whos.amung.us

poniedziałek, 27 października 2014

Rozważania o narodzie. Część VII.

Autor: Integrator
 
... i kolejna, tym razem siódma odsłona luźnych myśli jako przyczynek do rozważań o narodzie, o tożsamości narodowej...

Wojna to zło którego w miarę możliwości należy unikać. Za to jej pokojowa odmiana czyli współzawodnictwo jest już jak najbardziej wskazane i bardzo potrzebne czy to na polu sztuki, techniki czy ekonomii. W książce którą każdy powinien mieć na półce o. Józef Maria Bocheński pochyla się także nad tym zagadnieniem i wskazuje znaczące różnice co do skutków takiej rywalizacji w konkretnych dziedzinach. Jak wskazuje dla przykładu konkurencyjność w kulturze nie obniża standardów wręcz przeciwnie ubogaca „przeciwne” strony przez co jesteśmy jak twierdzi o. Bocheński nawet zobowiązani do eksportowania tego rodzaju dobra, które jako takie powinno być niesione wszędzie gdzie może być przyjęte.[1]  Odmiennie jest z kolei w przypadku współzawodnictwa w dziedzinie ekonomii. Tu to co zyskuje jedno państwo traci drugie lecz wbrew pozorom to jest także rzecz pozytywna bo skłania do wysiłku i rozwoju. Nie trudno sobie wyobrazić co by było gdyby jakimś cudem wszyscy dostali gwarancję wystandaryzowanego, jednakowo równego poziomu życia. W krótkim czasie nasza cywilizacji upadłaby bo i po co miałby się ktokolwiek wysilać? A więc choć to wciąż może brzmieć kontrowersyjnie to tak, walka ekonomiczna jest bardzo wskazana.
 
Sedno tkwi w tym jak do niej podchodzimy i jak się w niej odnajdujemy? Jeśli odpowiednio się do takiej walki przygotujemy możemy stać się faktyczną siłą i prawdziwym przeciwnikiem dla innych stale ścierających się ze sobą gospodarek. Jest to rzecz dla nas bez wątpienia osiągalna a skoro jedno pokolenie umiało stawiać opór barierom Bismarka to inne w dodatku już wolne nie powinno mieć z tym większych problemów. Bo czy my nie potrafimy sprzedawać? Nie potrafimy wytwarzać? Stawiane nam dziś bariery naprawdę w niczym nie mogą się równać z tymi, które rzucano naszym dziadom.
 
Polskie wynalazki zadziwiają świat. Polska myśl techniczna pomimo nikłego zaplecza finansowego od lat utrzymuje się na wysokim poziomie a wciąż nie potrafimy ekonomicznie ekspandować. Mamy własne państwo, mamy zdolnych i przedsiębiorczych ludzi którym wystarczy stworzyć odpowiednie warunki by zaczęli działać. Co nam jeszcze potrzeba by się obudzić z letargu?
 
Umiłowanie Ojczyzny powinno powstrzymywać nas przed rwaniem co popadnie z jej sukna, przed wyszukiwaniem jej słabostek, raczej winno uczyć roztropnego czerpania z jej dóbr. A jednak wciąż słychać o kolejnych nadużyciach, co tylko potwierdza fakt, że z tą naszą tożsamością nie jest za dobrze. Szukamy luk w prawie gdzie się da, bierzemy co się da gotowi wzajemnie się pozabijać a to, że Polska słabnie mało nas obchodzi. Nabawiwszy się takich nawyków idziemy z nimi w świat i także tam zamiast być jedną siłą przeciwko obcej sile ekonomicznej jesteśmy sobie niczym sfora psów kąsając się wzajemnie. Niszcząc ekonomicznie swego rodaka robimy miejsce zachodniemu kupcowi by mógł łatwiej wejść i torować drogę swym pobratyńcom z Zachodu. Wcale daleko szukać nie trzeba. Odwieczne zapędy Niemców do panowania nad Europą to nie wymysły a historyczne fakty. Po latach nieudanych prób zdobycia Polski orężem dziś próbują podbić nas ekonomicznie. Zresztą nie tylko oni. To jest droga na około, wymaga czasu ale jest znacznie skuteczniejsza bo to co zostanie przejęte w taki sposób będzie bardzo trudno odzyskać i będzie wymagało z naszej strony znacznie mądrzejszych decyzji. To będzie wymagało myślenia i dlatego boję się o przyszłość Polski.

Siła przeciwnika nie zawsze wynika z jego nadzwyczajnych predyspozycji, częstokroć wywodzi się z naszej słabości, którą nazbyt często okazujemy. Skoro już o tym mowa to w tym akurat jesteśmy dla odmiany prawdziwymi mistrzami. Nie pytani, nie proszeni, obnażamy się i sami biczujemy stając nie negatywna reklamą naszego kraju gdziekolwiek pojedziemy. Jakże jaskrawy objaw zaniku tożsamości narodowej a na pewno jej wypaczenia. Zamiast czuć dumę z przynależności do Polskiego Narodu głównie kalamy się i poniżamy a to w jeszcze większym stopniu niszczą w nas przywiązanie do Macierzy. Naprawdę trudno to pojąć jakim prawem umniejszamy wartość tego co jest tylko w jednej czterdziestomilionowej części nasze i to tylko przejściowo? Czy to tak trudno zrozumieć, że uderzając w naród uderzamy w siebie samych, jako tego narodu cząstkę? Póki tego nie zrozumiemy stale kręcąc się wkoło zaczniemy opadać wewnętrznie aż osiągniemy dno tożsamości narodowej jakim jest kosmopolityzm. I zrobimy to niczym żałośnie śmieszny klaun ku uciesze narodów nieustannie dbających o dobre imię swych ojczyzn. Narodów dumnych z tego co mają, kim są i że w ogóle są. To jest fakt do którego musimy dojrzeć.
 
Jak? O tym już było ale bardzo ładnie ujął to autor w małej książeczki pt.: „Jak uratować Polskę”. Czytamy tam tak: „Żeby być świadomym Polakiem, nie wystarczy być nim tylko na zewnątrz, nie wystarczy tylko mówić po polsku, trzeba być nim także wewnątrz, trzeba również po polsku myśleć i czuć. Nie wystarczy być Polakiem tylko z urodzenia, niejako z losu, czy wręcz z przymusu, z barku możliwości przemianowania się na inną, bardziej popłatną dziś nacje. Przeciwnie, trzeba posiadać dumę narodową, trzeba utożsamiać się w pełni z polską kulturą i tradycją historyczną, trzeba czuć wewnętrzny, duchowy związek całym, własnym narodem, nie tylko z pokoleniami obecnymi, ale także z przeszłymi i przyszłymi.” [2]
Pomyśl o tym.
 

1. Bocheński Józef Maria „Patriotyzm, męstwo, prawość żołnierska”, Wydawnictwo Antyk, Warszawa 1989,
s. 22
2. Ośrodek Polskiej Myśli Politycznej im. Wincentego Witosa przy Przymierzu Ludowo - Narodowym „Jak uratować Polskę”, Dom Wydawniczy „Ostoja” 2001, s.35

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz