whos.amung.us

czwartek, 23 października 2014

O tym jak Tusk zdał test Putina

Autor: Integrator
 
Sikorski głupi jak niektórzy twierdzą nie jest, tego akurat możemy być pewni i jeśli zdecydował się na tak ciężkie uderzenie w Tuska to nie dlatego, że mu się to wymsknęło ale dlatego, że jest to część jakiejś gry w której oczywiście bierze udział. Można by tu zastanawiać się z kim on gra i przeciwko komu, ale z racji naszych ograniczonych możliwości poznawczych możemy tylko zgadywać.
 
 
Skupiłby się raczej na tym co jest w naszym zasięgu, bo mamy wystarczającą ilość materiałów by przyjąć jedną rzecz za prawdopodobną, drugą za oczywistą. Prawdopodobne jest to, że Sikorski jest w jakiś sposób powiązany z Rosjanami. Oczywiście nie wiemy czy tak jest i w jaki stopniu ale wiele wskazuje na to, że coś jest na rzeczy. Ale po kolei. O jego życiu zanim został politykiem wiemy bardzo niewiele a właściwie nie wiemy nic poza tym, że swego czasu najpierw w sposób bardzo niestandardowy „studiował” na Oxfordzie, potem poleciał do Afganistanu, raz robić tam reportaż z wojny innym razem stało, że walczyć z Rosjanami. I tyle bo nic więcej o nim nie wiadomo. Czy go ktoś przez ten Oxford przepchał a potem wysłał w to niespokojne miejsce ówczesnego świata nie wiemy, ale możemy przypuszczać, że tak i że to byli Amerykanie. Z racji tego powinien cieszyć się ich poparciem ale tak nie jest, on też ich jak wiemy z podsłuchów u Sowy nie lubi i przyczyn tego stanu rzeczy trzeba jak mniemam szukać w górach Afganistanu. Tam musiało wydarzyć się coś, co odmieniło Sikorskiego a zarazem plany Amerykanów względem jego osoby. Można mniemać, że właśnie tam doszło do kontaktu z Rosjanami, czego konsekwencje ciągną się za Radosławem Sikorskim po dzień dzisiejszy.
 
 
Gdybym chciał nakręcić dobry film szpiegowski a przecież najlepiej takie scenariusze pisze życie, to wątek tej części filmu wyglądałby tak, że Sikorski wpada w ręce Rosjan a ci składają mu propozycję nie do odrzucenia. Dla młodego człowieka któremu przytknięto lufę karabinu do głowy, przed którym jeszcze całe życie, który w dodatku utknął w miejscu w którym nikt go nawet nie będzie szukał taka propozycja jawi się jak zbawienie. I stało się. Tak tylko można tłumaczyć rozluźnienie więzi z Amerykanami, którzy wyjście z tak ciężkiej opresji musieli z automatu zakwalifikować jako akt przewerbowania. Tak też można tylko tłumaczyć późniejsze prorosyjskie gesty Sikorskiego jak zaproszenie ministra Ławrowa na coroczne spotkanie z polskimi dyplomatami czy przekazanie praw do wydawania Rosjanom wiz do Polski prywatnej firmie przez co polskie służby utraciły kontrolę nad tym kto jest wpuszczany na teren kraju. Taką luką w naszym systemie kontroli granicznej stała się też umowa o małym ruchu przygranicznym ze zmilitaryzowanym okręgiem kaliningradzkim. Tylko tym „spotkaniem w górach” można też wytłumaczyć zachowanie Sikorskiego na Majdanie, gdzie straszył czołgami Ukraińców walczących o niezależność od rosyjskich wpływów, wreszcie tak tylko da się wyjaśnić to co zrobił na dniach opowiadając o putinowskiej propozycji rozbioru Ukrainy złożonej Tuskowi przed sześciu laty. Inaczej się tego wszystkiego poskładać nie da. Prawdopodobnie tak to wyglądało. Prawdopodobnie.
 
 
Co do sprawy o której możemy mówić jak o pewniku. Nie ma wątpliwości, że Tusk na pewno dostał propozycję wzięcia udziału w rozbiorze Ukrainy. To jest informacja takiej wagi, że Sikorski pierwej zapomniałby jak ma na imię jego żona niż to, że dostaliśmy propozycję uderzenia wespół z Rosją na sąsiada. Więc z tym pomieszaniem myśli to bzdura, Sikorski wycofał się z tego bo ktoś go nacisnął ale co powiedział to powiedział i o to chodziło jego zleceniodawcom. Ale wracajmy do Tuska. Nie sądzę by Putin liczył na pozytywną odpowiedź ze strony premiera państwa, które ma z Moskwą jak idzie o historię relacje jednoznaczne. Myślę, że to był test połączony z próbą zdobycia na niego haka. Putin już wtedy przygotowywał się do aneksji Krymy i gdyby Tusk podjął jakkolwiek temat rozbioru, miałby odcinek polski „zneutralizowany” – na samo wspomnienie tej rozmowy, rząd polski asekuracyjnie wycofywałby się z działań poparcia na rzecz Ukrainy bojąc się jej ujawnienia i międzynarodowej kompromitacji. Z drugiej strony sam fakt, że Tusk „wziął udział” w takiej rozmowie a więc wszedł w posiadanie informacji o zamiarach Putina i nigdzie dalej tego nie przekazał, stało się dla niego kulą u nogi w kolejnych relacjach z Rosjanami. Kto wie czy Sikorski ogłaszając te rewelacje nie miał za zadanie odcięcia tej kuli i zdjęcia z Tuska szantażu jaki wisiał nad nim od tamtego dnia. Być może taka zaszłość  ciągnąca się za prezydentem Europy musiała być nie na rękę innym graczom tej wielopoziomowej szachownicy i odcięli ten łańcuch. A może wręcz przeciwnie? Może chodziło  właśnie o ostateczne wykorzystanie tego powoli tracącego moc haka w związku z wyborem Tuska na prezydenta Europy do zdestabilizowania osłabionego, dopiero co powstałego rządu w Polsce? Naprawdę jak idzie o Sikorskiego trudno ocenić kto nim pociąga ale z pewnością koniec sznurka znajduje się gdzieś poza granicami kraju.
 
 
Co to testu to Putin mógł dzięki wzmiance o rozbiorze Ukrainy chcieć sprawdzić jak Tusk zachowa się w sytuacji gdy padnie propozycja współpracy, jakiejkolwiek. Chodziło o sprawdzenie czy jest gotów w cokolwiek zagrać razem z Rosją bo że Kaczyński na takie coś by nie poszedł było oczywiste. Pytanie było czy ta polskość o której Tusk pisał, że tak mu ciąży będzie mimo wszystko naturalną przeszkodą w nawiązaniu ścisłych relacji z władzami Rosji czy nie? Okazało się, że nie, że jest idealnie wyprany z tych emocji i zamiast bić na alarm, zamiast lojalnie poinformować naszych sojuszników w NATO o planach wojennych Putina i otworzyć im oczy na prawdziwe intencje wydawało się, że możliwej do ugłaskania Rosji, a przede wszystkim  zamiast poinformować zwierzchnika Sił Zbrojnych prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zachował tą informacje dla siebie. Potwierdził tym samym swój rys psychologiczny – człowieka zlęknionego a zarazem skłonnego do niejawnych gierek – co Rosjanie wykorzystali zaledwie dwa lata później, gdy Tusk będąc przed wyborami był już całkiem otwarty na wszelkie warianty prowadzące do zwycięstwa, skutkiem czego podjął z Rosjanami grę przeciwko własnemu prezydentowi. To właśnie podczas tej rozmowy z Putinem potwierdzona została możliwość wykonania działań, które bez udziału polskiej strony nie dałoby się przeprowadzić, a które swój finał znalazły w Smoleńsku. Rosjanie od tej chwili wiedzieli, że Tusk wejdzie do takiej gry a gdy będzie po wszystkim i zrozumie, że nie on grał ale nim grano, stchórzy i zamiast honorowo złożyć stanowisko, zrobi wszystko by zatrzeć tej współpracy ślady. I tak też było.
 
 
Chcę to raz jeszcze podkreślić by nie było wątpliwości jaki jest stan rzeczy po doniesieniach Sikorskiego. Nie on tu jest punktem programu a Tusk, który dostając taką propozycję od Putina, dokładnie od tej chwili nie mógł mieć już najmniejszych wątpliwości kim jest ten człowiek i jakie przyświecają mu cele. Zatrzymując dla siebie tak oczywisty sygnał gotowości Rosji do terytorialnej ekspansji uniemożliwił odpowiednie przygotowanie się na tą okoliczność zaczarowanej Rosją Europie, której teraz o ironio został „prezydentem”. Spada też na niego część odpowiedzialności za to co się dziś dzieje na Ukrainie, pełną odpowiedzialność za tragedię w Smoleńsku a przede wszystkim za wprowadzenie Polaków w błąd co do prawdziwych intencji Rosji poprzez narzucenie bezwarunkowej polityki pojednania zainicjowanej w dodatku nad leżącymi w błocie zwłokami naszego prezydenta.  
 
 
Szkody wynikłe z tamtej rozmowy z Putinem i ukrycia przede światem jego intencji są ogromne. Po tych sześciu latach mamy dziś dużo silniejszą Rosję i całkowicie zdezorientowaną Europę, która na szybko próbuje znaleźć dobre wyjście z tej sytuacji. Mamy Ukraińców, którzy walcząc na swej ziemi z rosyjskimi przebierańcami  dowiedzieli się, że premier Polski, która oficjalnie wspiera ich dążenia, wiedział o tym co ich czeka i w porę nie ostrzegł. I nijak na poprawę ich stanu ducha wpłynie fakt, że to jest rząd polski tylko z pozoru, że to jest rząd Platformy Obywatelskiej sterowany pośrednio lub pośrednio przez rosyjską agenturę wpływu. Nie zmienia t faktu, że czują się zdradzeni i osamotnieni.
 
 
A propos rządu, proszę sobie zobaczyć jak wygląda dziś szpica rządząca tym krajem. Prezydentem jest człowiek wspierany przez WSI, polską komórkę GRU. Marszałkiem jest prawdopodobnie agent obecnego wywiadu. Premierem jest kobieta z twarzy podobna do trupa i nie piszę tego by się pośmiać, ale by pokazać jak bardzo jest wewnętrznie zniszczona. Na to wszystko prezydentem Europy jest człowiek, który najpierw oszukał a potem zdradził swego prezydenta. Zdradził swoich wyborców i swój naród każąc nam miłować Rosjan o których wiedział, że szykują się do wojny. Nie ostrzegł strategicznego sąsiada przed czyhającym na niego niebezpieczeństwem w końcu nie ostrzegła narodów Europy, których prezydentem właśnie został. Przy czym kpił nieustannie przy pomocy przychylnych sobie mediów z Kaczyńskiego który przed tym wszystkim przestrzegał.
 
 
I co? Nic. Kogo to obchodzi? Za oknem chmury i trochę już zimno. Jacyś panowie rozgrzebali ulicę i wymieniają rury na nowe, a chodnikiem para dzieciaków obwieszona plecakami maszeruje zapewne do szkoły. O, i jeszcze czyjś pies biega po trawniku. Wszystko bez zmian. Życie dalej płynie swoi nurtem. Jak kiedyś Ukraińcom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz