whos.amung.us

niedziela, 13 lipca 2014

O naszych mediach i ks. Szostku.

Autor: Integrator
 
Nie lubię wracać do tematu z którymi przyszło mi się już kiedyś mierzyć. Staram się  wygłaszać swe myśli aż nadto dosadnie, by mieć tą pewność, że moje stanowisko w każdej sprawie jest dla wszystkich zrozumiałe, i nie będzie wymagało ponownego a prostszego wyłożenia. Niestety nie zawsze tak się da i tak jest akurat ze sprawą profesora Chazana, której nowy wątek dopisał ks. Szostek.
 
Zacznę od takiej uwagi, że ja do tej sprawy nie wracam bo dałem się wciągnąć w sztuczny wir jaki w tej sprawy wytworzono by odwrócił uwagę od afery taśmowej. Mam pełną świadomość, że media ten temat będą z nami przerabiały aż wszelkie badania zaczną wskazywać, że mamy już tego serdecznie dość, i że już reagujemy na niego zbiorową wysypką. Wtedy jak to już było ze Smoleńskiem, wyjdzie do nas pan premier i powie, że ważniejsza jest ciepła woda w wannie a ponadto udane wakacje, za co my w ramach wdzięczności za uwolnienie od tej wrzawy zapomnimy jego ekipie te ozorki, te ośmierniczki. Co tam zapomnimy? Już zapominamy pomni słów Pawlaka z "Samych swoich", jak to się w luksusie człowiek męczy, no a oni męczyli się przecież nie dla siebie, a dla nas, dla Polski. A więc szlus! Tym większy, że jeśli taka rzecz nie zniosła ich z powierzchni ziemi  a ten cały folwark dalej ma się dobrze miast być w drodze na Madagaskar, to ich już nic nie ruszy. To znaczy też tyle, że oni mimo tylu ustępstw unijnych dostali znak że nie mogą liczyć na podpięte pod parasol ochronny brukselskie urzędy, a zatem muszą trwać tu i tu walczyć do końca. Swojego albo Rzeczpospolitej. Z dyszącym PiS’em u bram któremu póki przewodzi Kaczyński, zdrady w Smoleńsku nie zapomni. A tak zdeterminowani ludzie u władzy, z murem za plecami nie cofną się przed niczym.
 
 
Dlatego jeśli piszę tu notkę w temacie aborcji, to chcę byście wiedzieli, że robię to z pełną świadomością, że temat taśm mamy pozamiatany a aborcja jako temat dyżurny jak idzie o szybkie przykrycie czegoś dużego, właśnie po raz kolejny spełniła swoje zadanie. Mając tak ustalone zagadnienia progowe, przejdźmy do sedna sprawy.
 
 
Wczoraj w godzinach porannych, gdy miałem jeszcze nadzieję, że spędzę ten dzień bez pisania i pozwolę zmęczonym oczom odpocząć po całonocnym ślęczeniu przed ekranem, zadzwoniła do mnie znajoma z wielkim żalem w głosie oznajmiając mi, że napisała do Biskupa Lubelskiego skargę na księdza Szostka. Powiedziała, że jest po lekturze jego tekstu w "Gościu Niedzielnym" gdzie ów kapłan bardzo krytycznie wypowiada się na temat profesora Chazana. Były rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w dodatku etyk pisze, że profesor, ma obowiązek wykonywać zapisy prawa a jeśli mu się to nie podoba to może założyć własną klinikę a tam już działać po swojemu. Moja znajoma jako, że jest absolwentem Wydziału Prawa wspomnianej uczelni, w liście do Biskupa a jednocześnie Kanclerza uczelni przypomniała, że za czasów gdy ks. Szostek był rektorem KUL, uczono ją że jeśli prawo ludzkie jest niezgodnie z prawem bożym to jest dla nas katolików niewiążące. Swój list kończy propozycją by zmienić patrona uczelni bo jeśli były rektor, publicznie atakuje obrońcę życia i nie pociąga to za sobą żadnej reakcji ze strony tych którzy dziś stoją na straży powagi tej uczelni, to powoływanie się na tego patrona (dla nierozeznanych przypominam, że jest nim Jan Paweł II) jest zwykłą hipokryzją. Tyle moja znajoma.
 
 
Usiadłem zaraz do sieci i faktycznie okazało się, że to się dzieje naprawdę a w takim razie ja mam od razu problem. To mnie stawia w niezręcznej sytuacji bo jako bloger mam poniekąd obowiązek odnieść się do tego zdarzenia a nie chciałbym stanąć choćby przez nieuwagę po stronie tych którzy przy byle okazji stale próbują nawrócić nam Kościół. Którzy uprawiając oficjalnie li tylko krytykę konstruktywną w gruncie rzeczy chcieliby ten Kościół zreformować w takim stopniu, że gdy Jezus w Dniu Ostatecznym przyjdzie odebrać powierzony temu Kościołowi depozyt wiary, znajdzie tu jeno stos wypaczonych i sprofanowanych dogmatów upadłej w efekcie tych zmian wiary katolickiej.
 
 
No więc mam zawsze  ewidentny problem właśnie z takimi przypadkami gdy pogubiony duchowny, jest nam de facto w mediach tylko po to wystawiany byśmy się na niego z zapałem rzucili, zapominając, że to jest nasz kapłan który bardziej potrzebuje modlitwy niż tego piekła jakie my mu w dobrych intencjach zgotujemy. Ale skoro mleko się już rozlało to chciał nie chciał stanę na wysokości zadania i podejmę się tego tematu. A Was proszę, zanim  napiszecie cokolwiek krytycznego, byście się dwa razy zastanowili po co to robicie i czy warto? A nade wszystko jakiego języka zechcecie użyć bo ja nie będę miał dziś litości, i każdego kto swym komentarzem naruszy tą dla mnie delikatną granicę pomiędzy troskliwą opinią a pustą i chamską krytyką, będę bezwzględnie i na zawsze blokował.
 
 
No dobrze, to w czym rzecz? Otóż gdy wspominany tygodnik na swym portalu umieścił za Polską Agencją Prasową treść sprostowania jakie przesłał ks. Szostek, a w którym podtrzymał swoją negatywną opinię co do działań profesora Chazana, by już nie wracać do samego tylko zagadnienia aborcji zadałem sobie pytanie -  po co u licha katolicki tygodnik drukuje takie informacje? A że wdarła się ona do mojego życia wraz z publikacją „Gościa Niedzielnego” zraz też wysłałem do redakcji tytułem tego faktu wyrazy mojego oburzenia. Przypomniałem treść encykliki Evangelium Vitae autorstwa Jana Pawła II w której Papież każe nam w sposób bezwarunkowy stawać w obronie życie. Pozwólcie, że i Wam ten fragment przytoczę (kursywa zgodnie z oryginałem):
 
"28. Ten obraz pełen świateł i cieni powinien nam w pełni uświadomić, że stoimy wobec nadludzkiego, dramatycznego zmagania między złem i dobrem, między śmiercią i życiem, między „kulturą śmierci” i „kulturą życia”. Jesteśmy nie tylko świadkami, ale nieuchronnie zostajemy wciągnięci w tę walkę: wszyscy w niej uczestniczymy i stąd nie możemy uchylić się od obowiązku bezwarunkowego opowiedzenia się po stronie życia."
 
 
W liście do redakcji wskazywałem, że w obliczu tak jasno sprecyzowanego stanowiska Ojca Świętego bezzasadnym staje się prowadzenie rozważań nad tym co sobie o powinnościach lekarza myśli ks. Szostek. W dalszej konsekwencji bezcelowym staje się także publikowanie jego opinii a potem choćby nie wiem jak słusznych a krytycznych do niej komentarzy.
 
 
Wszyscy dobrze pamiętamy, jak przed wyborami do Europarlamentu tygodnik „W Sieci” opublikował Elementarz profesora Zybertowicza w którym było o Jarosławie Kaczyńskim mniej więcej tyle, że to jest ktoś kto nie może wyjść ze zdziwienia, że mimo tylu wad zaszedł tak daleko. Poruszyło to wielu jego  wyborców Kaczyńskiego, a on sam cofnął publicznie poparcie kandydującemu profesorowi. Próbowano to potem obrócić w żart, a my nie mając innego wyjścia przyjęliśmy to tłumaczenie. Ja zdaje się poczucie humoru mam mniej więcej na poziomie prezesa, bo gdy doniesiono mi o tym wpisie nie mogłem wyjść z podziwu jak my za sprawą własnych mediów umiemy samym sobie szkodzić? Jak sięgam pamięcią wciąż nam mówiono, i słusznie, że bez własnych mediów stale będziemy skazani na porażki. A gdy je już mamy okazuje się, że są one dla nas równie niebezpieczne jak mainstreamowe. Bracia Karnowscy dali pokaz pełnej indolencji puszczając taki tekst tuż przed wyborami, w okresie gdy inne partie ważą dokładnie każde słowo, a dla pewności chowają swych liderów w najciemniejszej dziurę by żaden zabłąkany dzieciak z mikrofonem nie zadał im pytania które zakończy wysiłki całego sztabu fiaskiem. Nasi najwyraźniej tą regułą się nie przejęli, przez co jestem pewien zrobili spustoszenie wśród przychylnym okiem patrzących na PiS, a niezdecydowanych jeszcze wyborców. Mając ten przykład w pamięci, wróćmy do „Gościa Niedzielnego”. O przepraszam, nie tylko do nich, a do wszystkich gazet katolickich które uznały za stosowne cytować ks. Szostka.
 
 
Mój problem jak chodzi o te gazety, leży tu gdzie wspomniana indolencja Karnowskich. One tak jak ci Karnowscy zachowują się tak jakby pisali dla zasady, jakby nie rozumieli siły słowa. My tu na dole, zwykli ludzie, katolicy, bez przerwy jesteśmy karmieni papkami  niusów, które mają nas do wiary i Kościoła zniechęcić. Nie ma tygodnia by nie pokazywano nam pijanego księdza, jego wypasionego auta, albo dla odmiany jakiegoś molestowanego czy pobitego przez duchownych dziecka. Uciekamy więc do mediów gdzie o takich rzeczach się nie pisze, gdzie dowiemy się o tych ludziach czegoś dobrego bo dobrze wiemy, że czarne owce to w tym środowisku wyjątek od reguły. Uciekamy się więc do mediów katolickich a tam, (co z tego, że w dobrej wierze?) zaczyna robić się podobnie. Ja już tego w swym zaprzaństwie nie zrozumiem, po co pisze się tam takie rzeczy, skoro to poza wzbudzaniem zamętu niczego to do sprawy nie wnosi?  Bo co ma zrobić czytelnik takiej gazety gdy czyta, że były rektor KUL, etyk, a obecny dziekan tamtejszego Wydziału Teologicznego uważa, że profesor Chazan źle zrobił nie wskazując lekarza który rozczłonkowałby to dziecko? Dostać pomieszania zmysłów? A może rzucić Kościół i tych księży i żyć jak mu przyroda pozwala? Po co stawiać ludzi w świadomości faktu, że Kościół w tak ważnej sprawie jak aborcja jest podzielony, a przecież tak to z naszej perspektywy wygląda? I kogo wreszcie my mamy słuchać? Jana Pawła II czy może kogoś innego skoro Papież nie żyje a dziekan „papieskiej uczelni” publicznie gani obrońcę życia? Może coś się zmieniło a sprawa nie jest już tak oczywista?
 
 
Ks. Szostek z pewnością zna treść wspominanej encykliki. Z pewnością czytał ten fragment w którym Papież przestrzega przed dokładnie takim postrzeganiem relacji prawa państwowego do bożego, które publicznie zaprezentował ten kapłan (kursywa zgodnie z oryginałem):
 
"11. W tym miejscu pragniemy jednak zwrócić szczególną uwagę na inny rodzaj zagrożeń wymierzonych przeciw życiu poczętemu lub życiu, które zbliża się do końca: dostrzegamy w nich nowe aspekty, nieznane w przeszłości oraz problemy niezwykłej wagi, związane z faktem, że w świadomości zbiorowej te zamachy na życie tracą stopniowo charakter „przestępstwa” i w paradoksalny sposób zyskują status „prawa”, do tego stopnia, że żąda się uznania ich pełnej legalności przez państwo, a następnie wykonywania ich bezpłatnie przez pracowników służby zdrowia. Zamachy te uderzają w ludzkie życie, gdy jest ono najsłabsze i całkiem pozbawione możliwości obrony. Jeszcze groźniejszy jest fakt, że w dużej mierze dochodzi do nich w gronie rodziny i za sprawą rodziny, która przecież ze swej natury powinna być „sanktuarium życia”."
 
A skoro wszystko jest jasne, skoro znamy obowiązującą naukę Kościoła w kwestii obrony życia, to czy jest sens publikować wypowiedź tak sprzeczną z tą nauką nawet jeśli to jest ktoś z takim tytułem? Czy jest sens wchodzić w polemikę i zbędne komentarze miast spuścić nad takim człowiekiem utkaną z litości zasłonę milczenia? Bo przecież dobrze wiemy jak to się skończy. Wywleką nam media tego biedaka na scenę, a my rzucimy się na niego w obronie tych małych dzieci i prawd wiary nie pomni, że to jest przecież wciąż nasz duchowny. Ksiądz pogubiony, a po sposobie w jaki skorygował swe zdanie widać że i pełen pychy, ale wciąż duchowny. Są od ganienia i dyscyplinowania takich owiec specjalne organa Kościoła i im te zadania pozostawmy. Nie przysposabiajmy się z takim zapałem do krytyki księży i Kościoła, bo to się zawsze kończy takim stanem odrętwienia duszy, że gdy przyjdzie nam kiedyś zbłądzić, zrażeni do tych księży i tego Kościoła nie będziemy umieli zaufać, przez to trudniej będzie nam wrócić.  A nie ma przecież nic piękniejszego tu na ziemi jak powroty synów marnotrawnych na święte łono tego Kościoła.
 
Zapraszam do kontaktu i współtworzenia Tygodnika Solidarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz