whos.amung.us

piątek, 31 października 2014

O przedświątecznych kłamstwach sprzedajnych ekonomów.

Autor: Integrator
Kto mnie już jakiś czas czyta wie, że piszę głównie o polityce i troszeczkę o sprawach społecznych. W końcu tak się ładnie przeplatają, że nijak pisać o nich oddzielnie i w zupełnie czystej postaci jak chcieliby twórcy ich definicji słownikowych. No ale że jutro mamy święto to postanowiłem nie pakować się Wam do domów jak zwykle z tym samym pakietem, pomyślałem też, że ostatecznie mogę napisać coś co choć trochę nawiąże do tych dni. O duchowości tu bynajmniej słowa nie będzie, o wierze i grobach także bo takie wypracowania pisałem w szkole. Będzie więc o tej polityce ale i o zakupach, cobyście z tego tekstu cokolwiek jednak przydatnego wynieśli. Reklamówki jadła z marketów dźwigać możecie to i ten tekst jakoś udźwigniecie.
Otóż byłem dziś w Biedronce kupić znicze. Staram się nie brać udziału w zbiorowych zakupach ale tych trudno uniknąć na wieczór przed świątecznym dniem wolnym. A że „świeczek” poszło więcej niż myślałem, nie był wyjścia, chciał nie chciał poszedłem.
W Biedronce szturm na półki. Bywam tam czasami ale pierwszy raz zdarzyło mi się w tak newralgicznym dniu więc to co tam zastałem to dla mnie nowość ale i ciekawostka do domowych rozważań socjologicznych. I wiecie co wymyśliłem? Że to co nam mówią w mediach różnej maści ekonomowie o stratach dla gospodarki wynikających z dni wolnych to wierutne bzdury. Zwykle jest tak, że jak idą święta a już szczególnie gdy mamy przed sobą kumulacje dni wolnych tzw. długie weekendy to oni zaraz są brani za czupryny i wystawiani nam we wszystkich serwisach informacyjnych, żebym ubrawszy wcześniej poważne miny wciskać nam, że jesteśmy lenie, że mamy gonić Europę a szukamy odpoczynku i że przez takie przestoje potwornie jako naród tracimy. Potem padają jakieś ciężkie miliony rzecz jasna bez słowa wyjaśnienia skąd są wzięte a my siedzimy jak te dzieci z wyrzutami sumienia, że może faktycznie przesadzamy. Guzik prawda. Wszystko jest jak być powinno. Jest nawet lepiej i już Wam piszę dlaczego. 
Stałem dziś w kolejce do kasy z pięcioma zniczami, było około godziny dwudziestej a więc na dwie godziny przed zamknięciem, a przede mną i za mną stali w tej kolejce ludzie z wózkami pełnymi artykułów spożywczych. Piszę pełnymi nie dlatego, że tak mi tu pasuje napisać, ani dla podkręcenia tła i emocji ale dlatego, że one naprawdę były wypełnione po brzegi jedzeniem. Dlaczego tak? Ano dlatego, że jutro wszystko będzie zamknięte i jeśli dziś nie zrobimy zakupów to będziemy musieli czekać do poniedziałku aż znów będziemy mogli napełnić do pełna brzuchy czy tam lodówkę. I już, żadnych innych powodów. Jak chodzi o powody pełnego wózka to tyle.
I właśnie wtedy, stojąc i nudząc się w kolejce do kasy doszło do mnie, że to całe gadanie o stratach w gospodarce to zwykła bzdura. Bo przepraszam o jakich stratach my tu mówimy? Raz, że niczego jej nie ubędzie bo to co kupilibyśmy gdyby dni wolnych nie było, kupiliśmy już dziś, dzień przed świętami bo na zapas. Po drugie na co dzień zalatani nie mamy czasu na większe zakupy, wiem po sobie, że wtedy nawet z jedzeniem bywa różnie - czasami obiad się zje, a czasami nie. Natomiast w dni wolne a już szczególnie w święta, a już bezdyskusyjnie jeśli spędza się je z rodziną, je się obowiązkowo wszystkie posiłki jak Pan Bóg przykazał. Co tam je? Bądźmy szczerzy. Siedzi się i zapycha na maksa i bez opamiętania. Więc gdzie tu szkoda? Ja tu poza chwilowym ubytkiem na zdrowiu widzę same zyski.
Kupiliśmy na zapas w dodatku więcej niż w zwykłe dni robocze więc z uporem raz jeszcze pytam gdzie u licha ta szkoda? Może jest tu jakiś mądrala z tych co się tak ładnie w tych dnia na ten temat produkują to ja bym bardzo prosił o naukę. Tyle, że już po świętach. Dajcie nam choć parę dni od waszych kłamstw odpocząć. Choć te parę szczególnych dni. Jak wrócimy, obiecuję, znów będziemy zaiwaniać od rana do wieczora, na kilku etatach, za byle pieniądze. Tak jak chcecie. Jak lubicie. Tylko dajcie nam te parę dni spokoju.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz