whos.amung.us

wtorek, 8 lipca 2014

Bezwstyd. Pierwsza bolączka III RP.

Autor: Integrator
 
Miałem to szczęście, że do szkoły podstawowej uczęszczałem w czasie gdy jeszcze spełniała pierwotnie przypisane jej zadanie a które z grubsza polegało na tym, że za pomocą odpowiednio dobranej kadry nauczycielskiej próbowano dzieci najpierw uczyć, a przy tym wychowywać. Nie bez znaczenia dla osiągnięcia tak przyjętego celu, był autorytet nauczyciela (tak, tak było kiedyś coś takiego) który dodatkowo wzmacniany postawą rodziców niekwestionujących tego stanu rzeczy, kazał dzieciom podporządkować się woli nauczyciela bez zbędnych dyskusji. Mogliśmy na przerwach tylko pomarudzić i ponarzekać sobie na takie czy inne decyzje uczących nas dorosłych, ale gdy dzwonek znów zadzwonił wracaliśmy pośpiesznie do sal i posłusznie wykonywaliśmy kolejne wydawane nam nakazy i polecenia. Na lekcjach wychowawczych, częściej co prawda odrabialiśmy lekcje z innych przedmiotów niż słyszeliśmy o tym, że trzeba w autobusie ustąpić miejsca kobiecie ciężarnej lub osobie starszej, niemniej ten posłuch jaki mieli nauczyciele a którego pilnie strzegła pani dyrektor był czymś co najwięcej mówiło nam o podstawowych zasadach funkcjonowania w społeczeństwie i o konieczności tych zasad przestrzegania. Dziś ów autorytet jak i wspomniane na wstępie stawiane szkole zadania, zważywszy na poziom wiedzy jaki prezentują kolejne roczniki, stały się tylko miłym wspomnieniem. Mając zaś na uwadze doniesienia o drastycznych incydentach z udziałem dzieci mających miejsce w polskiej szkole (o zgrozo!), zdaje się, że przestała pełnić już nawet funkcję przechowalni gdzie rodzice mogliby na czas pracy oddawać swoje pociechy.
 
Wiem, że miałem pisać o III RP a wychodzi mi o szkole, ale zanim przejdę do sedna sprawy, chcę Wam nakreślić tło bez którego nie zrozumiecie tego co ja Wam tu zamierzam wyłożyć. Uzbrójcie się zatem w cierpliwość za chwilę wszystko zrozumiecie.
 
Otóż gdy powoli zbliżaliśmy się do ukończenia szkoły podstawowej, jeszcze wtedy ośmioklasowej, jak wszystkie poprzednich roczniki intensywnie zastanawialiśmy się całą klasą jak to wszystko potoczy się dalej gdy zabrzęczy ostatni dzwonek, gdy dostaniemy dyplomy a po wakacjach drzwi szkoły podstawowej będą dla nas po raz pierwszy zamknięte? Zastanawialiśmy się jaką szkołę wybrać - liceum czy coś niżej - a gdy już na to pytanie mieliśmy odpowiedź pojawiało się kolejne -  które z dostępnych w okolicy liceów, techników czy zawodówek wybrać? W tym wieku człowiek nie ma absolutnie najmniejszego pojęcia co będzie robił w życiu, więc w dużej mierze opiera się na tym co mają do powiedzenia w tej kwestii rodzice. No a przynajmniej tak to u mnie wyglądało, więc ich sugestię podjąłem niemal bez zastanowienia i poszedłem do liceum, które mi wskazali jako odpowiednie. Byli jednak w mojej klasie i tacy, których rodzice z jakiś powodów zostawili tą decyzję swoim dzieciom a te w sposób jak tylko umiały najlepszy, próbowały podjąć decyzję o tym jak będzie wyglądał ich ścieżka edukacyjna w kolejnych latach, a w konsekwencji całe ich życie.
 
Jednym z takich dzieci, którym rodzice pozostawili możliwość decydowania o wyborze własnej drogi był mój dobry kolega Daniel. I gdy zbliżał się termin ostatecznego podjęcia decyzji o tym jaką szkołę wybieramy, a rozmawialiśmy na te tematy nie tylko na przerwach ale i w drodze ze szkoły do domu, Daniel podzielił się z nami swoimi wątpliwościami twierdząc, że waha się między zawodówką a technikum, ze wskazaniem na tą pierwszą. Wszyscy dobrze wiemy jak to wtedy działało, że do liceum szli dobrzy uczniowie, do technikum średni, a do zawodówki szły ci z najgorszymi ocenami, którym nauka zwyczajnie nie szła. Dlatego gdy tylko usłyszałem, że mój serdeczny kolega skłania się bardziej ku zawodówce, zacząłem go od tego pomysłu szczerze i z zapałem odwodzić niemal jak od popełnienia grzechu. I wyobraźcie sobie, że on poza tym głębokim przekonaniem, że najlepszym dla niego miejscem będzie zawodówka, umiał to jeszcze uzasadnić w sposób który na zawsze zapadł mi w pamięci Gdy go zapytałem dlaczego on tak to sobie ułożył, on to, mój kolega Daniel, odpowiedział mi, że nie pójdzie do technikum bo jest za głupi. Dokładnie tak to powiedział. Niczym się nie zasłaniał, nie tłumaczył, zwyczajnie i szczerze powiedział, że technikum to jest dla niego zbyt wysoko i to nie jest miejsce dla niego. Wychowany w szkole zdrowych zasad i ustalonych hierarchii, gdy przyszła pora samodzielnie i poprawnie umiał ocenić swoje możliwości, a potem tak zwyczajnie i po prostu na zadane mu pytanie odpowiedzieć, że się nie nadaje do miejsca w którym ja go z całej mojej sympatii do jego osoby widziałem.
 
W wolnym czasie, a mam go zawsze pod dostatkiem podczas spacerów, wielokrotnie zastanawiałem się  jak to się stało, że na każdym kroku otacza mnie cała masa niekompetentnych ludzi, którzy z racji piastowanych funkcji podejmują decyzje kluczowe jak idzie o komfort (dyskomfort)  mojego życia? Z pewnością wasze myśli poszybowały ku politykom, ale tym razem nie tylko ich mam tu na myśli. Mam na myśli powszechną głupotę maskowaną arogancją a często zwykły chamstwem z którą mamy do czynienia niemal każdego dnia i niemal w każdym miejscu, począwszy od naburmuszonej pani w okienku bankowym, przez niekompetentnego urzędnika czy nauczyciela któremu w zaufaniu powierzmy nasze dzieci, a skończywszy na kierowcy miejskiego autobusu który zaczyna pyskować poproszony o włączenie klimatyzacji. Wielokrotnie zastanawiałem się gdzie miał swój początek ten tak dziś powszechny trend, że ludzie o szczątkowym poziomie wiedzy i porównywalnym poziomie kultury pchają się bez odrobiny wstydu na eksponowane stanowiska? Jak to się stało, że dla minister sportu pani Muchy mógł pracować jej fryzjer, a na najwyższe stanowiska w państwie trafili ludzie którzy przekleństw używają w miejsce przecinków? W końcu jak to możliwe, że podrzędny nauczyciel fizyki podejmuje się funkcji premiera by ostatecznie wylądować na super-mega-ekstra płatnym stanowisku w jednym z największych banków świata?
 
No i wyobraźcie sobie, że akurat dzisiaj, dnia 7 lipca 2014 roku, w godzinach popołudniowych doznałem iluminacji. Wspomniawszy w myślach opisaną rozmowę z moim kolegą Danielem, zrozumiałem dlaczego to się tak wszystko układa. Doszedłem oto do takiego wniosku, że początkiem obowiązującego u nas stanu rzeczy był moment w którym wybraliśmy Lecha Wałęsy na prezydenta. Przeanalizowałem sobie to wszystko raz jeszcze i nie mam już co do tego żadnych wątpliwości. To właśnie od tamtych pamiętnych wyborów coś w nas pękło i zaczęliśmy jako społeczeństwo ewaluować w kierunku jaki obecnie mamy. Pozwólcie, że Wam to w paru zdaniach wytłumaczę.
 
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że rajd Lecha Wałęsy na najwyższy urząd w państwie był czymś nowym i w naszej historii niespotykanym. Z reguły głową państwa zostawał ktoś z wyższym wykształceniem, rzecz jasna nie takim jakie dziś uznajemy za obowiązujące, ale odpowiednio wysokim dla czasów w którym przyszło mu żyć. Wprowadzając Wałęsę na fotel prezydenta złamaliśmy tą niepisaną zasadę a potem już mogliśmy tylko patrzeć jak upadają kolejne standardy, co z reszta było do przewidzenia gdy się na salony wpuszcza się nie powiem już kogo. Wszyscy to dobrze czujemy, że człowiek który uznał za stosowne pochwalić się awersją do jakichkolwiek książek w normalnych warunkach nie mógłby nawet marzyć o tym co go spotkało. Tym czasem stało się to co się stało i niewiele się to różniło jak sądzę od scenariusza na bazie którego powstał genialny serial "Kariera Nikodema Dyzmy". I myśmy to zaakceptowali a następnie przyjęli jako przyzwolenie dla podobnych zachowań z naszej strony.
 
Moja babcia ma dziś 92 lata i choć ukończyła tylko kilka klas szkoły podstawowej do dziś ma w sobie tą zatraconą przez nas przyzwoitość, która nie pozwalała jej nigdy sięgać po rzeczy jej nienależne, po coś co wzrastało ponad jej umiejętności, ale być może także przez to jest osobą wyjątkowo wyczuloną w tych sprawach. Pamiętam jak wiele lat temu oglądaliśmy wspólnie urywki z wizyty prezydenta Lecha Wałęsy w USA m.in. to standardowe pozowanie do kamer, gdzie obaj prezydenci siadają w fotelach przy małym stoliku, uśmiechają się do siebie i czekają aż wszyscy dziennikarze porobią zdjęcia i pozwolą im już na osobności pogadać chwilę o swoich sprawach. I podczas gdy jako młody chłopak fascynowałem się już tylko tym faktem, że nasz prezydent siedzi obok amerykańskiego, moja babcia obruszona zapytała na głos: "Jak on siedzi, ten cały Wałęsa?". W tej samej chwili wszystkim nam spadły z oczu klapki i zrozumieliśmy, że pewnych spraw nie da się ukryć i że kiedyś ta słoma musiała wreszcie mu wyjść z butów. Chodziło o to, że podczas gdy George Busch siedział elegancko wyprostowanym, Wałęsa rozwalił się na swym fotelu w pozie mniej więcej takiej jaką zwykł przyjmować przed telewizorem Ferdynand Kiepski, ze wszystkich nam znanego serialu. Mimo tylu zabiegów speców od towarzyskiej ogłady, moja babcia nie dała się zwieść i to co nam wszystkim umknęło, ona mimo że najstarsza, od razu wyłapała. I tak ma do dziś. Mimo tylu lat, dla przykładu wciąż używa całkowicie zapomnianego dziś słowa - "nie wypada". Znacie kogoś kto tak jeszcze mówi? Bo ja nie. Dziś wszyscy są tacy wyedukowani, wszystko im wypada, każdy rości sobie prawo robić to co mu rozum podpowiada. Tyle tylko, że tu się właściwie nic nie zmieniło, i wciąż jedni tego rozumu trochę mają, innym go zwyczajnie brakuje. A to w połączeniu z nową manierą - "mi się należy" - daje smutne w skutkach efekty.
 
Tak. Nieumiejętność dokonania poprawnej samooceny jest jak sądzę w naszym społeczeństwie problemem kluczowym. Jestem też niemal pewny, że gdybym teraz wyszedł na ulicę i zaczął proponować losowo napotkanym przechodniom dobrze płatne, wysokie stanowiska (mniejsza o to czy w sektorze prywatnym czy państwowym), to rozdysponowałbym je wszystkie w krótkiej chwili i bez najmniejszego problemu. Myślę też, że wielu z czytających ten tekst, przytuliło by się do takiej propozycji nie pytając nawet o szczegóły. A póki tak jest, to nic się w tym kraju nie zmieni.
 
I pozostaje tylko mieć nadzieję, że przyjdzie kiedyś taki rząd, że zacznie egzekwować wszystkie przewidziane prawem kary. Już to wystarczy, nic ponadto, by na ważne stanowiska pchały się tylko takie osoby, które będą miały odpowiednią ilość oleju w głowie a przynajmniej będą wiedziały co to znaczy kindersztuba!   
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz