whos.amung.us

piątek, 5 września 2014

Redaktor Sakiewicz teleportuje Piłsudskiego

Autor: Integrator

Pierwszy września za nami a ja czuję jakby ulgę. Nie żebym miał coś przeciwko celebrowaniu tej rocznicy a już szczególnie wspominaniu tych którzy stanęli na wysokości zadania i spełnili swój święty obowiązek obrony tego co wspólne i tak nam drogie. Chodzi  mi bardziej o to, że czas jaki mamy nazbyt przypomina mi tamte wrześniowe dni i dziś akurat wolałbym się skupić nie na rozpamiętywaniu tego co było; raczej na tym co robić byśmy nie musieli brać udział w remake’u z tych wojennych lat. Niestety wszystkie nasze rocznice, póki co takie wydźwięku nie mają. A szkoda.

Czytam różne teksty na okoliczność rocznicy wybuchu II Wojny Światowej ale i ze względu na to co dzieje się na Ukrainie także o I Wojnie, Piłsudskim i Petlurze i nie rozumiem skąd bierze się u piszących ta nadzwyczajna skłonność do przywoływania dawnych decyzji z minionych dni których bezzasadność w dużym już stopniu historycy opisali i potwierdzili. Jeszcze trudniej przychodzi mi pojąć jak można przenosić ludzi i podejmowane przez nich działania z odległych epok i nieporównywalnie innych realiów w nasze czasy tylko po to, by stawiać tych ludzi i ich decyzje nam współcześnie żyjącym za wzór? Co gorsza do takich sztuczek jak czytam uciekają się nie tylko amatorzy.

Redaktora Sakiewicza poznałem przy okazji pewnego pomysłu medialnego na który on otworzył się niemal automatycznie i który to pomysł kosztem paru osobistych wyrzeczeń chciał od ręki wcielać w życie. Nie było jeszcze Uważam Rze, ojciec Rydzyk wciąż nadawał na satelicie, w sumie nic nie wskazywało na to że będzie lepiej, ale Tomasz Sakiewicz był gotów spróbować. I dla mnie to jest naprawdę coś. Stąd jeśli ktoś zaczął lekturę tego tekstu z nadzieją, że sobie po nim pojeździ jak na przysłowiowej kobyle, to się rozczaruje bo w tym tekście nie znajdzie ku temu okazji. Powiem to raz i głośno – wynocha!, bo to jest jeden z niewielu po tej stronie lustra który zrobił coś z niczego. A jeśli komuś się coś nie podoba to mu zaraz grzecznie przypomnę, że mimo starań Platformy wciąż jeszcze mamy na tyle wolny rynek, że póki co każdy może jak pewnie Sakiewicz przed laty; wstać rano, nakreślić plan działania i budować, budować, od rana do wieczora budować. Bo gadać a przy tym jęczeć to my wszyscy potrafimy, gorzej gdy trzeba się ruszyć i wcale daleko szukać nie trzeba. Wspomniany pomysł z powodu miałkości jednego człowieka nie wypalił, jednak parę miesięcy później pojawiła się inna możliwość i choć tym razem pomysł był konsultowany szerzej i z tak zwanymi „naszymi”, w tym także z „naszymi” dziennikarzami, to wszystko co z siebie dali ci szermierze wolnego słowa były kretyńskie pytania: „A właściwie dlaczego do mnie Pan z tym przychodzi?” lub jeszcze gorsze: „Nie mogę, piszę książkę. Ale popieram, proszę działać, w młodych cała nadzieja”. Po czym wszyscy ci „tak zwani nasi dziennikarze” wrócili do swoich redakcji, blogów i innych ciepłych posadek by nas wszystkich pouczać (jeden nawet na falach eteru w związku z zaproszeniem do Radia Maryja), że czas wziąć się do roboty i robić w końcu własne media.  Gazeta Polska może więc niej jest szczytem naszych marzeń, ale przede wszystkim jest i jako jedna z pierwszych łamała monopol. Dlatego choć nie zawsze mam czas by do niej zaglądać to z racji, że w moim rodzinnym domu każdy kolejny numer traktowany jest jako cegiełka w procesie budowania niezależnych mediów, to ta gazeta zawsze u nas jest a ja mam możliwość stałego wglądu w to o czym się tam pisze. Wstęp ten czynię po to byście wiedzieli, że jeśli nie zgadzam się z tym co pisze Redaktor Sakiewicz to nie dlatego, że szykuję tu jakąś krucjatę przeciwko niemu i środowisku Gazety Polskiej ale by pokazać, że my nie mamy pomysłu na to co się dzieje na Ukrainie. Nie mamy ośrodka który na takie przypadki miałby gotowe rozwiązania, przez co wszystko co robimy to zwyczajna improwizacja. A czasu na takową naprawdę już nie ma.

Otóż w jednym z ostatnich numerów Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz twierdzi, że naszym obowiązkiem jest wysyłanie broni Ukrainie, przy czym podpiera się Tomasz Sakiewicz w tym stwierdzeniu osobą samego Marszałka Piłsudskiego. I to jest błąd ten właśnie o którym pisałem na wstępie. Józef Piłsudski działał w innej sytuacji międzynarodowej, nadzwyczajna była też jego pozycja w kraju. Wreszcie inni byli ówcześni Polacy, potomkowie powstańców, ludzie którzy rozumieli co to jest wolność i chcieli oddawać za nią życie, co w przypadku naszego pokolenia już nie jest takie oczywiste. Podobny błąd popełniają fantaści historii każący nam wracać do minionych czasów i podpisawszy przymierze z Hitlerem wyruszać wspólnie na Rosję. Nie chcą zrozumieć, że germanizacja jaką przeszli Polacy w efekcie rozbiorów taki wariant czyniła nierealnym a Powstania Śląskie i Wielkopolskie jednoznacznie pokazały, że tamto pokolenie nie chce mieć z Niemcami nic wspólnego. A jednak są dziś tacy którzy wbrew tym oczywistym faktom, całkiem dobrze widzieliby tych powstańców jak nagle rzucają się niemieckim żołnierzom w objęcia i idą walczyć z nimi ramię w ramię o …, sam nie wiem o co? Nie inaczej, tak uważam, jest z przywoływaniem Piłsudskiego na okoliczność rosyjskiej agresji na Ukrainę. To jest grube nieporozumienie. Żeby podejmować takie decyzje, mam tu na myśli pośrednie angażowanie się w konflikt z Rosją, trzeba mieć jak Piłsudski armię przeszkoloną w boju – bo on ją miał, trzeba mieć poparcie u zwykłych ludzi - on je miał i to na poziomie wręcz magicznym, trzeba też mieć jak on wroga rozdartego wewnętrznymi wstrząsami i rewolucjami a przy tym mocarstwa zmęczone wojną ale wciąż szukające powodu by rzucić się sobie ponownie do gardeł.

Zrobiłem taką zabawę i wzorem wielu przeniosłem w myślach Piłsudskiego do naszych czasów. Ale gdy zadałem sobie pytanie co on by zrobił na naszym miejscu, wyszło mi na to, że w pierwszym rzucie rozpaczy tudzież geście protestu dla takiego stanu Rzeczpospolitej rzuciłby się z ostatniego piętra Pałacu Kultury - być może szczególnie przybity faktem, że w centrum stolicy pielęgnujemy z takim oddaniem prezent imieniem Józefa Stalina, kata polskiego narodu. Żartuję tu sobie oczywiście, ale chcę Wam przez to pokazać, że sytuacja jest niezmiernie trudna. I że wszystko na czym polega polityka, to nade wszystko niedoprowadzanie do sytuacji w której w armii służy szczątkowa ilość żołnierzy, z czego tylko nieliczni choć raz byli na polu walki, gdzie niemal cały sprzęt wymaga pilnej wymiany, gdzie obywatele z jednej strony każdego dnia karmieni są przez zdrajców i głupców strachem przed Rosją a z drugiej w takim stopniu zdemotywowani stylem działania własnego państwa, że w razie wojny będą musieli najpierw stoczyć bój wewnętrzny – czy walczyć, czy może lepiej w trosce o własne dobro wyjechać za granicę, tudzież zostać i dla świętego spokoju kolaborować, uciszając sumienie frazesami, że w końcu ktoś dobierze się do dupy złodziejom na górze. Trudno jest w stu procentach osądzić jak jest, ale naprawdę nie wiem czy nie skończyło by się jak na Ukrainie, że część z nas by walczyła a reszta łaziła by po ulicach obruszona, że nie może przez pajaców z karabinami normalnie funkcjonować. Z pewnością byliby i tacy, ale to jest już stan najwyższego opętania, którzy wydawaliby tych walczących w przekonaniu, że to są pewnie wyborcy PiS’u, a we łbach buczyło by im tylko to nienawistne: „Ma teraz Kaczor co chciał”. Wiem, że to co piszę może bulwersować, ale spytajcie proszę przy okazji towarzyskich spotkań co by zrobili w razie wojny Wasi znajomi a przestaniecie się na mnie nadąsać, bo ja niestety taki sprawdzian mam już za sobą.

Dlatego dla podejmowania tak ważnych decyzji o których pisze Redaktor Sakiewicz a które mogą mieć dalekosiężne skutki nie bez znaczenia jest rozeznanie aktualnego w narodzie stanu morale. Także na Ukrainie z czym jest jak wiemy różnie. A właśnie brak powszechnego zapału wśród Ukraińców był jednym z kluczowych powodów dla których Piłsudski zrezygnował z pomocy, którą wstępnie obiecał Petlurze. Wycofał się gdy zrozumiał, że poza jego oddziałami nie będzie wielu chętnych by walczyć o niepodległość tego państwa a więc pojawiła się bezpośrednie zagrożenie, że walczyć o Ukrainę będą musieli sami Polacy co dla młodego państwa które samo co dopiero powstało z kolan może być niebezpieczną zabawą. Doprawdy więc nie wiem co miałby z tym wszystkim począć przeteleportowany w nasze czasy Piłsudski ale chyba ostatnią rzeczą jaką by zrobił (poza wysłaniem całego rządu i pałacu prezydenckiego do Berezy Kartuskiej) byłoby oddanie czy sprzedanie za granicę broni, masek przeciwgazowych, kamizelek i tym podobnych rzeczy jak chce Redaktor Sakiewicz, gdy być może będą one za chwilę tak bardzo potrzebne właśnie u nas. Bo chociaż Putin celowo ustawia relacje w Europie na krawędzi wojny i na razie tylko testuje kolejne granice cierpliwości i przywiązania poszczególnych krajów do pokoju, to potencjał militarny jaki buduje jest odwiecznym dowodem prawdziwych intencji każdego dyktatora.

Znamiennym w całej sprawie jest fakt, jak szybko tekst Redaktora Sakiewicza zareagowały grupy odpowiedzialne w Rosji za medialne manipulacje. Jeśli ktoś wątpi, że oni tam Gazetę Polską czytają to jest zwyczajny bęcwał i niech sobie dalszą część tego tekstu daruje bo nic z tego co ja tu piszę i tak nie zrozumie. Otóż czytają oni tam wszystko i to bardzo dokładnie, także tą Gazetę Polską a takie wezwanie do wysyłania broni jest dla nich zaproszeniem do działania. I spójrzcie tylko jak ta ich maszyna sprawnie pracuje. Parę dni po tekście Sakiewicz nie wiedzieć skąd pojawia się propozycja zakupienia od nas tej broni przez Ukrainę. Do krajów będących w stanie wojny w dodatku takich z którymi się sąsiaduje broń transferuje się po cichu, najlepiej też przez pośredników, a tu propozycję niemalże nagrano i obwieszczono całemu światu na youtube’ie. Czyż to nie piękna prowokacja obliczona w razie reakcji z naszej strony na oskarżenie Polski, że włączyła się tak i podżega resztę Europy do wojny? Czyż w takiej sytuacji Rosja w akcie ratowania pokoju na świecie nie miałaby obowiązku odpowiedzieć, zgodnie z używaną przez nich nomenklaturą - z całą swą siłą? A wydawało się, że po sąsiedzkich zaczepkach z pamiętnego września mających pokazać nas jako prowodyrów światowej wojny, będziemy dziś ciut bardziej odporni na takie zagrania. Niestety jak widać cała bolesna nauka poszła w las. Albo jeszcze lepiej, że użyję tu cytatu z Koterskiego, jak krew w piach.

Nie twierdzę, że w Polskę można wejść jak w masło, bo gdyby tak było dawno mielibyśmy już Moskwę za stolicę. Ale póki niej jesteśmy gotowi szczególnie potrzebny jest nam wszystkim rozsądek. Nie prowokujmy zdarzeń, które doprowadzą do okrucieństw bez precedensu w historii wojen, bo przy obecnym zwyrodnieniu i niemal powszechnej akceptacji różnych zboczeń kolejna będzie właśnie taka. Marszałek mawiał: "Wy w wojnę beze mnie nie leźcie, wy ją beze mnie przegracie". Co nie znaczy, że mamy siedzieć bezczynnie. Słusznie uczy nas stara maksyma, że gdy nie chcesz wojny to się do niej gotuj. I to także dobrze rozumiał Piłsudski gdy rozmawiając z bolszewikami o pokoju trzymał wojsko w gotowości bojowej na granicy. 

Trzeba się nam więc zbroić i to na potęgę. Ale też myśleć.  A czasami i westchnąć zwyczajnie do Boga bo coś mi się zdaje, że znów w Nim nasza jedyna nadzieja i siła. Przecież nie w premierze. Ten najwyraźniej wyczuł już pismo nosem i idąc w ślady Śmigłego pierwszy zaczął się pakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz