whos.amung.us

środa, 6 sierpnia 2014

Sfingowana Norymberga i prawdziwe Powstanie

Autor: Coryllus
 
Miałem dziś pisać o zupełnie niezwykłym miejscu położonym na węgierskim trakcie, tuż przy granicy ze Słowacją. Napiszę jednak o tym jutro. Powód jest zaś taki, że na niezależnej ukazał się zapomniany ponoć tekst Józefa Mackiewicza o Powstaniu Warszawskim, który ponoć jest wyjątkowy i niesamowity, ponieważ Józef Mackiewicz dokonuje tam analizy sytuacji politycznej przed Powstaniem i w czasie jego trwania. Moim zdaniem niczego takiego w tym tekście nie ma. Mackiewicz pisze o rzeczach ważnych, jak choćby o fikcyjności rozkazu dotyczącego budowania umocnień przed armią czerwoną. Mackiewicz broni decyzji o wybuchu Powstania, ale nie dokonuje żadnej analizy. Mackiewicz daje jedynie wyraz swojej antyradzieckiej obsesji, która już dawno została pozbawiona swojej funkcji, a podejmuje się ją i używa zwykle po to, by podnieść temperaturę politycznych emocji dziś, w naszych okolicznościach. Z obsesjami zaś sprawa ma się tak, że są one zwykle płytkie i nie odpowiadają na żadne ważne pytanie, wyrastają bowiem z emocji i nienawiści. Być może słabość tekstu Mackiewicza wypływa z tego, że posługuje się on jedynie własnymi spostrzeżeniami, a te z racji tego, że nie był on wtajemniczony w wiele spraw muszą robić wrażenie niekompletnych. Trudno mi ocenić. Mam jednak do tego materiału kilka uwag, które zamieszczam poniżej.
 
Józef Mackiewicz twierdzi, że Hitler był zaślepiony i zawzięty jeśli chodzi o Warszawę. Być może, ale ja mam jakieś tam doświadczenia z zawziętością i wiem, że nie ma takiego zawziętego, którego nie da się przekupić, albo przepędzić wielkim, złym psem. Mackiewicz uważa, że „na logikę” Niemcy mogli zostawić Warszawę w rękach Powstańców albowiem skomplikowałoby to sytuację międzynarodową i przyniosło im korzyść. Ja bardzo przepraszam, ale co znaczy w roku 1944 słowo „Niemcy”? Czy Niemcy to Hitler, czy może Himmler? Czy Niemcy to czynni tam agenci amerykańscy i sowieccy wpływający na politykę i decyzje generałów? Czy Niemcy to agenci Londynu czy może wreszcie Niemcy to SS? Wtłacza się w nas następującą wersję wydarzeń – Himmler wraz z Hitlerem postanowili zburzyć Warszawę i tego właśnie dokonali, bo jej nienawidzili. Mackiewicz pisze zaś, że odwrót jednostek niemieckich był w toku. No to niech mi ktoś teraz wyjaśni jak to jest – wojsko się wycofuje, to jest poważna logistyczna operacja, trudna do zatrzymania jak rozumiem. Decyzje zapadają na najwyższych szczeblach. W czasie tej ewakuacji wybucha Powstanie i co? Niemcy mówią – dobra wracamy? Wiemy skądinąd, że do Warszawy i pod Warszawę ściągano nowe jednostki. Jedne się wycofywały, a inne przybywały. Na przykład RONA. Czy czasem – proszę mojego tekstu nie traktować jak analizy, ale jak garść spostrzeżeń – nie było tak, że jedne jednostki się wycofywały, a inne przybywały? Przybywały te gorsze, bardziej brutalne, kojarzące się jednoznacznie z bandyterką.
 
Józef Mackiewicz nie wiedział prawdopodobnie nic o przybyciu do Warszawy Jana Nowaka Jeziorańskiego ani Rettingera. Nie miał pojęcia więc, że agent amerykański wprost poinformował dowództwo, że pomocy nie będzie, a agent brytyjski zjawił się tu nie wiadomo po co. Ponieważ – o czym wiemy na pewno – był również agentem sowieckim, a w Polsce o mało nie został otruty, a następnie wywieziono go na noszach, podstawionym gdzieś na łące samolotem, zapytać wypada, jakie były relacje pana Rettingera z Niemcami. Na to pytanie nie odpowie nam Mackiewicz. Warto by też podnieść kwestię obecności rosyjskich agentów w niemieckich szeregach, szczególnie tych pacyfikujących Warszawę i zastanowić się ilu tam było Klossów?
 
Warszawa została zniszczona, jej ludność wymordowana, a – o czym nigdy dość przypominania – odpowiedzialni za to ludzie uniknęli kary. Dirlewangera zamordowano, jakże słusznie, ale ktoś, dawno temu wysłał mi zdjęcie, na którym widać elegancko ubranego, zadowolonego z siebie Oskara, jak opowiada coś uśmiechniętym amerykańskim żołnierzom. Gdyby nie Polacy, którzy tam wtedy byli w tym obozie i wymierzyli mu karę, Oskar Dirlewanger przeżyłby jeszcze wiele lat pod czułą opieką aliantów. Tak jak przeżyli w spokoju te lata Reinefarth i von dem Bach-Zelewski.
 
Wszyscy pamiętamy, a poinformował nas o tym tenże sam Józef Mackiewicz, z jaką zaciekłością Stalin tępił Kozaków. Wiemy też z jaką łatwością Brytyjczycy wydawali ich w ręce Rosjan, choć nie byli oni obywatelami radzieckimi. Von dem Bach zaś zeznawał w Norymberdze jako świadek. I co? Nikt nie wpadł na to, żeby go zamknąć za zbrodnie dokonane w Warszawie? Oczywiście, że nie, a tłumaczone to jest uległością aliantów wobec Stalina. Przypominam, że alianci wybawili od wyroku śmierci Alberta Speera, który został skazany jedynie na 20 lat więzienia. Nie znam szczegółów procesu w Norymberdze, ale podejrzewam, że nie był on jedynym zbrodniarzem, którego ocalono w imię jakichś tam interesów. Pamiętajmy też, że przed rozpoczęciem procesu w Norymberdze do Polski wysłano rotmistrza Pileckiego. Po co, że spytam? Żeby ocalić Polskę przed czerwoną zarazą?
 
Zastanówmy się czy nie było na tym procesie nikogo, kto powiedziałby, że von dem Bach to zbrodniarz? A jeśli taki ktoś był, ale milczał, to może po prostu w naszym dobrze pojętym interesie byłoby uznanie tego procesu za sfingowany? Ja się tylko zastanawiam, bo Norymberga stała się symbolem wykorzystywanym w Polsce przez wielu ludzi w szczerych i nieszczerych intencjach. No kojarzy się jednoznacznie pozytywnie. Niesłusznie moim zdaniem i nie mają tu do rzeczy nic tak zwane wartości ogólnoludzkie. Nie mają, bo nasze wartości też należą do tej kategorii uniwersalnych, a zostały w tym procesie pominięte, podeptane i zlekceważone. Przypominam, że von dem Bach miał wyrok, ale nie za działalność w Polsce, a za zabicie jakiegoś esesmana w czasie nocy długich noży.
 
Przypominam, że Reinefarth pobierał najwyższą, generalską emeryturę w Niemczech powojennych i chodził w glorii bohatera, bo wbrew rozkazowi Hitlera poddał Kostrzyn nad Odrą. Jakoś nikt nie pyta – komu poddał i co się z nim działo w radzieckiej niewoli. Potem, do samej śmierci piastował urząd burmistrza w pewnym miasteczku na wyspie Sylt, przy duńskiej granicy.
 
Wróćmy więc jeszcze raz do początku – analizy, nawet te, którymi ekscytują się redaktorzy niezależnej, nie uwzględniają kilku ważnych okoliczności. Przede wszystkim sowieckiej agentury w niemieckich szeregach i współpracy agentów brytyjskich z tymiż sowietami. Wściekłość Hitlera zaś jest – jak widać w przypadku jego podwładnego Heinza Reinefartha – dość problematyczna.
 
Proces Norymberski zaś powinien być w polskiej historii opisywany jako wydarzenie sfingowane, oszukane i wymierzone w Polskę. Powinien być tak opisywany przez naukowców i literatów. Tymczasem zamiast trzeźwej oceny – trzeźwej, czyli dokonanej z naszego punktu widzenia – mamy jakieś psychologizujące bzdury jak sztuka pod tytułem „Moja Norymberga” czy jakoś podobnie. Czas z tym kończyć mili Państwo, bo wygląda na to, że cała ta powstańcza koniunktura, nakręcana przez ostatnie lata prowadzić nas może ku kolejnemu oszustwu. Powstanie Warszawskie było aranżacją wymierzoną wprost w Polskę, aranżacją zaplanowaną przy udziale wszystkich sił czynnych w II wojnie światowej. Proces norymberski zaś był nie tyle procesem przeciwko zbrodniarzom hitlerowskim, co procesem przeciwko tym mniejszym narodom Europy. I tak go moim zdaniem należy rozumieć.


Jeśli masz coś ciekawego do powiedzenia i chcesz by inni dowiedzieli się o tym, zapraszamy Cię do umieszczania swych tekstów na www.tygodniksolidarni.pl 
Sam decydujesz czy chcesz to robić cyklicznie lub okazyjnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz