whos.amung.us

niedziela, 20 lipca 2014

Wysyłamy Lisowi dziecięce majtki

Autor: Toyah

Nie wiem, czy to tylko ja zauważyłem, czy może sprawa zainteresowała wielu z nas, tyle że ja się sprawą przejąłem, na wszelki wypadek jednak chciałbym zwrócić uwagę na pewien uprawiany z zadziwiającą zawziętością przez szereg reżimowych mediów proceder polegający na kuszeniu nas rzekomo poważnymi,  socjologicznymi analizami, a dotyczącymi najróżniejszego typu patologii, jakie podobno zżerają polski naród. I broń Boże nie chodzi o to, że my Polacy jesteśmy głupi, leniwi, zabobonni, czy choćby zbyt pobożni. W żadnym wypadku. Można by wręcz powiedzieć, że całkiem na odwrót. Oto nagle okazuje się, że na przykład znakomita większość młodych wykształconych mieszkańców Warszawy korzysta z usług luksusowych burdeli i że zjawisko to ma nawet już swoją unikalną nazwę; chwilę później w którymś z tak zwanych tygodników opinii znajdujemy raport, że owi wykształceni pracownicy warszawskich korporacji uzależnili się od szybkiego seksu w porze lunchu i w tej chwili ów proceder – też już mający swoją jak najbardziej naukową nazwę –  stał się autentyczną modą; w tym samym niemal czasie jakiś „Newsweek”, czy „Polityka” publikują raport na temat studentek uniwersytetów, które świadczą usługi seksualne bogatym biznesmenom, i że najczęściej są to dziewczyny przybyłe do wielkich miast z podkarpackich wiosek; nie zdążymy się nawet jeszcze temu nadziwić, kiedy z innej strony dochodzi do nas wiadomość na temat gimnazjalistek udzielających się erotycznie swoim nauczycielkom; po gimnazjalistkach pojawiają się uczniowie podstawówek świadczący usługi homoseksualne podstarzałym gejom w galeriach handlowych; po dzieciach z podstawówek, nadchodzi plaga kierowców jeżdżących po polskich drogach po zażyciu kokainy; za chwilę już dowiadujemy się, że pojawił się kolejny proceder, a mianowicie coś, co się nazywa „bumerang” i polega na tym, że polscy trzydziestolatkowie postanawiają żyć na koszt rodziców, bo, po zaspokojeniu wszystkich przyjemności – zapewne związanych z wcześniej opisywanymi usługami ze strony studentek spod Rzeszowa i gimnazjalistek z Kutna – 3 tysiące miesięcznie nie wystarcza na podstawowe utrzymanie; po „bumerangach” idą absolwenci liceów, którzy w obawie przed bezrobociem wstępują do seminariów duchownych, licząc na to, że kiedy już zostaną tymi księżmi, będą mogli pozwolić sobie i na ekskluzywne dziwki z Ustrzyk czy Komańczy i na wypasione wakacje w egzotycznych krajach. I tak dalej, i w ten sam od zawsze sposób, byleby stworzyć wrażenie, że Polacy to naród na tak zaawanasowanym poziomie moralnego upadku, że nie pozostaje już nic innego, jak „ten kraj” wystawić na aukcji na niemieckim e-bayu. Obok Bułgarii, Rumunii i oczywiście Białorusi.

„Newsweeka” nie biorę do ręki, a nawet, gdzie tylko mam okazję, staram się omijać go szerokim łukiem, natomiast oto właśnie na Onecie przeczytałem, że w najnowszym wydaniu tej szmaty ukazał się raport sporządzony przez niejakiego Wojciecha Staszewskiego, a zatytułowany „Sekskolonie polskich nastolatków”. Tekst, dużo za długi nawet jak na moje możliwości, opisuje z chirurgiczną precyzją, jak to polska młodzież na zorganizowanych wakacjach za granicą chleje, ćpa i się – przepraszam za wyrażenie, ale tu nie ma bardziej adekwatnego określenia – kurwi na wszelkie możliwe sposoby, za darmo, za grosze, lub za ciężkie euro z każdym, kto tylko się pojawi z jęzorem na wierzchu i działką amfetaminy w kieszeni. I powiem szczerze, że tym razem nie wytrzymałem. Otóż ja biorę pod uwagę, że dzisiejsi trzydziestolatkowie zaludniający warszawskie korporacje mają najróżniejsze fiksacje – choć i tu mam poważne wątpliwości i chętniej wierzę, że oni są tak zarobieni fizycznie i psychicznie, że choćby skromnego wzwodu nie doświadczyli od miesięcy – natomiast jeśli idzie o dzieci, to niech Lis z kolegami nie próbują mnie tu naciągać, bo na dzieciach to ja akurat znam się świetnie. Obraz przedstawiony przez owego Staszewskiego jest tak niedorzeczny i tak prymitywnie kłamliwy, że nie mam wątpliwości, że gdyby któreś z tych opisanych przez niego chłopców czy dziewcząt miało okazję się z nim zapoznać, to w najlepszym wypadku wybuchłoby pełnym najwyższej pogardy rechotem, a niewykluczone, że by Staszewskiemu splunęło prosto w oko, ze znanym mi z minionych już dawno lat, wiecznie dźwięcznym zawołaniem: „Ale ciuuuul!” Ja z młodzieżą najróżniejszego pochodzenia i wieku bowiem mam do czynienia zawodowo na codzień od wielu już lat, w swoim życiu miałem kontakt z dziećmi, które były naprawdę bardzo zdemoralizowane, jednak to co opisuje w swoim tekście Staszewski stanowi tak piramidalną bzdurę, że ja nie mam słów, by go choćby w miarę skutecznie obrazić. Problem z dzisiejszą młodzieżą bowiem jest taki, że jeśli oni w ogóle zgadzają się pojechać na jakieś kolonie, gdzie nie ma lodówki z maminym obiadem, McDonalda z frytkami i ketchupem za 5 złotych, i komputera z darmowym Internetem, to seks jest ostatnią rzeczą, jaka im przychodzi do głowy. Problem z tymi dziećmi jest taki, że one na wycieczkach od rana do wieczora siedzą zamknięte w pokoju i albo śpią, albo esemesują, albo słuchają piosenek z komórki, albo po prostu gapią się w sufit, a na myśl o seksie wzruszają ramionami, bo z kim one by miały ów seks uprawiać? Ze swoimi kolegami? A w jaki to niby sposób? Przy pomocy papierosa? Oczywiście zawsze można się upić, tyle że wódka akurat jest niesmaczna, wino kwaśne, a piwo? W końcu ile można wypić piwa, zanim się człowiek wyrzyga? No a poza tym, to wszystko przecież kosztuje, nawet jeśli założyć, że się znajdzie sprzedawca-desperat, który im ten alkohol sprzeda. Tymczasem ten dureń Staszewski opisuje jak to te właśnie dzieci żądają od kierowcy autokaru, by się zatrzymał na stacji benzynowej, bo im się właśnie skończył alkohol i prezerwatywy. Czy ten człowiek nie ma wstydu? Czy oni naprawdę uważają, ze mają do czynienia z idiotami?

Powstaje więc pytanie: czemu oni to robią? Dlaczego Tomasz Lis, człowiek wydawałoby się jednak przynajmniej potrafiący liczyć, odstawia takie bałwaństwo? Otóż ja tu widzę trzy opcje. Pierwsza z nich to taka, że, jak już wspomniałem wcześniej, oni uprawiają zwykłą propagandę, której celem jest pokazanie nam, że opinia jakoby Polska była ostatnim bastionem konserwatywnych wartości na świecie, to mit; że jest wręcz przeciwnie – Polska to moralny upadek i degeneracja. I oczywiście jest to możliwe. Biorąc pod uwagę opisany przeze mnie dopiero co fakt, że telewizja TVN24 uznała, iż podniesie sobie oglądalność zatrudniając tych nudziarzy Wróbla i Kurkiewicza, możliwe jest też, że stan umysłu tych ludzi jest taki, że oni faktycznie wierzą w to, że normalny czytelnik weźmie te idiotyzmy za dobrą monetę; że skoro uwierzył w to, że gdzieś w warszawskich korporacjach jacyś młodzi biznesmeni wydają tysiące złotych dziennie na ekskluzywne dziwki, uwierzą też w to, że ich dzieci to afrykańskie ogiery i hiszpańskie lale.

Jest też jednak inna ewentualność, ta mianowicie, że za tego typu tekstami stoi przekonanie Lisa i jego współpracowników, że przeciętny czytelnik bardzo lubi sobie poczytać o 12-letnich dziewczynkach ściągających majtki; że przeciętny czytelnik „Newsweeka” to tak naprawdę pedofil-sadysta, który w dodatku jest tak głupi, że po to, by się podniecić, gotów jest wydawać 6 złotych tygodniowo, zamiast włączyć sobie Internet i mieć za darmo to samo, tyle że 10 razy lepiej. Czy to jest w ogóle możliwe? Myślę że nie, ale diabli ich wiedzą, co w tych pustych łbach się dzieje.

Jest wreszcie trzecia możliwość i powiem uczciwie, że ona mi najbardziej przemawia do wyobraźni. Otóż zarówno Lis, jak i ten Staszewski, a kto wie, czy nie oni wszyscy, to ludzie, którzy sami osobiście znaleźli się na tym poziomie perwersyjnego zdziczenia. Myślę sobie, że dla każdego z nich obraz jakiejś biednej, zapuszczonej, ledwo żywej z alkoholowego upojenia gimnazjalistki obmacywanej przez wychowawcę kolonijnego, czy jakiegoś włoskiego alfonsa gdzieś w bułgarskiej dyskotece, to jest taka atrakcja, że oni układając te teksty czują autentyczne wzruszenie. To musi tak właśnie wyglądać. Życie, jakie oni prowadzą, w tym krańcowym już wręcz zepsuciu i upadku, musiało ich doprowadzić do stanu, gdzie ów tak frustrujący przecież brak tak zwanej normalności, każe im wierzyć, że to właśnie jest świat, którego im brakuje: nie świat tych luksusowych modelek, tych piosenkarek, telewizyjnych prezenterek, których nagle zrobiło się już zwyczajnie za dużo, ale właśnie takich biednych, byle jakich dzieci, z którymi można zrobić co się chcę za parę złotych, albo choćby flaszkę piwa. To ich dopiero jara. To jest to ich ostateczne marzenie o zwykłym, normalnym życiu, którego tak bardzo im brakuje, a które tak właśnie sobie wyobrażają. On, ona, ten smutny ledwo wyrośnięty biust i te majtki. Gdybym miał więcej możliwości, myślę, że zorganizowałbym ogólnopolską akcję pod hasłem: „Wysyłamy Lisowi dziecięce majtki”, a tak, to nie pozostaje mi nic innego, jak zakończyć ten tekst życzeniem, by każdy z nich jeden po drugim zdechli. I to jeszcze dziś. Teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz