whos.amung.us

wtorek, 1 lipca 2014

Rok 1989 był zaprzepaszczoną szansą

Autor debiutujący: Tomasz Rakowski
 

25 lat temu mieliśmy do czynienia z wydarzeniem dziejowym, które zapoczątkowało zmiany prowadzące do powstania III RP. Jednakże szansa, przed jaką staliśmy w 1989 roku, a którą była możliwość stworzenia demokratycznego i sprawnego państwa prawa została zaprzepaszczona. Aby wykazać, że rzeczywiście tak było, rozpatrzmy trzy najważniejsze elementy.

Pierwszym elementem jest upadek komunizmu i koniec tego systemu w Polsce.
 
Mówi się, że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm – system narzucony przy pomocy sowieckich kolb po zakończeniu drugiej wojny światowej. Czy można uwierzyć, ze komunizm skończył się ot tak, nagle, z dnia na dzień? Wolne żarty! Komunizm, jako ideologia z ateizmem państwowym i gospodarką centralnie chylił się ku upadkowi i ostatecznie upadł, ale wcale nie dzięki wyborom.

Skoro mówi się nam, ze 4 czerwca to święto wolności, znaczy to, że był ktoś, kto zniewalał. Kto taki? System? Przecież system to ludzie. A ludzie PRL-u jednego dnia zasypiali jako funkcjonariusze SB, a budzili się jako funkcjonariusze UOP. MO zmieniono na Policję, orłowi dano koronę, PRL stał się III RP. Cały aparat tych, którzy służyli systemowi komunistycznemu wprzęgnięto do pracy nad nowym ustrojem Polski, a co gorsza zagwarantowano im uprzywilejowane pozycje. Zaprzepaszczono szansę pozbycia się półwiecznego balastu, zakonserwowano układy, powiązania i patologie.
Drugim elementem szansy, którą utracono było stworzenie silnej, konkurencyjnej gospodarki.
W procesie transformacji z ustroju komunistycznego na demokratyczny wprowadzono kapitalizm. Ale kapitalizm, aby działać, potrzebuje kapitału. Czyż to nie groteskowe, że jedynymi posiadaczami kapitału w nowej Polsce uczyniono komunistyczną nomenklaturę, która uwłaszczyła się na państwowym mieniu? Partyjniacy za bezcen powydzierali państwu, czyli społeczeństwu małe i średnie przedsiębiorstwa, zmieniając się z lekkością w klasę biznesmenów.
Zwykłych obywateli zostawiono z niczym, nie spiesząc się z ustawą reprywatyzacyjną, która przywróciłaby milionom Polaków ich przedwojenną własność, dając im tym samym możliwość realnego działania na rynku kapitalistycznym.
W końcu to, czego nie zagrabiono, sprzedano poniżej wartości firmom i państwo zachodnim w dzikiej prywatyzacji początku lat 90-tych. Profesor Witold Kieżun słusznie zauważa, ze struktura majątku narodowego w Polsce ma charakter kraju kolonialnego, niczym nieróżniącego się od kraików afrykańskich.
Ostatnim elementem jest społeczeństwo, które 25 lat temu utraciło szansę na to, by podnieść się z kolan po półwiecznym zniewoleniu.
Wynik wyborów zaskoczył wszystkich, zarówno opozycję, jak i władze partii. Za opozycją, a przeciw komunie opowiedział się Naród. To był moment, w którym można było renegocjować niekorzystne ustalenia magdalenkowe i okrągłostołowe. I co zrobiono? Opozycja przystała na to, aby między I a II turą wyborów zmienić ordynację wyborczą, która ponownie dałaby szansę prominentnym działaczom komunistycznym z tzw. listy krajowej, którą Polacy odrzucili, na wejście do parlamentu oraz, co najważniejsze, pozwoliłaby władzy zachować większość sejmową. Wola narodu nie miała znaczenia. Nadzieja została zdeptana. Marzenia wyśmiane. Biali wymieszali się z czerwonymi a dobro ze złem. Jak u Orwella, nie sposób już było odróżnić świni od człowieka. Nikogo ze szczytów aparatu represji PRL nie osądzono, nikogo nie pociągnięto do odpowiedzialności. Nie było innej drogi, nic się nie stało – wykrzyknięto Polakom w twarz…
Przestaliśmy wierzyć, że cokolwiek można zmienić. Że sprawiedliwość dziejowa zatryumfuje. Że możemy być u siebie i brać za to odpowiedzialność. Państwo okazało się nie nasze, a my okazaliśmy się zbyt naiwni. Za słabi.
4 czerwca do urn poszło 63% uprawnionych do głosowania. Dlaczego nigdy więcej nie powtórzyliśmy tego, i tak przecież niskiego, jak na europejskie standardy wyniku? Dlaczego ludzie w Polsce brzydzą się polityką i wolą zajmować się swoimi sprawami? 25 lat zaprzepaściliśmy szansę, by stworzyć fundamenty pod prawdziwe społeczeństwo obywatelskie i by uformować dumną wspólnotę. Ludzie nie wstali z kolan. Na emerytury katów pracują dzieci ich ofiar. Upokorzenie i bezsilność wciąż trwają. Tkanka narodowa zarażona relatywizmem, nihilizmem i niemocą powoli i niezauważalnie gnije.
----
Aby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rok 1989 był zaprzepaszczoną szansą wystarczy porównać standardy obowiązujące w Polsce do tych, które obowiązują w demokracjach zachodnich. Mimo upływu 25 lat, którym nie sposób odmówić i sukcesów i pozytywnych przemian, wciąż płacimy za błędy 1989 roku. A wszystkim, którzy oburzają się na słowa krytyki tej magicznej daty sprzed ćwierćwiecza powiem tak: gdybyśmy odcięli się od istoty komunizmu, jego strażników i beneficjentów oraz budowali nowy ustrój, stawiając na wartości, na których powstała Solidarność, osiągnęlibyśmy te same sukcesy, którymi szczycą się piewcy ostatnich 25 lat (flagowe: NATO i UE), tylko znacznie szybciej i z silniejszej pozycji. O innych, potencjalnie utraconych możliwościach nawet nie ma co wspominać.

To jest tekst autora debiutującego w naszym Tygodniku. Ty też możesz pisać, odwagi!
Zapraszamy wszystkich chętnych do współtworzenia Tygodnika "Solidarni" do kontaktu na email: tygodniksolidarni@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz