whos.amung.us

piątek, 21 listopada 2014

Trzy kompromitacje

Autor: Aleksander Chłopek
 
Pierwsza - to przypadek Hofmana.
Druga - to trwajacy blamaż PKW.
Trzecia – to kompromitacja kandydata PiS na Prezydenta Gliwic.
 
Wszystkie łączy wspólna ludzka przypadłość – brak wstydu. Zbigniew Herbert ujmował to subtelniej – dla niego była to kwestia smaku.
 
Poseł Hofman. Posłowie mają darmowe przejazdy środkami PKP i PKS na terenie całego kraju. W środkach finansowych przeznaczonych na Biuro znajduje się też niebagatelna kwota na ryczałt samochodowy – 35.060 złotych rocznie. Trzy tysiące miesięcznie. To nie tylko zwrot środków za paliwo, to także koszty zużywania się prywatnego samochodu. Ale i tak jest to kwota duża, gwarantująca posłowi komfortową sytuację.
 
Są parlamentarzyści, którzy biorą całość. Zdecydowana większość mieści się w przedziale 25-35 tys. złotych. Z moich powierzchownych wyliczeń z ostatnich trzech kadencji wynika, że w tej grupie znajduje się ok 70% posłów. Niektórym się należy na pewno, bo są aktywni, jeżdżą po kraju, angażują się w każde wybory. Nie będę oceniał, czy wszystkim. Około 30% ogranicza się do kwoty znacznie mniejszej, są i tacy, co w ogóle z tych środków nie korzystają.
 
W tej 30-procentowej grupie byłem i ja. Dlatego mogę o tym mówić i pisać, i to oceniać. W ciągu dwóch kadencji wykorzystałem ryczałt łącznie w takiej wysokości, na jaką sobie pozwolił już w pierwszych dwóch latach obecny gliwicki poseł PiS. A byłem posłem, który sprawując mandat przez 6 lat, pięciokrotnie brał udział w kampaniach wyborczych – do parlamentu i na prezydenta miasta. Oraz bardzo aktywny w wyborach Jarosława Kaczyńskiego na Prezydenta Polski. Spotykałem się z mieszkańcami w koszalińskim, radomskim, radomszczańskim, częstochowskim, w Piotrkowie Trybunalskim, Bełchatowie, Gliwicach i powiecie gliwickim. W kampaniach samochód staje się podstawowym narzędziem komunikacyjnym. Mój po sześciu latach po prostu padł.
 
Posłowie mają też zwrot należności za noclegi. Nie korzystałem nigdy, więc szczegółów nie znam. Afera madrycka uświadomiła mi, ze istnieją też i inne możliwości finansowych korzyści w „siermiężnym” życiu posła. Byłem przewodniczącym Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej, uczestniczyłem w sześciu międzynarodowych delegacjach i nigdy nie przyszłoby mi do głowy domagać się z tego tytułu jakichś dodatkowych należności czy o nie zabiegać. Ale ja jestem z innego pokolenia, poza tym większość życia zawodowego spędziłem z kredą przy tablicy, bardzo często bez wynagrodzenia, z obowiązku wobec moich uczniów, którym peerelowski system programowy nie zapewniał dostatecznej liczby godzin z języka polskiego i historii.
 
Dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że sprawą bardzo istotną jest odporność osoby publicznej na walory materialne. Za posłów odpowiada partia i klub parlamentarny. Powinno się sprawdzać, jak każdy poseł wykorzystuje ryczałt, jak się rozlicza z delegacji, jak często korzysta ze zwrotów za noclegi poza swoim miejscem zamieszkania i czy są uzasadnione powody do korzystania z ryczałtu samochodowego w wysokości przekraczającej połowę wyznaczonego limitu. Brak kontroli - prawdziwej kontroli - i brak dyscyplinowania nieco zachłannych posłów (ale także radnych), tworzy atmosferę bezkarności i utrwala przekonanie wśród osób o słabym charakterze, że wiele się należy. A apetyt rośnie w miarę jedzenia – wkrótce więc okazuje się, że znika także poczucie wstydu.
 
Państwowa Komisja Wyborcza. Cóż tu pisać?! To mnie przerasta. Bezradność Józefa K. wydaje się przy tym, czego doswiadczamy w kolejnych konfrontacjach z PKW, jednostkowym nieporozumieniem. O bohaterze Kafki ugodzonym śmiertelnie jeszcze konstatuje narrator: „było tak, jakby wstyd miał go przeżyć”. Co może przeżyć w konfrontacji z PKW? Nic. To „wydrążeni ludzie', wypreparowani z wszelkich uczuć. Coraz prawdopodobniejsza wydaje się konieczność powtórzenia wyborów, tych do sejmików wojewódzkich. I to jest prawdziwy wstyd wobec Europy.
 
Gliwicki kandydat PiS na Prezydenta. Każdy kandydat, także na wójta czy burmistrza, jest naturalnym liderem grupy startującej ze wspólnego Komitetu. Liderem, który „ciągnie” swoich ludzi do Rady miasta, gminy czy powiatu. Bo z tą grupą mają realizować wspólny program. Jest lokomotywą. Poparcie dla lidera zwykle przekłada się na poparcie dla grupy.
 
Startowałem na Prezydenta Gliwic trzy razy. Jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości, zawsze z prawicowym programem i z interesującą wizją Gliwic.
 
W 2002 roku moja grupa otrzymała 10-procentowe poparcie, ja z takim samym poparciem zająłem trzecie miejsce. Mimo że na 5 dni przed wyborami najpoczytniejsza gazeta śląska w dodatku gliwickim opublikowała sondaż, który dawał mi wśród 11 kandydatów na Prezydenta szóste miejsce z 1,5 procentowym poparciem, a więc z wyraźnym sygnałem, że głos na mnie jest głosem straconym. PiS miał w tamtych latach słabe poparcie w kraju, w wyborach do Sejmiku uzyskał 8%, przegrał wyraźnie z LPR (21%). Naszym i moim sukcesem było to, że w Gliwicach LPR nie uzyskał żadnego mandatu i wkrótce najwartościowsi członkowie tego ugrupowania znaleźli się w naszej partii.
 
W 2006 roku uzyskaliśmy 20% poparcia do Rady Miejskiej, ja w wyścigu prezydenckim zająłem drugie miejsce z 27% poparciem. Był to jeden z najlepszych wyników kandydata PiS-u w większych miastach. Znów uzyskaliśmy w Gliwicach lepszy wynik niż PiS w wyborach do Sejmiku.
 
W 2010 roku kandydaci PiS do Rady Miejskiej zdobyli 17% poparcie, ja 16% w konkurencji prezydenckiej – do przejścia do II tury zabrakło mi 707 głosów. Do dziś zachowuję dla pamięci i jako dowód 70% niewywieszonych w kampanii moich plakatów, a także kilkadziesiąt tysięcy nierozdanych ulotek. Szefem sztabu wyborczego był Jarosław Wieczorek.
 
W 2014 roku tenże J. Wieczorek, kandydat PiS na Prezydenta Gliwic, uzyskuje 14-procentowe poparcie. Dwukrotnie mniejsze niż jego Komitet (28%). Zwycięski Zygmunt Frankiewicz zdublował go 3-krotnie (54%).
 
Mam prawo o tym pisać, bo współtworzyłem w moim mieście Prawo i Sprawiedliwość i budowałem jego siłę i znaczenie. Teraz ze smutkiem patrzę, jak od 2010 roku, z powodu fatalnych decyzji personalnych i nielojalności niektórych dawnych moich współpracowników, mamy coraz słabsze wyniki. Jedynie pracowitość i popularność niektórych kandydatów na radnych zadecydowała o sukcesie. I im gratuluję. Bo ich wyniki są takie, jak być powinny – porównywalne z wynikami PiS do sejmików. Pomimo mało popularnego lidera.


Mieli Państwo możliwość przeczytania tekstu Aleksandra Chłopka debiutującego na łamach Tygodnika Solidarni. Zapraszamy innych do współpracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz