whos.amung.us

piątek, 6 czerwca 2014

Żarty z holocaustu czyli o rodzajach deprawacji

Autor: Coryllus
 
W czasie targów, zastanawialiśmy się wszyscy, jak nas tam stało sześć osób, gdzie panuje większa deprawacja: w mieście czy na wsi. Mam na myśli deprawację dzieci i młodzieży. Temat sam przyszedł, bo ja usłyszałem ostatnio o rzeczach absolutnie horrendalnych, które dzieją się w podstawówkach. Dzieci z 5 klasy pokazują sobie filmy pornograficzne na telefonach i układają rankingi, który jest lepszy. Rzecz działa się na wsi. W mieście dziś, moim zdaniem jest lepiej, bo to w mieście są rodziny wielopokoleniowe, jeśli nie w tym samym domu, to w tej samej dzielnicy, a babcia z dziadkiem są na wyciągnięcie ręki. Na wsi jest różnie, matka w Anglii, dziadek z ojcem robią na budowach, a dzieciaki wychowują się same, bo biedna babcia nie daje rady nad wszystkim zapanować. Pogadaliśmy sobie i było bardzo miło. Już dziś bym o tej rozmowie nie pamiętał, gdyby nie to co przeczytałem wczoraj. Chodzi i wywiad z izraelską artystką Rutu Modan, która ilustruje książki dla dzieci i rysuje komiksy. Jej prace były nawet nagradzane jakimiś prestiżowymi nagrodami. Nie wiem doprawdy z jakiego powodu, chyba dlatego, że jury jest zdominowane przez jakichś rabinów. Macie tu ten wywiad, a ja będę ciągnął swoją opowieść dalej http://ksiazki.wp.pl/wid,21024,wywiad.html?ticaid=112d1e
 
Trudno znaleźć bardziej drętwe i schematyczne obrazki w całym komiksowym świecie, trudno zgadnąć dlaczego właśnie ona jest nominowana i nagradzana. No dobrze, wcale nie trudno, łatwo. Tak po prostu musi być, przyjmijmy to do wiadomości i przestańmy się interesować zaniżającymi poziom ustawkami. Nawet jeśli idą za nimi jakieś pieniądze. Nikt nas tam nie wpuści, nie ma więc czego żałować. Z oceną zaś prac plastycznych jest tak, że wystarczy dobre położyć obok złego i każdy sam sobie wyrabia pogląd, żadne nagrody nic tu nie pomogą. Dlatego właśnie tak ważne jest kreowanie lokalnych rynków i nie pozwalanie na to, by wciągnięto nas do jakiejś ogólnoświatowej rywalizacji, w której wygrywają ci, co ich już wcześniej wybrano. To jest szczególny rodzaj deprawacji, którego odprysk mamy w Polsce w postaci tych wszystkich konkursów i ustawek, które mają nas przekonać, że Szczygieł to pisarz, a Karolak aktor. W przypadku tych dwóch zawodów o oszustwo jest stosunkowo łatwo, na aktorstwie nikt się nie zna, a krytyka literacka jest wprzęgnięta w ten szwindel. Co innego z obrazami i ilustracjami, jak się pokaże dobry obraz ludzie wrażliwi od razu go rozpoznają. Podobnie jest ze złą i słabą pracą. Dlatego do lansowania śmieci potrzebny jest rozbudowany aparat propagandowy, czyli galerie, pisma branżowe, sieć handlu i inne rzeczy służące praniu pieniędzy i lewym ubezpieczeniom pod pretekstem promocji „nowej sztuki”. Z tymi komiksami jest pewnie inaczej, bo zysk z nich żaden jeśli porównamy je z zyskiem ze sprzedaży dzieł wylansowanych artystów-oszustów. Komiksy służą temu by w głowach osadzały się właściwe i pożądane przez wydawców i promotorów treści. I one się osadzają. Spójrzcie na to co tam jest prezentowane w opublikowanych fragmentach. Komiks jest o tym, że do Polski przyjeżdża wycieczka licealistów z Izraela, żeby odwiedzić obozy zagłady. Wszyscy są zadowoleni i uśmiechnięci i opowiadają sobie różne śmieszne historie. Autorka zaś tłumaczy nam, że w Izraelu opowiadanie dowcipów o holocauście to jest pewien sznyt. No i kiedy to słyszymy, myślimy sobie – no tak, naród przeżył okropną traumę i teraz, nawet kiedy minęło tyle lat po prostu odreagowuje. Nie ma się co dziwić. No, ale na tym samym oddechu autorka mówi, że młodzież izraelska wychowywana jest w nienawiści do Polaków, którzy przez całą wojną kolaborowali z Niemcami i pomagali przy zagładzie. My to niby wiemy, ale umyka nam moment kiedy te dwie płyty tektoniczne się ze sobą ścierają. Moment ważny, na który jak sądzę nikt z nas nie jest przygotowany. Mamy o to państwowy, bo rozumiem, że dowcipy z holocaustu lansowane są w państwowych mediach, tak jak w Polsce kawały o milicjantach swego czasu, mamy więc państwowy przymus, śmiania się z komór gazowych. Podkręcany jeszcze szeptaną propagandą, znaną tam także z czasów komuny. Tu jakiś żart się pojawił, tam drugi, a właściwie nie wiadomo skąd one się biorą i jak zyskują popularność. Nagle okazuje się, że jest ich cała masa. Ludzie normalnie nie śmieją się ze śmierci, tym bardziej ze śmierci masowej. Nie śmieją się choćby z tego powodu, że nie chcą o tym myśleć. Tak pisze pani Modan, że jej babcie i ojciec nie chcieli w ogóle myśleć o Polsce i o okupacji. No to jak mieli się śmiać z tych kawałów? Kto je rozpowszechniał jeśli nie oni? Byli jacyś Żydzi, którzy wyszli z getta, ocaleli i nagle rozpoczęli w Izraelu kampanię pod tytułem „Dobry żart, tynfa wart”? Pewnie nie. No, ale jeśli mamy masowy rechot z zagłady, w narodzie, który został tej zagładzie poddany, w 70 lat po wspomnianych wydarzeniach, to jakiś cel tej akcji być musi. No i zestawcie sobie ów zdrowy śmiech ze wspomnianą nienawiścią do Polaków, którym Żydzi nie mogą wybaczyć. Co z tego wyjdzie? Już wam mówię, wyjdzie z tego zimny drań, który chodzi sobie, nic nie robi i to taki wdzięk. Nie mogę niestety spokojnie patrzeć na komiks pani Modan, bo wiem, że jest nędzny i forowany. Nie mogę spokojnie słuchać o masowo produkowanych żartach ze śmierci, bo wiem jak działa socjotechnika i nie mogę zgodzić się na postawę dziennikarza, przeprowadzającego wywiad z Rutu Modan, który zachowuje się jak pijane dziecko we mgle. Weźmy choćby tytuł komiksu pani Modan. Po polsku brzmi on „Zaduszki”, a w USA został wydany pod tytułem „Property” . Oznacza to ponoć mienie, nieruchomości, bo o szukanie majątku w Polsce chodzi w tym komiksie. W całym tym wywiadzie zarysowuje się wyraźnie jakaś oferta. Oferta jaką młodzi Izraelczycy mają dla nas. Ja tę ofertę traktuję niezmiernie poważnie, ale ją odrzucam. Nie jestem zainteresowany, ani żartami z zagłady, ani wspólnym poszukiwaniem nieruchomości. Ogłosiłem własny konkurs na komiks, więc te amerykańskie też nie są mi potrzebne. Nie uczestniczę i nikogo nie zachęcam do uczestnictwa we wspólnych zabawach i paradach, a to z tego względu, że nie da się tego wszystkiego oddzielić od programu nauczania w izraelskich szkołach, programu zatwierdzanego przez państwo. Jeśli jest tam cokolwiek o nienawiści, nie możne być to przeniesione do nas, bo tu panuje po prostu inna kultura. I pani Modan, a także inni Izraelczycy odwiedzający nasz kraj w poszukiwaniu property muszą to zrozumieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz