whos.amung.us

piątek, 14 listopada 2014

Jak Platforma Obywatelska bombę wodorową budowała

Autor: Integrator

Taka mnie od dłuższego czasu dręczyła myśl, i to niemal na poziomie wyrzutów sumienia, że coś przegapiłem, coś poszło nie tak w podjętym przeze mnie a niełatwym zadaniu komentowania wydarzeń politycznych  w naszym kraju. A że z doświadczenia wiem, że póki nie złapię sprawy za rogi spać spokojnie nie będę tym bardziej cieszę się, że mi się ostatecznie z tych tarapatów wygrzebać udało. Wcale łatwo nie było doszukać się przyczyn tego stanu ducha, spraw nam po głowie biega przecież tysiące, no ale jak mówię udało się i zaraz się z Wami tym sukcesem ładnie podzielę.


Sprawy polityczne moją żonę zajmują tyle o ile ja jej przy okazji wspólnego posiłku coś na ten temat opowiem. To jest dla mnie stan jak najbardziej zrozumiały bo gdy wraca z pracy, zaraz bierze się za prace domowe, które dla kobiet lubiących porządek są zajęciem absorbującym je absolutnie i do końca. Ja to jej zaangażowanie rzecz jasna bardzo doceniam a chcąc jej to jakoś okazać wyciągam ją co jakiś czas do kina, na kawę lub ciastko. Trzeba się tu trochę wysilić, bo nie sztuka chodzi ciągle w jedno miejsce ale mam z tym akurat o tyle łatwo, że gdy jej koleżanki trafią na coś wyjątkowego, lecą z tym zaraz do niej, potem ona mi o tym opowiada a ja już tylko muszę wybrać odpowiedni czas by się tam razem wybrać. No i proszę sobie wyobrazić, że wczoraj moja żona chcą iść w ślady swych przyjaciółek, zapragnęła pójść na kawę do restauracji nomem omen „Sowa i Przyjaciele”. Po krótkim wykładzie dlaczego tam akurat pójść nie możemy wybraliśmy inne miejsce, za to ja tym właśnie sposobem pojąłem gdzie leży źródło dręczących mnie od dłuższego czasu myśli. Tam nie gdzie indziej przecież rozprawiano o najważniejszych sprawach tego kraju i tam też padła kluczowa informacja o gazoporcie, która pośród galopujących wydarzeń została w tyle krztusząc się tumanami kurzu. Teraz gdy już sprawę umorzono a do rangi grabierzy stulecia podniesiono madrycką wycieczkę trzech bęcwałów od Kaczyńskiego, powrót do tej sprawy jest nad wyraz pilny. W grę już bowiem nie wchodzą te tysiące wydane na polędwiczkę, ani tym bardziej na poselską benzynę. Tu proszę Państwa idzie o ludzkie życie.


Ale zanim o tym, wcześniej muszę coś Wam tu o sobie jeszcze powiedzieć. Z pierwszego wykształcenia jestem inżynierem budownictwa lądowego. I choć my się tak chętnie śmiejemy z serialu „Alternatywy 4” to ja po zaledwie dziesięciu latach patrzenia na to co się na już współczesnych nam budowach dzieje, rzuciłem to wszystko w cholerę i zrobiwszy co prędzej kolejny papierek zacząłem realizować się gdzie indziej. Kto wie, może bym jeszcze i dziś w białym kasku po budowanie paradował, gdybym nie trafił do dewelopera, który za punkt honoru postawił sobie spaprać robotę na każdym etapie prac, że o jakości stosowanych materiałów nie wspomnę. W efekcie to co powstało od ręki można było spokojnie remontować, a że moje apele nie znajdowały w zarządzie firmy posłuchu, dałem sobie z tą pracą no i w ogóle z tym zawodem spokój. Robotem nie jestem, człek ze mnie w miarę ugodowy ale są przecież granice przyzwoitości do których nikt szanujący się zbliżać się nie powinien. A wtręt ten o budowie tu czynię nie po to by się na wzór chodzącej sprawiedliwości kreować ale byście wiedzieli, że ja na sprawach budowlanych znam się trochę i jeśli biorę się za ten gazoport to nie po to by się powymądrzać ale by ostrzec przed czasem, że to co buduje tam Platforma Obywatelska skończy się w końcu katastrofą. Najpierw budowlaną a w zaledwie sekundę później tragedią narodową. Tragedią przy której (przepraszam rodziny ofiar za to porównanie) te 96 osób rozerwanych na strzępy w Smoleńsku będzie tylko mglistym wspomnieniem.


Jak wiemy sprawa wylała się u Sowy podczas podsłuchanej rozmowy ministra transportu Sławomira Nowaka z wiceprezesem PGNIG'e Andrzejem Parafianowiczem gdy ten pierwszy żalił się niczym bezradne dziecko, że włoski wykonawca stosuje materiały budowalne nieposiadające stosownych certyfikatów. Ponadto Transportowy Dozór Techniczny (TDT) wykrył masę błędów wykonawczych jak choćby te 750 wadliwych połączeń płyt kotwiących w zbiorniku w którym będzie przechowywany gaz, na co firma SAIPEM (wykonawca gazoportu) zareagowała w sposób wcale oryginalny - żądając aneksu do umowy i większej kwoty za niedokończoną pracę. Nie chcę zbytnio rozwijać tu wątku rosyjskiego, bo to sprawa na oddzielne rozważania ale przecież nie bez znaczenia dla tak znacznych opóźnień jest ich udział w akcjonariacie spółki wykonującej dla nas tak strategiczne zadanie. Wątek to o tyle ważny, że trwają rozmowy by Rosnieft przejął pakiet kontrolny tej firmy i wtedy może się okazać, że inwestycja ta zostanie od tak, zwyczajnie zaniechana. A przecież wystarczyło wprowadzić do umowy zapis o niezbywalności udziałów spółki SAIPEM do czasu zakończenia przez nią umówionych prac i było by wszystko cacy. Nie było mądrego by o tym pomyśleć więc mamy poważny problem, bo z jednej strony włoskie konsorcjum użyło patentów przez co nikt inny tej budowy nie będzie mógł bez ich zgody kończyć, z drugiej gaz został już zakupiony i albo Katar zgodzi się na aneks do umowy albo będziemy zgodnie z jej zapisami płacili za gaz, którego fizycznie nie dostaniemy. To jest sytuacja dla mnie osobiście śmieszna, przepraszam trudno mi się powstrzymać, bo miało być lepiej a przede wszystkim niezależnie, tym czasem to jest niewiele lepszy układ od tego w jaki wpakował nas premier Pawlak podpisując umowę na dostawę gazu z Rosją. Nie to, że zakontraktował je na dziesiątki lat do przodu choć ceny ze względu na amerykańskie łupki zmieniają się na rynku skokowo; nie to, że kupił nam ten gaz po cenie najwyższej w Europie, to jeszcze kupił go więcej niż potrzebujemy. A ponieważ nie mamy takiej ilości magazynów, tak to Pawlak sprytnie wykombinował, że płacimy jeszcze Rosji za magazynowanie go nam u siebie. I to by było tyle jak idzie o bezpieczeństwo energetyczne w pojęciu koalicji rządzącej.


To są decyzje polityczne i co prawda na nie akurat wpływu nie mamy. Mamy za to możliwość rozliczyć tych co ten bajzel w kraju podtrzymują i aż przykro patrzeć jak z lenistwa i głupoty nie chcę się nam z tej sposobności korzystać. Przejeżdżałem niedawno obok bazarku na skrzyżowaniu ulic Powsińskiej i Bonifacego a że decyzją radnych będzie likwidowany, ruszyła akcja protestacyjna. Nad bramą wejściową jest płachta z napisem: „My na was głosujemy a wy nas niszczycie” i przyznam, że naiwność twórców tego hasła mnie powala. No żałosne. Że niby to ma radnym z PO serca poruszyć? Już słyszę jak wam buńczucznie odpowiedzą i zrobią to bo wiedzą, że i tak na nich zagłosujecie. Tyle było przykładów, że z „Obywatelskością” oni nie mają za grosz nic wspólnego, tyle inicjatyw obywatelskich w Sejmie podeptali a wy dalej swoje. I co, teraz dopiero gdy miejsca pracy tracicie poszliście po rozum do głowy? Bądźcie wy ludzie w końcu poważni. Teraz działacie gdy to zło was w swe lepkie łapska bierze?


Ale o gazoporcie miało być to i do niego wracajmy. Pamiętacie czyja głowa spadła gdy wykryto Amber Gold? Tego kto ją wykrył, czyli Kamińskiego. I nie inną drogę wyjścia z kryzysu przyjęto w sporze z Włochami. Odwołano szefa Dozoru Technicznego, który te wszystkie fuszerki wyłapał a zgłoszone przez niego wątpliwości prokuratura w ekspresowym tempie umorzyła. Pozostaje więc tylko apel do mieszkańców Świnoujścia, byście nie musieli bić na alarm jak ci na bazarku czyli poniewczasie. 750 błędnych zakotwień, pękające kopuły, błędy spawania i materiały bez atestów to jest najkrótsza droga do katastrofy. Sprawdźcie łaskawie co znaczy termin "kula ogniowa", kiedy powstaje i jaką energię wyzwolić może 160 000 m3 gazu, które Platforma w końcu upcha w tak odpiepszanym gazoporcie. Wierzcie mi, że jeśli to w takim stanie przejdzie to w razie katastrofy będziecie tam mieli moi mili klimaty jak po eksplozji bomby wodorowej czyli jakby księżycowo.


Macie jeszcze czas i te wszystkie wybory by oderwać bezrefleksyjne pijawki od polskiego koryta. No chyba, że już Wam wszystko jedno. To droga wolna. Ale już teraz zgaduję, że niedługo narodzi się tam u Was nowy, świecki zwyczaj: wychodząc co rano do pracy będziecie się długo i gorąco żegnali z rodziną. I słusznie. Bo kto Wam w końcu da gwarancję, że się jeszcze zobaczycie? Może Ewa Kopacz-Smoleńska? Jasne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz