whos.amung.us

niedziela, 23 listopada 2014

Oni się nas boją

Autor: Integrator
 
Ewę Stankiewicz i Grzegorza Brauna przedstawiać chyba nikomu nie muszę. A jeśli tak, jeśli trafił się tu ktoś kto tych figur faktycznie nie zna, musiał urwać się z choinki albo wiedziony medialnymi doniesieniami wpadł tu całkiem przypadkiem w poszukiwaniu taniej sensacji. Odsyłam takich do Pudelka a my przejdźmy do rzeczy naprawdę ważnych. Mam dziś bowiem coś w sprawie tych dwojga do powiedzenia.
 
Zaledwie parę dni temu wraz z grupą czy to narodowców, czy to ludzi którym brak wyników wyborczych bardzo leżała na sercu, wdarła się ta dwójka do siedziby Polskiej Komisji Wyborczej domagając się ich powtórzenia. W pierwszej chwili pomyślałem, wyznaję to niemałym wstydem, że to jednak przesada, że można było to zrobić inaczej. Ale gdy już na spokojnie zadałem sobie pytanie sam nie wiedziałem jak dokładnie, jak mogliby zaprotestować  inaczej?  Pisma, apele, marsze, namiot - wszystko na nic. Ludzie rządzący dziś Polską są już tak bardzo odporni na prawdę, tak umieją przemielić ją w dowolną papkę kłamstwa i podłości, że gdyby nawet w geście jakieś nieopisanej rozpaczy Ewa postanowiła się podpaliła na Krakowskim Przedmieściu to oni i z tą wyjątkową jak na nasze czasy tragedią by sobie szybko poradzili. Że chora, że przemęczona i w głębokiej depresji. A jedna z tych psycholożek, które tak chętnie ględzą w mediach bez choćby wstępnego zbadania sprawy, ogłosiłaby z poważną miną, że pani Stankiewicz od dawna była "niestabilna". No nie było wyjścia. Tak to musiało wyglądać jak to ta dwójka wymyśliła.
My tu oczywiście możemy sobie pojęczeć, możemy pisać bardzo ładne odezwy, możemy nawet nazywać to wszystko analizami i przygotowaniami do bliżej nieokreślonych działań, ale historię zmieniają nie tacy jak my, ale tacy jak oni. Jak Stankiewicz i Braun. I za to im dziękuję.
A tekst ten piszę dlatego, bo dzięki nim mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć, że ta władza się nas boi. Gdy tylko usłyszałem, że Komorowski odwołał wyjazd do Japonii zrozumiałem, że sprawa jest najwyższej wagi, a incydent w siedzibie PKW jest dla naszej świadomości spraw wprost nieocenioną. Dzięki temu wtargnięciu doszło do przetestowania sytemu i już dokładniej piszę Wam o co chodzi.
Każdy z Was pewnie nie raz słyszał, że rosyjskie samoloty przekroczyły granicę jakiegoś państwa, by za chwilę zawrócić albo dać się „przechwycić” i pod eskortą odprowadzić do granicy. Rosjanie robią takie wycieczki, bo za każdym razem gdy naruszają czyjąś przestrzeń powietrzną, tym samym uruchamiają odpowiednie systemy reagowania dzięki czemu mogą zapoznać się z taktyka obronną przyjęta przez poszczególne kraje ale i posiadaną przez nie technologią. Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun wchodząc z przestrzeń dotąd nienaruszaną i zarezerwowaną dla sytemu, wywołali po tamtej stronie cały łańcuch relacji a jedną z najważniejszych było odwołanie wizyty naszego prezydenta w Japonii.
Zapytacie dlaczego ja się tak tym przypadkiem ekscytuję? Otóż według mnie to pokazuje, że ludzie którzy od wielu lat trzymają władzę, wbrew temu co każą opowiadać w podległych im mediach, dobrze wiedzą, że w kraju jest źle i że z byle iskry może powstać ogień gniewu który ich w jednej chwili strawi. Słowa Jarosława Kaczyńskiego o ZOMO zostały przykładnie wyśmiane ale nigdy wcześniej nie były tak prawdziwe jak właśnie w te dni. Tam gdzie stało ZOMO powoli staje dziś policja, tam gdzie stał Jeruzalski staje dziś Komorowski. Który bardzo dobrze pamięta czasy sprzed dwudziestu pięciu laty gdy był jeszcze po właściwej stronie a ludzie którzy rządzili Polską zbagatelizowali jawny sygnał niezadowolenia i determinacji, który niezduszony w porę w bardzo krótkim czasie zamienił się w coś ogólnopolskiego, coś czego nie dało się już zamknąć ani zastraszyć. Coś z czym trzeba było usiąść przy stole i pertraktować.
Komorowski wie, że po powrocie może zastać tu całkiem odmienną rzeczywistość. Ha, może nawet nie mieć do czego wracać dlatego został by dmuchać na zimne, by móc w razie potrzeby reagować. On dobrze wie, że na czele rządu stoi strzęp nerwów, kobieta, której nie można zostawić samej w obliczu narastającego niezadowolenia społecznego bo albo od razu podda sprawę albo podejmie decyzje, które doprowadzą do eskalacji podobnych zachowań. Komorowski dobrze wie, że to co zrobili Czesi czy Ukraińcy na Majdanie i co próbowali zrobić ludzie w Hong-Kongu równie dobrze może wydarzyć w się w Polsce a wtedy nie będzie już odwrotu. Po przekroczeniu punktu krytycznego ludzie zawsze wyjdą na ulicę i nie ma wtedy siły by ich stamtąd cofnąć jak tylko ustępując lub wywołując wojnę domową, która kończy się zwykle ukatrupieniem tyrana.  Został więc Komorowski by trzymać rękę na pulsie. Jest w końcu głównodowodzącym. I w obronie demokracji - to wersja dla głupoli, a faktycznie by zdusić w zalążku potencjalne ogniska niepokoju społecznego - będzie się bacznie sytuacji przyglądał.
Oni się boją proszę Państwa. Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun swym wtargnięciem do siedziby PKW pokazali, że Platforma Obywatelska dostała od służb sygnał, że w kraju jest bardzo źle. Doniesiono im, że mamy dość i że może dojść do protestów a może i zamieszek, które skończą się dla nich dużo gorzej niż dla komunistów. Wiedzą też, że to pokolenie, mądrzejsze o bolesną lekcję Okrągłego Stołu, dogadywać się z władzą tym razem nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz