whos.amung.us

wtorek, 25 listopada 2014

O testowaniu systemu raz jeszcze

Autor: Integrator
 
Powoli składam zapowiadany Czytelnikom tekst o Jarosławie Kaczyńskim i perturbacjach jakie powodują w PiSie podejmowane przezeń decyzje ale widząc z jak wielkim niezrozumieniem spotkał się mój poprzedni tekst pt: „Oni się nas boją”, muszę przerwać tą pracę i coś tu jeszcze w tym temacie dodać. Tekst o Prezesie nie wyjdzie przed drugą turą wyborów, takiego prezentu Platformie na pewno nie uczynię, zatem mamy trochę czasu by porozmawiać o sprawach innych acz nie mniej ważnych.
 
Dla tych co nie są w temacie powiem tylko, że we wspomnianym tekście stanąłem murem za Ewą Stankiewicz i Grzegorzem Braunem, którzy w ramach protestu zajęli na krótko siedzibę PKW żądając powtórzenia wyborów. Pisałem, że inaczej niż my, którzy siedzą w wygodnych fotelach i piszą ciepłe teksty tudzież nikomu niepotrzebne analizy - oni robią to bez czego na pewno nic się w tym kraju nie zmieni - podejmują działania. Żeby łatwiej było Czytelnikowi zrozumieć o czym ja do niego piszę przytoczyłem na tą okoliczność przykład rosyjskich samolotów, które regularnie przekraczają granice powietrzne różnych państwa tylko po to by uruchomić ich systemy obronne i tym sposobem odkryć jakich działań mogą się spodziewać w razie agresji ze swej strony. Rosjanie poznają tak potencjał technicznym jakim dysponuje dany kraj i odkrywają potencjalne luki w tych systemach. Nie inaczej było z wejściem do siedziby PKW pospołu Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna. Swym niestandardowym działaniem naruszyli oni strefę zarezerwowaną dla systemu zmuszając go tym samym do podjęcia stosownych działań. W odpowiedzi standardowo ruszyła do akcji policja, burzę nad głowami tych dwojga rozpętano także w mediach ale jak się okazało w związku i z tym incydentem prezydent Komorowski odwołał wizytę w Japonii. I to jest absolutne nowum. Niespodziewanie okazało się bowiem, że rządzący maja taki obraz sytuacji w kraju, że nam zwykłym obywatelom jest tu już tak źle, że wszyscy siedzimy jak na beczce prochu. Oni są dogłębnie przekonani, i niebezpodstawnie, że targają nami takie emocje, że każda demonstracja sprzeciwu wobec władzy, nawet taka jak tej dwójki bądź co bądź znanych dziennikarzy, może się przerodzić w większy protest a potem w zamieszki, które zmiotą ich z powierzchni tej ziemi. Bardzo dobrze rozumie to Komorowski i nie chcąc powtórzyć błędu zaniechania jaki przed dwudziestu-pięciu laty popełnił Jaruzelski względem zalążków Solidarności, zrezygnował z wyjazdu do Japonii i został by trzymać rękę na pulsie - jest w końcu głównodowodzącym wojska. Zauważcie też, że dla rozładowania emocji, choć w pierwszej chwili bronił sędziów z PKW a media winę przerzucały na informatyków, ostatecznie zmusił ich do rezygnacji ze stołków do których nierozerwalnie byli przytwierdzeni od 92. roku. To tylko potwierdza tezę którą przedstawiłem we wspomnianym tekście, że władza bardzo dokładnie obserwuje nastroje które wśród nas panują i że próbuje zrobi wszystko by nie doszło do przekroczenia punktu krytycznego po przekroczeniu którego ludzie zawsze wychodzą na ulice, skracając w sposób często bardzo brutalny kadencję rządzących. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że oni dziś tego właśnie najbardziej się boją.
 
Tekst przeczytało wiele osób, rozpoczęła się też od razu gorąca dyskusja a ja nie mogłem wyjść ze zdumienia widząc jak wiele osób w ogóle nie zrozumiała ani tego co zrobiła Stankiewicz i Braun ani tego co ja potem w ich obronie napisałem. Z jakimś dla mnie niezrozumiałym uporem powtarzali, że nic to nie dało, nikt na ulicę nie wyszedł a więc takie działania są nie tylko pozbawione sensu co są nawet szkodliwe. I tu muszę stanowczo zareagować.
 
Szanowni. Nikt nie wzywał by wychodzić na ulicę, nie taki był cel eskapady wymienionych dziennikarzy. Oni tam poszli jako pewne indywidua by zaprotestować, by dać znać sprzeciwu wobec tego co się dzieje z tym państwem bo ono na naszych oczach rozstaje się z demokracją. Mamy  coraz częstsze przypadki; składania przez policjantów fałszywych zeznań, ginięcia dowodów w sprawie ale i podrzucania niewinnym ludziom dowodów przestępstwa, oskarżeń prokuratorskich za wypowiadanie w stosunku do władzy obraźliwych haseł czy prowadzenie nieprzychylnego sobie portalu, ale i nieustanne deptanie w sejmie wszelkich inicjatyw społecznych - jak by nie było przecież woli suwerena, w końcu ale nie na końcu fałszowanie wyborów. A z drugiej strony jawne już przygotowania rządzących do tego co nieuchronnie nadchodzi. W Warszawie na głównych placach mamy specjalne głośniki do rozpędzania demonstrujących, wydano zgodę na udział zagranicznych jednostek mundurowych w pacyfikowaniu ewentualnych zamieszek (na wypadek gdyby tym naszym drgnęło sumienie), gotowe są też scenariusze działania na wypadek gdyby do tych zamieszek doszło.
 
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że rządzą nami ludzie którzy „raz zdobytej władzy nie oddadzą” i przy użyciu wszystkiego czym dysponuje państwo gotowi są walczyć z nami by tą władzę zachować? Szczególnie, że gdzieś tam w tyle głowy nieustannie furczy im ta uciążliwa myśl, że my po raz drugi nie damy się nabrać na numer z grubą kreską i że nikt z nimi po raz kolejny do Okrągłego Stołu nie usiądzie. Wiedzą też, że żadna kolejna ekipa nie dostanie mandatu do sprawowania rządów w naszym imieniu jeśli nie uwiarygodni się rozliczając na wstępie ekipy obecnej. Ich reakcja jest przez to bardzo łatwa do przewidzenia bo naturalna. Oni będą się bronić do upadłego jak otoczony przez policję bandyta który wie, że złapany pójdzie na elektryczny fotel lub dożywotnią odsiadkę.
 
Powtarzam. To co zrobili Stankiewicz i Braun to tylko pierwszy a zarazem niezbędny krok do zmiany sytuacji w kraju. I nie mam tu bynajmniej na myśli faktu, że oni zainstalowali się w jakimś państwowym budynku ale to, że podjęli działania, które zmuszają system do reagowania z uwzględnieniem wszystkich scenariuszy do jakich może dojść gdy reakcja ta będzie przesadzona. Testując mniej lub bardziej świadomie system tych dwoje pokazało nam przy okazji, że władza się nas boi i że każde nawet tak małe wystąpienie traktuje z najwyższą powagą. Bardzo trafnie opisany przez mnie stan rzecz nazwała w swoim tekście opublikowanym dzień później pani Agnieszka Romaszewska używając sformułowania „pomarańczowy alert”. Otóż to. Bronisław Komorowski i Ewa Kopacz-Smoleńska znacznie lepiej niż my dostrzegają ten poziom emocji i nie zdziwiłbym się gdy komuś zlecili stałą obserwację tego co się tu na dole dzieje z zaleceniem błyskawicznego informowania nawet o najdrobniejszych incydentach, bez oglądania się na porę dnia.
 
Wracając jeszcze do dyskusji jaka wywiązała się w związku z moi tekstem. Pojawiły się i takie głosy, że aby zmienić ten rząd trzeba rewolucji albo zamachu stanu a że to są narzędzia będące aktualnie poza naszym zasięgiem nie ma się co napinać, trzeba odpuścić i czekać. Nie zgadzam się. Co prawda mamy masę przykładów, że rewolucje i zamachy stanu to są operacje bardzo dokładnie przygotowywane i często inicjowane zza granicy a żeby daleko nie szukać wystarczy przypomnieć sobie, że w wyniku takiego właśnie zabiegu odwołano w Polsce rząd Tuska. Niemniej jest i cała masa przykładów, że rewolucje a wraz z nimi uznanie postulatów obywatelskich przez nieugiętą dotąd władzę następowała całkiem niespodziewanie i w wyniku nacisku organizowanego oddolnie. Lepszego przykładu na tą okazję nie mogło mi  przynieść amerykańskie miasto Ferguson na ulicach którego po zastrzeleniu przez policjanta jakiegoś murzyńskiego chłopca rozpoczęła się na dniach regularna wojna z udziałem policji i Gwardii Narodowej, a władze krajowe stanęły na rzęsach by zamieszki nie rozlały się po innych miastach  bo grupy protestacyjne pojawiły też w Nowym Jorku i Oakland. Jeśli mnie pamięć nie myli z podobną sytuacja mieliśmy do czynienia parę lat temu też we Francji gdzie emigranci arabscy spalili przedmieścia Paryża, zdaje się z tego samego powodu. Co prawda  nikt tam nie celował w wymianę rządu czy prezydenta ale przywołuję te przypadki bo one bardzo dobrze pokazują siłę jaka drzemie w sprowokowanym do obrony swych praw  społeczeństwie.
 
Ja tu nikogo do wzniecania zamieszek nie wzywam, bo to jest ostatnia rzecz jaka jest nam na tym etapie potrzebna a i zachowanie kolejności kroków jest bardzo wskazane. Niemniej gdy już teraz znajdą się ludzie, którzy mają odwagę głośno protestować albo jak Stankiewicz i Braun małymi kroczkami testować system to miejmy w sobie choć szczyptę odwagi by ich poprzeć tudzież odrobinę dobrej woli by ich zrozumieć. Bo trochę to przykre gdy ilekroć pojawi się ktoś kto ma już dość gadania i robi kolejny krok, zaraz rzuca się na niego cała reszta by drwić z niego lub go pouczać. No ale tak ten mechanizm właśnie działa a wymyślili go dla Systemu spece od modelowania zachowań społecznych jako narzędzie wczesnej prewencji. Gdy tylko pojawią się jednostki gotowe do działania uruchamiają się, pewnie bezwiednie i w dobrej wierze, jednostki które je dyscyplinują. Które znajda całą masę argumentów by przekonać pozostałych, że jeszcze nie czas, że nie ma sensu, że "cichsze jedziesz, dalsze budziesz". Warto zastanowić się w wolnej chwili czy przypadkiem i nam takiej roli podprogowo nie zaimplementowano?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz