whos.amung.us

wtorek, 2 września 2014

O handlu bronią i zadłużaniu dzieci

Autor: Coryllus
 
Staram się nie interesować tak zwaną bieżączką, bo za dużo osób się w tym wyżywa. No, ale wczoraj przeczytałem coś, co lekko mną wstrząsnęło. Moja żona zaś przeczytała coś jeszcze gorszego. Zacznę od tego co ja przeczytałem. Oto Ukraina poprosiła Polskę o sprzedaż broni. Czy ja śnię? Czy tutaj są może na sali jacyś funkcjonariusze służb tajnych, którzy się na tym znają i wytłumaczą nam jak to jest? Jak jeden kraj prowadzący wojnę z potężnym sąsiadem, chce kupić broń od drugiego kraju, który z tym sąsiadem graniczy to chyba nie ogłasza tego w mediach? Ogłasza, czy nie ogłasza? Moim zdaniem nie powinien. Nie powinien też kupować tej broni bezpośrednio od tego kraju, może nawet nie powinien jej kupować w Europie. No, ale załóżmy, że w grę wchodzą koszta transportu i trzeba szukać bliżej. Są kraje, które nie graniczą z Rosją i nie mają z nią tak popapranych stosunków, i one mogłyby sprzedać Ukrainie broń. Na przykład Czechy. Tam jest dużo broni, dużo amunicji, a przemysł pracuje pełną parą. Czegóż więc chcieć? Jeśli zaś Ukraina rzeczywiście chciała kupić tę broń od nas to chyba do cholery są jakieś sposoby załatwienia tego bardziej dyskretnie? Jeśli nie ma, to znaczy, że wszędzie są rosyjscy agenci i nikt nawet nie próbuje niczego ukrywać. Ponoć w ciągu ostatniego roku w Wielkiej Brytanii zatrzymano w tym roku 300 rosyjskich agentów, a w Polsce ani jednego. Jeśli zaś nie chodzi o agentów a jedynie o wydanie oświadczenia, to jest jeszcze gorzej, bo to oznacza, że zaczynają szukać winnego. Porozumienie zawsze odbywa się czyimś kosztem, dlatego właśnie za każdym razem kiedy słyszymy, że ktoś się będzie z kimś porozumiewał, musimy naoliwić nasze scyzoryki i wzmóc czujność, bo może się okazać, że oni się będą porozumiewać w oparciu o nasze jeszcze aktywa.
 
Nie pamiętam w jakiej książce był opis podróży na Syberię, normalni ludzie, wyrwani z życia jechali w jednym, bydlęcym wagonie z bandytami. No i ci bandyci grali sobie w karty, a stawką w tym pokerku były rzeczy tych normalsów, rzeczy, które oni mieli na sobie. Jak jeden bandzior przegrał szedł do pana dziedzica, albo pana aptekarza i kazał mu pod groźbą wydłubania oczu ściągać kożuch. Opisywał to chyba Grudziński. Tak się właśnie robi porozumienia w polityce prawdziwej, stawką jest zawsze czyjś kożuch.
 
Niebawem odbędzie się szczyt w Mińsku, UE reprezentować będzie tam pani Ashton, znana w świecie przyjaciółka Polski. Piszą, że może tam nawet dojść do rozmów pomiędzy Putinem a Poroszenką. No, a Mińsk leży na Białorusi, jak pamiętamy. Mamy więc wagon bydlęcy, w nim trójka bandziorów gra w karty. Jeden nosi dla niepoznaki pseudonim „oligarcha”, (właśnie sprzedał swoje fabryki Rotschildowi), drugi ma ksywę „pułkownik”, a trzeciego wołają „chłopek roztropek”, ale to tylko dla zmyłki, bo jest pan ów wielkim cwaniakiem. Do tego wszystkiego dosiada się brzydka, niewiele rozumiejąca kobieta i pyta ich o co grają. Oni zaś uśmiechają się do niej złotymi zębami, a jeden mówi: – poprosiłem Polaków o dostawy broni. Reszta rechoce. Może ja czegoś nie rozumiem, ale ponawiam w takim razie swoją prośbę o wyjaśnienie, skierowaną do obecnych tutaj fachowców.
 
Powtarzam: jak się ogłasza takie rzeczy to znaczy, że poszukuje się winnego, w dodatku winnego nie na dziś, ale na pojutrze. Sami bowiem zobaczcie co się dzieje. Rosja wysyła na Ukrainę biały konwój, oni tam jadą, wszyscy się trzęsą co to będzie. A tu nic. Konwój wraca. Teraz z kolei pojedzie tam nowy konwój. I on także wróci. Dopiero jak Polacy dostarczą Ukrainie broni Rosja będzie miała pretekst do tego, by zacząć awanturę naprawdę. Przy okazji wysunie również jakieś roszczenia wobec Polski. Co powie NATO? Nie wiemy, bo ponoć sprawa dostaw tej broni ma się rozstrzygnąć na szczycie NATO. I co? Jak nam każą sprzedać to sprzedamy? A jak Rosjanie tam wkroczą, nie na pół gwizdka jak teraz, ale naprawdę to co powiedzą? Trzeba było nie sprzedawać, bo teraz oni mają pretekst? Już słyszę w jakich tonacjach będzie śpiewał Ławrow kiedy ten transport broni z Polski zostanie przechwycony, a że zostanie przechwycony to jest pewne jak Bóg na niebie. Na pociskach będą napisy „Za Katyń”, „za 17 września”, a gdzieniegdzie ktoś znajdzie też wymalowaną gwiazdę Dawida na szubienicy.
 
Teraz druga sprawa. Pojawiła się gdzieś informacja, że jakiś dzieciak musi spłacać długi swojego zmarłego przed dziewięciu laty wujka. Wujek nabrał kredytów i odwalił kitę, a rodzina zrzekła się spadku. No więc banki po cichutku znalazły takiego, który nie mógł się zrzec spadku, bo miał dopiero dziewięć lat. Teraz ma osiemnaście i lichwiarze domagają się od chłopaka zwrotu kasy. Łaskawie zgadzają się na to, by nie płacił odsetek.
 
Czy Wam to coś przypomina? Bo mnie na przykład przypomina sytuację o charakterze rytualnym, którą opisał Claude Levi Strauss w książce „Smutek tropików”. Oto w pewnym plemieniu mężczyźni przeprowadzali jakieś tajne rytuały, których żadna kobieta nie mogła obserwować. Istotą ich było wyłączenie kobiet, a nie magia, która tam się rzekomo miała ujawniać. No i kobiety tych wygibasów nie podpatrywały, ale raz zdarzyło się, przypadkiem zupełnie, że zobaczyła to jedna mała, niczego nie rozumiejąca dziewczynka. Niby nie było afery i wszystko poszło w niepamięć. No, ale szaman pamiętał, a szaman stroi na straży jedności plemienia i nie ma z nim żartów. Kiedy dziewczynka podrosła szaman zrobił aferę i domagał się wymierzenia kary. Wszyscy płakali, ale nic to nie pomogło, dziewczynka musiała umrzeć. Śmierć zaś nastąpiła w wyniku regularnych, długotrwałych gwałtów.
 
Ktoś powie, że przesadzam, bo tu w końcu chodzi tylko o forsę. Oczywiście, tylko o forsę. Postawcie się w sytuacji tego chłopaka. Dziecko nic nie rozumie, żyje sobie spokojnie, aż tu nagle przychodzi do niego wezwanie, że ma zapłacić, a niechby tylko 10 tysięcy. I co? Przecież to jest jakaś masakra. Moje pytanie odnośnie tej sytuacji brzmi: gdzie jest szaman? Gdzie jest ten pieprzony, stary zgred, który podpisał swoim nazwiskiem ustawę pozwalającą zadłużać krewnych po śmierci dłużnika? I gdzie jest to całe towarzycho, to tajne bractwo wybrańców, które odstawia te swoje obrzędy nad rzeką przy blasku księżyca. Dawać ich tutaj, bo trzeba im koniecznie zrobić z dupy jesień średniowiecza. Czy my znamy te nazwiska? Bo jeśli tam jest choć jedno, na które musimy głosować, ponieważ taka jest konieczność, bo nie mamy wyjścia, bo będzie gorzej, bo przyjdzie Ruski, bo Polska zginie, albo coś jeszcze innego, to na mnie w tej sprawie już nie liczcie. Sami sobie głosujcie. Za komuny nikt nie płacił długów po zmarłych. Ja musiałem już spłacać kredyt za swoją zmarłą matkę. Teraz niczego nie rozumiejące dzieci płacą za nieznanych sobie popapranych wujciów. I nie łudźcie się, że to nie ma charakteru rytualnego. Oczywiście, że ma. Tylko Wam się zdaje, że jest inaczej, bo ktoś wmówił w Was, że będzie już dobrze, ciepło i miło, wystarczy tylko przymknąć oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz