whos.amung.us

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozważania o Narodzie. Część IV.

Autor: Integrator

Utarło się mówić w Polsce - polityka to bagno. Powtarzamy hasło przy okazji dysput politycznych niczym jakieś prawidło, jakby wisiało nad nią jakieś fatum. Powtarzamy i nic z tym nie robimy a przecież wszystko zależy od nas, to jest dla nas poważne wyzwanie. Od sposobu podejścia do którego w dużej mierze zależy jak żyć będziemy jako naród.
 
Rządzące elity co jakiś czas ulegają zgnuśnieniu i deprawacji. Nieustanna konieczność wchodzenia w różnego rodzaju kompromisy i ustępstwa, oraz podejmowania różnorakich często egzotycznych koalicji prowadzi do rozbijania sumień o interes partii. Dochodzi do politycznej demoralizacji. Tylko społeczeństwo czynne i świadome potrafi w porę dostrzec te zjawiska i poprzez nacisk „opinii publicznej” a już ostatecznie poprzez wybory wymienić chore sfery. Musimy zatem ćwiczyć się w wypełnianiu danych nam praw. Ćwiczyć się w rozsądku i dobrych wyborach tak, byśmy w przyszłości stanowili zdrowe źródło bezustannego odradzania się polskich elit. Ci bowiem co będą kiedyś „na górze” wyrastają spośród nas, są już pośród nas, a zatem konieczność kształtowania i uświadamiania ludzi jest tożsame z interesem narodowym. Mamy obowiązek być narodem wyrobionym politycznie, orientować się w sytuacji. Musimy wytworzyć własną siłę polityczną, która mądrzejsza o doświadczenie poprzednich „społecznie odwołanych” elit zacznie w końcu dbać o nasze interesy. Naród musi czuć się jak gospodarz i dążyć do oddziaływania na organa państwa w taki sposób by służyło ono jego celom. Stąd już krótka droga do społeczeństwa obywatelskiego. W tym dziele nie możemy zapominać, że także tu na dole potrzebujemy fachowców: dobrych inżynierów, lekarzy, sprzątaczek, krawców, ślusarzy. Potrzebujemy mądrych Polek, matek, żon, dobrych ojców. W przeciwnym razie sprzedadzą nas, a jako naród zniszczą.
 
Ongiś mnogość podziałów patriotycznych ugrupowań polskich wynikała z faktu, że przywiązanie do idei nie pozwalało iść na kompromisy. Te były traktowane jako odstępstwo a przez to zdrada. Im bardziej na lewo, gdzie liberalizm zbiera największe żniwa, idee gasną a ich miejsce zajmuje pieniądz. Ale ten podział to już przeszłość. Pieniądz stał się głównym i powszechnym celem a cała reszta tylko jego przykrywką. Apolityczności mamony pozwala dziś zawiązywać niemożliwe do niedawna kompromisy i koalicje prowadzące do całkowitego wymieszania zasad i wartości. Honor ginie, grzech ginie, jeno pieniądz żyje. To jest trąd na organizmie naszej Ojczyzny. To jest choroba sącząca się i nie dając się już wyleczyć. Musimy odciąć się całkowicie od tego co chore a co gorsze od tego co zakaźne.
 
Dawne znajomości, zobowiązania, układy nie pozwalają wyrwać się wielu z marazmu w jaki bezwiednie lub świadomie wchodzili przez lata. Wyrobione przyzwyczajenia i normy upychane im do głowy owocują dzisiaj skostnieniem umysłu i brakiem „pomyślunku”, przez co nie są w stanie wyrwać się ze schematów, którymi operowali od niepamiętnych sobie czasów. Przyjęcie nowych reguł, nierzadko zaprzeczających tym wyuczonym i niemal instynktownym, musieliby poprzedzić całkowitą przemianą, skutkującą zmianą tożsamość jednostki. Tego większość uczynić nie potrafi, bo wielkiej pracy pokolenia nasze jeśli już to tylko czytało, nigdy zaś nie praktykowało. Jakże na czasie wydają się dzisiaj słowa Romana Dmowskiego, który w książce „Świat powojenny i Polska” pisał: „Jedną z najfatalniejszych strat moralnych, jakie poniosła nasza cywilizacja, jest powszechny w pokoleniach powojennych brak wiary w wielkie sprawy, przywiązanie do wielkich idei, zdolności do wielkiego wysiłku i poświęcenia w ogóle, a zawłaszcza dla celów nieosobistych. Szlachetni fanatycy wymarli lub ostatni wymierają.”.[1]  To wołanie do ludzi młodych, nie złamanych porażkami i trudami.
 
Nie wolno jednak zapominać, że młody potrzebuje mistrza, który ociosawszy swym doświadczeniem nieokiełznane wyobrażenia młodego człowieka, pozwoli mu wprowadzać je w życie dzięki właściwemu dynamizmowi i niespożytej w tym wieku energii. Mistrza który swoim przykładem pokaże mu jak tą energię zaprzęgnąć do pracy dla dobra Rzeczypospolitej. Tak by młody raz a poprawnie utożsamił się z tym dobrem i na przyszłość już sami i bezbłędnie rozpoznawał interes narodowy. A gdy przyjdzie czas próby, aby bez wahania spełnił swój polski obowiązek.
 
Zastanawiam się czy moje pokolenie, gdyby przyszła taka konieczność, umiałoby odpowiedzieć na wyzwanie czasu tak, jak zrobiło to pokolenie chociażby Września? Czy zdało by test? Tu już nie wystarczy namiastka tożsamości narodowej, ale prawdziwa i nieugięta chęć trwania i kultywowania daru pokoleń – Niepodległości. Jak bardzo ważnym jest dziś to o czym mówił w Kaliszu Ojciec Święty: „Starajmy się rozwijać i pogłębiać w sercach dzieci i młodzieży uczucia patriotyczne i więzi z Ojczyzną. Wyczulać na dobro wspólne narodu i uczyć młodzież odpowiedzialności za przyszłość. Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do Ojczyzny ma wielkie znaczenie dla przyszłości narodu. Nie można bowiem służyć dobrze narodowi, nie znając jego dziejów, bogatej tradycji i kultury. Polska potrzebuje ludzi otwartych na świat, ale kochających swój rodzinny kraj”[2] .
 
Do tego jeszcze długa droga bo tożsamość narodowa pośród naszych polityków od których w dużej mierze to zależy jest szczątkowa. W chwili obecnej nie istnieje nawet pojęci polskiej myśli politycznej wokół której mogłaby wzrasta i kształtować się ta tożsamość. To co mamy to zlepek indywidualnych pomysłów poszczególnych polityków amatorów i zapożyczonych pomysłów z innych krajów, adoptowanych bez głębszych refleksji do naszej rzeczywistości -  jeszcze bardziej wzmagających zamęt i chaos odbijający się na sile kraju. Brak nam jasno określonego kierunku. Idziemy na oślep raz po raz potykając się o cele i dążenia innych państw z którymi w efekcie przegrywamy. Brak jasno określonych perspektyw i ścieżek do nich prowadzących, a nade wszystko silnej woli by zrealizować powstały plan, skazuje nas na ciągłe trwanie na marginesie europejskiej polityki. Gdzie jeśli już zaistniejemy to jako państwo karcone lub też popychadło potrzebne innym do realizowania swoich celów. Często naszym kosztem. A wszystko przez brak tożsamości, która jaskrawo nakreśliłaby w umysłach polskich drogę do dobra swego narodu, która nie uchylając się przed chwilowo modnymi koniunkturami stale wskazywała by jeden i ten sam cel do którego mają nas prowadzić zmieniający się politycy. Dzisiaj potrzebna jest jedna, klarowna myśli dla nas i dla przyszłych pokoleń. Potrzebny jest rząd narodowy, który dobro Narodu Polskiego postawi sobie celem nadrzędnym.
 
Póki co realizowany na zachodzie model „od pieniędzy do polityki” u nas odwrócono by iść „od polityki do pieniędzy”. Polityka to u nas sposób na zarabianie. Owe pięć minut życiowej szansy, których nie wolno zmarnować. Człowiek będący jeszcze wczoraj „nikim”, z dnia na dzień staje się osobą decydującą o losach kraju. Jego utożsamienie się z dobrem Ojczyzny jest tak nikłe jak poczucie odpowiedzialności za to co robi. Całkowita bezkarność popycha ku sterom państwa coraz to gorsze jednostki ciągnące nas wszystkich ku jakiemuś wielkiemu upadkowi. Zauważając to u sobie współczesnych Polaków, Feliks Koneczny pisał: „Apatia moralna, brak zainteresowania sprawami publicznymi stawia istotny skir życia publicznego, albowiem zacierają potrzebę tego, co w całym życiu zbiorowym najpotrzebniejsze, mianowicie odpowiedzialność. Z jej zaś zanikaniem zanikają zdolności twórcze w społeczeństwie. Iluzoryczność odpowiedzialności wiedzie też do najgroźniejszego z nieszczęść publicznych: do bezkarności zła.”[3]  Ten niekorzystny proces niestety nie zanikł i żywym jest także obecnie. Pojęcie kary i odpowiedzialności stało się czymś odległym i mglistym. Politycy pozbawieni miłości do Ojczyzny, nie utożsamiający się z własnym narodem, który winni reprezentować, rwą resztki pozostawione przez poprzedników sięgając po to do czego praw nie mają. A my tu na dolec często nie jesteśmy lepsi. Oto skutki braku tożsamości,  honoru i zwykłej godności. Toteż dziś z pełnym przekonaniem twierdzę, że Wielka Polska powstanie tylko wtedy, gdy przy jednym stole usiądą ludzie o wysokim poczuciu własnej wartości i tejże godności. Zwyczajnie ludzie honoru.
 
Utożsamianie się z własnym narodem, jego historią, tym co wniósł do wspólnego dorobku ludzkości daje nam siłę ducha i prawo do noszenia głowy wysoko uniesionej. Tylko wówczas możliwe są osobowości, które pozwalają naszym politykom zasiadać z ich odpowiednikami przy jednym stole jak równi z równymi. Polska może być równoprawnym partnerem w rozmowach i polityce międzynarodowej tylko, gdy w możliwie wysokim stopniu będzie niezależna gospodarczo i militarnie. Im silniejsza zależność w którejkolwiek z tych dziedzin, tym możliwość nacisków zewnętrznych wzrasta, pomniejszając wartość naszej niepodległości. Tymczasem nasza zależność gospodarcza miast maleć z roku na rok powiększa się, krępując nasze ruchy i ograniczając pole wolności decyzji.
 
Dlatego dzisiaj potrzebujemy silnych jednostek, które jak przed laty poprowadziły by Polskę ku należnemu jej miejscu wśród narodów europejskich. Ludzi, którzy czuć będą, że: „Polityka, jeżeli ma być zdrowa i uczciwa, dobroczynna w skutkach dla Narodu, wymaga zawsze ludzi odważnych, nie bojących się nadstawić karku za to w co wierzą. (...) Odwaga (...) polega na zachowaniu przytomności, zimnej krwi, zdolności logicznego myślenia i planowego działania wobec największego niebezpieczeństwa, na gotowość oddania życia za to, w co się wierzy i do czego dąży, na szacunku dla samego siebie, który dla ratowania własnej skóry nie pozwoli się upodlić.” [4] Minimalnym wkładem zwykłego obywatela w to dzieło, jest popierać mądrych i godnych ludzi, którzy staną się liderami. Oni zrobią to czego my nie chcemy lub ku czemu nie mamy zdolności i predyspozycji. Jeśli zawiedziemy miejsce liderów zajmą ludzi podli, sprzedajni lub spoza narodu. Wedrą się tam zajmując nienaturalny stan pustki jaki powstanie. Jakże trafnie ujął to Roman Dmowski „Społeczeństwa naszej cywilizacji właściwie niczego nie chcą, prócz tego, co dotychczas posiadały, tylko nieco więcej w dziedzinie materialnej, a dużo mniej w moralnej. I w tym tkwi największe dla nich niebezpieczeństwo. Bo gdy naród niczego nie chce, znajdą się zwykle inni, którzy chcą czegoś za niego, dla niego, a najczęściej od niego.”[5] 
 
Samokształcenie, poszerzanie horyzontów i społeczne dążenie do prawdy musi być dla nas priorytetem. Naród nie wyda zdrowych przywódców jeśli sam nie będzie świadomy procesów zachodzących wokoło.



[1] Dmowski Roman „Świat powojenny i Polska”, Wydawnictwo NORTOM, Wrocław 1999, s.19
[2] Mari Arturo „Jan Paweł II i dzieci. Ufne serca.”, Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków 2000, s. 97
[3] Koneczny Feliks „Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”, Warszawa, Komorów 2001, s. 16
[4] Dmowski Roman „O ustroju politycznym państwa”, Wydawnictwo NORTOM, Wrocław 1999, s
[5] Dmowski Roman „Świat powojenny i Polska”, Wydawnictwo NORTOM, Wrocław 1999, s.125
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz