whos.amung.us

niedziela, 30 listopada 2014

Bezpieczeństwo kraju. To nie wygląda dobrze.

Autor: Integrator
 
W skuteczność naszego systemu obrony nie wierzę. Bez urazy, zwracam się tu do mundurowych, ale nawet jeśli są pośród Was ludzie którzy kochają polską armię i leży Wam na sercu dobro tego kraju, to mamy Zwierzchnika Siła Zbrojnych jakiego mamy a i Minister Obrony Narodowej też zdaje się nie mieć pojęcia do jak ważnego resortu tym razem trafił. Co prawda to standard jaki idzie o ministrów w tym rządzie, niemniej fakt, że ów pan nie chciał rakiet manewrujących na polskich łodziach podwodnych w zupełności go dyskwalifikuje. Szkoda słów. O stanie naszego systemu obronnego decydują ludzie, którzy dopiero gdy poczuli zapach rosyjskiego prochu tuż przy wschodniej granicy ocknęli się i obowiązującą doktrynę „śpijmy smacznie, będzie dobrze” dostosowali do faktycznego poziomu zagrożenia. Tym czasem pozostaje jeszcze sprawa bezmyślnego doboru sprzętu bo tu wciąż panuje zwyczajna nędza.

Czytam trochę o tym, wszak od lat pakujemy w to miliardy i przyznam, że chwilami chce mi się płakać. Weźmy pierwszy z brzegu przykład, F16. Amerykanie offsetu nie wykonali za to my priorytetowo spłacamy właśnie tą transakcję, co pochłania lwią część tego co powinno iść na modernizację całego sprzętu i wszystkich rodzajów wojsk. Piszę tu o lwiej części bo choć pula jaką przekazuje się co roku na wojsko to 2% PKB to nie możemy zapominać, że kwota ta musi wystarczyć także na pensje, emerytury, utrzymanie infrastruktury i inne tego typu wydatki. Rzucie przez chwilę okiem na poniższą planszę. Pochodzi z oficjalnego dokumentu prezentującego budżet Ministerstwa Obrony Narodowej za rok 2013. i pokazuje jak na dłoni na co rozchodzą się te pieniądze.
image

Z całej puli 31 miliardów złotych tylko osiem miliardów idzie faktycznie na modernizację a do 2015 roku spora część z tego na F16. Ale wbrew pozorom nie w tym problem, nie przez to moje łzy. Póki co tylko w Stanach Zjednoczonych mamy zadeklarowanego sojusznika choć jak z tym jest też pewnie okaże się gdy będzie źle, ale niech mają. Po ostatniej deklaracji ze strony Niemiec, którzy oznajmili, że większości sprzętu wymaga naprawy więc nie będą mogli wywiązać się ze swych zobowiązań w ramach NATO, Amerykanie ze swymi gwarancjami wypadają całkiem nieźle. Niemniej nie ma się co łudzić, pierwsze uderzenie i tak musimy wziąć na siebie. I tu wracamy do tych F16. Chociaż nie jest to nigdzie wprost podane to aby ich silniki mogły osiągnąć tak dużą moc, potrzebują nagłego zassania potężnej ilości powietrza. Ta maszyna zatem jest jak wielki odkurzacz z "rurą" ssącą - od spodu. Czyli, że co? Ano to, że jak tak to pas startowy musi być dokładnie oczyszczony inaczej byle kamyk może zniszczyć turbinę i po zabawie. F16 to maszyny do atakowania celów na terytorium wroga ale startować i lądować muszą na obszarze nieobjętym wojną. Amerykanie rozwiązali ten problem za pomocą lotniskowców, mają też bazy wypadowe w Turcji i we Włoszech. W naszych warunkach gdzie linia frontu przesuwa się od jednego krańca kraju do drugiego, te samoloty nie mają prawa bytu. Jeśli dojdzie do choćby częściowego zniszczenia lotnisk, a to agresor robi w pierwszej kolejności, to ten samolot już nie wystartuje. Na pewno też nie wyląduje na dowolnym lotnisku. To musi być lotnisko odpowiednio doststsowane, posiadające np. system przechwytywania BAK. Przykro mi takie są fakty. Myślę, że w razie wojny one zostaną natychmiast wysłane gdzieś na Zachód, będą służyły pod obcym dowództwem, może znów będą chroniły Anglię. Nasze niebo zdominują samoloty wroga...

Patrzę dla odmiany na czołgi Leopard 2. W latach 2002-2003 zakupiliśmy 128 sztuk płacąc za nie Niemcom ponad 700 mln złotych plus 1 miliard  na modernizację. Dokładnie - na modernizację  - bo to jest sprzęt używany, z demobilu, wyprodukowany w końcówce lat 70tych, który Niemcom zalegał w magazynach a Szwajcaria nie mogła sprzedać licencji bo nie było chętnych. Żeby było ciekawiej kody serwisowe nadal posiadają Niemcy więc tylko oni mogą je naprawić. I od razu zastanawiam się jak będzie wyglądał serwis gdy czołg zepsuje się w czasie walki? Znając naszych geniuszy w doktrynie założyli, że Rosja na czas naprawy Leoparda w Niemczech wstrzyma swoje działania, bo to by nam bardzo ułatwiło sprawę. Mam tylko nadzieję, że nie zbombardują nam też dróg i torów, bo jakoś te czołgi do Niemiec musimy dostarczyć. Kpię choć nie czas ku temu. Była w tamtym czasie masa innych ofert, choćby francuskiego Leclerca nafaszerowanego elektroniką mogącego śledzić jednoczesnej pięć celów, za jedyne 9 mln USD. Zamiast kupować niemiecki szmelc i od razu drugie tyle płacić za jego modernizację można było kupić 64 całkiem nowych, dużo bardziej nowoczesnych maszyn, że nie wspomnę o inwestowaniu we własną myśl technologiczną. W zakładach Bumar – Łabędy S.A. jest kilka wersji czołgów  PT-91 „Twardy”, ale nie są wprowadzane do produkcji bo brakuje zainteresowania ze strony naszego wojska. Za te pieniądze można było z powodzeniem rozwijać własny program prac nad nowoczesnymi czołgami ale co tam, niech rozwijają się inni. Zaglądam na stronę 9 Brygady Kawalerii Pancernej w Braniewie, to jest tuż przy okręgu Kaliningradzkim a tam wita mnie napis: "Gotowi na wszystko". Jakbym jeździł czołgiem T72 to faktycznie byłbym gotowy na wszystko. To jest polska placówka kamikadze. Rosyjskie czołgi przejadą się po nich jak po puszkach a przecież za wspomniane pieniądze można było i ten sprzęt zmodernizować. Minęło dziesięć lat od tej genialnej inwestycji i jak sie okazuje nikt nie wyciągnał z tego żadnej nauki. Niedawno MON podpisał z Niemcami kolejną umowę na mocy której do polskiej armii trafi następne 119 czołgów z niemieckiego demobilu, w tym trochę unowocześnione Leopardy 2A5 i 2A4. Ciekawe ile jeszcze podobnych transakcji, naruszających przecież nasze bezpieczeństwo,  będzie trzeba wykonać by spłacić prezydenckie stanowisko Tuska w Unii?

Inny przykład. W 2003 roku kupiliśmy od izraelskiej firmy Rafael za kwotę 1,5 miliarda złotych 264 wyrzutni i 2,5 tysiąca rakiet Spike. Można je odpalać z przenośnych wyrzutnik albo transporterów opancerzonych Rosomak. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że po wystrzeleniu rakieta zostawia za sobą smugę dymu zdradzając pozycję żołnierza. Ktoś był obecny podczas jej testowania, ktoś podjął decyzję o jej zakupie ale gdy trzeba było znaleźć winnych sprawa się nagle komplikuje. No więc nie ma winnych, półtora miliarda poszło w błoto a Wojsko Polskie i stan naszego bezpieczeństwa dalej wygląda jak wygląda.  Najlepsze, że w ramach wzmocnienia militarnego kraju szykują się kolejne masowe zakupy a ja już nawet nie chcę o tym czytać bo przypuszczam, że te miliardy rozejdą się podobnie.

Nie lepiej rzezc ma się ze strategią obrony kraju. Niestety wszystko wskazuje na to, że plan pana prezydenta jako Głównodowodzącego Wojsk jest taki, żeby obronę wschodniej części odpuścić. Wszystko co kupujemy, najbardziej nowoczesny sprzęt jakim dysponujemy, już mniejsza o to jak on jest skuteczny, stacjonuje na zachodzie kraju a to co zostało rozdysponowane we wschodniej części to resztówki, złom i atrapa. I pomijając już fakt, że „prezydent wszystkich Polaków” wystawia na łaskę rosyjskich sołdatów połowę obywatelki to „rozbrajenie” tej części kraju od strony strategicznej jest poważnym błędem.

Po pierwsze jak widać na poniższej mapce, która pochodzi ze strony Polskiego Holdingu Obronnego, spora część zakładów zbrojeniowych znajduje się po tej właśnie stronie Wisły.
image

To jest położenie, które wymogła na  nas jeszcze komunistyczna doktryna wojenna w której spodziewano się uderzenia z Zachodu. By wróg nie zniszczył tej infrastruktury a przede wszystkim nie przejął jej, budowano głównie tuż przy granicy rosyjskiej. Trochę się od tamtego czasu pozmieniało, teraz zagrożenia spodziewamy się dla odmiany z drugiej strony, ale o ile sprzęt można było przerzucić na zachodów, to zakłady zbrojeniowe siłą rzeczy zostały. Jeśli więc oddamy tą część kraju to w łapy nieprzyjaciela wpadnie duża część naszego zaplecza technologicznego.

Po drugie, jeśli dopuścimy do sytuacji w której Rosjanie wejdą w nas jak w masło to zagrają w sposób bardzo łatwy do przewidzenia. Wykorzystają do tego fakt, że struktury NATO decyzyjnie są niewydolne a dodatkowo zagrają na tradycyjnej niechęci umierania zachodnich polityków „za Gdańsk”. Myślę, że jeszcze tyle pamiętamy, że gdy Rosja napadła na Ukrainę NATO przez bardzo długi czas nie potrafiło zebrać się do kupy i ustalić jednego stanowiska. Tam jest bowiem tak, że aby podjąć jakakolwiek wiążącą wszystkich decyzję, musi się zebrać 28 ambasadorów państw członkowskich. Niby jest jakaś ścieżka postępowania na wypadek uderzenia na państwo NATO ale dobrze wiemy, że to wcale nie jest prosta sprawa. Ja bym się wcale nie zdziwił, gdyby się okazało, że po uderzeniu Rosjan cześć ambasadorów wolałaby poczekać z uderzeniem a póki co przesłać „wyrazy sprzeciwu” i wezwać Rosję do powstrzymania się od dalszej agresji. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że paru ambasadorów to agenci rosyjscy i z przyczyn losowych nie będą mogli stawić się na rzeczonym zebraniu, odwlekając w czasie termin jego zwołania. Nie trzymałbym się za głowę z niedowierzania gdyby okazało się, że któremuś z nich przytrafił się poważny "wypadek" i trzeba powołać nowego a tego też się przecież nie robi od ręki. Ja tu trochę ironizuję ale na pewno nie fantazjuję i jeśli tylko zechcecie poczytać sobie trochę literatury o służbach, zrozumiecie, że w grę wchodzą wszystkie te warianty  i wiele innych, które nigdy nie wpadłyby Wam do głowy. Towarzystwo zbierałoby się, debatowało, a Rosjanie parliby do przodu by zająć tyle ile się da. Po co? Bo wcale możliwy jest przecież taki scenariusz, że oni zajmują Polskę do Wisły po czym zatrzymują się i proponują zlęknionym ambasadorom NATO przystąpienie do rozmów. Czy potraficie pojąć jak bardzo psychologicznie zadziałałoby to na społeczeństwa krajów zachodnich? Już miała być wojna, już wydawało się, że znów nie będzie Internetu i facebooka, że będzie trzeba znosić głód i wyrzeczenia a tu nagle taka ulga - Rosja chce gadać. Co prawda zajęła już pół Polski ale tak po prawdzie czy to jest duża cena za pokój na świecie? W końcu Polaczki same się o to prosiły. Ciągle coś im w tej Rosji nie pasowało, ciągle ją prowokowały więc mają co chcieli. No, i jak Wam się podoba taki scenariusz? Pytam bo tak może wyglądać tym razem ta wojna.
Cały sprzęt powinien stać na granicy wschodniej tak by linia frontu przebiegała na granicy a najlepiej przez Kaliningrad i Białoruś. Nie stać nas by ten kraj ponownie obracać w gruz. Rosja powinna też wiedzieć, że już od chwili przekroczenia granicy nie bez wysiłku wyrywać będzie musiała każdą piędź tej ziemi.

Co robić? Pod jednym z moich tekstów gdzie wtrąciłem akapit o rzezi wołyńskiej ktoś w formie komentarza zostawił historię opowiedzianą mu przez dziadka. Gdzieś tam, na tej mokrej od polskiej krwi ziemi, stał lekko ufortyfikowany dom, co miało znaczyć zaledwie tyle, że w piwnicy było zapasów jedzenia na kilka miesięcy a domownicy i służba bardzo dobrze obeznani z bronią. Ukraińcy siepacze wielokrotnie przechodzili obok ale nikomu nawet przez myśl nie przeszło by zbliżyć się do tej „twierdzy”. Dobrze wiedzieli, że tam mogła ich czekać śmierć podczas gdy wokoło była masa domów do których można było wejść bez najmniejszego oporu a mieszkańców wyrznąć bezkarnie niczym bydło. Szli tam gdzie mieszkali ludzie bezbronni, gdzie nie czekała na nich nawet zbłąkana kula.

Trzeba mieć plan działania i silną armię ale nikt tak nie broni własnego domu jak domownicy. Musimy mieć broń, na wypadek wojny dostępną dla każdego, aż słowa Roty „twierdzą nam będzie każdy próg” nabiorą ponownie znaczenia. Jak to zrobić? Ile to kosztuje? O tym w kolejnym tekście. Dożyjecie, zobaczycie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz