whos.amung.us

sobota, 19 lipca 2014

O wypadku przy pracy nad wizerunkiem

Autor: Integrator

Pomijając niewątpliwe wyjątki, czas urlopu większość z nas spędza w dwojaki sposób. Jedni jadą odpoczywać jak tylko umieją najlepiej, inni starają się wykonać zaległe prace, które z różnych powodów przez cały rok odkładali na później. Mi udało się ten magiczny czas jakoś tak podzielić, że a jakże leżałem plackiem na plaży a teraz nadrabiam zaległości we wspomnianych pracach domowych - maluję mieszkanie. Jak wszyscy wiemy nie jest to zadanie zbytnio absorbuje zasoby umysłowe człowieka, nie wymaga nawet wielkiego skupienia dlatego już po paru ruchach wałkiem zwykle przenosimy się myślami w bardziej pociągające tematy, pozostawiając na miejscu to minimum świadomości potrzebne by nie pomylić kolorów dla ściany z przewidzianym dla sufitu. Ale przecież nie o malowaniu mieszkań tu będzie.
 
Oddając się nie bez reszty rolowaniu umazanym farbą wałkiem po ścianie, pomyślałem, że to się wcale pięknie ułożyło z tym plebiscytem wymyślonym przez TVN i Gazetą Wyborczą w którym zgodnie z założeniem najpierw wytypowano osobistości, które wspomniane media uznały za wizytówki III RP a potem pozwolono nam spośród nich wybierać tą "naj". O „Ludziach Wolności” bo tak nazwano ten plebiscyt ja tu już raz pisałem pokazując na przykładzie Ewy Błaszczyk jak się za pomocą takich inicjatyw „ugrzecznia” niepokornych by im więcej nie przychodziły tak głupie pomysły do głowy, że można coś robić samemu w dodatku wbrew systemowi(http://www.tygodniksolidarni.pl/2014/05/o-tym-jak-sie-u-nas-czesze-potargane.html). Ale przyznam, że w najpiękniejszych snach nie zdołałbym sobie wyśnić, takiego finału, że za rok zwyczajnie będzie trzeba ten plebiscyt zarzucić, więcej, udać że go nigdy nie było. Bowiem wpadki jaką przy okazji tej inicjatywy zaliczył system nie da się porównać z niczym inny. To miała być reklama III RP  a zatem wysoki poziom PR-u, i choć trochę nad tym myślałem, to równie dużej porażki w ostatnim czasie nie znalazłem. Przechodzę dla przykładu prawie codziennie obok banku który swą ostatnią kampanię oparł o plakat na którym mała dziewczynka trzyma tort ze świeczkami. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ta dziewczynka z jakiś powodów wygląda tak jakby zamiast buzi pełnej białych, dziecięcych ząbków, miała paszczę, w dodatku pełną małych, brudnych kłów. Jeśli kto będzie miał okazje, niech sprawdzi, że tak faktycznie jest no i że w efekcie mam za każdym razem gdy obok tego banku przechodzę takie wrażenie, że ten bank który reklamuje mały wampir, gdy tylko tam wejdę za pomocą pracujący w nim ludzi wyssie ze mnie resztki jeśli nie krwi to z pewnością kasy jaka mi po powrocie z urlopu została. Nie wiem kto ten plakat tak wykombinował, ale jeśli to nie jest córka jakiegoś prezesa a losowo dobrana dziewczynka to ten bank wybrał sobie doprawdy wyjątkowych speców. Jeszcze gorzej wyszło Polbankowi który zrobił reklamę w której dziennikarz gratulując Justynie Kowalskiej zdobycie złotego medalu,  używa formuły, sugerującej jakoby się jej to tym razem tylko udało. Na co ona odpowiada, że nic się nie udało, że to był ciężki trening, zawody i doping kibiców, po czym – wszyscy wiemy jak to leci - w podobnym duchu odpowiada jej pan w Polbanku gdy mówi, jej że zarobili dla niej trochę grosza. Nie będę się o tym rozpisywał, ci co nie pamiętają niech obejrzą sobie blok reklamowym. Ważne jest bardziej to, że gdy ta reklama już na dobre zagościła na naszych ekranach Justyna Kowalska opowiedziała w mediach, że to wszystko aż tak łatwo nie idzie, i że ona to wszystko okupiła starszym wysiłkiem, a nade wszystko poronieniem i depresją. Chyba nie muszę, tłumaczyć nikomu, że reklama banku w której oczywistość pozyskania zysku z lokaty porównuje się do prostej oczywistości z jaką sportsmenka osiągnęła tryumfy, jest zwyczajną porażką w obliczu ujawnienia przez nią faktu, że te medale nie przyszły jej wcale tak łatwo, a wręcz przeciwnie przyszło jej za nie zapłacić straszliwą cenę.
 
Ale to wszystko jak się okazuje to jest zwykłe nic w obliczu informacji jaka niedawno obiegał kraj a która dotyczyła jednego z laureatów wspomnianego plebiscytu tj. profesora Skarżyńskiego który według tych doniesień być może robił brzydkie interesy raz to ze swoją rodziną, raz to z jakimiś spółkami z Łotwy i Cypru o których poza tym skąd są niewiele nam wiadomo.
 
 
A cóż to u lich za jegomość zapytacie? Otóż tak się składa, że mam w rodzinie osobę z wadą słuchu przez co miałem sposobność bycia swego czasu w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach pod Warszawą. To jest projekt na najwyższym poziomie, znany na cały kraj, a jak każą nam wierzyć liczne  tablice informacyjne także w Europie. I nie ma powodów by temu nie wierzyć, szczególnie gdy będąc już tam na miejscu widzi się te naprawdę miliony zainwestowane nie tylko w sprzęt ale i bardzo wystawny budynek - wszystko nowe, eleganckie, naprawdę na wysokim poziomie. Ekspertem nie jestem, ale mając za sobą kilkugodzinny pobyt w tym ośrodku, w dodatku razy dwa, miałem czas, by poczytać trochę o tym centrum ale i samym profesorze i myślę, że nie odbiegnę daleko od prawdy jeśli powiem, że profesor Skarżyński w dziedzinie słuchu to jest mniej więcej ktoś jak był profesor Religa w kardiologii. A więc niewątpliwie persona. No a jak tak, to nic dziwnego, że w swej kategorii wspomnianego plebiscytu zwyczajnie wziął i wygrał, zostając przez to jednym z ludzi-symboli którzy w sposób wybitny przyczyniają się do budowanie współczesnej nam Polski.
 
I byłoby jak w bajce, a na salonach dalej pito by obficie szampana dla tak udanej reklamy III RP, gdyby nie ten mały fakt, że symbolem tej córy PRL został jak się okazało człowiek który może mieć na sumieniu działania jakie zwykliśmy przypisywać ludziom, którzy w wiadomy sposób dorobili się w wolnej Polsce szybkich milionów. I nie mam tu na myśli majątków budowanych w ten sposób z pradziada na dziada i wzwyż, ani nawet tych które zgromadzili nasi tuzowie w przeciągu tylko swego życia ale takie które powstały dosłownie w przeciągu paru lat w efekcie kilku niejasnych interesów, odpowiednio ustawionych kontraktów. Ja tu oczywiście nikogo nie skazuję i nie twierdzę, że profesor to zwykły krętacz tyle, że z tytułem. Ale jeśli prokuratura potwierdzi podejrzenia jakie miało względem tego człowieka ABW, które sprawę wykryło a następnie gdzie trzeba zgłosiło, to mamy kolejny skandal i to od razu taki na całą Unię, bo ośrodek powstawał z udziałem jej dotacji.
 
Do takich scenariuszy za rządów Platformy zdążyliśmy się już przyzwyczaić, choć robienie obciachu za granicą to był główny zarzut stawiany przez tą formację PiSowi. Za to bez wątpienia nowością jest, i przyznam się, że mnie ta okoliczność bardzo bawi, że ci których mamy za takich mocarzy też popełniają błędy, i to tak poważne, że po naszej stronie trudno szukać podobnych. Bo proszę spojrzeć. Jeśli prokuratura powie na głos to co ABW póki co mówi tylko szeptem, i okaże się, że mamy  kolejny przekręt na miliony to najmniejszym problemem organizatorów „Ludzi Wolności” będzie zagadnienie za czyją wiedzą lub przyzwoleniem przetargi organizowane przez państwowy ośrodek prowadzony przez profesora trafiały do spółek należących do członków jego rodziny. Problemem na miarę katastrofy wizerunkowej III RP, jak sądzę z myślą o poprawieniu którego to wizerunku wymyślono ten plebiscyt, będzie sam fakt, że człowiek prowadzący w takim stylu interesy został wybrany laureatem w tym konkursie. Symptomatyczne, nieprawdaż?
 
Ktoś podły mógłby powiedzieć - jaki system taka Polska, jaka Polska tacy "Ludzie Wolności". No ale to ludzie podli. Ja tym czasem wracam  kończyć malowanie ściany. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz