whos.amung.us

sobota, 4 października 2014

Kto po Kaczyńskim?

Autor: Integrator

Expose pani Kopacz nie słuchałem. Zdanie o tej kobiecie mam już wyrobione i nie muszę słuchać jej kolejnych kłamstw by wiedzieć jak wiele jeszcze zawoalowanego zła wniesie do wspólnej sprawy. Człowiek który sięgnął dna może już tylko kłamać w sposób co raz bardziej bezwstydny przekraczając kolejne kręgi piekła i to jest jak sądzę cała historia jej przyszłego premierowania w pigułce. Słuchałem za to relacji z tego koncertu pustych obietnic w Wiadomościach i nie ukrywam, że zrobiło mi się naprawdę przykro gdy zobaczyłem Jarosława Kaczyńskiego idącego podać Donaldowi Tuskowi rękę, jak chciała Kopacz, na zgodę.

I nie dlatego, że on to zrobił niejako na jej życzenie. I nawet nie dlatego, że on z jakiegoś powodu uznał, że trzeba to zrobić zaraz po słowach „Panie Prezesie, zdejmijmy z Polski klątwę nienawiści” biorąc tak na sobie symbolicznie całą winę za obecny stan rzeczy w kraju, bo to są sprawy drugorzędne i niczego nie zmieniają. Zrobiło mi się przykro bo poprzez taki gest Jarosław Kaczyński przez te parę chwil dał nam wszystkim możliwość obejrzenia obu liderów w jednym kadrze a to nie jest rzecz którą ja chciałem zobaczyć. Pomijając szalony kontrast między młodym Tuskiem a wyliniałym Kaczyńskim (przepraszam ale tak to wyglądało) doznałem nieodpartego wrażenia, że to jest jakiś rodzaj eleganckiego, symbolicznego pożegnania się przeciwnikiem z którym się przegrało. W tej jednej chwili zrozumiałem, że era Jarosława Kaczyńskiego powoli się kończy.

Parokrotnie w poprzednich tekstach wspominałem, że idzie ten czas gdy ja będę chciał napisać o tym o czym inni pisać nie chcą lub nie mogą a więc o tym co faktycznie myślą o Jarosławie Kaczyńskim i o partii której przewodzi. Jedni wciąż liczą na jakieś miejsca na listach w nadchodzących wyborach, inni zapatrzeni są w Prezesa do tego stopnia, że nie są w stanie zauważyć nagłej potrzeby gruntownych zmian. Ja niczego od Jarosława Kaczyńskiego nie oczekuję, nie zwykłem też zachwycać się ludźmi w stopniu uniemożliwiającym mi trzeźwy osąd sprawy a że to jest człowiek któremu od lat kibicuję, roszczę sobie i to prawo by szczerze o nim wypowiadać swe osądy. Ale zanim poskładam Wam tu swoje myśli, rzućcie proszę okiem na to zdjęcie. Spójrzcie na tego zwycięskiego Tuska i tego obok, bardzo już posuniętego wiekiem starszego człowieka, na te jego policzki, te rozduszone podczas snu włosy tak charakterystyczne dla panów w jego wieku.
 

Patrzę na tego Tuska, a potem na tego Kaczyńskiego i całą mocą swej empatii czuję jak bardzo ten człowiek jest samotny a zarazem jak bardzo jest okłamywany. I już nie chodzi mi o to że tam nie mam mimo tylu pań wokoło choćby jednej osoby która czuwałaby nad jego wyglądem. Chodzi o coś zgoła bardziej  elementarnego.

Pierwsze podejrzenia, że on nie ma pojęcia o tym co się dzieje tu na dole, a przez to może podejmować złe decyzje dopadły mnie po jego wizycie w Siedlcach, podczas której tamtejszy prezydent z PiS Wojciech Kudelski poinformował Prezesa, że miastem rządzi koalicja PiS-PO o nazwie „Zgoda i rozwój”. Jarosław Kaczyński uznał za stosowne powołać się nawet później publicznie na tą polsko-polską przyjaźń, tyle że prezydent Siedlec zapomniał wspomnieć, a co ja sprawdziłem na stronach tego miasta, że „Zgoda i Rozwój” miało w tamtym czasie jeszcze trzeciego koalicjanta „Forum Samorządowe” i z grubsza rzecz biorąc byli to dawni działacze SLD, którzy będąc języczkiem uwagi mimo, że zdobyli w wyborach minimalną liczbę miejsc w Radzie Miasta (o ile pamiętam to było dwóch radnych) dostali eksponowane stanowiska w tym wiceprzewodniczącego Rady Miasta. W tamtym czasie PiS miał możliwość zawiązania współpracy z Siedleckim Towarzystwem Samorządowym  ale wybrał wspomnianą drogę. To był jaskrawy przykład wprowadzenia Prezesa w błąd ale i sprzeniewierzenie się woli wyborców którzy wyraźnie w tamtych wyborach dali znak, że nie chcą by lewica rządziła tym miastem,  a mimo to konszachty polityczne radnych PiSu wyniosły reprezentanta tej niechcianego ugrupowania na sam szczyt władzy. Innym efektem tej koalicji była zgoda na wiceprezydenturę Marcina Kulickiego z PO, przeciwko którego nominacji protestowały lokalne organizacje patriotyczne w tym kombatanci AK jako, że pan ten w wieku 24 lat działał w strukturach ZOMO, gdzie zgłosił się na ochotnika. Pisowskiemu prezydentowi to nie przeszkadzało a o ile mnie pamięć nie myli sprawa zakończyła się ostatecznie rezygnacją Kulickiego ze stanowiska wiceprezydenta skąd przeszedł na fotel prezesa spółki Polski Cukier. Nie wiem czy to była transakcja wiązana ale tak to mniej więcej wyglądało i ślady tych decyzji wciąż można odszukać w sieci.

O tamtej pory zacząłem zastanawiać się w jak wielu miejscach w Polsce, lokalni działacze za cichą aprobatą nadzorujących ich prace posłów Prawa i Sprawiedliwości prowadzą własna politykę, sprzeczną z odgórnie przyjęta linią nie informując władz partii o swych działaniach? I wymyśliłem, że to jest sprawa bardzo powszechna i pokazuje jak bardzo zdemoralizowani są także ci ludzie na dole. Jak dla swych małych interesów gotowi są na najbardziej egzotyczne koalicje a wszystko pod szczytnymi hasłami zgody narodowej i harmonijnego rozwoju. Wspomnianej koalicji już nie ma. Jak można było przypuszczać radnym Platformy po jakimś czasie odechciało się zgody i rozwoju i nie poparli absolutorium dla prezydenta z PiS, który w ten sposób zmuszony wszedł w koalicję ze wspomnianym STS.

Zastanawiałem się też swego czasu jak to jest, że Jarosław Kaczyński podejmuje co jakiś czas fatalne decyzje czy to personalne czy strategiczne, które obracają w niwecz wszystko co z takim mozołem wcześniej budował? I wymyśliłem, że on podobnie jak w tych Siedlcach musi być nieustannie informowany przez ludzi ze swego otoczenia w sposób niepełny a więc przekłamany. W każdym z tych konkretnych przypadków wizerunkowej klęski jakie mamy za sobą w najbardziej kluczowych chwilach dla tej partii z pewnością za każdym razem musiała pojawić się właśnie taka spreparowana informacja, którą on przyjął za autentyczną i w oparciu o którą procedował. Gdyby ktoś chciał zapytać mnie o przyczyny tego stanu rzeczy to ja bez wątpienia musiałbym wskazać na jego najbliższe otoczenie jako obszar gdzie te informacje ulegają deformacji. Sprawą drugorzędną jest czy do tej dezinformacji dochodziło w efekcie gier frakcyjnych czy zwykłej głupoty ludzi z jego otoczenia których radom i podszeptom dawał posłuch.

By lepiej zrozumieć sprawę posłużę się takim oto przykładem. Otóż Jarosław Kaczyński dając zgodę na odcięcie swojej osoby od reszty świata kordonem wybranych ludzi, dał tym samym przyzwolenie by tworzyli oni wokół niego przysłowiową szklaną kulę, która skutecznie odgradza go od rzeczywistości. Ten kordon, ta kula to ludzie mający swoje cele i swoje ambicje w walce o realizację których wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję by blokować potencjalnych konkurentów. Mamy więc taką sytuację, że gdzieś tam w ciemnym rogu pokoju siedzi Jarosław Kaczyński a przy oknie stoi wybrany przez niego człowiek, któremu absolutnie zaufał i który opisuje mu co widzi za oknem. Od niego zależy jakie informacje dotrą do Prezesa i w jakim kształcie. Mogą być pełne, ale mogą być równie dobrze zmodyfikowane tak by odpowiednio ukierunkować decyzję Prezesa, który na podstawie tego co mu najbliższe otoczenie przekazuje układa plany działania -  jak się potem okazuje i nie wiedzieć czemu nieskuteczne.

Myślę, że Jarosław Kaczyński jest w swym poczuciu misji całkowicie samotny. Nie mam najmniejszej wątpliwości, a jeśli ktoś uważa inaczej to jest człowiekiem kłamliwym i zawistnym, że akurat ten człowiek chce dla tego kraju wszystkiego co dobre i ma tu wciąż jeszcze parę spraw do załatwienia. Niemniej jak dla mnie to są już tylko marzenia bo do tego potrzebne są odpowiedni ludzie i narzędzia których on nie posiada. Tak się czasami zastanawiam co będzie za cztery lata, a potem za kolejne cztery i jeszcze cztery kolejne? I widzę taki obraz jak z roku na rok ten człowiek jest coraz starszy i jak gaśnie w nim to wszystko co nas tak przyciąga, a wokół niego nieprzerwanie stoi ten żelazny kordon ludzi, zagrzewających nas byśmy mu krzyczeli to znane „Jarosław, Jarosław… ” bo dzięki niemu mając pierwsze miejsca na listach dalej będą mogli żyć beztrosko. Potem miną kolejne lata i wystawią go nam na wózku inwalidzkim a wciąż będąc na tych jedynkach każą nam znów krzyczeć „Jarosław, Jarosław…”. Potem pokażą go nam z podpiętą kroplówką, milczącego i śliniącego się byśmy głosowali na niego a w gruncie rzeczy na te ich jedynki z czystej już tylko litości do resztek Prezesa i w geście wdzięczności, że poświęcił dla sprawy w którą wierzył całe swoje życie. Aż razu pewnego niepostrzeżenie umrze z trosk i zmęczenia albo na zapalenie płuc po zbyt długim wystawieniu go dla tłumów przy okazji jakiejś kampanii. I wtedy ten dziś nieprzenikniony kordon rozpłynie się niczym mgła a oni wszyscy co tak zazdrośnie strzegą dziś swych pozycji rozejdą się w popłochu po różnych partiach, szukając dla siebie nowej przystani - nie miejmy wątpliwości, że jak zawsze ku chwale Ojczyzny. Makabryczna wizja prawda? Ale wcale nie niemożliwa.

Piszę to późną nocą więc być może to nie tak, i może to już mi się tylko śni, ale w każdym śnie jest podobno trochę prawdy. Dlatego widząc tego bardzo już starego Kaczyńskiego ze starczo-rozczochranymi włosami, w zestawieniu z wciąż rześkim Tuskiem, widzę Kaczyńskiego kapitulującego i wewnętrznie zgodzonego z faktem, że jednak przegrał. On to wie choć pięknie trzyma fason. Los powierzył mu misję podobną premierowi Olszewskiemu i choć doszedł znacznie dalej od niego, też nie podołał zadaniu, nie zdobył tego po co my go tam pełni nadziei wysłaliśmy.

Idzie ku końcowi a na sali tak smutno, że muszę coś jednak optymistycznego tu wtrącić. Ilekroć dzwoni do mnie moja dziewięćdziesięcioletnia trzyletnia babci i jak zawsze zatroskana pyta co dalej będzie z tą Polską ja jej mówię, że musisz babciu jeszcze trochę pożyć bo teraz dopiero będzie się działo. Kaczyński babciu – tak jej w prostych słowach tłumaczę  – przegrał bo nie miał ludzi, nie miał kasy, nie miał mediów. Ale jest w Polsce dwóch ludzi którzy to wszystko mają. Jeden to o. Rydzyk którego słuchasz w Radio Maryja ale to jest zakonnik i premierem bynajmniej nie będzie. Za to ten drugi a i owszem i jego czas właśnie nadchodzi. A z nim wreszcie okres sprawiedliwej i prawdziwie niepodległej Polski. No więc nie masz wyjścia, musisz żyć i już tylko cierpliwie czekać. Jak my wszyscy. Właśnie tak! 
 
c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz