whos.amung.us

czwartek, 28 sierpnia 2014

Czy profesor Staniszkis straciła węch?

Autor: Integrator
Mam tu przed sobą ostatni numer tygodnika „Do rzeczy”, a w nim wywiad z profesor Jadwigą Staniszkis. Tak się składa, że nie należę do czytelników tego tygodnika, nie jestem w ogóle miłośnikiem tego typu publicystyki, ale gdy przeczytałem w sieci, że pani profesor taki wywiad popełniła, to pomyślałem – czemu nie? – i tym to sposobem wszedłem w posiadanie aktualnego numeru wspomnianego periodyka.
Już w drodze z kiosku zajrzałem do środka i proszę bardzo, od razu cała masa myśli a w tym ta którą umiesiłem w tytule. Dlaczego tak? Otóż profesor Staniszkis roztrząsa w wywiadzie z jednej strony przyczyny obecnego stanu rzeczy z jakim mamy do czynienia w Polsce i wskazuje drogi wyjścia z tej trudnej sytuacji. Z drugiej, i od tego zaczyna się cała rozmowa, przeprowadza krótki przegląd personalny, próbując wskazać odpowiedniego kandydata, który mógłby z powodzeniem stawić czoła obecnemu prezydentowi w nadchodzących wyborach. Analizę braku zainteresowana młodych ludzi polityką, przyczyny ich ucieczki za granicę i opis ogólnego stanu państwa które tam wykłada z racji, że są już od lat wałkowane i oczywiste, darujcie ale pominę. Chcę za to i to w sposób dość obszerny pochylić się nad kandydaturą, którą profesor wskazuje jakoby była najlepszą, w sposób szczególny zaś nad argumentami które przy tej okazji padają. Cóż, w konsekwencji przyjdzie mi też na koniec wypowiedzieć się o kondycji samej pani profesor. A jakże! Mam nadzieję zachęceni takim wstępem, przejdźmy wspólnie i jak chcieli twórcy tego tygodnika dalej, czyli do rzeczy.
Ujmując wszystko jednym zdaniem profesor Staniszkis stawia na Zytę Gilowską. Przy czym dla lepszego efektu degraduje niemalże wszystkich na wstępie, nazywając Tuska prostakiem, Komorowskiego słabym naśladowcą Piłsudskiego, Dudę człowiekiem beznadziejnym, profesora Glińskiego idealnym kandydatem by przegrać w sposób bezbolesny, a najbliższe otoczenie Kaczyńskiego wiernymi gamoniami którym dobrze jest jak jest - po czym na tak oczyszczonym przedpolu stawia nam jako osoby mogące wydrzeć prezydenturę Komorowskiemu - Annę Streżyńską i Krzysztofa Szczerskiego. No i tą Gilowską. Tej pierwszej przepraszam nie znam a z racji, że piszę to późną porą wybaczcie ale zdam się na Was i sprawdzać kimże ta pani jest już nie będę. O Szczerskim trochę słyszałem ale jak idzie o jego osobę to profesor robi w tekście takim zamęt, że naprawdę trudno pojąć o co jej tak naprawdę w tym przypadku chodzi? Z jednej więc strony gani Szczerskiego za zbyt silną „demoralizację stażem partyjnym”, następnie przechodzi do krytyki Kaczyńskiego za brak jasnej deklaracji odpartyjnienia kraju w czym upatruje pani profesor główną bolączkę naszych czasów, po czym jakby niepomna swych słów na powrót wskazuje owego „zdemoralizowanego stażem partyjnym” człowieka jako właściwego kandydata do przewodzenia temu państwu. Zaiste trudno będzie się zwykłemu zjadaczowi chleba w tym wszystkim połapać.
Ale nie dlatego oddałem te 5,90zł (w tym 8% VAT), żeby doszukiwać się braku logicznej ciągłości w wywodach pani profesor. Wybrałem gazetę w miejsce niewiele droższego za to bardziej strawnego kebaba, głównie po to by poznać argumenty dla których jedna znana profesor chciałaby widzieć inną profesor jak bierze się za bary z magistrem Komorowskim. I nie ukrywam, że to co przeczytałem a zakładam, że tekst był autoryzowany, utwierdziło mnie w ostatecznym przekonaniu, że profesor Staniszkis jest już w takiej kondycji umysłowej, że jeszcze jeden taki wywiad, góra dwa i wszystko na co pracowała latami zwyczajnie się zawali. Autorytetem jak wszystko na tym świecie jest chwilowe i łatwe do stracenia, szczególnie gdy jego fundamenty podkopuje się serią intelektualnych porażek, a niestety wywiad ten jest tego procesu najlepszym choć smutnym przykładem.
Oto znana socjolog jako argumenty przemawiające za kandydaturą profesor Gilowskiej całkiem poważnie podaje fakt, że ta „jest kobietą, jest waleczna i dużo nauczyła się w Radzie Polityki Pieniężnej” a zapytana o ścieżkę prowadzącą do zwycięstwa w walce o tron radzi by skompromitować „typ popularności wynikający z braku działania” i gołosłowność. Już tyle zdaniem pani Staniszkis wystarczy by pokonać Komorowskiego.
No przyznacie sami, że choćby dla zasady ciśnie się na usta mocne słowo, bo trudno takie rzeczy w inny sposób komentować. Oto leży przede mną wywiad z kobietą która jak idzie o sprawy społeczno-polityczne, nie tylko po naszej stronie, niewątpliwie uznana jest za autorytet. To jest osoba do której o komentarz dla aktualnych wydarzeń zwraca się połowa dziennikarzy w tym kraju i która pewnie z tej racji rości sobie prawo do udzielania pouczeń prezesowi jedynej póki co liczącej się opozycji w tym kraju, który mimo niewątpliwej góry błędów i wszechstronnego ostrzału wciąż trwa, a jak wskazują badania ma szanse na powrót. I ktoś taki twierdzi a nam każe wierzyć, że z jednej strony kobieta, z drugiej osoba chora, jest w stanie pokonać człowieka który na najwyższe stanowisko w państwie wdrapał się dzięki Wojskowym Służbom Informacyjnym i w którego trwaniu na tej pozycji, jak można przypuszczać zainteresowani są także rosyjscy protoplaści tych służb. I przeciwko tak umocowanemu przeciwnikowi, który w walce o fotel prezydenta dysponował będzie całym zapleczem jakim dysponuje państwo, profesor Staniszkis wysyła chorą kobietę bo „dużo się nauczyła w Radzie Polityki Pieniężnej”. Czy to można brać na poważnie? No sami powiedzcie, czy to ma jakiś sens? A w czym przepraszam, że tak tą drogą zapytam panią Staniszkis, w czym ta pozyskana tam wiedza ma jej dokładnie pomóc? Jakich umiejętności niezbędnych w starciu z takim przeciwnikiem a potem w zarządzaniu pałacem nabyła pani Gilowska w tej Radzie? I jakimż to u licha argumentem w takim doborze kandydata ma być fakt, że Zyta Gilowska jest kobietą? Ja naprawdę nic z tego nie rozumiem. Jakby konieczność wprowadzania parytetów nie była wystarczającym dowodem, że polscy wyborcy w tym także kobiety nie chcą póki co widzieć kobiet w polityce, a już najbardziej w roli prezydenta. Przepraszam wszystkie panie za to co teraz napiszę, ale to co wygaduje pani profesor to jest ten sam sposób myślenia, który przyjęli Amerykanie wybierając na Sekretarza Stanu kobietę, która potem w ich imieniu jechała prowadzić przeróżne negocjacje do krajów arabskich, gdzie status kobiety niewiele jest lepszy od pozycji psa. Cywilizacja do której należymy wypracowała co prawda inne standardy ale i tak wystawienie kobiety na chwilę obecną, i to nie tylko w Polsce, w tak ważnym pojedynku jest po prostu horrendalnym nieporozumieniem. A na dodatek jeszcze ta choroba. Nie miałem pojęci, że profesor Gilowską jest aż tak źle, ale tym bardziej pomysł by wystawiać ją do tak ciężkiej walki a przy tym obarczać odpowiedzialnością za przyszłość prawicy a nade wszystko kraju wydaje mi się niemalże nieetycznym. Pomijając już fakt, że akurat ten rodzaj ludzkiej dysfunkcji w sposób naturalny prowokuje pytania o sens pełnienia przez te osoby ważnych funkcji w państwie co z resztą przerabialiśmy na przykładzie Bronisława Komorowskiego, który jak swego czasu domniemywano w związku ciężką chorobą mógł podejmować decyzje dotyczące państwa w stanie niepełnej świadomości. Tym czasem profesor Staniszkis niepomna tak oczywistych kwestii, wysuwa kandydaturę chorej profesor Gilowskiej a ponowną uwagę dziennikarza, że to jednak może skutecznie uniemożliwić jej start w wyborach zbija niemniej dziwnym stwierdzeniem: „Może chodzić tylko o wygraną”. Rozumiem, że dla spełnienia wizji pani Staniszkis, Zyta Gilowska miałaby najpierw zrobić ten straszny wysiłek i stanąć do walki z mającym po swojej stronie media i służby przeciwnikiem, a gdy jakimś cudem wygra ładnie nam za wsparcie podziewać i jeszcze tego samego wieczoru z powodów zdrowotnych abdykować? Wierzcie mi, że to się wszystko naprawdę bardzo ciężko czyta.
I to nie jest tak, że profesor Staniszkis nagle coś tąpnęło i zaczęła z dnia na dzień opowiadać niestworzone rzeczy. Dobrze pamiętam, że to się zaczęło już w wyborach prezydenckich, tych po Smoleńsku gdy w studio dziennikarz po zakończonej debacie Kaczyński-Komorowski, zapytał profesor kto wygrał a ta ni z gruszki nie z pietruszki wypaliła, że był remis. Ona już wtedy pokazała, że słabnie i że przestaje orientować się w tej grze, która rozgrywa się dookoła, w której sama i najwyraźniej bezwiednie bierze udział. Już wtedy nie rozumiała, że przyjmując zaproszenie do studia w roli zwolennika Kaczyńskiego miała bezwzględnie go chwalić i bronić. I nawet nie dlatego, że on tam wypadł całkiem dobrze bo to może być odczucie subiektywne, ale dlatego, że ta rozmowa w studio, to pytanie i ta jej odpowiedź były zwyczajnie przedłużeniem zakończonej właśnie debaty. To była część nieprzerwanie trwającej kampanii, darmowy czas reklamowy by powiedzieć coś dobrego o swoim kandydacie. Zamiast tego profesor Staniszkis siląc się na nikomu niepotrzebny w tym czasie obiektywizm, opowiadała ku memu najgłębszemu zdziwieniu jakieś frazesy o remisie. Za to już całkiem poprawnie sytuację widział profesor Nałęcz, który przyszedł do studia jako zwolennik Komorowskiego i zapytany o wynik, jednoznacznie przyznał zwycięstwo swemu dziś pracodawcy. To był dla mnie pierwszy i tak oczywisty znak, że kończy się profesor Staniszkis jaką znamy, że niegdyś szybka w ripostach i celna w uwagach zaczyna tracić politycznych węch i smak. Późniejsze jej wystąpienia i niespodziewanie krytyczne opinie na temat prezesa PiS a nade wszystko asekuracyjna postawa w mediach obliczona na wypracowanie wizerunku osoby obiektywnej tylko potwierdziły, że proces przemiany o którym piszę niestety zaczął się i bardzo intensywnie postępuje.
„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”. Profesor Staniszkis ten czas przegapiła i przekroczyła czerwoną jak jej szminka linię poza którą jest już tylko droga w dół. Niepostrzeżenie dla siebie samej weszła na ścieżkę i na kurs z którego jeśli nie zejdzie, zaprowadzi ją do końca na który ja patrzeć będę z nieudawanym smutkiem.


Zapraszamy do współpracy przy tworzeniu Tygodnika Solidarni także Kowalskich i Nowaków. Na tych stronach liczy się przede wszystkim dobre pióro!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz