whos.amung.us

czwartek, 31 lipca 2014

Karl von Linne ojcem państwowości polskiej.

Autor: Coryllus
 
Miałem dziś pisać o czymś innym, bo problem profanacji godła, jaki się dokonał dwa dni temu w TVN, wydaje się dziś trochę mniej aktualny. Zdecydowałem się jednak go poruszyć, bo prosił mnie o to nasz kolega cbrengland. Oto jakiś bałwan zrobił telewizyjny materiał o tym, że znajdujący się w godle Polski orzeł to bielik, a ten nie jest przecież żadnym orłem, ale orłanem. Orłany zaś to nędzni padlinożercy i w ogóle stworzenia nie warte tego by im oddawać cześć. Materiał kończy się pointą, która brzmi – jakie państwo takie godło, czy jakoś podobnie.
 
Zacznę od kwestii prostszej i łatwiejszej do zrozumienia dla takiego choćby Kamila Durczoka, który uśmiechał się kiedy emitowano ten idiotyczny materiał. Dla niektórych może to być nie do uwierzenia, ale w godle Polski i Niemiec jest ten sam ptak. Różnica jedynie w postrzeganiu go przez obydwie nacje. Oto Niemcy widzą grupodupego, ponurego stwora z rozcapierzonymi szponami, a my eleganckiego białego ptaka w złotej koronie. A to jest ten sam bielik, który w dodatku jest orłanem, a nie orłem. W Niemczech stworzenie to nie nazywa się tak jak u nas, ale mówi się nań orzeł morski. Jest nawet taki obraz – obrońcy granic – pochodzący z czasów Hitlera, na którym widać dwa krążące nad skałami Rugii orły morskie. One nie jedzą na tym obrazie padliny, tak jak też nie jedzą jej w rzeczywistości, no może czasami. Orły morskie polują na ryby. W pobliżu Grodziska Mazowieckiego mieszkają dwa takie ptaki i nawet przestały się już bać ludzi, wyglądają naprawdę poważnie i majestatycznie. Parę lat temu, przez kraj przetoczyła się dyskusja o pewnym szczególnym rodzaju zachowań, oto w miejscach gdzie z powodu nadmiaru łatwego pożywienia, pozostawionego przez ludzi byle gdzie, namnożyło się tych bielików, rolnicy w obawie o swój pierzasty inwentarz, zastawiali na nie pułapki i…..nigdy nie zgadniecie co robili tym ptakom. Bo to jest dokładne przełożenie na praktykę tego sposobu myślenia, który został zaprezentowany przez świrów z TVN, z tym bałwanem Durczokiem na czele. Otóż obcinali im nogi i puszczali wolno. Ptaki musiały latać aż do śmierci z wyczerpania. Pamiętam moment kiedy chory na białaczkę Durczok łysy jak kolano prowadził te swoje programy i na jakie diapazony współodczuwania podnosiła się wtedy myśl niektórych osób. Pamiętam jak Alicja Resich Modlińska powiedziała publicznie, że ona nie może na niego patrzeć. Na niego i na tego drugiego, który też akurat zachorował. Modlińska została wtedy przez opinię publiczną zniszczona, a ja się dziś zastanawiam czy słusznie, bo ciężkie doświadczenia oraz okazywane mu współczucie niczego Durczoka nie nauczyły. Podobnie jak nie nauczył ten jego przypadek niczego kolegów z redakcji TVN. Ktoś powie, że to nie są adekwatne sprawy, tam indywidualne cierpienie, a tu szyderstwo z jakiegoś nieważnego w zasadzie symbolu. Skoro nieważnego, to może teraz Durczok puści materiał o orłach morskich i o godle Niemiec? W zasadzie dlaczego nie. Na wsi, skąd pochodzę funkcjonuje bardzo prawdziwe i zawsze skuteczne powiedzenie – nie lituj się nad chamem. On i tak nie zrozumie o co ci chodzi. I tu właśnie, w przypadku Kamila Durczoka i jego kolegów widać to bardzo jaskrawo. Nie litujmy się więc kolejny raz nad chamami i jak im się zdarzy jakaś przykrość, a my akurat nie mamy ochoty kopać ich po tyłku, to chociaż nie przeszkadzajmy tym, którzy to czynią. Tylko w taki sposób bowiem możliwa jest edukacja chama, inaczej on niczego nie zrozumie i będzie myślał, że przyszliśmy mu coś podarować. Solidny kopniak niżej krzyża przywodzi go do przytomności i stawia do pionu. Nie można szydzić z godła i nie czyni tego nikt przytomny. Poza oczywiście prowokatorami malującymi gwiazdy Dawida na szubienicach, w różnych starych domach na obrzeżach miast.
 
Co ma do tego Karl von Linne? Uwaga, Kamil Durczok może przestać czytać, bo to nie dla niego. Niech się lepiej zajmie pielęgnowaniem swoich śląskich frustracji. Karl von Linne, szwedzki przyrodnik zwany Linneuszem, jest ojcem systematyki przyrodniczej, do której my się tak przyzwyczailiśmy, że nie wyobrażamy sobie bez niej świata. Każdy mimowolnie, często błędnie, ale zawsze we właściwym kontekście używa takich pojęć jak gatunek, rodzaj, rząd….To są określenia, które Karl von Linne, a po nim inni zastosowali do opisu świata ożywionego, jaki nas otacza. Linneusz wymyślił te wszystkie nazwy i wtłoczył w nie stworzenia boże, które przedtem chodziły sobie samopas podobnie jak ludzie i nikt nie miał jeszcze pojęcia kto jest orłem, kto orłanem, a kto Kamilem Durczokiem. Nie istniało wtedy nawet określenie głupi hanys, wyobraźcie sobie, ale świat istniał, albowiem stworzył go Pan Bóg. Nikt nie miał do zwierząt pretensji, że żywią się w taki, a nie inny sposób i podobno, choć w to akurat nie wierzę i uważam, za wymysł oświecenia, ludzie nie rozumieli, że życie owadów przebiega poprzez różne stadia. Nie kojarzyli gąsienicy z motylem po prostu. To nie może być prawda, zważywszy na skomplikowane systemy jakie umysł ludzki tworzył przed wymyśleniem systematyki. Myślę, że ludzie po prostu nie interesowali się tym za mocno i nie uważali, by kwestie rozwoju osobowego bielinka kapustnika były aż tak ciekawe, jak to się zdawało badaczom osiemnastowiecznym. Co innego było na tapecie. Zbawienie duszy i takie tam…Dopiero później rozgrzały spory o to czy bielik jest orłem czy orłanem i co zjada. Wcześniej ludzie po prostu zachwycali się majestatem tych ptaków i ich pięknem. Tylko czy to są kwestie, które może pojąć taki Durczok? Nawet po tej swojej chorobie, nawet po tym, jak wylał się na niego ten autentyczny i szczery strumień współczucia? Nie, bo on i ten drugi przeżywają dopiero swoje stadium poczwarki, ja to wiem na pewno albowiem miałem z biologii w szkole średniej same dobre oceny.
 
Na dziś to tyle, mam trochę zajęć na kwadracie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz