whos.amung.us

czwartek, 25 września 2014

O dr Cenckiewiczu i o średniowiecznym kacie.

Autor: Integrator
 
O rzekomej współpracy profesora Kieżuna ze służbami PRL dowiedziałem się z Onetu. Z racji specyfiki wykonywanego zawodu i związanej z tym konieczności dość częstego przemieszczania się, szczególnie w ciągu tygodnia, nie mam czasu by być w tych naszych polskich sprawach na bieżąco ale z drugiej strony nie jest aż tak źle bym nie mógł choć przez chwilę rzucić okiem na odpowiednio wyróżnione informacje dnia. A ponieważ oni w tym portalu sprawę ukryli pod mocnym tytułem: "Prof. Kieżun: całe szczęście dla tych sku…, że nie mam już pistoletu!” to sami rozumiecie, że trzeba było zajrzałem choćby dla zasady by sprawdzić o co tam znowu chodzi? Gdy okazało się, że profesor Kieżun chce strzelać do doktora Cenckiewicza bo on go właśnie skutecznie lustruje od razu zrobiłem w tył zwrot, jak zawsze gdy trafiam na ten temat bo on mnie już nie tyle męczy, co irytuje. Pisałem kiedyś o tym więc tylko przypomnę, że jak idzie o moje zdanie w tej kwestii to ja jestem za lustrowaniem wszystkich i wszystkiego albo tkwijmy już w tym postpeerelowskim bagnie aż wszyscy zainteresowani wymrą i nie sprawdzajmy nikogo. Trzeciej drogi nie widzę. No ale to tylko moje ciche zdanie i najwyraźniej doktor Cenckiewicz ma z tym inaczej. Zapytacie tedy po co ja się za ten temat biorę, a ja Wam śpiesznie odpowiem, że to przez Toyah’a na którego stronę wszedłem wczoraj przy okazji przerwy na kawę mając nadzieję, że zacznę tym sposobem dobry dzień, szczególnie że on tak ładnie kończy swoje teksty, że można je niemalże zamiast ciastka maczać w kawie i delektować się ich smakiem (tych zakończeń) przez dość długi czas. Toyah okazało się też napisał o profesorze Kieżunie więc nie było wyjścia jak tylko złamać się i w końcu przeczytać coś na ten temat do końca a gdy już byłem pełen jego myśli i odpowiednio zainspirowany usiadłem wieczorem by napisać tych tu parę zdań.
Ponieważ Toyah w swoim tekście sięga tych czasów to i ja dla porządku rzeczy muszę i zacznę od tego, że ja w tamtych pamiętnych dniach byłem przeciwny nominacji bp Wielgusa na metropolitę warszawskiego. Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że ja z wychowania mam do księży bardzo duży szacunek. Na swej drodze życia spotykałem i wciąż spotykam wielu kapłanów wybitnych ale trafiło się paru o których nie mogę powiedzieć niczego dobrego, a mim to szacunek do sutanny zawsze kazał mi ostatecznie zamiast oceniać i pomstować, spuścić głowę i westchnąć cichutko za zbłąkanym pasterzem do Boga. Niemniej ten mój stosunek do księży ma też taką stronę, że ja przez to specyficzne podejście do kapłanów wymagam od nich dużo więcej niż od zwykłych ludzi. To jest trochę taka umowa, taka transakcja i myślę, że jest jak najbardziej sprawiedliwa. Dlatego gdy przeczytałem, po tym jak sprawa się wylała, że bp. Wielgus zaprzecza, że współpracował a potem jak dla odmiany przeprasza, że skłamał bo jednak coś tam komuś przy kawie opowiadał, to ja jestem pełen obaw, że to nie jest mój kandydat na tak wysokie stanowisko. Tak gdzieś głęboko w sobie mam to przeświadczenie, że tam musi iść raczej ktoś silny duchem i charakterem, raczej nie ktoś kto kłamał bo nakrzyczał na niego jakiś dziennikarz a wiele lat wcześniej załamał się bo ktoś kto go na tą kawę zaprosił zasugerował mu, że nie dostanie zgody na wyjazd do Watykanu. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Ja z takim wydaniem lustracji w której grzebiemy w historii tylko księży nie chcę mieć nic wspólnego. To jest najbardziej cyniczna wersja udawanej sprawiedliwości szczególnie gdy w jej przeprowadzaniu biorą udział dziennikarze, politycy i aktorzy od kartotek których ugina się niejedna szafa w prywatnych bibliotekach tych co zapraszali na te kawy, jako forma zabezpieczenia finansowego na długie jeszcze lata. Ale wiem też to dokładnie, że gdyby taki kapłan stanął na czele mojego kościoła to ja bym miał wyraźny problem z tą zasadą od której zacząłem ten akapit. A to jest dla mnie rzecz naprawdę bardzo cenna z której nigdy nie chciałby rezygnować, szczególnie w że w imię jakiś brzydki kompromisów tego co czuję z tym co powinienem.
Drugi powód dla którego byłem przeciwko tej nominacji, a jednocześnie przez który jestem za powszechną lustracją jest taki, że w tych wszystkich emocjach musimy stale pamiętać, że zagadnienie lustracyjne z którym ponownie w tych dniach musimy się zmierzyć jest o tyle ważnym tematem, że u jego początków a więc gdy powstawały te wszystkie kartoteki ich twórcom przyświecał tylko jeden cel - szantażowanie ludzi. I choć minęły lata, to nic się w tej materii nie zmieniło może tylko tyle, że osoby które kiedyś były niewiele znaczącymi kontaktami, dziś piastują często stanowiska decyzyjne a przez to waga gromadzonych przed laty materiałów wielokrotnie wzrosła. Zaś obecność tych ludzi w sferze publicznej z takim bagażem na plecach może być skażona decyzjami, które powstają na skutek sugestii przychodzących wraz z odbieranymi przez nich późną nocą telefonami, w których po grzecznym powitaniu ktoś wymienia ich pseudonim używany przed laty gdy dość wylewnie rozprawiali o wszystkim i o niczym przy tej symbolicznej już kawie.
I przechodząc już do profesora Kieżuna, gdy czytam ten wywiad w Onecie to niestety czuję, że on kłamie, szczególnie gdy zaczyna zasłaniać się medalami i chorobą. Dokumentów co prawda nie widziałem, ale jakoś mi to jego zachowanie nie pasuje, bo gdybym był na jego miejscu i ktoś taki dziś przyszedłby do mnie i powiedział wbrew temu jak było, że ja współpracowałem to ja bym z pełnym spokojem powiedział, że to nieprawda, z ciekawości przejrzał zawartość przyniesionych dokumentów, wyjaśnił co trzeba i życzył tym panom powodzenia w dalszej pracy naukowej. Kieżun zareagował jak człowiek przerażony i nie zrzucałbym tego wzburzenia akurat w tym konkretnych przypadku na wiek profesora. Poza tym co by tu nie mówić o Cenckiewiczu, do tej pory błędu w swych badaniach nie popełnił a gdy na patelni siedział Lech Wałęsa podnosiliśmy profesjonalizm tego historyka pod samo niebo. Zatem tu problemu nie mam a sprawa wydaje się być przesądzona.
Problem mam za to taki, czy jest sens lustrować ludzi właśnie takich jak profesor Kieżun? Zrozumiałbym wszystko gdyby szło o kogoś znacznego, decyzyjnego, kogoś kto dodatkowo swym zachowaniem wskazywałby, że nie podejmuje swych decyzji w sposób suwerenny a bardziej inspirowany przez osoby drugie jak to wszyscy czujemy w przypadku wspomnianego Wałęsy. Gorzej mi z tym zrozumieniem idzie gdy pod obróbkę bierze się człowieka który z racji swego wieku stoi już nad grobem, który w niczym nam nie szkodzi, przeciwnie, jako symbol walki o dobrą sprawę pomaga nam skupiać się wokół dawnych dni chwały. Taka lustracja w swym ostatecznym bilansie jest szkodliwa, a jedyne co może przynieść to chwilowe zainteresowanie panem Cenckiewiczem i jego kolegami, może być też głośną reklamą dla zbliżającego się wydania nowej książki. Innych powodów nie widzę.
A jeśli tak to z takim doktorem Cenckiewiczem nie chciałbym mieć nigdy do czynienia. Jak będzie czas pokaże na pewno już teraz i nie doszukujcie się tu żadnej złośliwości, pan Cenckiewicz mógłby jakoś konkretniej zadeklarować się w swych zawodowych planach bo jeśli wszystko co chce robić miałoby sprowadzać się do już tylko szukania czarnych dziur w życiorysach ludzi złamanych, to niechby nam to przy okazji sprawy profesora Kieżuna wszystkim ogłosi. W średniowieczu dla sprawnego wykonywania egzekucji wymyślono instytucję katów których obowiązków tu chyba tłumaczyć nikomu nie muszę. W Niemczech zawód ten uważano za hańbiący ale już w takiej Francji cieszyli się dużym uznaniem i popularnością za czym szła też odpowiednia pensja. W Raciborzu na Śląsku działał nawet cech katowski i nie byle jaki, bo by zostać katem trzeba było znać anatomię, podobno nawet umieć pisać i czytać, niemalże jak ówcześni doktorzy a to już nam trochę do tej lustracyjnej  ekipy pasuje. Gdyby to więc tak teraz miało wyglądać, że doktor Cenckiewicz i koledzy chcieliby nam głównie księży i powstańców lustrować, to może też niech taki cech założą? I jeśli zaczną nas wówczas wszystkich po kolei z racji swego zawodu sprawdzać, a przy tym i w pierwszej kolejności nie zapomną o swojej rodzinie, to będzie to wówczas najbardziej właściwe a przy tym uczciwe podejście do sprawy. Niechby i wtedy na państwowej pensji robili.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz