whos.amung.us

środa, 29 października 2014

O tym jak homogeniści chcą nas podejść od tyłu.

Autor: Integrator
 

Pozwólcie, że jak mawiał mój znajomy - na sam wpierw - wyjaśnię znaczenie słowa, które przyznam wymyśliłem a potem, czemu nie, umieściłem w tytule. W żadnym razie nie jest prześmiewcze wręcz przeciwnie -  jego trzonem jest słowo „faszyści”  - bo mniej więcej z takim poziomem systemowej agresji mamy w przypadku homoseksualnego lobby do czynienia. I mając na uwadze fakt, że organizacje promujące homoseksualizm stosują te same mechanizmy w oparciu o które faszyzm ongiś zdobywał Europę, bynajmniej nie jest to ocena przesadzona. Wykluczenie, napiętnowanie, dyskryminacja to tylko początek długiej listy w praktyce stosowanych działań. I choć fizycznej eksterminacji przeciwników póki co nie przewidziano to już śmierć publiczną a i owszem środowisko to stosuje wobec opornych, zdaje się nawet w sposób obligatoryjny. Pożyteczni głupcy i zapaleni popaprańcy mogą dla odmiany liczyć na wsparcie i bardzo, bardzo wiele przyjemności. Jak to wygląda w praniu? Jesteś marnym reżyserem? Żaden problem. Ogłoś tylko, że chcesz kręcić film o trudnej miłości dwóch panów, na dokładkę jeden z nich mógłby być katolickim księdzem, a wierz mi będziesz się wręcz potykał o pieniądze. Szukasz grantów dla swojej fundacji? Nic prostszego. Poszerz zakres jej działania o popularyzowanie wiedzy na temat związków jednopłciowych a finanse nigdy już nie będą twoim problemem. Albo w druga stronę, zacznij działać w obronie rodziny, lepiej jeszcze spróbuj wydać książkę o destrukcyjnym wpływie wychowania w związku homoseksualnym na psychikę dziecka a nie tylko, że nie znajdziesz wydawcy to dopiszą cię do listy oszołomów z adnotacją - zakaz promowania w mediach. Dożywotnio, nie ma polituj. Nie ma to mocnych, wszyscy są w zasięgu tej łapy nawet jeśli jest się grubą fish i produkuje Ciechana. Homogeniści, lepiej może homogenici to nie tylko słowa, to fanatyczni wykonawcy zamysłów lobby homoseksualnego działającego ponad granicami krajów. Dziś za cel przyjęli sobie zburzenie fundamentów w oparciu o które funkcjonuje nasz kraj. Stoi Moi Mili przed nami prawdziwe wyzwanie.

Nie tak dawno pisałem tu o „Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w zapisach której ukryto regulacje dotyczące sposobu wprowadzania do Polski GENDER wraz z opisem mechanizmów egzekwowania tych regulacji na wypadek gdyby trafili się jacyś bardziej oporni. Żeby było jasne Konwencja nie wprowadza niczego nowego w zakresie obrony kobiet przed przemocą, to wszystko już mamy w Polskim prawie zapisane. Jedyne nowum jakie wprowadza to te właśnie regulacje dotyczące GENDER dzięki którym w przedszkolach będzie trzeba mówić dzieciom jak się robi seks, że można się bawić siusiakiem no i w końcu to, że można sobie wybrać czy chce się być dziewczynką czy chłopcem. Ta lekcja według wytycznych WHO ma być z dziećmi przerobiona najpóźniej przed czwartym rokiem życia. Sprawę w porę nagłośniono także na blogach, dzięki czemu znalazła posłuch wśród posłów i nie przemknęła niepostrzeżenie przez maszynę do głosowania. Stała się nawet przedmiotem na tyle gorącej dyskusji, że po raz już czwarty  odłożono próbę jej ratyfikację. Jak łatwo przewidzieć głosowanie ma się odbyć po wyborach samorządowych by liberalna część sejmu nie musiała się tłumaczyć przed swymi wyborcami z jawnego uderzania w rodzinę. Bo różne mamy już dziwactwa w Polsce ale naruszanie statusu rodziny wciąż jest u nas źle postrzegane. Wiedzą o tym i posłowie Platformy stąd by móc wywiązać się ze swych zobowiązań względem środowisk GENDER, których żądania partia ta zobowiązała się po cichu wprowadzać, a jednocześnie by nie zrazić do siebie wyborców, głosowanie nad Konwencją rządząca partia dla bezpieczeństwa przełożyła. Jedni warci drugich.

W międzyczasie podjęto inną próbę wysadzenia fundamentów na których zbudowano nasz Dom, tym razem sygnał do działania dało lobby homoseksualne. Podobnie jak to było z Konwencją także i tu próbuje się poprzez dopisanie paru artykułów do istniejącej już ustawy wprowadzić po cichu do polskiego systemu prawnego akceptację dla związków homoseksualnych a nawet poligamicznych. Ponieważ zmiana artykułu 18. Konstytucji, który mówi o związku jednego mężczyzny i jednej kobiety jest dla tych sił operacją wciąż nieosiągalną, próbuje się ten zapis obejść wprowadzając nam wspomniane związku tylną furtką. Droga do tego prowadzi przez zmianę zapisów Prawa o aktach stanu cywilnego (druk sejmowy 2620).

O co dokładnie chodzi? Sejm rozpatruje właśnie rządowy projekt ustawy o aktach stanu cywilnego. Wśród wielu rozwiązań, przewiduje on również wprowadzenie nowego rodzaju "zaświadczeń o stanie cywilnym", które umożliwią Polakom zawieranie za granicą związków, które są sprzeczne z polskim porządkiem publicznym i konstytucyjnym. Po przyjęciu nowego projektu w państwach takich jak np. Malezja w oparciu o zaświadczenie o stanie cywilnym Polka będzie mogła wstąpić w małżeństwo poligamiczne, natomiast we Francji Polacy będą mogli zawierać "małżeństwa” jednopłciowe. Powiecie - nie nowość - jeśli ktoś chciał to już tak zrobił. Otóż nowość tego podejścia homogenitów do sprawy polega na tym, że zaproponowane zmiany mogą w kontekście unijnej zasady swobodnego przepływu osób narzucić Polsce obowiązek traktowania takich związków choć zawartych za granicą na równi z małżeństwem kobiety i mężczyzny, który przyjęliśmy w Polsce uznawać za jednie dopuszczalny. W praktyce będzie wyglądało to tak, że choć dalej związków jednopłciowych nie będzie można zawierać w Polsce to jednak jeśli ktoś taki związek zawrze za granicami kraju, choćby w pierwszym niemieckim mieście tuż przy granicy naszego kraju, gdy wróci do Polski nasze urzędy będą musiały taki związek akceptować i traktować na równi ze związkiem tradycyjnym i konstytucyjnym. W przeciwnym razie nasz kraj narazi się na unijne sankcje za jawną dyskryminację. Żartów nie ma bo projekt został już pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Spraw Wewnętrznych i trafi w najbliższym czasie pod głosowanie na plenarnym posiedzeniu Sejmu.

Udało się zablokować sprawę Konwencji, a przynajmniej odroczyć głosowanie nad nią więc niech nikt się tu nie zasłania sloganami, że niczego nie możemy. Mamy ten wyjątkowy czas następującej po sobie serii wyborów a więc krótką chwilę gdy rządzący nami gotowi są w zamian za głos przychylić ucha naszym żądaniom. No to żądajmy, by nie pozwolili homogenistom, że tak to obrazowo ujmę, zajść nas od tyłu.

Związki jednopłciowe do Polski skrycie wprowadzają art. 33 pkt 3 lit. f, art. 44 ust. 1 pkt 3, art. 44 ust. 5, art. 49 ust. 1 i ust. 2. wspomnianej ustawy. I powinny zniknąć z niej zanim  będzie głosowana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz