nie podnosił wówczas głosów oburzenia. Nikt nie protestował, choć uderzanie w Kaczyńskiego od strony tak dla wszystkich wrażliwej było przekroczeniem wszelkich granic i niegodziwości jakich do tej pory doznał. Dobrze pamiętam, że to był czas pełnego rozpasania, czas kiedy nie obowiązywały żadne reguły. No a dziś gdy na miejscu Lecha Kaczyńskiego mamy już Bronisława Komorowskiego okazuje się nagle, że znów są jakieś granice. W dodatku takie które wszyscy zgodnie respektują. I to niby ma być OK? A gówno! – jak zwykł mówić w takich chwilach Nikodem Dyzma. Ja się na taki układ nie zgadzam! Posłuchajcie zatem co ja mam w tym temacie do powiedzenia.
Pisząc niedawno tekst o SKOKach trafiłem w tygodniu „wSieci” na informację, że przy okazji kupna za bezcen działek po zakładach Ursus  gdzieś w tym wszystkim pojawiło się nazwisko Komorowskiego wniesione tam przez syna prezydenta, Tomasza, radcę prawnego pełniącego w jeden ze spółek zaangażowanych w ten deal funkcję prokurenta. I właśnie wtedy, jak to zwykle bywa przy takich okazjach, nagle zdałem sobie sprawę, że jako obywatel Rzeczpospolitej nie umiem odpowiedzieć na tak zdawałoby się podstawowe pytanie jak to; ile dzieci ma prezydent mojego kraju? Nie umiałbym też powiedzieć, bo i tu mam lukę, czy to są tylko synowie, czy może tam są jakieś córki? A może wie ktoś z Was co te dzieci studiowały albo czym się dziś zajmują? Albo jak wygląda ich życie prywatne i w ogóle jak wygladają? Chciałbym to wszystko wiedzieć choćby w ograniczonym zakresie ale niemniejszym w jakim informowano nas o prywatnym życiu córki prezydenta Kaczyńskiego. A więc choćby tyle czy to są jeszcze kawalerowie i panny czy może już pozakładali rodziny? A jeśli tak to jak im się układa? Czy żyją po bożemu czy może wręcz przeciwnie mają na boku kochanki albo łażą po drogich burdelach skąd odwożą ich dyskretnie Borowcy po cywilu? Nic nie wiadomo, zupełna cisza.

Ja tu oczywiście niczego nie sugeruję, niczego złego nie zakładam ale dzięki mediom wiemy, że Marta Kaczyńska całkiem daleko upadła od jabłoni więc być może państwo Komorowscy też nie mają się czym chwalić. Chciałbym wiedzieć ale z jakiś powodów wszędobylscy dziennikarze i media w ogóle uznały, że tym razem wiedzieć nie musimy. Na prawdę Was to nie rusza?
Mnie bardzo i to nawet bardzo-bardzo bo wszyscy pamiętamy jak interesująco kończył się ten temat ilekroć media choć na chwile zajrzały za tą nieprzeniknioną kurtynę. Ilekroć  uchylono nam tego rąbka tajemnicy by pokazać jak się mają dzieci naszych wodzów robiło się tak głośno, że to co wylazło zamiatano potem pod dywan całymi miesiącami, że wspomnę tylko syna Tuska. Ja jeszcze raz powtarzam szczególnie tym którzy trwając w oburzeniu nie są w stanie odczytać intencji. Ja nie wiem jak jest z dziećmi Komorowskich i niczego nie przesądzam ale tradycja pokazuje, że też może być wesoło. Poza tym w ramach sprawiedliwego traktowania wszystkich uczestników tej zabawy, mamy prawo i tym razem wiedzieć jak się te sprawy mają dla odmiany u dzieci państwa Komorowskich. Czy nie tak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz